Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Barbara Czałczyńska, O LUDZIACH STAMTĄD IV (TYM RAZEM O WŁASNEJ RODZINIE)

Tyśmienica. To było hasło wywoławcze całej rodziny Czałczyńskich. Bo każdy Czałczyński, gdziekolwiek się znajdował, wiadomo było, że z tej miejscowości pochodzi. Dla Czałczyńskich to nie Tyśmienica była koło Stanisławowa, a Stanisławów koło Tyśmienicy.
Wielu Czałczyńskich było farmaceutami, a jeden z braci mojego dziadka założył aptekę we Włoszech. Natomiast mój dziadek wyłamał się z tradycji i studiował we Lwowie prawo. Było to w czasach zamierzchłych, czyli przed pierwszą wojną światową, i dziadek powędrował do Ropczyc, gdzie dostał pierwszą posadę. Potem został w Limanowej prezesem sądu. Natomiast jego syn, czyli mój ojciec, zaczął się przemieszczać w kierunku odwrotnym: po studiach technicznych w Krakowie pierwszą posadę dostał w Sokalu niedaleko Lwowa, następną w Przeworsku, a tuż przed wojną przeniósł się (jak mu się zdawało, na stałe) do Wożuczyna blisko Lwowa.
Niestety nic z tego nie wyszło: rzeczy wysłane do Wożuczyna przepadły gdzieś w wojennej zawierusze, a my z ojcem uciekaliśmy przed Niemcami. A potem już ojciec samotnie przed bolszewikami, i w tej ucieczce dojechał do Rumunii, gdzie dostał się do wojska. I dalej już z wojskiem powędrował do Francji, z Francji – po jej upadku – do Portugalii i wreszcie do Anglii, gdzie osiedlił się na zawsze. Jak mówił, komunizm był dla niego wstrętny i nie mógł sobie wyobrazić w nim życia. Spotkaliśmy się po dwudziestu latach, bo wcześniej nie było takiej możliwości. A kiedy poopowiadaliśmy sobie nasze wojenne i powojenne losy, mój ojciec stwierdził z żalem: ależ się ta tyśmienicka rodzina rozbiegła po świecie!