Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Eugeniusz Dąbrowski, BOŻE NARODZENIE

Nieodżałowanej pamięci Autor poniższego opowiadania był działaczem Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, prezesem oddziału w Truskawcu. Nieoczekiwanie, przedwcześnie, zmarł w lecie 2003 roku.

Gdy w 1949 roku stalinowcy zamykali drzwi drohobyckiego kościoła, nie wiedzieli i nie rozumieli tego, że Kościoła zamknąć nie można. Można zamknąć tylko drzwi kościoła.

Drohobycki kościół pozostał otwarty w wizjach drohobyckich Polaków, tak tych, którzy wyjeżdżali, jak i tych, którzy pozostali w Drohobyczu, tylko teraz rolę księdza musieli spełniać w katolickich domach nasi dziadkowie. Tak było również u nas.

Ostoją katolickiej wiary i polskości w naszym domu była moja babcia, śp. Maria Szandrowska. To ona uczyła nas modlitwy i katechezy. W czasie strasznego terroru, zakłamania i biedy jedyną, chyba największą, przyjemnością były Święta Bożego Narodzenia.

Z początku ojciec, później brat Bolesław, a z czasem i ja zaopatrywaliśmy nasz domek w choinkę, którą nieraz z pewnym niebezpieczeństwem przynosiliśmy z korościańskiego lasu.

W dniu Wigilii tato ustawiał drzewko. On to robił najlepiej, ale zawsze konsultował się z mamą. My, dzieci, zawsze ubieraliśmy choinkę. W domu panował zapach chwoi i świątecznych potraw, które babcia z mamą ustawiały na stole. Ojciec przynosił przygotowany w lesie snopek żyta.

Całą rodziną klękaliśmy do modlitwy. Przy stole babcia dzieliła się opłatkiem oraz składała świąteczne życzenia. Po spożyciu potraw ojciec intonował kolędy. Później mama i cała nasza czwórka dzieci dołączała do niego. Wigilijny wieczór prawie zawsze kończył się wspomnieniami o rodzinie, nieraz płaczem z powodu jej rozrzucenia po całym świecie. Dużo słuchaliśmy opowieści o bracie mojej mamy Walerii, śp. Stanisławie Szandrowskim. W roku 1939 poszedł na wojnę. Później była sowiecka niewola, trzynaście stalinowskich łagrów, w 1942 r. został żołnierzem armii Andersa, z którą doczekał końca wojny. Był ciężko ranny pod Monte Cassino. Z Krakowa razem z opłatkiem przychodziła wiadomość, że wujek żyje gdzieś na Zachodzie... Z żalem i tęsknotą opowiadała babcia o Pasterce w drohobyckim kościele oraz o uroczystościach, które się odbywały do naszego „wyzwolenia”.

W dniu Bożego Narodzenia, gdy udało się zwolnić z pracy lub szkoły, wyjeżdżaliśmy do Stryja lub Sambora na poranną Mszę św. Trzeba to było robić po kryjomu, bo groziło to nieprzyjemnościami. Z niecierpliwością czekaliśmy wieczora, aby pójść po kolędzie do nielicznych polskich domów.

Zaczynaliśmy od domu śp. Heleny Korpak – prawdziwego katolickiego domu na ulicy Wójtowska Góra. Później składaliśmy świąteczne życzenia Czesławie i Władysławowi Horwatom, Janowi Kułyniakowi i tak, po kolei. Dobrze wiedzieliśmy, gdzie nasza kolęda sprawi radość. Nieraz daleko po północy w ciszy śpiącego miasta niosło się echo kolędy „Wśród nocnej ciszy...”

Opowiadanie było drukowane przez oo. Redemptorystów w piśmie „Radość Wiary” (5/94), ukazującym się w Drohobyczu.