Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Listy do redakcji

Pisze do nas z Torunia Pani Anna Pawlak:

   Drogi Panie Redaktorze, pisze nieco starsza Koleżanka od Pana ze szkoły Marii Magdaleny!
   Nie da się wymazać z pamięci tego, w czym się rosło. Jak w Alei Kasztanowej, ulicy 29. Listopada, ul. Dunin-Borkowskich i dalej... Tramwaj nr 4 stawał przy Leona Sapiehy, aby wbiegać do szkoły i tam spotkać się z koleżankami na lekcji. Był czas, że jechałam dalej, aby na ul. Chorążczyzny do p. Anny Niementowskiej chodzić na fortepian. I to minęło. Aż ze zgrzytem zatrzymywał się na ul. Unii Lubelskiej 9, u ss. Nazaretanek. Tam dojrzałam umysłowo i fizycznie, aż popsuła wszystko wojna – którą ze szczęściem przeżyłam w 1945 r. w Krakowie i Gdańsku.
   Przeglądając pozostałe wspomnieniowe dowody, znalazłam piękną postać ks. Szmyda, proboszcza kościoła Marii Magdaleny, która powinna moim zdaniem znaleźć się w „Cracovia–Leopolis”. Jako młode dziewczę, pamiętam doskonale tego wspaniałego duszpasterza, który zachodził do moich rodziców. Gdyby nie to, że Pan Bóg powołał Go wcześniej niż wybuchła II wojna światowa – znaleźliby Go Niemcy, którzy Go poszukiwali.
  A dziś – pozostało tylko, co mam lwowskiego w sercu, poza tym przeżyte 50 lat zawodowego życia bez Lwowa. Niech Pan Bóg pocieszy nas za tę zaistniałą krzywdę.

   Droga Pani Anno, wzruszyło nas to, co Pani napisała, bo przecież i my to samo odczuwamy. Stała się rzecz w historii bezprecedensowa: wyrzucenie Bogu ducha winnego narodu z jego „małej ojczyzny”, przekreślenie jego historii, zniszczenie dorobku, zdeptanie rodzinnego i osobistego życia milionów ludzi.
   Bardzo Panią prosimy: proszę spisać swoje wspomnienia: rodzinne, szkolne, towarzyskie. Nie musi być wszystko na raz – zacznijmy od wspomnień najdawniejszych: dom, rodzina, przyjaciele, sąsiedzi... – to, co było normalnym życiem w normalnych czasach. Czekamy i serdecznie pozdrawiamy.

 

   Ważny nie tylko dla naszej lwowsko-krakowskiej historii list od p. Andrzeja Pawłowskiego, lwowiaka i naszego autora, a zarazem naczelnika w krakowskim „Sokole”:
   Drogi Andrzeju, z rozrzewnieniem czytałem opisane przez Ciebie msze święte za duszę Jurka Bitschana, a właściwie poległych Obrońców Lwowa – w ostatnim, 3 kwartalniku CL. Ale pierwsza Msza św. za Orlęta została odprawiona w latach 60. ub. wieku na Wawelu przed ołtarzem Chrystusa Ukrzyżowanego. O tej mszy dowiedzieliśmy się od Twojej Cioci Aliny Łukowskiej i wraz z moim Ojcem Bolesławem uczestniczyliśmy w tej zakonspirowanej Ofierze.
   W 1980 r. we mszy św. [w kościele Mariackim] za Lwowskie Orlęta (w której nie brałeś udziału) uczestniczył generał Mieczysław Boruta Spiechowicz. To była wspaniała uroczystość z udziałem hutników z nowohuckiej „Solidarności”, harcerzy i innych organizacji patriotycznych, których nazw już nie pomnę. To był czas Pierwszej „Solidarności”, gdy wstaliśmy z kolan, a komuna była w defensywie.
   Generał siedział w stallach po lewej stronie prezbiterium, przed Nim leżała czapka generalska z olbrzymim orlim piórem. Generał był bowiem w latach 1936–39 dowódcą 22 Dywizji Piechoty Górskiej (jako pułkownik) z siedzibą w Przemyślu.
   Warto wspomnieć, że Generał – w listopadzie 1918 r. w stopniu kapitana – bronił Lwowa, m.in. był dowódcą IV i V grupy i południowego skrzydła wojsk, wyzwalających Lwów w dniach 21/22 XI 1918.
   Serdecznie pozdrawiam Ciebie i zespół redakcyjny „Cracovia-Leopolis.

Bardzo dziękujemy, Andrzeju, za to wspomnienie. Wstyd mi, że tamto wydarzenie z lat 60. wyleciało mi z głowy, ale teraz już sobie to odtworzyłem w pamięci.
A może jeszcze inni Czytelnicy coś o tym napiszą?

 

List od p. Krzysztofa Bulzackiego z Jeleniej Góry:
   Drogi Andrzeju, nasza korespondencja to tak, jak z tym dziadem do obrazu, ale jestem świadomy, że masz mało czasu, ja też prowadzę niewiele korespondencji. Nie bierz sobie tego do serca, to nie jest krytyka, gdzie się drzewo rąbie, tam wióry lecą. Uważam Wasze pismo za najlepsze i zwerbowałem 10 prenumeratorów [...]
   Moje pismo „Na Rubieży” jest specjalistyczne i nie może być porównywane z innymi, chyba tylko pod względem językowym, na co zwracam szczególną uwagę. Polecam Ci naszą publicystykę.
   Chcę Ci zwrócić uwagę, że już mówiłem Ci o tym, jak od początku (1978) jeździłem do Krakowa na każde ogłoszenie w „Tygodniku Powszechnym” na mszę za „Jurka Bitschana”.
   Wtedy poznałem Stanisława Wasiuczyńskiego. On opowiadał mi, jak to było w koszarach „Bema”. Był świadkiem, jak któryś z oficerów zapytał batiarów, czy znają kanały w stronę koszar? Oczywiście znali i poprowadzili saperów kanałami pod bramę w koszarach. A batiary tak „dobrze” znali kanały, że wysadzono nieco dalej na podwórzu wychodki. Efekt był taki, że Ukraińcy w popłochu opuścili koszary.
   Wielkie wrażenie sprawiły stroje pocztów sztandarowych w 1981 roku, o czym napisałeś. Pamiętam Ludwikę Castori, jeszcze ze Lwowa, chodziła do szkoły handlowej na Franciszkańską, była uczennicą mojej mamy, pamiętam atmosferę w kościele, gdy czytała Makuszyńskiego piękny tekst. Była to niezwykle piękna kobieta. Ubolewałem, że była żoną Bronisława Dąbrowskiego, który asystował Wandzie Wasilewskiej w 1936 roku na kongresie we Lwowie – był to skandal! Ojciec Studziński poświęcił mi też nieco czasu, opowiadał mi o Monte Cassino po spotkaniu u oo. Dominikanów. Czy mnie jeszcze pamięta? Po mszy rozdawałem ręcznie powielane moje wiersze patriotyczne, z ręki do ręki, tak by mnie nie namierzyli „ochroniarze z bezpieki”. Na jednym kazaniu nawet przywitano mnie, „pielgrzyma” z Jeleniej Góry. [...]
   Na stronie 33 [CL 3/06] czytam o cukierni Władysława Zalewskiego, powinno być Zaleskiego [...] Tuż przed wojną właścicielem był Ludwik Zaleski, cukiernia była przy ulicy Akademickiej 22, a Zalescy mieszkali na Krasińskiego, ich syn chodził do szkoły dra Jana Niemca na Słonecznym Wzgórzu koło Cytadeli, często korzystałem z podwiezienia mnie do szkoły, mieszkaliśmy wtedy na Tarnowskiego 72, bardzo blisko Zaleskich. Zresztą, kto nie jadł ciastek od Zaleskiego. Dawnymi laty, gdy miałem wiadomości z Krakowa, dowiedziałem się, że Zalescy osiedli w Krakowie, a kiedyś na ulicy spotkałem tam córkę dyrektora Bembnowicza z Książnicy Atlas.

   Drogi Krzysiu, serdecznie dziękujemy za list i dobre słowa pod adresem CL, ale przede wszystkim za ciekawe szczegóły, które uzupełniają naszą wiedzę. Jednak za mało napisałeś o tej historii z kanałami – kiedy to było? A co do słynnej lwowskiej cukierni – to jednak Zalewscy, a nie Zalescy. W Krakowie istotnie mieszka syn ostatniego właściciela, profesor tutejszej ASP, Władysław Zalewski, znakomity konserwator dzieł sztuki.

 

List z Warszawy:

   Szanowna Redakcjo! Przypadkowo kupiłem Wasz kwartalnik CL 4/2005, gdzie na s. 77 zamieszczacie apel p. Wiglusza z Przemyśla o informacje o Straży Pożarnej we Lwowie, a także w innych miastach.
   Ja byłem strażakiem we Lwowie w czasie IV kw. 1943 – II kw. 1944, ale z przypadku, a nie zawodowo, skierowany z grupą kolegów z tzw. LHD, czyli Pomocniczej Służby Obrony Przeciwlotniczej. Po przeszkoleniu nas w Centrali na pl. Strzeleckim służyliśmy na zmianę w poszczególnych z 4 strażnic, i tylko o tym czasie mogę trochę powiedzieć (po 63 latach).
   Pochodzę ze Lwowa, ale większość czasu mieszkałem w Żółkwi i o tym czasie mogę trochę powiedzieć. Ojciec był do 1939 r. Inspektorem Powiatowym PZUW i chyba (z tej racji) był Honorowym Prezesem OSP w Żółkwi i łącznikiem z Dyrekcją Wojew. PZUW we Lwowie dla Prewencji ze strony PZUW.
   Jeśli uznają Państwo, że może się to przydać p. Wigluszowi, to proszę mu przekazać, że napiszę, co pamiętam. Może i on mógłby mi podać pewne informacje na temat SP we Lwowie w czasie okupacji niemieckiej.
   Należę oczywiście do Tow. Miłośników Lwowa i K.Pd.-Wsch. od 1989 r., ale nie mam – mimo chęci – czasu zbyt wiele, więc czytam tylko sporadycznie pisma o Lwowie i Małopolsce.
   Chcę również przy okazji wyrazić moje uznanie dla Waszego kwartalnika, jego szaty, charakteru i obszerności tematyki i informacji.
Mam przy okazji pytanie, czy ktoś miałby informacje nt. Dworca Głównego we Lwowie – dotyczące jego konstrukcji, kształtu wnętrza i wymiarów. Jeśli można, proszę o informacje i z góry dziękuję.

mgr inż. Lesław Derecki
02-018 Warszawa, ul. Nowogrodzka 74/42, tel. 0-22 / 629-15-80

Bardzo dziękujemy. O Pańskim liście powiadomiliśmy telefonicznie p. Mariana Wiglusza – z propozycją nawiązania kontaktu z Panem.

Czytelników, którzy mogliby dać informacje o lwowskim Dworcu Głównym, również prosimy o kontakt listowny lub telefoniczny z p. Lesławem Dereckim.