Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Alina Chwalibogowska, MOJE GIMNAZJUM NA GÓRZE ŚW. JACKA 1928 - 1932

Poniższa relacja, spisana przez p. dr med. Alinę z Weignerów Chwalibogowską, zamieszkałą dziś pod Warszawą (wcześniej przez lata w Katowicach – patrz CL 1/99), wzbogaca przede wszystkim naszą wiedzę o lwowskich (i w ogóle wschodniomałopolskich) szkołach, które po kolei omawiamy, ale i o Górze św. Jacka, opisanej na poprzednich stronach.

Gimnazjum i Dom Zgromadzenia ss. Urszulanek we Lwowie mieściły się w trzech dawnych czynszowych kamienicach przy ul. św. Jacka 12,14,16. Klasztor i szkoła były usytuowane na tzw. Górze św. Jacka. W szkole tej uczyłam się w latach 1928–32. Opłaty miesięczne były wysokie i dla dochodzących uczennic wynosiły 60, a potem 70 zł miesięcznie. Dyrektorką Gimnazjum była w latach 1928–29 m. Paula Winiarska, a od roku 1929 m. Elżbieta Łubieńska.

 

Był tam ogród pełen drzew owocowych, krzewów, a na wierzchołku uprawiano grządki jarzynowe. Korzystały z tego ogrodu pensjonarki, a także pozostałe uczennice w czasie przerw. Czasem w lecie odbywały się tam lekcje.

W pierwszym budynku mieszkały pensjonarki, tzn. uczennice pozostające w trakcie roku szkolnego w internacie. Każda miała łóżko i szafkę, oddzielone płóciennymi, białymi parawanami. Ponieważ nigdy tam nie byłam, nie wiem jak wyglądało zaplecze gospodarcze, toalety, łazienki i jaki był program dnia.

W owych latach każda szkoła średnia w mieście miała swoje mundurki. U nas obowiązkowe były brązowe buty i pończochy, granatowa plisowana spódnica i bluzka z marynarskim kołnierzem, wykończonym dwoma białymi paskami, szerokości 1 cm. Płaszcz obowiązkowo granatowy oraz granatowy beret z wpiętą odznaką „U” w wianuszku listków. Przy wejściu często stała jedna z sióstr i kontrolowała ubranie uczennic, a zdarzało się, że za niewłaściwe ubranie, np. zbyt krótką spódnicę lub cienkie pończochy, uczennica musiała wracać do domu. Mundurek zawsze należało nosić, a na uroczystości czy święta odmianą była biała bluzka z marynarskim kołnierzem, z dwoma granatowymi paskami.

Strój gimnastyczny był również urozmaicony i z dzisiejszego punktu widzenia bardzo śmieszny: sukienka ciemnoniebieska z układaną spódniczką, paskiem oraz kwadratowym wycięciem na szyi i krótkimi rękawkami do łokcia. Długość sukienki była do kolan, a pod sukienką obowiązkowe – w tym samym kolorze i z tego samego materiału co suknia – szerokie szarawary, też do kolan. Sukienka miała przy dekolcie i rękawkach dwa białe paski. Ćwiczenia odbywały się dwa razy w tygodniu w sali gimnastycznej wyposażonej w drabinki i materace. Znamienne dla owych lat było małe uprawianie sportów, a należenie do jakichkolwiek stowarzyszeń, nawet harcerstwa, było źle widziane przez naszą szkołę.

 

Nasze gimnazjum miało tzw. prawa państwowe i matura uprawniała do studiów wyższych. We Lwowie oceniano najwyżej pod względem poziomu państwowe gimnazjum Królowej Jadwigi, a po nim Urszulanki, gimnazjum M. Strzałkowskiej oraz wiele innych szkół prywatnych i zakonnych, np. Sacre Coeur. Wszyscy nauczyciele gimnazjum Urszulanek, w tym również zakonnice, byli po studiach uniwersyteckich, niektórzy już nawet wykładali w szkołach wyższych.

Klasy liczyły przeciętnie 20 uczennic. Pomieszczenia klasowe były zaadaptowane z pokojów mieszkalnych, bardzo skromnie wyposażone. Niektóre klasy były przechodnie do innych klas. Na II piętrze jedna sala miała nowoczesne ławki i pulpity. Prowadziły tam wąskie, drewniane schody. Na II piętrze była także duża kaplica. Ten dość prymitywny wygląd szkoły nie odpowiadał kierunkowi wychowawczemu; szkoła była apolityczna i mimo że prowadzona przez zakonnice, nie było żadnego przymusu religijnego. Obowiązkowa spowiedź i komunia święta były trzy razy w roku, w okresie postu – rekolekcje, prowadzone przez znamienitych kaznodziei. Nasza urszulańska szkoła wyrabiała patriotyzm i kształtowała charaktery na zasadach etyki katolickiej.

 

Na szczególną uwagę zasługują nasi profesorowie, a zwłaszcza nasza wychowawczyni, matka Gertruda Łukaniewicz. Była osobą niezwykle utalentowaną, z ukończonymi studiami polonistycznymi na Uniwersytecie Jagiellońskim. Grała na skrzypcach, fortepianie i organach, władała językiem francuskim i niemieckim, miała duże zdolności malarskie, a w późniejszych latach tworzyła piękne, głębokie strofy poetyckie na tematy religijne. Uczyła patriotyzmu i miłości do Polski; z jej inicjatywy w okresie lat 1929–32 odbyłyśmy trzy wycieczki po Polsce. Pierwsza: przez Nałęczów, Lublin, Warszawę i dalej na północ do Grodna, Wilna i Trok, a w drodze powrotnej – na Polesie do Pińska i Horodyszcza. Polesie było częścią Polski rzadko odwiedzaną. Dla wielu z nas i dla mnie był to jedyny raz, kiedy miałam możność zobaczyć Wilno i Polesie. Byłyśmy na nowo otwartej Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu, a potem w Kórniku, Gnieźnie, Kruszwicy, Toruniu, skąd pojechałyśmy do Gdyni. W roku 1931 zwiedzałyśmy Kraków i Częstochowę. Wycieczki te były nie tylko krajoznawcze, ale kształtowały zarówno naszą kulturę i patriotyzm, jak i więź między nami.

Matka Gertruda uczyła nas kochać literaturę polską, a zwłaszcza Mickiewicza i Sienkiewicza. Niezapomniana była akademia 3-majowa z wyreżyserowanym przez m. Gertrudę Koncertem Jankiela z „Pana Tadeusza”, na chór, części solowe, recytacje, skrzypce i fortepian. Sala z zaimprowizowaną sceną była udekorowana fryzem pod sufitem, malowanym wedle jej projektu. Jednym z dowodów szczególnej osobowości naszej opiekunki klasy było zawiązanie „kółka radości”, które rzutowało na nasze zachowanie pogodą jej usposobienia i, jak sądzę, wywarło na nas wpływ na całe życie.

W czasie wojny m. Gertruda była w Rzymie i Belgii, gdzie uczyła greki i łaciny w tamtejszych szkołach urszulańskich. Po wojnie była dyrektorką gimnazjum ss. Urszulanek we Wrocławiu, potem była w Lublinie wykładowczynią języka polskiego; resztę życia spędziła w klasztorze ss. Urszulanek w Bardzie Śląskim. Tam nie było szkoły, ale m. Gertruda, będąc tylko furtianką, prowadziła bardzo żywą korespondencję z osobami chorymi, starymi i niedołężnymi, niosąc im słowa pociechy. Akcję pomocy ludziom będącym w trudnych sytuacjach prowadziła będąc jeszcze nauczycielką w gimnazjum we Lwowie. Pisała listy pełne otuchy i miłości Bożej, zawsze opatrzone drobnym rysuneczkiem, piórkiem czy kredką, i krótkim wierszykiem religijnym.

My, dawne uczennice, odwiedzałyśmy ją w Bardzie Śląskim wielokrotnie, podziwiając jej żywy umysł, pogodne usposobienie i niezachwianą wiarę w miłość i dobroć Boską. Jej wielkim kłopotem był brak papieru listowego, który starałyśmy się wyrównać. Zmarła w wieku 91 lat.

Lekcje religii u ss. Urszulanek prowadzili: ks. Henryk Długosz (historia Kościoła), późniejszy wykładowca UJ w Krakowie, a po jego wyjeździe ks. Adam Gerstman, profesor, a potem rektor UJK we Lwowie. Wykładał u nas etykę i dogmatykę. Wśród moich koleżanek było kilka nieprzeciętnych indywidualności, co owocowało na lekcjach wieloma, nieraz ostrymi dyskusjami z księdzem rektorem na tematy wiary i etyki.

Pozostali nauczyciele odznaczali się także wybitną osobowością, jak profesor Tadeusz Marian Lewicki, autor podręcznika j. łacińskiego, który prowadząc lekcje żądał odpowiedzi wskazując ręką na jedną z nas i tytułując łaskawa pani, a miałyśmy po 15–16 lat. Przy złej odpowiedzi wypowiadał swoją ocenę mówiąc: – Łaskawa pani chlapie. Był świetnym pedagogiem i nasza znajomość łaciny, jako podstawy kultury, to jego wielka zasługa.

Wielką także indywidualnością była Maria Homme – wymagająca matematyczka. Po jej przeniesieniu się do gimnazjum Sacre Coeur (i późniejszym wstąpieniu tamże do klasztoru), od 1931 r. matematyki uczył nas prof. Józef Czajkowski, jowialny grubasek, ale mniej wymagający. Historii uczyła skromna prof. Jadwiga Wiszówna, geografii m. Paula Winiarska, a potem również zakonnica – m. Bolesława Bazali. Fizykę prowadziła p. Jadwiga Halaunbrennerowa, późniejsza profesor AGH w Krakowie. Nauczycielką j. francuskiego była pani prof. Maria Gerstman, a psychologię wykładała prof. Maria Jędrzejewska.

Matura odbyła się w maju r. 1932, w obecności przedstawiciela Kuratorium Oświaty – prof. Kazimierza Ajdukiewicza, wykładowcy filozofii na Uniwersytecie Jana Kazimierza, później znanego w całej Europie logika. Pisemny egzamin był do wyboru: j. polski lub historia, j. francuski lub łaciński i matematyka albo fizyka. Ustny: w zależności od wyników pisemnego z innych przedmiotów, ale obowiązkowo z języka polskiego.

W 1932 r. zdało maturę 20 uczennic na 22 przystępujące. Nie było żadnych przyjęć pomaturalnych – ani dla nauczycieli, ani dla uczennic.

W maju 1932 r. odbyło się uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego pod przyszły, nowy budynek szkolny. Budowa trwała dwa lata. Powstała nowa, piękna szkoła – gimnazjum i liceum. Budynek ten pełni swoją rolę do dnia dzisiejszego. Jest dziś koedukacyjną szkołą podstawową i średnią nr 28 przy dawnej ulicy św. Jacka 16.