Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

LISTY DO REDAKCJI

W CL 3/06 (s. 66) pisaliśmy o dwujęzycznym tomiku poezji Beaty Obertyńskiej, wydanym we Lwowie.
Wyraziliśmy podejrzenie, że zacytowany przez nas wiersz „Śmierć domu” został skrócony o jakąś początkową zwrotkę.
W związku z tym napisała do nas p. Barbara Czartoryska:
[...] Z zainteresowaniem przeczytałam informację o ukraińskim wydaniu wierszy Beaty Obertyńskiej. W Polsce wyszły jeszcze „Liryki najpiękniejsze” w serii poetyckiej Algo (Toruń 1999). Cytowany wiersz znalazłam w zbiorze „Miód i piołun” (wyd. przez Veritas w Londynie w roku 1972) – wiersz zaczyna się i kończy tak jak opublikowany w CL, a więc nie ma innej pierwszej zwrotki. W zbiorze tym wiersze nie są datowane i nie są uzupełnione komentarzem nt. powstania.
W 2005 r. „Czytelnik” wydał jej wspomnienia z pobytu „na białych niedźwiedziach” – od wywózki ze Lwowa przez Brygidki, łagier, kołchoz – do Pahlevi. Zawiera kilka wierszy „syberyjskich”. Jest to wstrząsająca i przepiękna poetycka relacja, inna od wszystkich. Niestety względy bezpieczeństwa (podstawą wydania jest pierwsze, które ukazało się w 1946 r. we Włoszech, autorka nie chciała dekonspirować przyjaciół) zmusiły autorkę do „zaszyfrowania” występujących osób, szczególnie we Lwowie 1939/40, więc tylko przyjaciele mogą rozszyfrować kto jest kto.
Gratuluję zawsze ciekawego pisma.
[...]

Bardzo dziękujemy za to wyjaśnienie. Pozostaje przekonanie, że Obertyńska zdała się na domyślność odbiorców jej wiersza, co do sprawców grabieży i dewastacji pałacu w Tarnogórze.

Pisze p. Krzysztof Szolginia z Warszawy:
W kwartalniku „Cracovia-Leopolis” nr 2/2006 ukazał się zapis rozmowy Janusza M. Palucha
z prof. Andrzejem Żakim, w której został wspomniany mój Ojciec. Cytuję:

(...) Był rok 1951, kiedy w miejscowości Wietrzno-Bóbrka w Karpatach, gdzie prowadziłem wykopaliska, zrodziła się tzw. Karpacka Ekspedycja Archeologiczna. Uczestniczyli w niej znakomici później badacze [...]. Był wśród nich także późniejszy profesor Politechniki Warszawskiej Witold Szolginia!
Ale przecież Szolginia nie był archeologiem!
On był wtedy studentem architektury i pracował jako robotnik fizyczny, opowiadając jakże barwnie o swych wojennych przygodach. (...)

W przytoczonym fragmencie wywiadu znalazło się trochę nieścisłości:
1. Ojciec nie uczestniczył w tych wykopaliskach.
2. W 1951 roku nie był już studentem (dyplom magistra inżyniera architekta otrzymał na Politechnice Krakowskiej w 1950 roku), mieszkał już i pracował w Warszawie.
3. Ojciec ani nie był profesorem, ani nie pracował na Politechnice Warszawskiej (doktoryzował się i habilitował na Politechnice Krakowskiej; po studiach pracował w Instytucie Techniki Budowlanej w Warszawie, a potem w latach 1952–1990 w Instytucie Urbanistyki i Architektury w Warszawie, który potem dwukrotnie zmienił nazwę [...].
Najprawdopodobniej chodzi tu o młodszego brata Ojca – Lesława, wówczas atudenta ASP w Krakowie, późniejszego magistra konserwacji zabytków, znanego z „barwnych opowieści”.


Bardzo dziękujemy za te sprostowania i zarazem przepraszamy za opóźnione ich zamieszczenie. Trudno dać sobie radę z nawałem pracy, a ostatni okres był szczególnie trudny. Proszę więc nie mieć nam za złe. Serdecznie pozdrawiamy.

Pan Antoni Godwod z nadesłał bardzo ciekawy list, który prostuje i uzupełnia informacje zawarte w artykule pt. „Z Estonii w lwowskie Roztocze”, zaprezentowany w CL 2/04.

Z zainteresowaniem przeczytałem Pana tekst opisujący losy moich przodków i krewnych. Mam jednakże kilka uwag merytorycznych i uzupełnień.
1. Rodzina Krusensternów ma korzenie niemieckie, owszem. Średniowieczna proweniencja to jednak zbyt dużo powiedziane. Najdawniejsze dane dotyczą XVI w. Nobilitacja miała miejsce w 1650 r. w Szwecji. Pierwotne brzmienie nazwiska to Krause. Podczas nobilitacji zmieniono je na Kruus, ponieważ jednak jakaś rodzina zgłosiła pretensje, doszło do zmiany na Krusenstjerna. Dopiero admirał i jego potomkowie, a także niektórzy potomkowie braci admirała (do których należy ciotka Maria Miedzianowska) używali i używają wersji Krusenstern.
2. Spotkania rodzinne odbywają się w różnych miejscach, także w Kalmarze, na zmianę w Niemczech i Szwecji.
3. Żaglowiec Krusenstern nie został zakupiony na Zachodzie, lecz przeszedł na rzecz ZSSR w 1946 r. w ramach reparacji wojennych. Z „Padua” został przemianowany na „Krusenstern”.
4. Krusensternowie bynajmniej się nie zrusyfikowali, skłaniali się raczej ku Polsce. Warto tu wspomnieć, iż istniała i istnieje rosyjska linia Krusensternów, potomków Admirała. Część Krusensternów przeszła na prawosławie (należy do nich senator Aleksander Krusenstern, budowniczy pałacu w Dojlidach, którego córka Zofia hr. Rydygier sprzedała wszystkie dobra w Polsce na wieść
o odzyskaniu przez Polskę niepodległości i zamieszkała w Berlinie). Mój pradziad Paweł Krusenstern, ojciec wuja Jerzego Krusensterna (brata mojej babki), mieszkającego obecnie w Krakowie, mimo że urodzony w Warszawie i z matki Polki, Zofii Rozmarynowskiej, również z Polską związany się nie czuł, o czym świadczą decyzje w czasie II wojny. Można by jeszcze wiele na ten temat napisać. Generalnie podsumowałbym tę kwestię w taki sposób, iż polonizacja następowała, jednak dopiero pod koniec XIX w., w innych przypadkach dopiero w XX w., stąd porównanie z Platerami i Tyzenhauzami jest nietrafne. Na marginesie można dodać, iż nazwiska Krusenstern nie znajdziemy w polskich herbarzach; [a w] rosyjskich, estońskich, szwedzkich – owszem.
5. Na temat rodziny O’Brien de Lacy, a w zasadzie de Lacy można dodać, iż zawędrowała w nasze strony dzięki carycy Katarzynie. W podzięce za zasługi cesarzowa podarowała gen. Maurycemu de Lacy majątek Augustówek koło Grodna. Pałac znajdujący się w majątku to dawny pałacyk myśliwski króla Stanisława Augusta. Po rozbiorach przeszedł na rzecz cesarstwa. Rodzina O’Brien de Lacy to potomkowie siostry generała – Lady Mary de Lacy i niejakiego Terence’a O’Briena. Ich syn, Patryk O’Brien de Lacy (urodzony i wychowany w Irlandii), przejął majątek po swoim wuju. Również w tym wypadku polonizację możemy datować na drugą poł. XIX w.
6. W świetle powyższego można stwierdzić, iż podsumowanie tekstu Krusensternowie – jak inni potomkowie spolonizowanych rodów bałtyckich – Platerowie, Tyzenhauzowie czy O’Brien de Lacy – weszli do naszej historii jako wybitni obywatele i żołnierze, jest prawdziwe, ale tylko w niektórych wypadkach.
7. Uwaga, iż jedynymi potomkami polskich Krusensternów (jak rozumiem po mieczu) są mój wuj Jerzy oraz jego synowie, jest nieścisła, gdyż oprócz dwóch synów wuj ma trzy córki. Myślę, że należałoby w tekście dodać „po mieczu”, gdyż w genealogii potomek to tyle co zstępny w języku prawnym, a ten – jak wiadomo – może odnosić się zarówno do kobiety, jak i mężczyzny.
Z zainteresowaniem będę oczekiwał na Pana artykuły o podobnej tematyce.


Okazuje się więc, że niektóre zawarte w artykule informacje były nieścisłe, jednak – na nasze usprawiedliwienie – opieraliśmy się na udzielonych przez Rodzinę materiałach. Panu Antoniemu serdeczne podziękowanie.

Bardzo istotne uzupełnienia do artykułu o jednostkach wojskowych we Lwowie, zawartego w CL 4/06, nadesłał p. Andrzej Pawłowski.

Przeczytawszy niezwykle ciekawe Wspomnienia patriotyczne p. Adama Trojanowskiego, chcę to wspomnienie uzupełnić i troszczkę skorygować. Autor wyliczając jednostki Wojska Polskiego stacjonujące we Lwowie przyznaje, że nie pamięta, gdzie stacjonowała artyleria. Otóż we Lwowie stał 5 lwowski Pułk Artylerii Lekkiej (5 pal) i 6 Pułk Artylerii Ciężkiej (6 pac). Miejscem postoju dowództwa 5 pal, I i II dywizjonu, były koszary im. gen. Bema (do listopada 1918 r. koszary Ferdynanda). Usytuowane były pomiędzy ulicami Bema, Janowską i Gródecką. III dywizjon stacjonował w koszarach przy ul. Arciszewskiego na pobliskim Kleparowie, a nie, jak przypuszcza p. Trojanowski, na Kulparkowie. 5 pal posiadał na uzbrojeniu armaty 75 mm i haubice 100 mm. Święto pułkowe to 7 listopada, na pamiątkę wystrzelenia w dniu 7 XI 1918 r. przez I lwowską baterię – protoplast 5 pal – pierwszych pocisków na pozycje ukraińskie na Cytadeli w czasie Obrony Lwowa. Warto wspomnieć też, że na lawecie armatniej 5 pal zostały przewiezione zwłoki Nieznanego Żołnierza, wylosowane z pobojowiska lwowskiego, z Cmentarza do Katedry i z Katedry na dworzec główny w dniach 30 i 31 października 1925 r. Jak wiadomo, grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego kryje zwłoki żołnierza poległego w walkach o Lwów.
6 pac kwaterował w koszarach Czerwony Klasztor przy ul. Teatyńskiej 6, gdzie mieściło się dowództwo pułku i I dywizjon. II dywizjon miał swoje koszary na Filipówce przy ul. Torosiewicza. Kadra baterii zapasowej i magazyny pułku mieściły się przy ul. Kopcowej. Święto Pułku obchodzono 21 kwietnia. 30 XI 1938 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych nadało pułkowi nazwę Pułk Artylerii Ciężkiej Obrońców Lwowa. Uzbrojenie stanowiły 4 baterie armat 105 mm i 2 baterie haubic 155 mm.
Tak więc na defiladach można było oglądać tylko działa o kalibrze 75, 100, 105 i 155 mm. Pan Trojanowski myli się, podając że zaprzęgi końskie ciągnęły działa o kalibrze 350 mm. Przy okazji informuję, że na wyposażeniu armii polskiej w okresie międzywojennym działami o największym kalibrze były moździerze 220 mm. Co do defilad – doskonale to pamiętam – defiladę otwierał trębacz orkiestry ułańskiej na białym koniu. Pierwsza defilowała kawaleria (14 Pułk Ułanów Jazłowieckich), następnie piechota, artyleria, broń pancerna (tankietki). Oczywiście każdy oddział wojska poprzedzał poczet sztandarowy. Sztandarom oddawano cześć. Osoby w mundurach salutowały, mężczyźni cywile zdejmowali nakrycia głowy. Dzisiaj nawet wojskowi czy policjanci tego nie czynią – niestety. Kadeci nieśli swój sztandar – chorągiew oddziału powstańczego z roku 1863, na którym widoczne były przestrzeliny od kul moskiewskich. We wszystkich defiladach, które oglądałem – stojąc zawsze na placu Mariackim przed kamienicą nr 7, w której znajdował się sklep galanteryjny mego dziadka i ojca – brali również udział weterani Powstania Styczniowego. Ci maszerujący staruszkowie – niektórzy podpierający się laskami – byli pozdrawiani spontanicznymi, hucznymi oklaskami.
Lwów był również siedzibą broni pancernej. Jeszcze w latach dwudziestych ub. wieku stacjonował w Lwim Grodzie 4 Szwadron Samochodów Pancernych. Po kolejnych reorganizacjach i zmianach nazw – od 1935 r. jednostka uzyskała nazwę 6 batalionu pancernego. Batalion był jednostką szkolną i zarazem bazą materiałów technicznych i uzupełniającą dla mobilizowanych bojowych oddziałów pancernych. Batalion stacjonował w trzech obiektach: po dwóch stronach ulicy B. Pierackiego (dawna ul. Na Błonie) i po obu stronach ul. Janowskiej, gdzie mieścił się m.in. sztab batalionu. Trzeci usytuowany był w okolicach pl. Bema, przy skrzyżowaniu ulic Bema i Kordeckiego. Batalion liczył 90 wozów bojowych, w tym 73 czołgi rozpoznawcze TKS i 17 samochodów pancernych wz 34-II. W maju 1938 r. batalion otrzymał sztandar z rąk ówczesnego ministra Spraw Wojskowych, gen. Tadeusza Kasprzyckiego. Po wojennych peregrynacjach sztandar ten znalazł się w Wielkiej Brytanii. Obecnie jest przechowywanuy w Instytucie Historycznym i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego w Londynie.
Dane o pułkach artyleryjskich zaczerpnąłem z nast. pozycji:
1. Piotr Zarzycki, 5 Lwowski Pułk Artylerii Lekkiej. Oficyna Wydawnicza „Ajax”, Pruszków 1996
2. Piotr Zarzycki, 6 Pułk Artylerii Ciężkiej Obrońców Lwowa. Oficyna Wdawnicza „Ajax”, Pruszków 1997
3. Eugeniusz Kozłowski, Wojsko Polskie 1936–1939. Wydawnictwo MON, Warszawa 1964
4. Antoni Nawrocki, Pancerni ze Lwowa. „Semper Fidelis” 5/2001.


Bardzo dziękujemy za te cenne informacje.

Pani Magdalena Kubiak, doktorantka z Uniwersytetu Gdańskiego, pisze pracę na temat polskiej dramaturgii emigracyjnej, a część tej pracy dotyczy pisarzy pochodzących ze Lwowa i emocjonalnie bardzo związanych z tym miastem – m.in. Mariana Hemara i Wiktora Budyńskiego. Pani Magdalena pisze:

[...] O twórczości Mariana Hemara pisałam zresztą już wcześniej w swojej pracy magisterskiej. Z przyczyn niezależnych od poprzedniego wydawcy moja praca magisterska nie została wydana w całości. W związku z tym szukam wydawcy, który zechciałby wydać w formie książkowej pracę pt. Droga bez powrotu. Krajowe i emigracyjne komedie Mariana Hemara. Byłabym także wdzięczna, gdyby zgodzili się Państwo wydać chociażby jeden rozdział tej pracy – to znaczy jej część biograficzną lub też interpretacyjną o wybranej komedii Hemara w formie osobnego artykułu. Mam też do zaoferowania tekst o twórczości dramatycznej Wiktora Budzyńskiego, innego słynnego lwowiaka, twórcy „Wesołej Lwowskiej Fali”. Będzie to nb. rozdział przygotowywanej właśnie przeze mnie pracy doktorskiej. [...]

Droga Pani, najbardziej interesowałby nas tekst o twórczości Budzyńskiego, ponieważ o nim najmniej pisaliśmy (w przeciwieństwie do Hemara). Tekst nie może być zbyt długi – jeśli zna Pani nasz kwartalnik, to jest Pani zapewne zorientowana, co jesteśmy w stanie wydrukować. I jeszcze jedno: musimy uczciwie zastrzec, że publikowane teksty nie są u nas honorowane, podobnie jak wszystkie czynności redakcyjne.
Bardzo dziękujemy za propozycję i pozdrawiamy.