Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Karol Odrycki, NASZE MIASTA

Wszyscy wiemy, jak wyglądają n a j s t a r s z e centra naszych miast, różnie nazywane: w większych to stare miasto lub starówka (w Warszawie!), w mniejszych po prostu śródmieście albo centrum. Każde z nich stało się zaczynem miasta współczesnego. Wszystkie prawie nasze miasta mają rodowód średniowieczny lub renesansowy, ale w XIX i XX wieku niektóre z nich rozrosły się niepomiernie. W efekcie prastare jądra miast niemal zagubiły się w morzu nowej zabudowy, pozostając najczęściej – jako zbyt ciasne nawet na wymogi XIX wieku – na boku nowych śródmieść, powstałych w ciągu ostatnich dwóch stuleci, a nawet trochę wcześniej*. Zauważmy: w Warszawie malutka „Starówka” została całkiem na uboczu, a funkcję centrum przejął najpierw Nowy Świat (jeszcze przed rozbiorami), a potem ulica Marszałkowska i Aleje Jerozolimskie; centrum Lwowa od XIX wieku to nie stary Rynek, lecz Wały Hetmańskie, plac Mariacki, Akademicka. W Przemyślu podobną funkcję przejęła ulica Franciszkańska, w Tarnowie – Wałowa i Krakowska, w Stanisławowie – Sapieżyńska, w Bielsku 3 Maja itd. Tylko w małych i niektórych średnich miastach (np. w Nowym Sączu) stare centra zachowały swoją centralną funkcję.

Podobnie było w Krakowie, bo miasto to, z rozmachem założone w średniowieczu, było o wiele obszerniejsze niż w innych grodach (z rynkiem największym w Europie), ale – po utracie rangi stolicy – rozwijało się słabiej w owej epoce, gdy inne miasta przeżywały swój rozkwit. Dopiero na pomoc rozrostowi Krakowa przyszło w ciągu wieków pochłonięcie kolejno trzech sąsiednich miast, funkcjonujących wcześniej (albo tak pierwotnie pomyślanych) jako miasta osobne. Były to: XIV-wieczny Kazimierz, XIX-wieczne Podgórze i... XX-wieczna Nowa Huta. Poważny rozwój Krakowa właściwego datuje się atoli od przełomu XIX/XX wieku, poprzez okres 20-lecia międzywojennego oraz lata po II wojnie światowej. Jednak mimo tego Rynek krakowski ciągle pozostaje pępkiem 800-tysięcznego miasta! Już nie handlowym w skali masowej co prawda (tę funkcję wszędzie przejmują w naszych czasach supermarkety), lecz drobno-handlowym i elitarnym.

Owe stare jądra miast – obojętnie: zdegradowane czy nadal pełniące rolę centrów – mówią nam wiele o czymś bardzo ważnym: o rodowodzie miasta, oraz o  ź r ó d ł a c h c y w i l i z a c j i całego kraju lub regionu. Dla nas w Polsce problem ten ma znaczenie szczególne, znaleźliśmy się bowiem – za sprawą naszych odległych przodków – przy granicy dwóch głównych kultur europejskich: Zachodu i Wschodu, Europy łacińskiej i bizantyjskiej. Nie ma wątpliwości, do której strony należymy, ale g r a n i c e k u l t u r o w e z samej swej natury nie mogą być ostre. To zjawisko jawi się ze szczególną ostrością na wschodniej rubieży historycznej ziemi Polaków. Zwłaszcza na ziemiach południowo-wschodnich, bo tam, na skutek określonych wydarzeń historycznych, nałożyły się na siebie dwie kultury**.

Europa zna takie problemy. W wielu krajach tego kontynentu (i nie tylko tego) znajdujemy obszary, gdzie spotkały się różne narody, tradycje, cywilizacje. W wielu miejscach nawet morza nie zdołały w pełni rozgraniczyć narodów i kultur. Czasem obywa się bez problemów: zainteresowane strony wspólnie korzystają ze swych historyczno-kulturowych dorobków. Bywa też inaczej: rozbieżne interesy takich stron albo – co gorsza – stron trzecich doprowadzają do kontrowersji, a nawet konfliktów. Ścierają się argumenty i racje historyczne, polityczne, ekonomiczne, etniczne, kulturowe. Tak się składa, że zazwyczaj strona, której racje są słabsze, staje się bardziej agresywna i krzykliwa, argumentacja coraz bardziej niewiarygodna, do zakłamania włącznie, a wreszcie użycia siły (celowała w tym zawsze Rosja na wszystkich granicach swego gigantycznego obszaru, a nawet daleko poza nimi).

Co więc interesuje nas najbardziej? Skoro mówimy o miastach, to zapytajmy: jakie one są? Uściślijmy pytanie: jakie były w chwili powstania, we wczesnym średniowieczu i parę wieków później – bo w dzisiejszej epoce wszystkie miasta świata są do siebie podobne albo starają się do siebie upodobnić. Na jakiej zasadzie zakładano polskie miasta, skąd i dlaczego czerpano inspiracje i wzory: z Zachodu czy ze Wschodu? Czy miasta na wschodnich rubieżach różniły się czymś od miast Polski zachodniej i centralnej? Odpowiedzmy od razu:

Wszystkie n a s z e m i a s t a  o historycznym rodowodzie – od wieków średnich poczynając – były zakładane na tej samej zasadzie i posiadają podobne plany: szachownica ulic, pośrodku prostokątny rynek z ratuszem, a w narożnym kwartale przy rynku – kościół parafialny. Taki układ miasta został przyjęty w Polsce z cywilizacji zachodniej (za pośrednictwem najbliższego zachodniego sąsiada – Niemiec) i od czasów średniowiecznych świadczy o naszym związku z tamtą stroną – jako konsekwencji przyjęcia chrześcijaństwa z Europy łacińskiej. Na ziemiach południowo-wschodnich podobny plan miasta oraz gotycki kościół są znamionami k u l t u r y p o l s k i e j, zakorzenionej w kulturze zachodniej.

W sprawie założeń miast europejskich zacznijmy ab ovo. Ludzkość już w starożytności stworzyła logiczne, funkcjonalne i piękne kompozycyjnie układy miast. Szczytowe osiągnięcia w tej dziedzinie należały w Europie do Hellady i Rzymu (a poza Europą np. w Chinach). Jednak upadek tych państw obrócił w niwecz ich kultury, w tym także dokonania urbanistyczne i architektoniczne. Przez paręset lat w ruinach starych miast gnieździli się pozostali tam ludzie, a gdy przyszedł czas wędrówek ludów, przychodzili inni, by też po czasie ustąpić miejsca następnym. Jedno ich wszakże łączyło: skutecznie niszczyli resztki miast, a to co z nich zostało – zwiedzamy dziś z zaciekawieniem jako turyści na terenie współczesnych Włoch, Grecji czy Turcji.

Po starożytnych Rzymianach, poza zrujnowanymi miastami, zostały o b o z y w o j- s k o w e, zakładane przez nich w podbitych krajach. Budowano je wedle przemyślanej, prostej zasady: miały kształt regularny, prostokątny, a wewnątrz szachownicę ulic z dwiema głównymi, krzyżującymi się arteriami (zwanymi cardodecumanus – plan castrum romanum pokazaliśmy w CL 4/02). Na gruzach tych opuszczonych obozów kiełkowały nowe osiedla ludzkie, które niejako o d z i e d z i c z y ł y ów szachownicowy plan, co więcej – zaczął się on rozpowszechniać. Kiedy więc u schyłku pierwszego tysiąclecia (VIII/IX wiek) powstało na obszarach dawnych kolonii rzymskich cesarstwo Karola Wielkiego (prawie cała zachodnia Europa, bez Półwyspu Iberyjskiego, południowych Włoch i Anglii) i zaczęła się odradzać cywilizacja, wzorem dla nowych miast stały się owe osiedla, wyrosłe na infrastrukturze dawnych obozów wojskowych (wytyczonych ulicach, zaopatrzeniu w wodę itd.). Plan obozu rzymskiego, prosty i logiczny, spodobał się w prowincjach i krajach, które w owym czasie rozpoczynały swój ucywilizowany byt. Należała do nich także Saksonia, przyłączona przez Karola Wielkiego do jego rozległego państwa.

Z czasem, w miarę rozwoju społecznego i cywilizacyjnego, zaczęto kodyfikować zasady prawno-organizacyjne dla miast, uwzględniano też wzorce co do przestrzennego kształtu miasta. Takie właśnie zasady przyjęło dla siebie w XII w. miasto Magdeburg w Saksonii (nad Łabą), stanowiące w Niemczech ośrodek handlu z krajami słowiańskimi. Nic więc dziwnego, że doskonałe prawo magdeburskie zostało przyjęte nie tylko dla miast wschodnioniemieckich, ale i od XIII w. – polskich. Wrocław przyjął je w 1242 r., Kraków 1257, a Lwów niezwłocznie po odzyskaniu Ziemi Czerwieńskiej przez Kazimierza Wielkiego w r. 1356. Prawo magdeburskie, zwane tradycyjnie niemieckim – choć zostało zatwierdzone przez króla Zygmunta Starego jako polskie prawo miejskie – obowiązywało aż do rozbiorów.

Za głównymi miastami szły mniejsze. Nie ma więc w Polsce, na zachodzie czy wschodzie, historycznego miasta, w którym plan starego centrum nie ilustrowałby poprzez swoją urbanistykę – zasad, na których zostało założone, a tym samym cywilizacji, która legła u samych jego podstaw. Ciekawe: ostatnim takim miastem na południowym wschodzie jest Kamieniec Podolski (tuż za Zbruczem), ze swoim Rynkiem Polskim i gotyckim kościołem, który z czasem stał się katedrą. Dalej na wschodzie już tego nie ma, bo kultura Bizancjum, zwanego niegdyś Drugim Rzymem – nie przejęła od Pierwszego takich wzorów. Fakt ów uczytelnia więc granicę między Zachodem a Wschodem. Zauważył to amerykański socjolog, prof. Samuel Huntington, który w swej słynnej książce Wojna kultur, wyróżniając siedem kręgów cywilizacyjnych na świecie, bezbłędnie wskazał granicę między kręgiem łacińsko-zachodnim a słowiańsko-prawosławnym. Ta trudna do zatarcia granica (nawet w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej) przebiega tak, jak biegła odwieczna granica Korony, Galicji, II Rzeczpospolitej. Można się spierać, czy jest to Zbrucz, czy inna najbliższa rzeka w tę lub tamtą stronę, ale jest to ten właśnie rejon. Interesujący nas fragment mapy prof. Huntingtona pokazywaliśmy w CL 2/97.

Do historycznego więc wątku kultury i cywilizacji należą także dzieje budowy miast na obszarze Ziemi Czerwieńskiej, w obu swoich warstwach: urbanistycznej i architektonicznej. To, co przedstawiliśmy, nie należy do naszych odkryć naukowych – jest jedynie zebraniem dobrze znanych faktów, łatwych do sprawdzenia przez każdego. Tak się bowiem składa, że zagadnienia najbardziej oczywiste bez właściwego naświetlenia są mało uświadamiane. Są zbyt oczywiste, by ich znaczenie było doceniane.

Poznawajmy historyczne miasta Wschodniej Małopolski! Na planach i w rzeczywistości.

 

 

* Nie byliśmy w tym oryginalni: tak samo stało się przecież, i to w kilku kolejnych etapach, w większości miast Europy – w Wiedniu, Paryżu, Londynie, Pradze czy Genewie.

** Inny aspekt tego zagadnienia, językowy, przedstawia w tym numerze artykuł o Lędzianach.