Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Ireneusz Kasprzysiak, CAŁE ŻYCIE POD PRĄD

Minęło pięć lat od śmierci Z b i g n i e w a  H e r b e r t a  (28 lipca 1998). Już drugi rok jest w obiegu czytelniczym głośna książka o nim autorstwa Joanny Siedleckiej: Pan od poezji. Książka niezwykła, złożona ze wspomnień o Poecie jego przyjaciół, bliskich znajomych, kolegów po piórze – pisarzy, publicystów, krytyków. Książka, która zawiera także fragmenty listów Herberta, dokumenty związane z jego osobą, unikatowe fotografie. Niezwykła przez to, że przynosi różnorodne opinie o życiu i twórczości poety, a w równej mierze – bogatą wiedzę o okresach i miejscach, w których żył i pracował, o środowiskach, w jakich się obracał. Od dzieciństwa i wczesnej młodości we Lwowie, poprzez Kraków ostatniego roku wojny i czasu niedługo po jej zakończeniu, Gdańsk i Sopot, dokąd wyjechał z Krakowa, Toruń, gdzie kontynuował studia, Warszawę, w której w końcu osiadł. A także Paryż i Berlin Zachodni, gdzie przemieszkiwał i skąd wyruszał w podróże po Europie (m.in. Włochy, Grecja, Anglia, Szwajcaria) i do Stanów Zjednoczonych.

Ta wiedza o całych okresach historycznych w Polsce, można powiedzieć epokach – od przedwojennego i wojennego Lwowa po III Rzeczpospolitą (po 1989 r.) – stanowi ogromną wartość edukacyjną książki, bardzo przydatną, jak sądzę, nie tylko dla czytelników poezji i prozy Herberta, lecz dla wszystkich (a zwłaszcza młodych), których interesują dzieje twórczości literackiej w Polsce, klimaty polityczne i społeczne, w jakich ona przebiegała, postawy i poglądy pisarzy, poetów, krytyków, publicystów różnej proweniencji. A już dla ludzi zajmujących się w sposób profesjonalny twórczością Herberta książka Joanny Siedleckiej powinna stać się podstawową pozycją bibliograficzną.

Z kart tej szczególnej pracy literacko-reporterskiej wyłania się niezwykle bogaty, barwny wizerunek Poety, portret bynajmniej nie heroiczny, na szczęście niezmitologizowany. Człowieka, ze wszystkimi ludzkimi wadami i ułomnościami. Niełatwego w kontaktach, pełnego kompleksów, nawet fobii, rozdartego wewnętrznie, trudnego dla otoczenia, nawet dla najbliższych, ale przede wszystkim dla samego siebie. Jednocześnie niepokornego, konsekwentnego w swoich przekonaniach politycznych, nieprzejednanego wroga komunizmu i wszelkich jego konsekwencji, także relatywizmu moralnego, człowieka niezłomnego w postanowieniach i w realizowaniu własnego dekalogu etycznego. Niezbrukanego w swojej twórczości i swoim postępowaniu.

Ilu takich było wśród polskich twórców i intelektualistów ostatniej doby? Z nieżyjących – Paweł Jasienica, pisarz historyczny i publicysta, zaszczuty przez władze komunistyczne lat sześćdziesiątych (zmarły w sierpniu 1970), Gustaw Herling-Grudziński, wybitny pisarz, mieszkający we Włoszech (zmarły w lipcu 2000). Z żyjących – Jerzy Narbutt, wilnianin, żołnierz AK, poeta i publicysta, Krzysztof Kąkolewski, dziennikarz, publicysta, pisarz... Kto jeszcze?

Życie Zbigniewa Herberta, niezwykłe, lecz bardzo trudne, w ostatnich latach wręcz tragiczne, pełne było dramatycznych zdarzeń i konfliktów. Niezwiązany nigdy z żadnym ugrupowaniem politycznym, nawet z układem towarzyskim, płynący samotnie pod prąd, bywał często, zwłaszcza pod koniec życia, bardzo mocno atakowany. Mówi o tym jego bliski i stary – od samego początku lat pięćdziesiątych – znajomy, Andrzej Biernacki, krytyk i historyk literatury: – Był (...) bardzo atakowany. I dawał powody. Bo rzeczywiście był nieprzejednany. Bo wiedział i pamiętał. Ale jak ktoś jest ze Lwowa, powinien pamiętać. Angażował się w sprawy polityczne, zabierał głos, organizował akcje, choćby w sprawie Kuklińskiego, Dudajewa; napisał kilka politycznych wierszy, które bardzo miano mu za złe.

Różne miernoty dziennikarskie i literackie atakowały go wściekle w latach ’94–96 na łamach niektórych gazet. Właśnie: gazet o określonym profilu i rodowodzie politycznym – „Gazeta Wyborcza”, „Wiadomości Kulturalne”, „Dziś” Mieczysława Rakowskiego, „Polityka”, ówczesna „Rzeczpospolita”. Przypisywano mu nawet, także zaraz po śmierci, ciężką chorobę psychiczną. Wariat, oczywiście, wziął się przecież nie za swoje, w dodatku nie wchodzi w żadne układy, nie trzyma z nami, nie korzysta z dóbr, jakie przyniosła wywalczona przez nas niepodległość. Taki znakomity, a nie nasz. Wariat!

Czy bardzo się tym przejmował? Nie sądzę. Podobnie jak, wbrew przeróżnym opiniom, nie zdruzgotała go psychicznie sprawa Nagrody Nobla, najpierw dla Miłosza, później dla Szymborskiej. Mogło go tylko zdziwić, nawet rozśmieszyć, że Miłosz otrzymał Nobla, a przecież stał się znany, zwłaszcza w Ameryce, dopiero... jako tłumacz na język angielski wierszy Herberta! Szymborską, podobnie jak Miłosza, dobrze znał, cenił jako poetkę, lubił, chociaż – jak wspomina Krzysztof Dybciak, krytyk, eseista i historyk literatury – Nobel dla Szymborskiej musiał go trafić (...) bagatelizował go i minimalizował, obracał w żart; jest przecież, mówił, niezłą poetką, a co więcej, obdarzoną oryginalnym wyglądem – „taka żyrafa”, nawet mu się podoba.

Jak idzie o własny, lwowski rodowód, to nigdy się nim publicznie nie chełpił. Nie dlatego, by się bał czy nie doceniał. Uważał, myślę, że o wartości człowieka świadczy jego postawa, postępowanie, a nie to, gdzie się urodził, na co przecież nie miał żadnego wpływu. Nigdy oczywiście nie ukrywał swojego lwowskiego pochodzenia. Życiem całym zaświadczał, że ma silny charakter, wywodzący się właśnie ze Lwowa. Sentyment odezwał się dopiero pod sam koniec. Mówi siostra Poety, Halina Herbert-Żebrowska: – Gdzieś tak na dwa tygodnie przed śmiercią wspomniał mi, że chciałby spocząć we Lwowie, na Łyczakowie. Pomysł literacki, ale nierealny, grób zagrożony, daleki, skończyło się więc na sprowadzeniu ziemi stamtąd. Został pochowany w Warszawie, na Starych Powązkach – w przeddzień obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, 31 lipca 1998 roku.

Ale rodowici lwowiacy, ludzie związani ze Lwowem miłością do tego Miasta, a także serdeczną pamięcią, mogą być dumni ze swego krajana. Nigdy nie zawiódł, nigdy nie zdradził najświętszych ideałów. Herbert
s e m p e r f i d e l i s.