Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Remigiusz Węgrzynowicz, SUUM CUIQUE...*

   „Szczypta soli” do opracowania Wybitni polscy lekarze weterynarii XX wieku w nauce i zawodzie, autorstwa prof.dr hab. Edmunda Prosta.
   Biografie wybitnych osób życia społecznego – oprócz cennych informacji o ich osiągnięciach – wzbogacają wiedzę, nadając personifikacje osiągnięciom m.in. naukowym. Stanowią cenną dokumentację historyczną – są nośnikiem pamięci narodowej w prezentacji wybitnych. Spełniają ważną rolę wychowawczą i patriotyczną. Miarą wartości biogramów zbiorowych jest zobiektywizowany obraz faktograficzny pozwalający ocenić udział jednostek w rozwoju określonej dziedziny. Ten rodzaj publikacji jest cennym informatorem inspirującym przyszłych twórców.
   Z wielkim zainteresowaniem wziąłem do ręki opracowanie prof. E. Prosta Wybitni polscy lekarze weterynarii XX wieku w nauce i zawodzie. W miarę zaznajamiania się ze spisem treści wzrastał mój niedosyt i refleksja... Jak daleko odchodzimy od pięknych zasad starożytnych filozofów? Głosili oni, że potomność oddaje każdemu, co mu się należy..., to znaczy odpłaca każdemu należną czcią. Cyceron zaliczał tę prawdę do czterech podstawowych zasad cnotliwego postępowania.
   Selekcja wydawnicza w doborze wybitnych nie jest łatwa. Wymaga sprecyzowania kryteriów oceny, aby prezentowane osoby odpowiadały określeniom w tytule wydanej edycji. Właściwą selekcję do tego typu edycji wykonuje z reguły zespół specjalistów. Należy wyrazić uznanie za podjęcie tego trudnego zadania jednoosobowo. Nie uchroniło to autora od subiektywizmu w doborze wybitnych. Nieuwzględnienie osób o niepodważalnych wartościach, zakwalifikowanych przez wiele autorytetów jako wybitnych w XX wieku w naszym zawodzie, w zamian za niewątpliwie zasłużonych, ale może nie wybitnych, nadaje opracowaniu zupełnie inny wymiar, niezgodny z tytułem książki.
   Opracowanie biografii nakłada obowiązek – oprócz znajomości faktograficznej – niezapominania o roli historycznej, jaką spełnia. Nietaktem byłoby sądzić, że autor opracowania, zasłużony nauczyciel akademicki, autor znakomitych publikacji naukowych i zawodowych – uczeń prof. Trawińskiego, wybitnego nauczyciela Akademii Medycyny Weterynaryjnej, mógłby zapomnieć o bogatej historii uczelni lwowskiej, której rola w rozwoju nauk weterynaryjnych nie tylko w kraju, ale na świecie, pozostała niepodważalna.
   Trudno powstrzymać się od pytania: jakie kryteria stosował autor opracowania, skoro pominął liczne grono wybitnych, którzy znaleźli należne miejsce w nauce o światowym zasięgu? Wśród wielu wybitnych nadużyciem byłoby pominąć milczeniem wspaniałych nauczycieli wśród pokoleń lekarzy weterynaryjnych, znakomitości naukowych takich jak: Barański, Szpilman, Królikowski, Moraczewski, Klisiecki, Kadyi, W. Kulczyki, Gajewski, Nusbaum-Hilarowicz, Legeżyński, Mikulaszek, Grzycki, Skowroński, Panek... i wielu innych ze „szkoły lwowskiej”, którzy wraz ze „szkołą warszawską”... (m.in. z niewymienionym Łopatyńskim) byli opoką polskiej weterynarii.
   Następcy niestety nie zawsze dorównywali mistrzom... Zaliczenie ich do grona wybitnych zawdzięczają w znacznym stopniu swoim Wielkim Nauczycielom.
   Nie wiem, czy można nazwać niedopatrzeniem pominięcie szkoły lwowskiej, ograniczając się do niektórych następców we Wrocławiu. Była ona zbyt wielka i zasłużona w XX wieku dla polskiej i światowej weterynarii, aby jej nie dostrzec. Wypacza to prawdziwy obraz polskiej weterynarii, zubożając go nie tylko w ocenie krajowej, ale światowej. Niesie to bardzo niekorzystne implikacje narodowe. Sprzyja pojawiającym się tendencjom przywłaszczenia i wstecznej introdukcji lwowskich uczonych do narodu obecnych gospodarzy kresów!
   Przez ostatnie półwiecze twórczość wielowiekowa naszych Ojców na kresach, wspólna z innymi narodami, stanowiła tabu – była zacierana... Czyniliśmy i nadal czynimy starania, aby ocalić od zapomnienia cenny kapitał narodowy na kresach. Chronimy od dewastacji pomniki, budowle, nekropolie... Czy możemy zapomnieć o bogatym kapitale intelektu – wiedzy, jaką wnieśli nasi Ojcowie do skarbnicy narodowej i światowej? Jeżeli inteligencja polska (tak bardzo zdziesiątkowana) nie uczyni tego, to wyręczą nas fałszerze historii, rodzimi i zainteresowani sąsiedzi!
   Działalność popularyzatorska naszej przeszłości posiada duże znaczenie dla rangi naszego narodu w procesie integracji europejskiej. W zmienionej sytuacji politycznej przypada nam rola nie przedmurza (jak przez wieki), ale pomostu pomiędzy wschodem a zachodem. Działalność Polaków na kresach nie może pozostawać – jak przez wiele lat – nadal tematem tabu. Szkodzi to integracji.
   Należy żałować, że w kryteriach tak zróżnicowanej skali (od powiatowej, wojewódzkiej, krajowej, do międzynarodowej) zabrakło miejsca dla wybitnych twórców nauki polskiej, którzy zamieszkiwali ziemie należące do Rzeczypospolitej w pierwszej połowie XX wieku. Zdaję sobie sprawę, że szczytna idea równania wielkich (a może tylko zasłużonych?) z większymi, jest równie trudna jak nieudane próby równych
z równiejszymi... we wspólnym mianowniku.
   Monografie powinny uwzględniać zasadę stopniowania Reddite ergo quae sunt Caesaris Caesari**, inaczej zabrakłoby miejsca na pomniki dla wybitnych. Nadużywanie określeń dotyczących zalet czy zasług pauperyzuje je. Język nasz zna wiele określeń pozwalających zróżnicować zasługi. Inaczej „panteon narodowy” nie zmieściłby wszystkich.
   Pokutuje u nas „wiara” w siłę słowa drukowanego. Ukazanie się drukiem nazwiska w odpowiednim kontekście (m.in. „wybitnych”) w pojęciu niektórych równoznaczne jest z faktyczną nobilitacją. Niewątpliwie nie jest to droga do wielkości. Przez wiele lat ostatniego półwiecza wmawiano nam, że słowo napisane to prawda... Pozostało z tego okresu krotochwilne powiedzenie o tym, który uwierzył w słowo pisane... i wbił sobie drzazgę w rękę, usiłując pogłaskać deskę
z odpowiednim napisem...

*   Każdemu, co należne (Katon)
** Oddajcie Cezarowi, co należy do Cezara.... (Chrystus)