Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Adolf Wisłowski, KRÓTKA HISTORIA NISZCZENIA KRZYŻY I FIGUR W CZASIE KOMUNIZMU

Co widziałem i słyszałem od innych ludzi

W naszym ogrodzie przy ulicy Trakt Gliniański 161 był duży, drewniany krzyż postawiony przez naszego dziadka Karola Kosteckiego. Został on postawiony na pamiątkę ślubu mojej mamy Marii Kosteckiej z Kazimierzem Wisłowskim w 1929 r. Krzyż został zniszczony w latach 60. pewnej nocy przez komsomolców-traktorzystów. Ten krzyż już przegnił i ja go przywiązałem do blisko stojących czereśni, żeby nie upadł. Traktorzyści zaczepili trosem (?) o krzyż i próbowali go zwalić. Ale przywiązany krzyż od razu się nie poddał. Łamali go kilkakrotnie, tak że rano straszno było patrzeć – połamane kawałki krzyża, połamane, poobdzierane z kory drzewa. A z boku leżała figura Pana Jezusa. Znam nazwiska tych traktorzystów, ale nie podam ich, bo rodziny jeszcze żyją. Kilka albo kilkanaście miesięcy później ci sami traktorzyści jechali do Podborzec. Dobrze wypili, wjechali na brzeg wąwozu i traktor przewracając się ich przygniótł. Kiedy był ich pogrzeb we wsi Podborce, choć to duża wieś, za ich trumnami nikt nie poszedł. Ludzie stali na podwórzach i mówili, że to ci, co krzyże zwalali. I tak jechały te czerwone trumny, partyjnych zasłużonych. Na tym samym miejscu postawiłem w swoim sadzie nowy krzyż.
Na drodze z Lesienic do Winnik na kamiennym fundamencie stała figura Matki Boskiej. Kiedy traktorzysta orał pole, to omijał figurę, nie ruszał jej. Przyjechał kierownik kołchozu i kazał zwalić figurę. Traktorzysta odmówił. Wtedy on sam siadł do traktora i rozwalił figurę. Matkę Boską ktoś zabrał, a kamienie fundamentu leżały na skraju drogi, bo rowu w tym miejscu nie było. Kilka miesięcy potem ten sam kierownik kołchozu jechał tamtędy; prędko jechał i najechał na kamienie. Pobił auto i siebie. Ja wtedy leżałem w szpitalu w Winnikach, gdzie przywieźli tego rannego kołchoźnika. Krzyczał, że to mu zrobiła Matka Boska za to, że on ją zwalił. Nie wiem, co dalej się z nim działo, bo go przewieźli do szpitala dla partyjnych działaczy we Lwowie.
Naprzeciw fabryki tytoniu w Winnikach, na rogu, stała duża figura Matki Boskiej, kilkumetrowej wysokości. Komunistyczny dyrektor fabryki kazał tę figurę zwalić. Najpierw robotnicy tylko nogi porozbijali i tak stała jakiś czas, a potem zburzyli ją w całości. Leżałem wtedy w szpitalu w Winnikach, bo to był mój rejonowy szpital i leczyłem się z astmy bronchitowej. Leżałem tam kilka miesięcy i pewnego dnia przywieźli tego dyrektora fabryki tytoniu. Nazywał się Lebied, a kierownik szpitala, Sordan, był jego dobrym znajomym (dlatego nie pojechał do szpitala dla partyjnych). Amputowali mu nogi, a on mówił, że pewnie to dlatego, że kazał zburzyć figurę Matki Boskiej.
We wsi Kaminopol (teraz Jampol) między Podborcami i Prusami stał krzyż misyjny. Nauczycielka-komsomołka chciała ten krzyż publicznie porąbać. Siekiera poślizgnęła się na jej nogi i tak się skończylo niszczenie krzyża. Ale nie tylko krzyże i figury niszczono. Jednej nocy przy drodze zwalili dwa aniołki obok figury Matki Boskiej. Samej figury nie udało się zniszczyć, bo figura, kilkumetrowej wysokości, była dobrze przymocowana. Próbowali rozmaitymi sposobami, ale figury nie udało się zburzyć. Za to zwalili poręcze schodów. Te kamienne bloki ważyły po kilkaset kilogramów i były dobrze zacementowane, na żelaznych sztyftach. Figury św. Antoniego nie nie mogli zniszczyć, bo duża, wobec tego zniszczyli żelazne podpory podtrzymujące baldachim nad figurą św. Antoniego (patrz fot.). Zburzono krzyż misyjny, który stał przed kościołem św. Antoniego. Krzyż był przegniły, więc niedużo siły to kosztowalo komsomolców. Koło dzwonnicy robili sobie pijackie orgie, tak że niebezpiecznie było chodzić koło kościoła św. Antoniego. Rano trzeba było sprzątać szkła, puszki po konserwach i śmieci, żeby uniknąć kary za brak czystości. Stróż kościelny musiał już w dzień w kościele czuwać, żeby go wieczorem nie napadli i kościoła nie obrabowali.
Niszczenie krzyży i figur skończyło się na kościele św. Elżbiety przy ul. Gródeckiej we Lwowie. Grupa komsomolców-alpinistów zabiła się spadając z dachu, a krzyż trochę się skrzywił. Jak opowiadali pobliscy mieszkańcy, taki skrzywiony krzyż pozostał przez długi czas.
Niektóre ze zburzonych krzyży leżą do dziś. Np. na szpitalu Caritasu przy ulicy Łyczakowskiej zwalony krzyż leży na dachu.
Koło rzymskokatolickiej katedry lwowskiej stała kamienna rzeźba Pana Jezusa w grobie. Była pozostałością po cmentarzu, który tam się kiedyś znajdował. Władze komunistyczne kazały księdzu Jastrzembskiemu zabrać rzeźbę. Ksiądz bronił się mówiąc, że nie on ją stawiał i dlatego nie ma do niej prawa. Władze zrobiły to same, usuwając rzeźbę. Po gorbaczowowskiej „odwilży” dyr. Woźnicki z Lwowskiej Galerii Obrazów zaproponował zwrot rzeźby Pana Jezusa za 350 dolarów. Proboszcz katedry ksiądz Andrzej Baczyński zgodził się i w ten sposób rzeźba wróciła na swoje dawne miejsce, do grobu z rzeźbionego kamienia koło katedry.
Były i takie ciekawe przypadki: na bramie klasztoru Benedyktynek, w bok od Placu Strzeleckiego, znajdowało się malowidło przedstawiające św. Michała Archanioła (jest tam też kościół pod jego wezwaniem). I ten obraz kazano zniszczyć, ale robotnik, który to robił, przykrył tylko malowidło blachą, którą zamalował. Teraz, gdy zdjęto blachę, ukazało się stare, nawet nie bardzo zniszczone malowidło. Tak zwykli ludzie robili co mogli, aby ratować co się dało wierząc, że tak zawsze nie będzie. Chwała im za to.
Niszczono nie tylko krzyże i figury, ale i zmarłych bezczeszczono. Tak się stało z ciałem arcybiskupa Bolesława Twardowskiego, pochowanym w kościele Matki Boskiej Ostrobramskiej na górnym Łyczakowie. Kościół powstał staraniem arcybiskupa. Komuniści zamienili świątynię w skład książek, ograbili trumnę, a ciało arcybiskupa w prześcieradle zawieziono nocą do katedry lwowskiej.
Zniszczono również krzyż misyjny, który stał naprzeciw kościoła Matki Boskiej Ostrobramskiej w Parku Głowackiego. Do dziś nie ma tam nic. Sam widziałem, jak figurę Matki Boskiej, która stała w centrum schodów kościoła, przewieziono do kościoła Bernardynów. Władze ukraińskie nie chciały stawiać z powrotem polskiej Matki Boskiej. Postawili ukraińską, na Placu Mariackim.
Adolf Wisłowski