Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Józef Juzwa, PRAWDA O SZOSIE ZA­LESZ­CZYC­KIEJ

Jednym z wydarzeń o znaczeniu ponadnarodowym w 1938 r. było odbudowanie i otwarcie zniszczonego podczas I wojny światowej mostu drogowego w Zaleszczykach, łączącego Polskę z Rumunią. W uroczystości, 24 września, wzięły udział władze kościelne [...] i państwowe – z wojewodą tarnopolskim Malickim i starostą Józefem Krzyżanowskim na czele. Po stronie rumuńskiej poświęcili most duchowni prawosławni w obecności władz rumuńskich. Polskie radio przeprowadziło z tej okazji transmisję.
Obok istniejącego połączenia kolejowego, skracającego drogę do Kołomyi, a dalej Stanisławowa i Lwowa – na krótkim odcinku tranzytem przez rumuńską Bukowinę – nowy most stanowił ostatnią klamrę łączącą oba kraje i był na południowej rubieży Rzeczypospolitej ostatni przed granicą z Rosją sowiecką. Stanowił ważny punkt strategiczny, a także turystyczny dla rozwijającego się w szybkim tempie uzdrowiska i letniska.
Zaleszczyki przed I wojną, jak pisał M. Orłowicz: ... z powodu gorącego klimatu nazywano galicyjskim Meranem... Nazwa przyjęła się i póżniej, stąd polski Meran. Wyjątkowo piękne położenie i nasłonecznienie (jak pisał Wańkowicz: ... smaży się zaleszczycka patelnia...) stwarzało korzystne warunki dla uprawy południowych jarzyn i owoców. [...] Dzięki nim właśnie zasłynęły przed II wojną tutejsze dożynki winobraniowe, stanowiące atrakcję dla całej Polski. Szczególnie pięknie świętowano winobranie w dniu otwarcia mostu drogowego w 1938 roku.
Rok następny w Zaleszczykach nie różnił się zrazu od innych. Fala letników zaległa naddniestrzańskie plaże „Słoneczną” i „Cienistą”, choć w powietrzu odczuwało się podmuchy zbliżającej się burzy. 9 lipca miasto i cała okolica przeżyły wielką uroczystość: w pobliskim Jazłowcu – siedzibie kościelnych władz dekanalnych Zaleszczyk – kardynał August Hlond, w asyście metropolity lwowskiego arcybiskupa Bolesława Twardowskiego, dokonał koronacji białej figury Matki Boskiej Jazłowieckiej, patronki Podola, a także stacjonującego we Lwowie 14 pułku Ułanów Jazłowieckich. Tenże ksiądz kardynał w dwa miesiące później zawitał ponownie w tamte strony, w jakże odmiennej sytuacji i scenerii.

Nad Polską zasnuły się chmury i widmo wojny zakłóciło spokój powracających śpiesznie do swoich domów letników. 1 września radio oznajmiło narodowi polskiemu złowieszczą wiadomość: WOJNA! Spokojne już w tym czasie Zaleszczyki miały stać się wkrótce świadkiem wydarzeń, które odcisnęły swoje piętno na moim rodzinnym mieście na długie lata. Nie walory klimatyczne, nie bogata przeszłość historyczna tego regionu zadecydowały o roli Zaleszczyk po rozpoczęciu II wojny światowej, lecz sytuacja działań wojennych, a pełnią goryczy napiętnowała władza rządząca powojenną Polską przez prawie pół wieku.
Cofające się przed naporem wojsk niemieckich siły polskie rozpoczęły koncentrację w okolicach Lwowa i na krańcach południowo-wschodnich (Podole–Pokucie). Dlatego najbezpieczniejszym zapleczem dla uchodźców stały się te właśnie strony, graniczące z zaprzyjaźnionymi z nami państwami – Węgrami i Rumunią. Droga ze Lwowa przez Tarnopol do Zaleszczyk, czyli szosa zaleszczycka (obok drogi Lwów–Stanisławów–Śniatyn, czyli drogi śniatyńskiej) stała się zbawiennym celem tysięcy głodnych i zmęczonych ludzi.
Historię tamtych dni opisano szeroko w wielu publikacjach naukowych i popularnych tak na Zachodzie, jak i w kraju. Jedne były obiektywne, inne tendencyjnie zniekształcały prawdę. Narodziło się określenie „szosy zaleszczyckiej”, które od nazwy przejścia granicznego stało się symbolem rzekomej klęski narodowej.

Swoją relację opieram przede wszystkim na obiektywnych publikacjach L. Moczulskiego, K. Liszewskiego, I. Łojka i innych oraz na wspomnieniach w ł a s n y c h. Urodziłem się i wychowałem w Zaleszczykach i jako uczeń II klasy licealnej (rok przed maturą) byłem świadkiem tamtych dni. Określenie szosy zaleszczyckiej w negatywnym znaczeniu, a używane tak często w minionym okresie, zawsze raniło moje uczucia patriotyczne, zwłaszcza gdy wyrażało kłamstwo i oszczerstwo.

Po ogłoszeniu mobilizacji pod koniec sierpnia, przeznaczono Zaleszczyki na pozafrontową bazę szpitalną. Szpitale wojskowe miały być rozlokowane w koszarach KOP, w ODW (Oficerskie Domy Wypoczynkowe), w pałacu baronowej Turnau oraz kilku pensjonatach. Przy ich organizowaniu czynny udział brała młodzież gimnazjalna i licealna, znosząc łóżka, koce, pościel.
Z każdym dniem września przybywało uchodźców spod frontu. Miasto zaczęło ponownie się ożywiać, ale nie było to ożywienie winobraniowe (winobrania odbywały się wszak we wrześniu). Z uwagi na stale rosnącą liczbę przybyszów od 10 września rejestrowano przyjeżdżających w Komisji Uzdrowiskowej, celem zapewnienia im locum i niezbędnej pomocy (wśród nich znaleźli się rodzice żony marszałka Rydza-Śmigłego, pp. Thomasowie). Młodzież licealna została przydzielona do pomocy straży granicznej i policji (służba telefoniczna w gimnazjum, patrolowanie wodociągu miejskiego w Pieczarnej, wodociągu kolejowego, służba Obrony Przeciwlotniczej i Gazowej, a wreszcie pomoc przy ewakuacji szpitali do Rumunii). Młodzież młodsza zaangażowana została do pomocy przy rozlokowaniu uchodźców. Miasto bowiem pękało w szwach i znalezienie wolnego łóżka stało się bardzo trudne. W tych dniach, tj. między 10 a 16 września, zarejestrowano 15 tysięcy osób, ponad 100 autobusów i kilkadziesiąt samochodów osobowych. Jak mówili naoczni świadkowie, na poboczach drogi z Tarnopola do Zaleszczyk leżały liczne samochody, opuszczone z powodu braku benzyny.
Bieg wydarzeń wojennych zmusił naczelne władze państwowe do stałego ewakuowania się na wschód. 12 września Rząd Polski przebywał w Łucku na Wołyniu, a korpus dyplomatyczny nieopodal, w Krzemieńcu. Przypatrzmy się relacjom, zawartym w książce Wrzesień 1939 w relacjach dyplomatów:

wtorek 12 IX, s. 187 (amb. Biddle): [...] Noc była ciepła. Większość przenocowała w samochodach w obrębie parku licealnego. Nazajutrz wyruszyliśmy w kierunku Zaleszczyk i Kut.
środa, 13 IX, s. 199 (amb. Szembek): ... kardynał prymas August Hlond jest w Krzemieńcu... i postanowił wyjechać do Rzymu.
s. 201 (Zabiełło): Beck pojechał do Łucka na naradę z prezydentem, po czym... nasza ogromna kolumna samochodowa mogła wyruszyć do Kut.
s. 205 (min. Beck): Tego dnia około 3 po południu podjęto oficjalną decyzję, by Ministerstwo Spraw Zagranicznych i korpus dyplomatyczny ewakuowały się z Krzemieńca do Zaleszczyk, odległych ok. 250 km...
s. 207 (Szembek): ... Duża część dyplomatów już w ciągu dnia opuszczała Krzemieniec w kierunku na Zaleszczyki...

13 września przywitaliśmy w Zaleszczykach ks. prymasa A. Hlonda, któremu odstąpił swój pokój młody wikary ks. Andrzej Urbański. Tę gościnę zapamiętał dobrze Dostojny Gość, ofiarowując po wojnie ks. Urbańskiemu parafię prałatury w Pile (przed wojną samodzielna jednostka podległa bezpośrednio Rzymowi), Wstawił się też do ordynariusza opolskiego, gdy ks. Urbański zmęczony przeżyciami w Zaleszczykach i osobistymi (po zamordowaniu przez okupantów najbliższej rodziny – siostry, czterech braci, bratowych i bratanka), odmówił przyjęcia ofiarowanej mu placówki.
Teraz osobiście poznałem księdza kardynała-prymasa, którego przed niespełna dwoma miesiącami widziałem z oddali w Jazłowcu. Prymasowi towarzyszyli kapelan ks. Baraniak (później abp poznański) i sekretarz ks. Filipiak (późniejszy kardynał). Ks. prymas przyjechał do Zaleszczyk n o w y m Packardem, który nie posiadał jeszcze dokumentów zezwalających na przekroczenie granicy, dlatego Dostojny Gość zmuszony był wyjechać do Rumunii pociągiem. Towarzyszyłem ks. Filipiakowi w poszukiwaniu urzędów, a następnego dnia służyłem do mszy świętej kardynałowi. Otrzymałem wówczas obrazek MB Jazłowieckiej z dedykacją. Ksiądz prymas prosił o przygotowanie locum dla zdążającego do Zaleszczyk nuncjusza apostolskiego. Na wojenną nuncjaturę przeznaczono dom moich rodziców przy ul. Kopernika 9. Ojciec mój, naczelnik sądu w Zaleszczykach, był szanowanym i cenionym również w kręgach kościelnych obywatelem (był m.in. prawnym opiekunem „Winikoli” – winnicy kurii metropolitalnej wileńskiej w Zazulińcach k. Zaleszczyk, gdzie wyrabiano wino mszalne). On też wspólnie z ks. Urbańskim i ze mną żegnał 14 września odjeżdżającego Dostojnika. Samochód prymasa pozostał pod opieką ks. Urbańskiego i dopiero w niedzielę 17 września, po zniesieniu przez Rumunów bariery paszportowej, wyjechał nim z kilkoma oficerami o. Marian Wójcik, franciszkanin z Niepokalanowa, redaktor gazety „Mały Dziennik”.
14 września wyjechał również do Rumunii polityczny działacz okresu międzywojennego i emigracyjnego Stanisław Stroński. Jemu to zawdzięczamy określenie, jakie przyjęło się później w bardzo wypaczonej i niechlubnej formie. Pisze L. Moczulski: Stroński jest autorem głośnego terminu „szosa zaleszczycka”, mimo iż większość prominentów II Rzeczypospolitej nie tą drogą właśnie opuściła kraj. Tworząc ten termin Stroński podświadomie oparł się na własnym wspomnieniu: sam wyjechał przez Zaleszczyki z Polski i przypuszczał, że później inni uczynili to właśnie w tym samym miejscu.
Droga ze Lwowa czy Krzemieńca do Zaleszczyk kończyła się na nowym moście, zdążając dalej ku Czerniowcom w Rumunii. Od niej, na 15 kilometrów przed Zaleszczykami, oddzielała się droga na Horodenkę i Kołomyję, czyli szosa kołomyjska, a dalej w kierunku Kosowa i Kut. To o n a b y ł a ś w i a d k i e m wydarzeń, jakie przypisuje się Zaleszczykom!
W tym czasie, w rejonie województw tarnopolskiego i stanisławowskiego, odbywała się koncentracja polskich oddziałów wojskowych. A oto, co piszą dyplomaci (Wrzesień...):
Południowo-wschodni fragment mapy Polski sprzed 1939 r. Na mapce widoczne Zaleszczyki, Śniatyn, Kuty

czwartek, 14 IX, s. 218 (Biddle): ... około południa pan Kukulski przybył do Kut, gdzie minister Beck i jego współpartnerzy z rządu zdecydowali się zatrzymać... prezydent Mościcki i jego gabinet zmienili zamiar zatrzymania się w Zaleszczykach z kilku powodów, z których głównym była decyzja sztabu generalnego, by zlokować się w Kołomyi, a rząd chciał być w pobliżu. Osobiście uważałem, że jeszcze dwa czynniki inne wpłynęły na decyzję rządu, a mianowicie: a) niepokojące doniesienia o dużej koncentracji jednostek zmechanizowanych na południowym zachodzie ZSRR, co wskazywało na możliwość wkroczenia do Polski, b) Kuty były dalej niż Zaleszczyki od granicy rosyjskiej i most na Dniestrze w Zaleszczykach wydawał się bardziej atrakcyjnym celem nalotów niż długi, ale niski most drewniany w Kutach...
s. 221 (Beck): W ciągu dnia przybyłem do Kosowa, gdzie dowiedziałem się, że przewidziany jest tam pobyt prezydenta RP i większości ministerstw, wobec czego zainstalowałem się w Kutach. Dowiedziałem się zbyt późno, że przez nieporozumienie korpus dyplomatyczny skierowany został do Zaleszczyk...


Rzeczywiście zgodnie z zapowiedzią księdza prymasa przybył do naszego domu nuncjusz apostolski abp Filip Cortesi, któremu towarzyszył sekretarz ks. prałat Alfred Pacini. Przez dwa dni w domu moich rodziców mieściła się Nuntiatura Apostolica Poloniae. Widziałem w naszym domu licznie przybywających dyplomatów. Towarzyszyłem ks. Paciniemu na pocztę, gdzie nadawał telegramy. Mówił dobrze po polsku. Następnego dnia służyłem nuncjuszowi do mszy św. W południe 15 września żegnalimy z całą rodziną naszych dostojnych gości. Ks. nuncjusz udzielił nam swego błogosławieństwa. Chciał też zabrać mnie ze sobą do Rzymu, ale moi rodzice się nie zgodzili. Może szkoda, a może i nie. Przekonałem się o tym za kilka dni, stając w szeregach konspiracji.
Jak się później okazało, ks. nuncjusz powrócił z Czerniowiec jeszcze do Polski, przez rumuńską Wyżnicę do Kut, gdzie zatrzymały się naczelne władze rządu polskiego.

piątek, 15 IX, Wrzesień... s. 230 (Noel): ... Większość członków korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Polsce zdecydowała się przenieść do Bukaresztu. Ambasadorowie Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Turcji, a także nasz dziekan, nuncjusz apostolski msgr Cortesi, który zrobił ładny gest nie chcąc rozłączyć się z kolegami, udali się do Kut, innej miejscowości kuracyjnej, położonej również nad granicą rumuńską... nad prawym dopływem Prutu, Czeremoszem...

W atmosferze takiego napięcia, zdenerwowania i niepewności Zaleszczyki przyjmowały uchodźców szukających schronienia, spokoju, natomiast osoby posiadające paszporty – mostu granicznego na Dniestrze. Dopiero 17 września, w niedzielę, gdy lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość o wkroczeniu do Polski wojsk sowieckich, władze rumuńskie otworzyły granice dla wszystkich nie posiadających paszportów. Tłumy ludzi zdążały na most. W południe był tam taki tłok, że nie można było się już cofnąć. W mieście krążyły różne plotki odnośnie do sąsiadów ze wschodu. Byli tacy, którzy rozpowszechniali informacje, jakoby zza Zbrucza szła nam pomoc. Na moście zmarł obywatel zaleszczycki, który widząc, co się dzieje, chciał wrócić do domu. Opuścił miasto burmistrz Hofman z rodziną i dwoma pasierbami, naszymi kolegami Toczyskimi. Jeden z nich po kilku dniach przekroczył Dniestr w nocy i po skontaktowaniu się z ks. Urbańskim wrócił jako kurier do Rumunii. Jeden z moich kolegów, Zbyszek Pawlewski, szedł w gorące południe z plecakiem, niosąc płaszcz zimowy. Poszli i inni na tułaczkę.


JÓZEF JUZWA, ur. 1922 w Zaleszczykach. Nauka w gimnazjum w Czortkowie, potem (po otwarciu) w Zaleszczykach, tamże matura za okupacji sowieckiej. W 1939 w kospiracyjnej Akcji w Obronie Narodu, udział w pomocy uciekinierom do Rumunii. Wysiedlony z rodziną do Czerwonogrodu, pracował fizycznie, potem, po zajęciu Zaleszczyk przez Węgrów, jako organista; podobnie u św. Marii Magdaleny we Lwowie, gdy w 1942 podjął naukę w tamt. Istytucie Medycznym. Od 1942 w AK, kolportował prasę podziemną do Zaleszczyk. Po 1945 r. w Krakowie podjął studia muzykologiczne na UJ, potem na medycynie. Po ciężkim wypadku i przerwie w studiach kontynuował je w Śląskiej AM. Jako lekarz osiadł w Bytomiu, pracował w szpitalu klinicznym, potem w górniczej służbie zdrowia. Zasłużony w akcjach ratowniczych pod ziemią, odznaczony. Doktorat med. 1968, obecnie na emeryturze. Przez całe życie grywał na organach w niedziele, w tym dla ks. Popiełuszki. W 1980 r. organizował „Solidarność” w bytomskim szpitalu. Zainspirował spotkania zaleszczykowian. Autor wielu publikacji m.in. na temat swojej małej ojczyzny.