Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

NOWE KSIĄŻKI

— Postać zmarłego niedawno biskupa Jana Olszańskiego zapisała się w pamięci Polaków w sposób szczególny i na trwałe. Tak dziś trudno – i chyba na całym świecie – o ludzi, których można by uznać za z n a k o m i t y c h, bo to, co w swoim życiu czynili, było godne i sprawiedliwe, ludziom potrzebne. I nie oderwali się od korzeni, obca im była doraźna polityka. Do takich nielicznych w dzisiejszym świecie należał Biskup Jan, niezapomniany pasterz w kamienieckiej twierdzy. Sam był Człowiekiem-Twierdzą.

Z uznaniem więc powitaliśmy monumentalną Książkę Jubileuszową poświęconą ks. Biskupowi Olszańskiemu, zatytułowaną Pasterz i Twierdza, zredagowaną przez ks. prof. Józefa Wołczańskiego (Kraków-Kamieniec Podolski 2001), złożoną z opracowań 22 autorów, głównie księży z Krakowa i paru innych miast RP oraz Gródka Podolskiego (w tym ostatnim mieści się Seminarium Duchowne diecezji kamienieckiej). Z 26 artykułów – uporządkowanych w dwóch działach: Zagadnienia historyczne i Zagadnienia filozoficzno-teologiczne – dwa dotyczą samego Biskupa Jana, a kilka omawia kamieniecką diecezję, katedrę i parafię katedralną. Cała seria artykułów opisuje zakony w tamtejszej diecezji z XVIII i XIX w. (jezuitów, franciszkanów, kapucynów, bernardynów, dominikanów, karmelitów). Są też akcenty lwowskie: korespondencja biskupa kamienieckego P. Mańkowskiego z abpem J. Bilczewskim oraz artykuł o ks. H. Mosingu.

Księgę otwiera życiorys Biskupa Jana, napisany osobiście przez ks. Wołczańskiego. Znamienny jest tytuł artykułu: Ksiądz biskup Jan Olszański. Duszpasterz-Patriota-Człowiek, oraz dedykacja: Księdzu Biskupowi Janowi Olszańskiemu, świadkowi niezłomnej wiary i narodowej tożsamości, w 60. rocznicę święceń kapłańskich oraz 10-lecie sakry biskupiej, księgę tę dedykują autorzy. Ważny jest też artykuł wprowadzający do części historycznej: ks. Romana Dzwonkowskiego (Lublin) o odrodzeniu Kościoła katolickiego na Ukrainie (właściwej) w czasie II wojny i po jej zakończeniu.

Warto dodać, że w księdze, poza samym ks. Wołczańskim, piszą również znani nam: ks. Andrzej Pankowicz (członek pierwszego Zarządu Oddziału TMLiKPW w Krakowie) oraz dr Krzysztof R. Prokop, który w naszym kwartalniku pisał o arcybiskupie lwowskim Ankwiczu (C 2/98) oraz o lwowskim Mozarcie (CL 4/98).

— Wśród książek naukowych wydanych w ostatnim roku miejsce czołowe zajmuje bez wątpienia potężne dzieło (licząc z ilustracjami – ponad 700 stron) ks. Józefa Wołczańskiego: Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie 1918–1939 (Kraków, 2002, wydanie dofinansowane przez Radę Ochrony Pamięci WiM).

Uniwersytet lwowski był trzecim w naszej historii, po krakowskim (Kazimierz Wielki, Królowa Jadwiga) i wileńskim (Stefan Batory). Akademia Lwowska została erygowana przez króla Jana Kazimierza w 1661 r. na bazie wcześniejszego kolegium jezuickiego i zrównana w prawach i przywilejach z Akademią Krakowską (co wzbudziło jej protesty i bojkot – wspominaliśmy o tym w CL 3/03, s. 1).

Teologia była w Akademii Lwowskiej od samego początku. W rok po I rozbiorze (1773), po zdegradowaniu przez Austriaków uczelni do rangi liceum, została teologia przeniesiona do jednego z lwowskich klasztorów. Stan taki trwał do roku 1784, gdy cesarz Józef II reaktywował uniwersytet we Lwowie, ale po 21 latach (1805) został on ponownie zamieniony na liceum. Dopiero w r. 1817 cesarz Franciszek I powołał do życia nowy, niemieckojęzyczny uniwersytet, oczywiście z teologią, który pod jego imieniem dotrwał do 1918 r. Od 1879 r. obowiązywał już na Uniwersytecie Lwowskim język polski (teoretycznie, bo używano go na teologii również wcześniej, a także później*). W niepodległej Polsce Uniwersytet Lwowski otrzymał imię swego założyciela, króla Jana Kazimierza.

Można więc powiedzieć, że to właśnie Wydział Teologiczny zaświadcza ciągłość 278-letniej historii Uniwersytetu Lwowskiego (1661–1939), gdy inne dyscypliny akademickie przeżyły dwie przerwy: 11 i 12 lat. Obecna przerwa trwa już lat 64...

Praca ks. Wołczańskiego wypełnia w części bolesną lukę, ponieważ nie ma dotąd pełnego, współczesnego opracowania dziejów UJK. W bibliografii pracy Księdza znajdujemy tylko opracowania prof. L. Finkla i S. Starzyńskiego z końca XIX w. oraz ukraińską pracę E. Lazarenki z 1961 r. (zapewne dość odbiegającą od naszego punktu widzenia). Do redagowania opracowania zbiorowego przymierzał się śp. doc. Artur Leinwand w Warszawie, nie wiemy jednak, czy ktoś to kontynuuje**.

Książka ks. J. Wołczańskiego – obok szczególnej wartości dla dziejów uczelni teologicznych w Polsce w XX wieku – jest zarazem więc pierwszą jaskółką w przedmiocie historii Uniwersytetu Lwowskiego. Oby za tym dziełem poszło pełne opracowanie historii jego Wydziału Teologicznego, od samego początku w XVII wieku.

W swojej książce ks. Wołczański, po omówieniu organizacji studiów teologicznych oraz kadry naukowo-dydaktycznej w opracowywanym okresie, opisuje szczegółowo wszystkie katedry tamtego czasu, tryb nauki i zdobywane stopnie, problemy studenckie. Na końcu omawia aktywność naukowo-teologiczną i intelektualną kadry Wydziału oraz bilans dokonań i tragedię jego unicestwienia.

Pracę uzupełnia ponad 100 zdjęć.

* Na tym samym wydziale studiowali również klerycy grekokatoliccy i niektóre przedmioty dotyczące ich obrządku były wykładane po rusku. W latach 1787–1804 ces. Józef II erygował we Lwowie filozoficzno-teologiczny Instytut Ruski, z polskim językiem wykładowym!

** Tymczasem powstały aż dwie poważne monografie historyczne Politechniki Lwowskiej – w Gdańsku i Krakowie.

— Nakładem Biblioteki Narodowej w Warszawie (2002) ukazała się książka pod znamiennym tytułem Cena tożsamości. Jednak dopiero podtytuł Wspomnienia i opowiadania Polaków zamieszkałych na Ukrainie wyjaśnia tak naprawdę wszystko.

Książka jest zbiorem opowiadań i wspomnień kilkunastu autorów, których wymieniam w kolejności alfabetycznej: Krystyny Angielskiej, Jadwigi Jamróz, Karoliny Kubickiej, Jadwigi Kuczabińskiej, Teresy Kulikowicz-Dutkiewicz, Ireny Partyki, Mieczysławy Piotrowskiej, Ewy Tajner, Krystyny Anny Żarskiej-Trofimczuk, Włodzimierza Popławskiego, Edwarda Zawodzińskiego, Ryszarda Zielińskiego i Józefa Ziembickiego. Celowo wymieniam nazwiska tych Polaków, którzy chwycili za pióra i postanowili w formie literackiej – czy to wspomnieniowej, czy to fabularnej – przekazać nam, i pozostawić dla potomnych, prawdę o losach własnych lub rodaków żyjących po II wojnie światowej w ZSRR, a od 1989 r. na Ukrainie. Swymi opowieściami dają żywe świadectwo tego, co historia uczyniła z Kresami Rzeczypospolitej, opowiadają, co z człowiekiem – i to niezależnie od jego narodowości – uczynił komunizm i jak głębokie na jego duszy odcisnął piętno.

Gdybym w kilku treściwych słowach miał powiedzieć, o czym są opowiadania zawarte w książce, posłużyłbym się tytułami jej części: Wyrok historii. Pozostawieni swemu losowi. Nieunikniona rzeczywistość... Najbardziej smutna jest prawda o pozostawieniu Rodaków samym sobie. Nie miał bowiem kto o nich się upominać, gdy nie było Polski. Bano się o nich upominać, gdy tkwiliśmy w okowach uścisku „wielkiego brata”. A dzisiaj... No właśnie, dzisiaj rzucamy im jałmużnę (choć są to wcale duże pieniądze), ale nie dopuszczamy do tego, by dać im się poczuć Polakami prawdziwie! Zwodzimy obiecankami o jakiejś mitycznej „Karcie Polaka” – Polaka drugiej kategorii, czyniąc wszystko, by załatwienie sprawy Polaków na Wschodzie odwlec w bliżej nieokreśloną przyszłość! Jednocześnie dziwimy się, że Unia Europejska patrzy na nasz kraj jak na państwo kategorii „B”... Czym te dwa stanowiska różnią się od siebie? Zagalopowałem się nieco?... O nie, przecież ta książka to rzecz między innymi o Polskiej Racji Stanu, o świadomości narodowej i cenie, jaką nasz naród zapłacił, ale i wciąż płaci właśnie cały czas na Kresach, za Polskość! Kim zatem są ci, którzy tej Polskości naszych Rodaków nie do końca chcą uznać i czynią to w Sejmie i Senacie RP jako reprezentanci Narodu w moim, ale i w Twoim, Czytelniku, imieniu? Ja się na to nie zgadzam!

Prezentowane opowiadania mogły zaistnieć dzięki działalności i pracy jednej z autorek tomu, Teresy Kulikowicz-Dutkiewicz. Jest bowiem jej zasługą wyłuskanie we Lwowie i okolicach ludzi pióra, piszących w rodzimym języku polskim. I chwała jej za to! To pani Teresa dowiodła, że na południowo-wschodnich Kresach nie zaginęło polskie życie intelektualne. Okazało się, że nie wszyscy zostali wywiezieni w głąb Rosji, nie wszystkich zdołali wymordować Rosjanie, Niemcy czy Ukraińcy, w końcu nie wszyscy wyjechali po 1945 roku do nowej okrojonej układami jałtańsko-poczdamskimi Polski. Swój „złoty kamyczek” do tego ogródka dorzucił także Mariusz Olbromski, który przez kilka lat organizował konkurs literacki im. Kazimierza Wierzyńskiego. A przynajmniej część z tych opowiadań stanowi pokłosie tegoż właśnie, mobilizującego przecież do pracy, konkursu.

Tę krótką rekomendację książki chciałbym zakończyć słowami Tomasza Wroczyńskiego, autora wstępu, który jest „przekonany o ogromnej wartości prezentowanej książki. Przynosi ona bowiem wspomnienia, które pokazują z jednej strony skomplikowane dzieje Polaków na Ukrainie, a z drugiej zaś odsłaniają tragiczną, totalitarną historię państw XX wieku”. Mnie natomiast dają nadzieję, iż życie literacie i wydawnicze na Kresach, a głównie we Lwowie, nabierze niebawem naturalnego kształtu i właściwego impetu, stając się godnym spadkobiercą tradycji przerwanej wybuchem II wojny światowej.

Janusz M. Paluch

— Z Poznania przysłano nam chwalebne wydawnictwo tamtejszego Oddziału TMLiKPW pt. Udział Lwowian w życiu naukowym i kulturalnym Wielkopolski – część III (Poznań 2003), pod redakcją Hanny Dobias-Telesińskiej (która sama opracowała 1/3 spośród 35 życiorysów), Krystyny Kubrak, Juliusza Rozmiłowskiego i Iwona Werschlera.

Od dawna wszystkich zachęcamy do podejmowania takich właśnie opracowań. Niedawno chwaliliśmy za to lwowiaków z Lublina oraz brodzian z całego kraju, którzy spotykają się corocznie w Wiśle. Teraz chwalimy lwowiaków poznańskich, prosząc przy okazji o dwie wcześniejsze części (i następne), które włączymy do Indeksu Wschodnich Małopolan.

Wyjaśniamy, że l w o w i a n należy oczywiście traktować szeroko – biogramy dotyczą wszystkich, którzy pochodzą z Małopolski Wschodniej albo się z nią związali.

— Innym ciekawym leopolitanum poznańskim jest katalog zatytułowany Sztuka ekslibrisu na Kresach Wschodnich, opracowany przez Arkadiusza Wagnera. Dotyczy on wystawy pod tym samym tytułem, która miała miejsce tej jesieni (IX–X’03) w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. A. Wagner wystawił swój zbiór (odziedziczony po antenacie Feliksie Wagnerze, poznańskim bibliofilu), a w katalogu omówił dzieje i artystów tej dziedziny grafiki na Ziemiach Wschodnich (Poznań 2003).

Na wystawie pokazano 200 ekslibrisów z całych Ziem Wschodnich – od Lwowa po Wilno. Wśród lwowskich twórców znajdujemy oczywiście Rudolfa Mękickiego (aż 25 ekslibrisów), Adama i Ludwika Tyrowiczów, Kazimierza Sichulskiego, Wandy Korzeniowskiej i paru innych. Wśród lwowskich bibliofilów, którzy zamawiali te małe dziełka sztuki graficznej, znaleźliśmy Aleksandra Batowskiego (1. poł. XIX w.), bibliotekę zamkową w Podhorcach, Władysława Bełzę, rodzinę Bruchnalskich, hr. Ignacego Łosia, znanych bibliofilów: Franciszka Biesiadeckiego, Karola Badeckiego, Aleksandra Czołowskiego, Franciszka Pajączkowskiego, Tadeusza Solskiego, a nawet Witolda Szolginię. Wśród lwowskich instytucji: muzea, biblioteki i wypożyczalnie, archiwa, uczelnie.

Przypomnijmy, że w Krakowie wystawy ekslibrisu, w tym lwowskiego, organizował p. Znamirowski w Ośrodku Kultury na Podgórzu.

— Siostry Józefitki ułożyły i rozpowszechniają druczek, zatytułowany Nowenna i Litania do bł. ks. Zygmunta Gorazdowskiego. Autorką nowenny, uzupełnionej myślami Błogosławionego, oraz litanii, jest s. Miriam Bilska, zaś autorką drugiej litanii, opartej na tekście dekretu o heroiczności życia i cnót ks. Zygmunta – s. Dolores Siuta.
W modlitwach ani razu n i e p a d ł o imię Lwowa, w którym przebiegło całe świątobliwe życie i działalność ks. Gorazdowskiego i gdzie spoczywają Jego szczątki.

Nie musiało, ale p o w i n n o b y ł o.

— Wasz redaktor przyznał się kiedyś na tych łamach, że interesuje go historia szpitalnictwa Lwowa i Małopolski Wschodniej. Dlatego z zaciekawieniem powitał książkę Piotra Franaszka: Zdrowie publiczne w Galicji w dobie autonomii (wybrane problemy) (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2003). Autor charakteryzuje najpierw prawne aspekty funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia w Galicji, w 60-letnim z górą okresie, gdy administracja kraju wróciła w ręce polskie (od lat 1860. do I wojny światowej). Potem omawia główne szpitale tego obszaru: Szpital Krajowy (znany jako Szpital Powszechny) we Lwowie i szpital św. Łazarza w Krakowie, szpitale psychiatryczne w Kulparkowie i Kobierzynie, szpitale pediatryczne św. Zofii we Lwowie i św. Ludwika w Krakowie, a dalej szpitale prowincjonalne. Dla tych ostatnich niestety podaje tylko dane statystyczne. Wymienia następujące miejscowości wschodniomałopolskie: Brody, Brzeżany, Dolina, Drohobycz, Husiatyn*, Kałusz, Kołomyja, Kosów, Podhajce, Przemyślany, Sambor, Skałat, Sokal, Stanisławów, Stryj, Śniatyn*, Tarnopol, Turka, Zaleszczyki, Złoczów, Żółkiew (razem 21, a ponadto 15 w Małopolsce środkowej i zachodniej).

Miejscowości oznaczone * podano znowu jako Śniatyń i Husiatyń. Proponuję więc, panie Autorze, by pisać Krakóf – to błąd tej samej rangi. I jeszcze jedno: do Lubnia jeździmy z Krakowa zakopianką, a ze Lwowa jeździliśmy do L u b i e- n i a (Wielkiego zresztą).

— Mój Ojciec – to wspomnienie Renaty Jureckiej-Krzyżanowskiej (wyd. Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy, Kraków 1997*) Książeczka obejmuje lata międzywojenne i wojenne (od urodzenia autorki do ekspatriacji, 1923–45), spędzone w Brzeżanach, z paroletnią przerwą na Piotrków Trybunalski, dokąd jej ojciec jako oficer WP został przeniesiony. Zginął w Starobielsku. – to wspomnienie (wyd. Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy, Kraków 1997*) Książeczka obejmuje lata międzywojenne i wojenne (od urodzenia autorki do ekspatriacji, 1923–45), spędzone w Brzeżanach, z paroletnią przerwą na Piotrków Trybunalski, dokąd jej ojciec jako oficer WP został przeniesiony. Zginął w Starobielsku.

Autorka barwnie maluje życie rodziny w kulturalnym środowisku podolskiego miasta, pełnego zabytków polskiej historii i tradycji. Inny nastrój przebija przez opisy lat okupacyjnych, gdy autorka stała się już dorosłą dziewczyną. W książce znajdujemy dużo nazwisk mieszkańców Brzeżan, głównie inteligencji. Wśród nich – dr Duczymińska**, która po wywiezieniu na nieludzką ziemię, została podobno po paru latach szefem sanitarnym armii Andersa. Została zapewne na emigracji – kto zna losy obojga pp. Duczymińskich?

* Ktoś może się zdziwić, że AD 2003 omawiamy nową książkę z r. 1997. Tak jest niestety na naszym rynku księgarskim, że o wydawnictwach dowiadujemy się czasem przypadkowo i z wielkim opóźnieniem, a czasem wcale, i to nawet w przypadku książki wydanej w Krakowie!

** Dr Duczymińska (a nie Duczemińska, jak pisze autorka), ginekolog-położnik, od lat 30. wraz z mężem, wyższym oficerem WP, mieszkała we Lwowie i w klinice „Salus” (przy ul. Senatorskiej, potem przemianowanej na Paderewskiego) dopomogła w urodzeniu się piszącemu te słowa, zaś w 5 lat później jego bratu.

— Kolejną książką, dającą świadectwo ludobójstwa ukraińskiego w Małopolsce Wschodniej, jest Kazimierza Turzańskiego Eksterminacja ludności polskiej na Trembowelszczyźnie w latach 1939–1946 (wyd. Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, Wrocław 2003). Jest to druga książka tego autora na ten temat – pierwsza, Krwawe noce pod Trembowlą, wyszła w 1996 r.

Relacja o bezprzykładnym, zorganizowanym mordowaniu bezbronnej ludności polskiej, i to w sposób szczególnie okrutny, opracowana została przez autora w sposób rzetelny i wielostronny. Na samym początku zauważa autor, że nie tylko za kordonem, ale i w RP profesjonalni historycy sprowadzają zaplanowaną eksterminację Polaków do rangi konfliktu (należy do nich m.in. Grzegorz Motyka). O daleko idącej niekompetencji i niewiedzy w tej dziedzinie oraz braku odpowiedzialności dużej części polskich historyków mówił w Krakowie w lipcu tego roku W. Poliszczuk (patrz CL S/03).

Autor zebrał wiele materiału na temat straszliwych wydarzeń we wsiach powiatu trembowelskiego. Opisuje szczegóły napadów i znęcania się nad zabijanymi, podaje spisy nazwisk zamordowanych w kolejnych wsiach. Książka K. Turzańskiego jest ważnym dokumentem tragedii, zgotowanej przez zbrodniczą część narodu ukraińskiego.

— Światowy Związek Żołnierzy AK – Okręg Wołyński wydał książkę pt. Żołnierze Wołynia. Powojenna działalność 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (Warszawa 2002). Książka o prawie trzystu stronach dużego formatu, z licznymi ilustracjami – w tym zdjęcia dokumentalne – dzieli się na pięć części: 1. Lata 1944–1990, 2. Lata 1991–2000, 3. Przechować pamięć, 4. Wezwani do apelu, 5. Spis żołnierzy. Jest to hstoria przywracania pamięci o tragicznych losach Wołynia i tamtejszych Polaków w okresie II wojny, widziana poprzez losy i powojenną działalność żołnierzy Dywizji. Dywizja ta posiada w swej historii niezwykle zróżnicowane etapy: walka z Niemcami, prowadzona częściowo we współpracy z armią sowiecką i sowiecką partyzantką, walki z UPA w obronie polskiej ludności, zaś następnie rozbrojenie przez wojska sowieckie w lipcu 1944 pod Lubartowem, z częściowym wcieleniem do armii Berlinga, częściowo z poddaniem represjom NKWD i wywózkami na Sybir, a później z represjami UB PRL, aż do procesów z wyrokami śmierci i długoletniego więzienia. Sprawy te oglądamy na tle podejmowanych starań o ujawnienie i odkłamanie historii, o przywrócenie pamięci wydarzeń i ludzi, skazywanych przez dziesiątki lat na zapomnienie. Książka zawiera również liczne ilustracje i fotografie sztandarów, tablic i pomników oraz działaczy 27. WDWAK. W tym aspekcie jest to pozycja niezwykle cenna, godna zarówno szerokiego rozpowszechnienia w środowiskach patriotycznych, jak i przekazywania młodemu pokoleniu, które wciąż jeszcze w podręcznikach historii nie znajduje pełnej informacji o wydarzeniach wojny i okresu powojennego.   (DTS)