Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

O LUDZIACH STAMTĄD III

Jakkolwiek znałam i przyjaźniłam się z Kornelem Filipowiczem przez wiele lat (jak obliczyłam, było tych lat prawie czterdzieści, od 1951 roku aż do jego śmierci w 1990), dopiero teraz, kiedy zabrałam się do pisania tego felietonu, zorientowałam się jak trudno jest mi go jednoznacznie zdefiniować. Przedwojenny socjalista, nigdy nie zaakceptował powojennego ustroju Polski. W czasach kiedy jego koledzy socjaliści robili kariery w PRL, Kornel – co tu dużo mówić – nędzował. Więzień obozów hitlerowskich, pierwszy nawiązał kontakty z niemieckim tłumaczem literatury polskiej Dedeciusem, a co dla nas najważniejsze – tarnopolanin, który nigdy nie zatracił swojego wschodniego akcentu. Tym bardziej, iż przybywszy do Krakowa, wszedł do rodziny Jaremów, pochodzących z Sambora (jego żoną była Maria Jaremianka).
Znakomity pisarz, zwłaszcza nowelista, nigdy nie szukał sławy ani poklasku. Jego proza może najlepiej odzwierciedlała to, co nazywamy wewnętrznym obrazem człowieka: to, co mówił o świecie, było pisane z dystansem, a równocześnie z chęcią zrozumienia każdego człowieka. Przy tym był obdarzony swoistym poczuciem humoru, trafnie oceniającym sytuację, lecz nigdy złośliwym. Oczywiście natychmiast rozeznaliśmy się jako „ludzie stamtąd”, a nasza przyjaźń przetrwała wiele katastrof, i tych osobistych, i tych dotyczących naszej polskiej doli. I muszę jeszcze dodać, iż tak naprawdę to Kornel miał postawę – w zachowaniu i sposobie bycia – zubożałego szlachcica kresowego, który zawsze pamięta o swojej godności, nigdy nie zbacza z raz obranej ścieżki i patrzy na świat okiem doświadczonego życiem mędrca.
Barbara Czałczyńska