Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

BUKACZOWCZANIE

Bukaczowce – małe miasteczko pomiędzy Chodorowem a Haliczem, położone nad rzeką Świrz w pobliżu jego ujścia do Dniestru. Pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1438, kiedy to Bukaczowce jako wieś były własnością Swansza z Chodorkowa. W roku 1483 wieś przejął Jan Żurawiński, doprowadzając ją do rozkwitu, tak iż Kazimierz Jagielończyk nadał Bukaczowcom prawa miejskie już w roku 1489. Okres świetności miasteczka przypada pod koniec XVI i na początek XVII wieku, kiedy to właścicielami zostali Kalinowscy. Jerzy, brat hetmana, miał tu wspaniałą rezydencję, były dwa klasztory. Wojska kozacko-tatarskie spaliły miasto w 1648 r. i w rezultacie już nie powróciło ono do dawnej świetności. Okres zaboru austriackiego też nie sprzyjał rozwojowi Bukaczowiec, a odbudowujące się klasztory uległy kasacji na mocy rozporządzenia cesarza Józefa II.
W okresie międzywojennym XX w. dynamiczny rozwój miasteczka przerwała wojna światowa. Dziś – po okresie panowania sowieckiego i obecnie ukraińskiego – Bukaczowce stały się „sełyszczem miśkoho typa”, bez jakichkolwiek oznak rozwoju. W okresie II Rzeczypospolitej miasteczko liczyło około 3–4 tys. mieszkańców, których mniej więcej w równych proporcjach stanowili Polacy, Ukraińcy i Żydzi, żyjąc prawie w całkowitej zgodzie. Polacy, po odzyskaniu po wieloletnich zaborach wolności, docenili rolę nauki w budowie nowej rzeczywistości, stąd wiele młodzieży z rodzin kolejarskich, rzemieślniczych, urzędniczych czy chłopskich z Bukaczowiec i okolic nie poprzestawało na edukacji w siedmioklasowej szkole powszechnej, kontynuując naukę w gimnazjach Lwowa, Stanisławowa, Rohatyna czy Chodorowa. Niestety – wojna zniweczyła podjęte ambitne zamierzenia, przewracając zupełnie dotychczasowy świat wartości.
Po dramatycznych przejściach wojennych, ale też i powojennych, społeczność bukaczowiecka, jak zresztą cała społeczność kresowa, została rozproszona po całej Polsce już w jej nowych granicach, a nierzadko i po całym świecie. Po 50 latach we Wrocławiu przypadkowo spotkałem się z moim kolegą z lat szkolnych w Bukaczowcach. Siwiutki, ale czerstwy, przystojny emerytowany pułkownik-pilot zaprosił mnie do swego domu i w towarzystwie małżonki (którą znałem również jeszcze z czasów bukaczowieckich) rozmawialiśmy oczywiście o losach naszych rodaków. Pułkownik Antoni Chojcan miał kilka adresów Bukaczowczan i po jakimś czasie spotkaliśmy się już w szerszym gronie. Mając już dość sporo informacji o naszych rodakach, postanowiliśmy urządzić zjazd Bukaczowczan. W pierwszych dniach sierpnia 1994 roku przybyło do Wrocławia ponad 100 osób z całej RP, kilka z zagranicy. Ileż było radości, ile wylanych łez wzruszenia, ile zaskoczeń
w rozpoznawaniu się; i te niekończące się rozmowy! Po trzech dniach wspólnego przebywania postanowiliśmy założyć Ognisko Bukaczowczan przy Stowarzyszeniu Europejskich Więzi i urządzać podobne spotkania co roku. Zebrało się trochę materiałów, jak listy i życzenia od osób nie mogących wziąć udziału w spotkaniu, wspomnienia, różne propozycje itp., na podstawie których opracowałem „Biuletyn Bukaczowiecki”, następnie rozpowszechniony poprzez uczestników. Wielkie zainteresowanie „Biuletynem” przyczyniło się do jego dalszego wydawania – i od tego czasu wydajemy go co kwartał. „Biuletyn” opracowujemy bezpłatnie, po amatorsku, rozsyłamy go do wszystkich członków bezpłatnie, pokrywając jedynie koszta przesyłki z drobnych opłat członkowskich. Ostatnio w ramach niewielkich dobrowolnych datków wydajemy go w kolorowej okładce. Z uwagi na duże rozproszenie Bukaczowczan po kraju i świecie, stał się „Biuletyn” pośrednikiem w kontaktach między nimi, dostarcza informacje o historii naszej ziemi rodzinnej, o sprawach bieżących itp. W grudniu br. będziemy obchodzić jego mały jubileusz – pięćdziesiąty już numer!
Na tym pierwszym spotkaniu wyłoniono Zarząd, który nawiązał kontakt z księdzem Anatolem Zajączkowskim w Rohatynie. Dowiedzieliśmy się, że ksiądz Anatol odbudowuje po zniszczeniach kościół i reaktywuje parafię w Bukaczowcach. Postanowiliśmy pomóc w odbudowie i zebrawszy sporo żywności, odzieży, obuwia, udaliśmy się w następnym roku do naszego miasteczka, niezwykle serdecznie witani przez miejscowych mieszkańców, w tym krewnych i znajonych. Z czasem nasze wyjazdy do Bukaczowiec zaczęliśmy łączyć ze zwiedzaniem różnych regionów Kresów, a jadąca z nami młodzież wzbogacała swą wiedzę historyczną i geograficzną o wschodnich ziemiach I i II Rzeczypospolitej, zaniedbywaną przez kilkadziesiąt lat.
I tak czynimy do dziś. Organizujemy zbiórki pieniężne na remont naszego kościoła, ostatnio opłaciliśmy bodaj z grubsza odchwaszczenie cmentarza, co umożliwiło nam dokonanie inwentaryzacji wszystkich nagrobków na ponad hektarowej jego powierzchni. Zinwentaryzowano ponad 800 nagrobków, po wielu pozostał zaledwie ślad na liczącym około 200 lat cmentarzu. Ale nie odnaleziono np. nagrobka ojca Artura Grottgera, Józefa, który jako weterynarz pogryziony przez chorego na wściekliznę konia, zmarł i został pochowany w 1856 roku właśnie na tym cmentarzu. Jeden komplet inwentaryzacji, składający się z części opisowej i kartograficznej, wysłano do Ministerstwa Kultury
i Dziedzictwa Narodowego, za co otrzymaliśmy podziękowanie. W ostatniej, lipcowej naszej podróży do Bukaczowiec, dokonaliśmy fotograficznej inwentaryzacji, stanowiących wartość artystyczną lub historyczną, około 50 nagrobków, na której podstawie zamierzamy opracować album. Celem tych wszystkich zamierzeń jest ocalenie od zapomnienia ogromnego wkładu Kresów w ogólny dorobek naszego narodu w dziedzinie gospodarczej, kulturalnej i naukowej.
Niektórzy zarzucali nam, że naszą pomoc kierujemy przede wszystkim do Bukaczowiec i okolic, zapominając o Lwowie. O Lwowie oczywiście nie zapominamy, ale jeśli sobie uświadomimy, ile to różnych organizacji, stowarzyszeń, kół w Polsce śpieszy z pomocą do Lwowa, to mimo woli nasuwa się pytanie: a co z pomocą dla ubogich Polaków na prowincji? Kto ma o nich pamiętać, jeśli nie krajanie? Nie ograniczamy się tylko do rodzinnej miejscowości – pamiętamy o Samborze, Chodorowie, Rohatynie i innych miejscowościach na naszej trasie. Intensywna pomoc trwała zwłaszcza w pierwszym okresie naszej działalności. Wszyscy działający zasłużyli na wyróżnienie, ale największymi osiągnięciami może się poszczycić doktor Józef Czech, pediatra z Gniezna, którego dary cukru można już liczyć w setkach kilogramów, nie licząc obuwia, środków czystości, słodyczy. Natomiast Emilia Nitecka z Gdyni ustanowiła swoisty rekord chyba w skali krajowej – jako artystka wyhaftowała i podarowała różnym parafiom prawie trzydzieści pięknych ornatów, kilkadziesiąt stuł i obrusów.
Warto też wspomnieć, że każdego roku, oprócz grupowych wyjazdów do Bukaczowiec i na dalsze Kresy, urządzamy spotkania rodaków. Pierwszych kilka urządzili wrocławianie, następnie było Gniezno, Poznań (dwukrotnie), Warszawa, Kraków (też dwukrotnie), Legnica i Paczków. Na takie spotkania, które trwają trzy dni, przybywa z reguły 60–80 osób, wiele przybywa z zagranicy, a organizatorzy takich spotkań zapewniają atrakcyjne spędzenie czasu. Troską naszą jest przyciągnięcie młodego pokolenia Bukaczowczan do kontynuowania naszej tradycji, gdyż jego rodowitych mieszkańców w szybkim tempie ubywa. Cieszy nas natomiast aktywność drugiego pokolenia, co daje nadzieję, że pamięć o Ziemi Utraconej szybko nie zaginie.
Tadeusz Tomkiewicz