Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

KRESY PAMIĘCI

Pod takim tytułem ukazał się w „Polityce” w ostatnim numerze z ubiegłego roku (51–52/02), artykuł dr. hab. Jana Kochanowskiego z Warszawy. Rzecz ciekawa, co wcale nie oznacza, że pozytywnie ciekawa. Warto, by nasi Czytelnicy – zapewne nie zawsze czytający ten miesięcznik – z tym się zapoznali.

Najpierw przedstawił autor samą istotę pamięci o zabranych Ziemiach Wschodnich (nazywanych z uporem Kresami) w czasach PRL – serdecznej w społeczeństwie nie tylko kresowym, nieprzyjaznej u władz, innej w wielkich miastach, innej wśród przesiedleńców wiejskich na Ziemiach Zachodnich. Pamięć ta – ogólnie rzecz biorąc – wynikała zarówno z liczebności i żywotności w owym czasie kresowych środowisk, jak i wartości przeniesionych przede wszystkim ze Lwowa i Wilna do Polski w powojennych granicach. Co więcej, wspomnienie Kresów – podobnie jak AK – było formą ideowego oporu przeciw narzuconej władzy komunistycznej i zależności od ZSRR. To wszystko musiało ulec opadaniu na przełomie lat 80/90., tyleż z racji upływu lat, co i zmiany sytuacji politycznej. Ale – zauważa autor – kresowianie są elektoratem, o którego głosy politycy muszą się starannie troszczyć w dalszym ciągu. Przypomina tu antypatyczny serial Boża podszewka Izabelli Cywińskiej (o której mowa także w tym numerze – Wertując wydawnictwa), po którym zarząd TV musiał przeprosić środowisko ekspatriantów.

Na marginesie: autor informuje, że w opublikowanym w 1999 r. przez Ośrodek „Karta” katalogu druków wydanych poza cenzurą w latach 1976–90, pośród ok. 3 tysięcy tytułów, zaledwie 20 traktuje o Kresach. To jakiś absolutny nonsens: przecież w samej Bibliotece Lwowskiej wydawanej przez Danutę B. Łomaczewską (pod pseudonimem Jerzego Wereszyca) było 9 pozycji. I wcale nie tylko o wojennych losach.

Autor wymienia całą plejadę pisarzy, związanych korzeniami i twórczością z Ziemiami Wschodnimi. Na ośmiu wymienionych „krajowych” aż siedmiu to lwowiacy (szeroko rozumiani). Lista jednak, przede wszystkim co do wilnian, ale i co do lwowian, jest rażąco niekompletna. Wypadałoby wymienić także tych emigracyjnych, których książki wydano w Polsce, z A. Chciukiem na czele. Nie jest „całą prawdą”, że kresowe wydawnictwa szybko straciły poczytność, trafiając coraz częściej w księgarniach na półki z tanią książką. Prawda polega na tym, że te właśnie książki rozchodzą się najczęściej poza księgarniami, które podnoszą ich (i nie tylko ich) ceny w sposób nie do przyjęcia. Stąd problemy w niektórych księgarniach. Nie wolno też zapomnieć, że niektóre pozycje mają dodruki. Ostatnio np. trzeba było zdublować nakład wspomnień K. Nahlika We Lwowie i na Pokuciu.

J. Kochanowski sprawiedliwie zauważa przywiązanie do Kresów pokoleń powojennych, w tym dzisiejszej młodzieży. Przypomina liczne imprezy kresowe, lwowskie i wileńskie („Kaziuki” w Poznaniu, festiwale w Mrągowie, a do tego dodajmy działalność śp. Jerzego Masiora w Nowym Sączu, Janusza Ragankiewicza w Lesznie i całkiem sporo dalszych), jednak zapewne z potrzeby tzw. „obiektywizmu” przywołuje casus dziennikarza z „Gazety Wyborczej” Wojciecha Maziarskiego (rocznik 1960), który napisał: Jestem głuchy na poetykę i mitologię Kresów. Od Ostrobramskiej w Wilnie bliższa mi Świdnicka we Wrocławiu, bo na Ostrobramskiej nie działo się nic, co miałoby znaczenie w moim życiu [!], a na Świdnickiej uczestniczyliśmy z kolegami w happeningach Pomarańczowej Alternatywy. Ba, od Ostrobramskiej bliższe jest mi nawet Vaclavske Namesti w Pradze. No cóż, wysoki poziom odczuć.

Z podobnego założenia – że ważne to, co m n i e dotyczy – wychodzą młodzi ludzie (raczej nawet dużo młodsi od pana WM), którzy rozwaleni na siedzeniach w tramwaju lub autobusie nie zauważają starszych ludzi, którym by należało ustąpić miejsca. Na zwróconą uwagę odpowiadają, że też płacą, ale na kolejną uwagę, że płaci się za przejazd, a nie za siedzenie (czego dowodem są ci stojący staruszkowie), ustąpienie miejsca jest zaś kwestią k u l t u r y – odpowiadają rechotem. Taką właśnie subtelną postawę demonstruje ów Maziarski: ważne to, co ma znaczenie d l a n i e g o. Taki poziom, ale „Gazety Wyborczej” to nie razi, ponieważ dobrze się mieści w szeroko pojętym nurcie destrukcji wszelkich wartości.

Skoro „Gazeta Wyborcza”, to musi się pojawić i nazwisko Pawła Smoleńskiego, który tym razem ma za złe P o l a k o m (w ogóle, nie tylko kresowianom) ich nie dość radosny stosunek do Ukraińców (przypominamy przy okazji tekst z poprzedniego numeru CL w dziale Z tamtej strony).

Na koniec J. Kochanowski pisze o należnych zabużanom (jak się ich nazywa) odszkodowaniach za zagarnięte na Wschodzie mienie. Przeczuwa, że w Strasburgu zabużanie wygrają z Państwem, co uruchomi lawinę, której koszty będzie musiało ponieść całe społeczeństwo. Społeczeństwo, którego większość uważa polskie Kresy za czas przeszły dokonany, mit sentymentalny i wzruszający, ale leżący już na historycznym cmentarzu i za który niezbyt chcą – już całkiem realnie – zapłacić. [...]

Jakie to jednostronne! Polska powojenna straciła ziemie wschodnie, ale zyskała zachodnie, straty więc per saldo w skali państwa i narodu (przedstawiając rzecz wulgarnie) – nie ma. A z dobrodziejstw płynących z tych nowych ziem (przecież udowadniano nam ich wyższość nad ubogimi Kresami) korzysta wszak całe społeczeństwo od ponad pół wieku (może tylko z wyjątkiem zabużańskich chłopów, których zagnano do pegeerów na zachodzie, dziś zbankrutowanych). I to społeczeństwo nie spłaciło dotąd strat Bogu ducha winnym przesiedleńcom. Więc o co chodzi?

Pan doktor habilitowany Kochanowski pracuje (jak poinformowano na końcu) m.in. w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Zapewne więc bardziej interesuje się pokrzywdzonymi Niemcami niż bezczelnymi polskimi kresowianami, którzy chcą niecnie wykorzystać poczciwców z Mazowsza.

Marek Wenecki