Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• O Kwartalniku dla środowisk polskich i polonijnych na świecie „Nasza Rota” już kiedyś pisaliśmy, ale ostatnio wpadł nam w ręce nr 1/04, w którym największa część materiałów dotyczy Lwowa i Małopolski Wschodniej. Warto więc wynotować:
– Lwów w eseistyce Wittlina i Vincenza (Bolesław Hadaczek – pisaliśmy o jego twórczości w CL)
– Pomnik Adama Mickiewicza we Lwowie (Michał Domański)
– Warto było tej chwili doczekać (o wystawieniu Strasznego Dworu we Lwowie)
– Matka Boża Sokalska i jej malarz Jakub Wężyk (M. Domański)
– Ocalić od zapomnienia (o cmentarzu w Złoczowie, Alina Bidna).
Ponadto o Wilnie i Wileńszczyźnie, o S. Moniuszce i J. Iwaszkiewiczu, o głodzie na Ukrainie w latach 1932–33, o Ukrainie w literaturze polskiej, o oświacie i nauce polskiej na Ukrainie, o Bugu i sporo innych materiałów.
Bardzo dobre i pożyteczne pismo. Wydaje je Fundacja Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

• Pismo „Radość Wiary” zaczęło się ukazywać w Drohobyczu w 1993 r., z czasem jednak awansowało do rangi organu archidiecezji lwowskiej obrz. łac. (pisaliśmy o tym w CL niejednokrotnie) i obecnie jego redakcja mieści się we Lwowie, a redaktorem nacz. jest ks. Marian Skowyra.
Kolejne numery zawierają mnóstwo ciekawego materiału historycznego i aktualności. Mamy w rękach nr 3/2006, w którym znajdujemy dwa artykuły o 350. rocznicy Ślubów Jana Kazimierza, relację o przywracaniu do życia pałacu arcybiskupiego we Lwowie i o ciągnącej się sprawie zwrotu zawłaszczonego kościoła św. Marii Magdaleny; o kulcie bł. Jakuba Strzemię, o świętych i błogosławionych archidiecezji lwowskiej w jej 630-letniej historii oraz o świątobliwej postaci naszych czasów, ks. Henryku Mosingu; o lwowskim kościele i klasztorze ss. Brygidek oraz o kościele w Bohorodczanach.
Oczywiście sporo tematyki religijnej i artykułów o aktualnych wydarzeniach w Kościele lwowskim.

• Wielką satysfakcję i przyjemność sprawiają nam czasopisma – w szczególności specjalistyczne z różnych dziedzin – które choć z samej swej istoty nie mają żadnych szczególnych powiązań z Ziemiami Wschodnimi (jak dwa wyżej przytoczone), poświęcają tym ziemiom sporo miejsca i życzliwych materiałów. Oto mamy przed sobą pismo Adwokatury Polskiej „Palestra” (wydaje Naczelna Rada Adwokacka, Warszawa), którego numer z IX–X 2006 zawiera całą serię interesujących nas artykułów.
W dziale Lwowskie rocznice znajdujemy trzy artykuły:
– prof. Kazimierz Karolczak (AP Kraków), Polska pamięć o Lwowie
– dr Adam Redzik (Warszawa), Z dziejów adwokatury lwowskiej
– doc. Marian Mudryj (Lwów) i A. Redzik, Historie Lwowa, czyli miasto w cieniu granic.
W dziale Sympozja, Konferencje A. Redzik omawia VIII Międzynarodową Konferencję Naukową Lwów: miasto-społeczeństwo-kultura (Lwów, maj 2006), zaś w dziale Miejsce w historii Marek Sołtysik (Kraków) pisze o wybitnym krytyku lwowskim: Niewygodny Ostap Ortwin. W dziale Po lekturze mec. Andrzej Bąkowski relacjonuje: Armia Konna Budionnego w Polsce w 1920 r. w „Dzienniku” Izaaka Babla.
Warto zwrócić uwagę, że wszystkie pozostałe artykuły w omawianym numerze „Palestry” (oczywiście większość) dotyczą wyłącznie problematyki fachowej – prawnej, zawodowej, organizacyjnej itp. Lwów to jedyny temat, który poza to wychodzi. Dziękujemy!

• W sierpniowym dodatku „Turystyka” do GW (2006) znalazły się obok siebie dwa – poniekąd uzupełniające się – artykuły.
W pierwszym, Od Adasia do pani Stefy, P. Janczarek opisuje sympatycznie swoje poznawanie Lwowa – polskiego Lwowa. Trafia się parę niezbyt groźnych błędów*, ważne jednak to, że autor solidnie zapoznał się z literaturą przedmiotu, chyba szerszą niż same przewodniki, a zebrane informacje – nie tylko o czołowych zabytkach – prezentuje czytelnikowi. Choćby to, że tramwaj elektryczny zaczął jeździć we Lwowie w 1894 r., gdy w większej Warszawie w 11 lat później (1905)**.
Drugi artykuł – to K. Surmiak-Domańskiej Ukraiński spleen, który obnaża bezlitośnie sytuację, z jaką spotyka się turysta na tamtym terenie: stan dróg i obsługa w lokalach. Mimo tego nie ukrywa zachwytu nad Żółkwią, Lwowem czy Starym Siołem...

* Np. kamienica nie Speichera, lecz Sprechera.
** Dla uzupełnienia: nie należy bynajmniej przypisywać tej zasługi Austrii. Wprowadzenie tramwaju elektrycznego we Lwowie było związane z Wystawą Krajową we Lwowie w roku 1894, która prezentowała osiągnięcia polskiego, autonomicznego (od lat 1860.) kraju Galicji-Małopolski, zarządzanej na wszystkich szczeblach przez Polaków (o lwowskiej Wystawie – patrz CL 2/95).

• W „Gazecie Lwowskiej” 15/06 znajdujemy wspomnienie Stanisławy Nowosad o profesorze-lekarzu i zarazem księdzu in pectore Henryku Mosingu (1910–99), postaci w powojennym Lwowie, która domaga się pośmiertnego wyróżnienia. Omawia Jego pracę i osiągnięcia zawodowe oraz niezwykłą – podczas licznych podróży po całym obszarze imperium ZSRR – działalność wśród Polaków-katolików. Wspomina lata we Lwowie:
[...] Było kilka zaufanych domów, gdzie gromadzono się przy zasłoniętych oknach, w najgłębszym sekrecie. Prowadził tajny Instytut Wikariatu pod wezwaniem św. Wawrzyńca, gdzie wychowywał, kształcił młodych ludzi – kandydatów do stanu kapłańskiego. Były to szczególne komplety, biorąc pod uwagę Jego wielką erudycję, bogatą osobowość, głęboką religijność
i zrozumienie stanu duchownego. Będąc człowiekiem stałej, głębokiej, wewnętrznej modlitwy, w sposób szczególny wszczepił to swoim wychowankom. Wielu doprowadził do kapłaństwa, zbierając bogate żniwo jeszcze za życia. Jego wychowankowie okazali się kapłanami nadzwyczaj godnymi. Wśród nich – jeden otrzymał sakrę biskupią, inny, z pieczołowitością i troską najczulszej matki, służył Mu w Jego chorobie do końca. Męczeństwo, o którym mówił często (chyba o nim marzył), spełniło się na Nim [...]


Ucrainica

• W „Dzienniku Polskim” 92/06 T. Kułakowski w artykule Słowianofil z Zaporoża przedstawia postać młodego lektora języka polskiego, krakowianina i absolwenta UJ, Wojciecha Zwolińskiego, który osiedlił się... w Zaporożu i tam oddaje się swoim pasjom słowianofilskim. Z długiego i ciekawego artykułu – w którym nie brak odniesień do Lwowa – przepisujemy trzy charakterystyczne fragmenty (podkreślenia dokonane przez Redakcję CL).
Lwów i Zaporoże tylko formalnie należą do jednego państwa. Przedwojenny Lwów był miastem wielokulturowym, leżącym w tym samym kręgu cywilizacyjnym co Kraków – z niemieckim średniowieczem, włoskim renesansem. Zaporoże powstało jako rosyjska osada obronna, przekształcona z czasem w miasto hut stali. Lwów kołacze do wrót Europy, w Zaporożu tętni przemysłowe życie. [...]
Ukrainy położonej po lewej stronie Dniepru nie można umieścić w kręgu kuturowym, w którym znajduje się prawobrzeżna część kraju. Rusyfikacja, później sowietyzacja Ukrainy przesuwała się przez 300 lat stopniowo w kierunku Europy. We Lwowie częściej usłyszymy język rosyjski niż w Zaporożu ukraiński, którym nikt nie posługiwał się od czasu Kozaków. [...] Dlatego pomarańczowa rewolucja odniosła sukces, ponieważ wygrała zakorzeniona w Europie Ukraina zachodnia. Lecz rewolucja jest już historią. [...]
Znowu nasuwa się porównanie Lwowa i Zaporoża. We Lwowie Polak czuje się jak w Krakowie, choć wyraźnie wyczuwa wschodniosłowiański klimat. Świadczy o nim bałagan, wszechobecni handlarze, rozklekotane marszrutki. [...] W Zaporożu klimat jest ten sam, lecz dominuje beton, szare bloki, dziury w jezdniach oraz dymiące kominy hut stali.


Antypody

• W kwietniu ubiegłego roku minęła 765. rocznica bitwy pod Legnicą (1241), kiedy to rycerstwo polskie pod wodzą księcia piastowskiego Henryka Pobożnego rozbiło Tatarów, którzy przeszedłszy całą Polskę, tu dopiero zostali zatrzymani. Bitwa ta miała historyczne znaczenie, bowiem Tatarzy-Mongołowie po opanowaniu i podporządkowaniu sobie na kilkaset lat Rusi Kijowskiej oraz nieustających najazdach na ziemie polskie – szczególnie wschodnie, najbliższe Rusi, zaanektowane w 981 r. przez księcia kijowskiego Włodzimierza – rozpoczęli dalsze wyprawy, zagrażające Europie.
Henryk Pobożny, książę wrocławski, krakowski i wielkopolski (syn Henryka Brodatego) w zasadzie poniósł klęskę w bitwie z Tatarami i zginął, jednak pochód Tatarów ku Europie tu się zakończył. Znaczenie tej bitwy można porównywać z bitwą pod Wiedniem w 1683 r., kiedy wojska pod wodzą Jana Sobieskiego powstrzymały pochód Turków na Europę. Te dwa przede wszystkim (ale i liczne inne) zyskały Polsce miano przedmurza chrześcijaństwa, dziś wykpiwane nawet przez określone środowiska w Polsce (nie tylko z kręgów komunistycznych). Jest bowiem oczywiste, iż chrześcijaństwo należało utożsamiać z kulturą i dorobkiem cywilizacyjnym Europy (ściślej jej części o korzeniach łacińskich, do których Polska się zalicza. Z okazji wspomnianej rocznicy przybyli z RFN do Legnicy przedstawiciele sześciu zniemczonych z czasem rodów śląskich, a więc legitymujących się zapewne korzeniami polskimi. Świadczy o tym brzmienie nazwisk pięciu z nich: Nostitz, Pritwitz, Seidlitz, Strachwitz i Zedlitz (każdorazowo von), sugerujących – mimo zniekształcenia – pochodzenie z miejscowości o końcówkach -ice. Innym wyjaśnieniem może być forma odojcowska, typu Bolkowic lub tp.
Całkiem podobne zjawisko – choć z innych przyczyn – istniało w Małopolsce Wschodniej: polska szlachta zagrodowa, która przez brak dbałości ze strony ziemiaństwa i kleru – żyjąc wśród Rusinów i korzystając wobec braku kościołów z cerkwi – uległa rutenizacji. W latach międzywojennych podejmowano próby jej repolonizacji, było to jednak dzieło zakrojone na wiele dziesięcioleci. Nie starczyło czasu...
I tak u nas ze wszystkim.