Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Kronika

• Dyrekcja i Pracownicy Zamku Królewskiego na Wawelu uczcili mszą św. w Katedrze wawelskiej 50. rocznicę śmierci Tadeusza Mańkowskiego, pierwszego po II wojnie dyrektora Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu i twórcy pierwszego powojennego kształtu muzeum na Zamku Królewskim.
Tadeusz Mańkowski (1878–1956) był we Lwowie adwokatem, ale równocześnie stał się wybitnym historykiem sztuki i badaczem, autorem szeregu fundamentalnych, niezastąpionych dotąd, dzieł naukowych w zakresie historii sztuki. W Londynie wydano w 1974 r. jego Dawny Lwów, jego sztuka i kultura artystyczna (nakładem Fundacji Lanckorońskich i emigracyjnej Polskiej Fundacji Kulturalnej), a wcześniej, w 1959 r. Ossolineum wydało Orient w polskiej kulturze artystycznej, co oczywiście w dużej mierze dotyczy Lwowa i ziem południowo-wschodnich.
Warto by pomyśleć o powtórnym, krajowym wydaniu pierwszego z wyżej wspomnianych dzieł. Nikt dotąd nie podjął podobnej pracy i nie zanosi się na to. Może zainteresowałaby się tym Fundacja „Semper Fidelis”?

Obszerne curriculum vitae Tadeusza Mańkowskiego pióra Jerzego T. Petrusa, obecnego wicedyrektora Zamku Królewskiego na Wawelu, zamieściła „Gazeta Wyborcza” z 21 VIII ‘06. Niektóre dane tam zawarte pozwalamy sobie wykorzystać w Sylwetce w tym numerze.


• Towarzystwo Internistów Polskich obchodziło w tym roku swoje stulecie. Powstało w 1906 r. we Lwowie i do 1923 r. nosiło nazwę Towarzystwa Internistów Ziem Polskich. Inicjatorem założenia organizacji oraz jej pierwszym prezesem był profesor Uniwersytetu Lwowskiego Antoni Władysław Gluziński (1856–1935). W tym roku przypadła zarazem 150. rocznica jego urodzin. TIP jest jednym z największych stowarzyszeń lekarskich. Stworzone przez Gluzińskiego czasopismo „Polskie Archiwum Medycyny Wewnętrznej” ukazuje się do dziś jako miesięcznik.
Z okazji jubileuszu Poczta Polska wydała 3 znaczki z portretami A. Gluzińskiego i jego szczególnie zasłużonych następców: W. Orłowskiego (Warszawa) i E. Szczeklika (Wrocław). W tle znaczków widać miasta, w których działali. Na znaczku Gluzińskiego (najdroższym – 3 zł) widać pomnik Mickiewicza, kamienię Sprechera i wieżę Katedry).
Córka Gluzińskiego, Janina, była żoną Kornela Makuszyńskiego.

• W Krakowie kolejna wystawa w większości z naszych zbiorów lwowskich: w czerwcu–lipcu czynny był w Kamienicy Szołayskich pokaz plakatów znanego grafika czeskiego Alfonsa Muchy (1860–1939), które pochodzą z Muzeum Przemysłowego we Lwowie (a dziś pozostają w tamtejszym Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego, które mieści się w w dawnym gmachu Galicyjskiej Kasy Oszczędności na rogu ulic Legionów i Jagiellońskiej). Kolekcja Muchy została zgromadzona przed stu laty. Są tam m.in. plakaty tworzone dla Sary Bernhardt.


• W „Dzienniku Polskim” 192/06 znaleźliśmy informację, że słynny krynicki „Lwigród” – przez ostatnie ćwierćwiecze (zawdzięczając to gospodarce PRL i kilkunastu lat III RP) popadający niemal w ruinę – został odkupiony przez „króla polskiej porcelany” M. Kwietnia i odnowiony jako Ośrodek Konferencyjno-Wypoczynkowy.
Upadek olbrzymiego gmachu, już wcześniej coraz bardziej zaniedbywanego, zaczął się w 1981 r. i przez 25 lat budynek pozostawał nieogrzewany i pusty. W międzyczasie wykradziono część cennych płócien K. Sichulskiego i F. Wygrzywalskiego (alarmowała o tym wielokrotnie prasa, także w CL o tym pisaliśmy), które w liczbie 20 zdobiły jadalnię i hol sanatorium. Obrazy, przedstawiające historię tańca i sceny mitologiczne, zostały odnalezione i obecnie są w gestii dyrekcji Uzdrowiska, nie wykluczone jednak, że Spółka „Posejdon” (firma M. Kwietnia) je wykupi.
„Lwigród” powstał w 1928 r. za pieniądze ze składek lwowskich urzędników i stał się jednym z najnowocześniejszych i najpiękniejszych obiektów uzdrowiskowych w Polsce. W Krynicy (i nie tylko) stanowi nadal perłę architektury. Odnowiony został starannie pod okiem konserwatorskim.
Przypomnijmy – czego nie dopisano w artykule – że twórcą tego obiektu był znakomity architekt lwowski Eugeniusz Czerwiński (1887–1930). Lwowianami byli również obaj wybitni malarze, autorzy wspomnianych obrazów.
Leopolis ubique praesens...


• Znany malarz krakowski – lecz urodzony we Lwowie przed 100 laty – Eugeniusz Waniek (patrz CL 2/01) obchodził w tym roku swój wielki jubileusz. W związku z tym został mianowany Honorowym Profesorem tutejszej Akademii Sztuk Pięknych.


• W lipcu ‘06 przebywał na terenie Małopolski Młodzieżowy Kameralny Chór im. J. Słowackiego z Krzemieńca. Po kilku występach w kilku podkrakowskich miasteczkach chór zaprezentował się w niedzielę
23 VII w Krakowie w kościele św. Józefa przy Rynku Podgórskim. Na program składały się pieśni religijne, śpiewane podczas dwóch mszy św. oraz po ich zakończeniu – jako półgodzinny koncert. Chór śpiewał na kilka głosów z partiami solowymi oraz z towarzyszeniem instrumentów muzycznych. Popisowym numerem było wykonanie Litanii do Matki Boskiej Ostrobramskiej Stanisława Moniuszki (2 poł. XIX w.). Ponad 20-osobowy chór wykazał się wysokim poziomem artystycznym, koncertu słuchało się z ogromną przyjemnością.
Kierownikiem artystycznym i dyrygentem Chóru jest p. Anatol Galiszewski, opiekunem artystycznym zaś dobrze nam znana p. Jadwiga Gusławska (także nasza Autorka – patrz CL 2/98 Krzemieńca się nie zapomina).

Przy okazji niektórzy mieszkańcy krakowskiego Podgórza (prawobrzeżna dzielnica Krakowa – informacja dla nie-krakowian) dowiedzieli się, że gdzieś daleko na Wołyniu jest Krzemieniec. Wielu przypuszczalnie pierwszy raz o tym słyszało...


• W połowie września odbył się na Zamku przemyskim Międzynarodowy Festiwal Kresowej Pieśni Patriotycznej Przemyśl 2006. Celem imprezy stało się – jak napisali organizatorzy – ocalenie od zapomnienia tego, co wiąże się nieodzownie z naszą historią, tradycją, kulturą, zwłaszcza kresową. Taką nieodłączną towarzyszką naszej historii była zawsze pieśń. Pieśń, która podtrzymywała naród na duchu w trudnych dla Polski chwilach. Pieśń, która zagrzewała do walki, gdy była taka potrzeba. Pieśń, która koiła zranione serca Polaków. To ona dawała siłę, świadomość więzi narodowej i wiarę w przetrwanie. To także pieśń, która posiadała moc, powodowała uczucie dumy i wielkiej radości wynikającej z faktu bycia Polakiem. Festiwal jest także próbą nadania żywego znaczenia słowom już nieco zapomnianym, takim jak: patriotyzm, ojczyzna, honor...
W Festiwalu wzięły udział zespoły z Małopolski Wschodniej: z Sambora – chór mieszany „Sursum Corda” i dziecięcy „Cantate Domino” (oba pod dyr. Krystyny Husarz), ze Złoczowa – „Bijące Serduszka” (Luba Muryn), z Borysławia – „Wesoła Szkoła”, z Sądowej Wiszni – „Lilia” (Halina Wójcicka), z Drohobycza – „Odrodzenie” (Maria Galas), z Czortkowa – „Jaskółka”, a także z Lidy na Nowogródczyźnie, z Baru na Ukrainie i z Niemenczyna na Wileńszczyźnie.


• W piątek 29 września codzienny poranny (6–9) program TVP1 „Kawa czy herbata” został nadany ze Lwowa. Prowadzili jedni z najbardziej znanych i lubianych prezenterów: Anna Pawłowska i Paweł Pochwała.
Przeprowadzono liczne rozmowy, głównie oczywiście z Ukraińcami, ludźmi kultury różnych zawodów i stanowisk, reperezentujących dzisiejsze elity tamtego społeczeństwa. I co: prawie wszyscy (z wyjątkiem pani od mody i jednej studentki) – w różnym wieku – średnim, młodym i całkiem młodym (a starszych nie było wcale) mówili sprawnie po polsku. O polskości mówiono jako o czymś normalnym, a młody historyk powiedział, że nowe pokolenie naukowców musi znać język polski, by korzystać z zasobów archiwalnych i bibliotecznych zarówno we Lwowie, jak i po tej stronie granicy. Okazuje się, że nie tylko naukowcy...
Prezenterzy rozmawiali też z konsulem RP amb. Wiesławem Osuchowskim, ze Zbigniewem Chrzanowskim, dyrektorem Polskiego Teatru we Lwowie, oraz z grupą polskich przewodników. W tle pokazywano ulice Lwowa, panoramę miasta, zabytki. Tłem dźwiękowym były piosenki lwowskie, śpiewane po polsku i... ukraińsku. Zapowiedziano kolejny program ze Lwowa.
Tego samego dnia około południa usłyszeliśmy rozmowę z merem Lwowa Andrijem Sadowym, który po polsku mówił bezbłędnie.