Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Elżbieta Mokrzyska, GŁOS Z LONDYNU (1)

W swojej nowej i w tym numerze omawianej książce pt. Lwów w pamięci i fotografii Tadeusz Riedl zamieścił takie zdania:

Z czasopism lwowskich zupełnie wyjątkową pozycję zajmują najstarsze, bo mające już ponad 40 lat „Lwów i Kresy”, wydawane w Londynie przez Koło Lwowian, początkowo noszące tytuł „Biuletynu”. W 2001 r. wydano tom XL (zeszyty nr 89 i 90). Na szczególną uwagę zasługuje też cieszące się dużym uznaniem poważne krakowskie czasopismo „Cracovia–Leopolis”, reprezentujące wysoki poziom merytoryczny. Dobrze znane jest wrocławskie „Semper Fidelis”, które ukazuje się od 1990 r.

Cytat ten podaliśmy właściwie z dwóch powodów. Po pierwsze: bo wskazuje iż m a t k ą wszystkich powojennych czasopism południowo-kresowych jest londyński półrocznik tamtejszego Koła Lwowian. Po drugie – tak przy okazji i bez związku z naszym właściwym tematem – bo trudno ukryć, że opinia Autora o CL sprawiła nam przyjemność. Dziękujemy. „Lwów i Kresy” – to już cała historia, która zaczęła się przed 40 laty. Wtedy nie śniło się nam, że w trzy dziesiątki lat później narodzi się w Kraju parędziesiąt periodyków, poświęconych zabranej Ziemi, a i tam, za jałtańskim kordonem, ukaże się kilka wolnych polskich czasopism*.

Jedynym więc organem lwowskiej diaspory przez prawie lat 30 był „Biuletyn Koła Lwowian”. Jego pierwszy numer ukazał się w czerwcu 1961 r., w rok po zawiązaniu się w Londynie Koła Lwowian. Warto przypomnieć, że członkami-założycielami tej pierwszej po wojnie organizacji lwowiaków byli:

dr Stanisław Ostrowski, prezydent RP
 na wychodźstwie, ostatni przydent m. Lwowa

dr Stefan Mękarski

mgr Stanisław Kozioł

mgr Adam Treszka

mgr Marian Brzezicki

płk (potem generał) Stanisław Kuniczak

prof. Antoni W. Jakubowski

inż. Stanisław W. Szczepanowski

płk Tadeusz A. Wasilewski

doc. Zdzisław Stahl

Józef Petrykiewicz

Pierwszym redaktorem naczelnym „Biuletynu” był Marian Brzezicki, a jego najbliższymi współpracownikami i autorami dużej części tekstów – artykułów, relacji i wiadomości – byli wymienieni wyżej aktywiści Koła Lwowian. Nadchodziły również materiały z Kraju (do lat 80. przeważnie niepodpisane) – tu godzi się wymienić przede wszystkim dra Tadeusza Krzyżewskiego, osiadłego w Krakowie. Do Kraju trafiały nieliczne, przemycane egzemplarze.

Szata graficzna „Biuletynu” była wtedy skromna – najpierw odbijano na powielaczu, potem drukowano z maszynopisu. Nie było wszak żadnych dotacji – opierano się wyłącznie na ofiarności rozproszonych po świecie lwowiaków. Z czasem pojawił się lepszy druk, okładki na błyszczącym kartonie, a od lat 90. kolorowe.

W 1988 r. tytuł biuletynu zmieniono na „Lwów i Kresy” i stał się on kwartalnikiem, ponieważ zaczęło napływać więcej materiałów z Kraju. I odwrotnie: większa liczba egzemplarzy szła odtąd do Polski via Wrocław.

O czym pisano przed latami dziewięćdziesiątymi? Najwięcej oczywiście o Lwowie przedwojennym – tym zapamiętanym, mniej (co zrozumiałe) o powojennym; o jego urodzie i tradycjach, o instytucjach i zabytkach, o lwowiakach. Dużo miejsca naturalnie poświęcano II wojnie: o wrześniu ’39, o bitwach oraz ich bohaterach i ofiarach, o trzech okupacjach i deportacjach, o łagrach i lagrach oraz różnych losach powojennych. Pamiętajmy, że właśnie wydawcy i autorzy pisma znaleźli się w sytuacji nieoczekiwanej: wolni, ale odcięci od ojczyzny, domów, rodzin...

Wracano też do przeszłości: do wielkich wydarzeń historii i Obrony Lwowa 1918 i 1920, do nadziei brutalnie utraconej po dwudziestu latach. Niemało pisano o relacjach polsko-ukraińskich przed, w czasie i po II wojnie – to temat ważny, bo w PRL znano jedynie drużbę narodow, a o zbrodniach sowieckich i ukraińskich „nie słyszano”. Redaktorzy zawsze byli wyczuleni na sytuację polityczną – ich szczególna sytuacja wszak to narzucała – dlatego w kolejnych rocznikach pisma obserwujemy odbicie zmieniającej się sytuacji na świecie, widzianej przez pryzmat t a m t e j Polski, a Lwowa przede wszystkim.

Biuletyn był (i jest) organem Koła Lwowian, sporo więc miejsca na jego łamach zajmowały (tak – w czasie przeszłym, bo i tam lata zrobiły swoje!) dokumenty życia i działalności tej emigracyjnej wspólnoty lwowskiej, ale i lwowskiej diaspory z całego świata. Dawano więc sprawozdania ze spotkań, uroczystości, przedstawień, występów zespołów i wspaniałych artystów, którzy znaleźli się w Anglii po najgorszej z wojen.

W latach 90. pojawił się szerszy zakres problematyki współczesnej Lwowa i ekspatrianckiej w III RP. Wielu autorów z Polski zaczęło nadsyłać teksty do londyńskiego pisma, korzystano również z publikacji w krajowych czasopismach kresowych. Także z „Cracovia–Leopolis”. Równocześnie jednak – ale to zapewne z powodów pozamerytorycznych – pismo stało się znów półrocznikiem.

Kolejnymi redaktorami naczelnymi po M. Brzezickim byli: Józef Baraniecki i Jadwiga Treszkowa, a obecnie jest nim (od 1995) Mieczysław Hampel.

Bezlitosny upływ czasu sprawia, że większość działaczy środowiska emigranckiego w Anglii odeszła już od aktywności społecznej. Dotyczy to niestety również londyńskich lwowiaków, publicystów i czytelników pisma „Lwów i Kresy”. Trudno więc oczekiwać, by pismo to było takie same, jakie pamiętamy z najlepszych dziesięcioleci. Dziś staje się już raczej przekaźnikiem publikacji z pism krajowych, w tym lwowskich. Czy to źle? Bynajmniej. Czytelnicy za granicą, do których nie docierają pisma ze Lwowa, Wrocławia, Krakowa czy Warszawy zyskują w ten sposób szansę poznawania problemów dnia dzisiejszego oraz ciągle poszerzane i pogłębiane studia nad przeszłością polskiego Lwowa i Małopolski Wschodniej.

Na końcu mała pretensja do redakcji LiK, ale zarazem wniosek: coś za coś. Z naszej strony dochodzą do Was bogate materiały, o których była mowa wyżej. Od Was oczekiwalibyśmy informacji o sprawach, których tu prawie albo całkiem nie znamy. Przecież Londyn nie jest jedynym – choć najważniejszym miejscem, gdzie lwowiacy się organizowali. Była jeszcze Ameryka – USA i Kanada, Australia – o tym wiemy, ale powierzchownie. Niewykluczone, że jakaś aktywność była we Francji (mamy na myśli pozytywną aktywność, a nie giedroyciowską), w Ameryce Południowej, a może i w południowej Afryce? Któż, jak nie Wy, może o tym więcej wiedzieć? Mieliście zapewne (a może macie nadal) kontakty, wymienialiście korespondencję i publikacje. Warto by zrobić z tego jakiś materiał (przynajmniej jednorazowy, ale lepiej wieloodcinkowy) – dla nas wszystkich i dla Historii.

 

* wolnych – nie typu „Czerwonego Sztandaru”, który, bądźmy sprawiedliwi – choć sowiecka gadzinówka – i tak w jakiejś mierze spełniał pozytywną rolę, bo niósł słowo polskie, w sensie języka oczywiście, nie ducha. Ale i to było wtedy ważne.