Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Andrzej Betlej, UWAGA! ZŁA KSIĄŻKA

Ostatnio nabyłem w księgarni przewodnik autorstwa Jacka Tokarskiego, zatytułowany Ilustrowany przewodnik po zabytkach kultury na Ukrainie, wydany w ub.r. przez Burchard Edition w Warszawie. Po książkę sięgnąłem z dużym za­ciekawieniem, ponieważ ponad dwa lata wcześ­niej spotkałem się z jej wydawcą Przemysławem Burchardem i skierowałem go do znanych mi osób, kompetentnych do napisania takiego przewodnika. Tymczasem publikacja ta roz­czarowuje. Jest mi niezręcznie to pisać, ponieważ wydawca, jak i jeden z autorów (nb. z niewiadomych przyczyn nie wymieniony na stronie tytułowej) dziękują mi za pomoc i rady... na które w żaden sposób nie zasłużyłem, nie widziałem bowiem tekstu przewodnika przed jego drukiem i bynajmniej nie mogłem udzielić jakichkolwiek wskazówek. Wydaje się, iż w ogóle żaden z historyków sztuki nie miał szans na dokonanie jakiejkolwiek korekty. Zadziwia rola redaktorów naukowych tej pozycji, dwóch naukowców ukraiń­skich, osób całkowicie nieznanych w środowisku naukowym. Gorączkowo kartkując książkę, od razu zwróciłem uwagę na liczne, niestety, braki wśród materiału zabytkowego, opisanego w tekście. Uwagi moje ograniczę jedynie do wymienienia koniecznych uzupełnień (tylko w odniesieniu do dwóch obwodów: lwowskiego i stanisławowskiego, pomijając sam Lwów).

Przede wszystkim zaskakuje brak informacji historycznych dotyczących miejscowości, w których znajdują się opisane zabytki. Zadziwia dobór zabytków i brak wielu istotnych pamiątek przeszłości – np. jak można pisać o zabytkach Krysty­nopola pomijając kościół Bernardynów i cer­kiew Bazylianów, a przy Dobromilu nie podając jakiejkolwiek wzmianki o klasztorze Bazylianów, mieszczącym się w dawnym zamku herburtowskim; podobnie przy Drohobyczu, gdzie brak wiadomości o kościele pokarmelickim. W przewodniku nie ma omówionych świątyń w Pomorzanach, Kamionce Strumiłowej, Stryju, Rozdole, Świrzu! Tego typu braków jest więcej (pełna lista obejmuje ponad 40 pozycji). Pomijam liczne błędy rzeczowe (datowanie kościoła w Felsztynie na XVIII wiek!) i edytorskie – np. tekst podany na temat kościoła w Krakowcu odnosi się w rzeczywistości do świątyni w Nawarii, a przy opisie kościoła parafialnego w Mościskach zamieszczono rysunek kościoła Redemptorystów. Widoczne są dysproporcje w objętości haseł – gdzie np. niezbyt wybitnej świątyni w Medenicach [zresztą po zniszczeniu przez Sowietów odbudowanej w sposób nie całkiem zgodny z dawnym stanem – przyp. red.] poświęcono dwa razy więcej miejsca niż znacznie ważniejszemu kościołowi pokarmelitańskiemu w Milatynie. Oczywiście można tłumaczyć te braki skąpą mimo wszystko literaturą, jednak bliższa obserwacja tekstów pozwala stwierdzić, że autor przewodnika ewidentnie czytał Materiały do dziejów sztuki sakralnej... wydawane pod redakcją Jana K. Ostrowskiego, ale nie czytał ich dokładnie (albo wykorzystał wybiórczo). Poza tym lektury swoje ograniczył chyba tylko do ukraińskiego katalogu zabytków architektury – pomijając choćby wcześniejsze przewodniki autorstwa Orłowicza...

Innym aspektem wydawnictwa jest brak wielu istotnych dzieł sztuki i miejscowości, jak np. Szczerzec, Chodorów, Gliniany, Kochawina, Nadwórna, Mikołajów, Przemyślany. Kolejnym niemiłym (delikatnie rzecz ujmując) fragmentem wydawnictwa są słowa wydawcy, skierowane pod adresem historyków sztuki – nie wiem czemu służące... i wręcz krzywdzące wiele osób, które oczywiście uważam za niedościgniony wzór. Reasumując – czytelnik otrzymał książkę niedoskonałą, a wręcz złą. Aby ją uratować, należałoby właściwie napisać kolejny tom erraty, obejmującej niemal wszystkie hasła – erratę, w której znalazłyby się pominięte dzieła i miejscowości. A tymczasem – trzeba się wstrzymać od zakupu tomu.

Od Redakcji: niestety, za późno. W wielu księgarniach książka rozeszła się w mig, bo widać zapotrzebowanie na przewodnik po tej części naszych odciętych ziem jest szerokie. A kupuje się wszak kota w worku. W każdym razie naszym Czytelnikom i ich Znajomym, którzy tego przewodnika jeszcze nie zakupili – radzimy, aby się wstrzymali.

Natomiast pod adresem historyków sztuki (i nie tylko, także innych fachowców od turystyki) mielibyśmy całkiem inny postulat niż wydawanie erraty! Napiszcie przewodnik na nowo, kompetentnie. Na pewno rozejdzie się szybko. Trzeba napisać po polsku także o historii tej ziemi, o geografii, o wybitnych Polakach, instytucjach i wielkich szkołach. Z doświadczenia wiemy, że ludziom jeżdżącym w tamte strony (nawet tym, którzy z tamtych ziem pochodzą) brakuje podstawowych wiadomości, a domorośli przewodnicy wycieczek opowiadają czasem niestworzone rzeczy. Bo skąd mają czerpać wiadomości?

Panie doktorze Andrzeju, niech Pan coś wymyśli!

Tytuł artykułu pochodzi od Redakcji