Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

NIEPOROZUMIENIE

Bohdan Cywiński publikuje na łamach „Rzeczypospolitej” cykl artykułów na temat sytuacji politycznej naszego kraju na tle współczesnej panoramy Europy. W nrze 191/01 ukazał się jego tekst zatytułowany Na skraju Europy, o krok od imperium, dotyczący zagrożeń ze strony Rosji dla naszego państwa i narodu – w myśl popularnego tam porzekadła, że kurica nie ptica, Polsza nie zagranica. To wszystko prawda, i właśnie obawy przed tym skłaniają nas do zbliżenia z Zachodem poprzez NATO i Unię Europejską – przy pełnej świadomości zagrożeń (choć innego typu), także z tamtej strony.
Ale w artykule Cywińskiego znalazł się taki oto passus:

Znacie stare pojęcie „kresów”, nie liczące się z żadną polityczną aktualnością nowych granic, nie poddające się racjonalizacji, skupiające za to tak wiele emocji, pamięci i umiłowania dawnych tradycji... Otóż weźcie pod uwagę, że zachodnimi kresami odnoj, niedelimoj, swiatoj Rossiji w ciągu stu lat było Priwislannije, sięgające Sosnowca, Częstochowy, Kalisza i Włocławka. Nie tylko nasza kultura tęskni za naszymi kresami...
To chyba nieporozumienie. My nie wspominamy Witebska i Kijowa, choć i te kiedyś do nas należały. Przyrównywanie wielkorosyjskich tęsknot do Częstochowy, Włocławka czy innych, które Cywiński wymienia, do naszych uczuć do Lwowa i Wilna – które dziś, nie wiadomo dlaczego, nazywa się „kresami”, i których p. Cywiński jakby od tamtych nie odróżniał – jest zwykłą nieprzyzwoitością. Prywisliański Kraj nie miał nic wspólnego z historią Rosji i niczego ważnego jej nie dał, poza trwającą przez 100 lat satysfakcją z powiększającego się wciąż imperialnego stanu posiadania. Musiała więc prędzej czy później to utracić, tak jak i kraje bałtyckie (już dwukrotnie), a ostatnio – choć jeszcze nie na pewno – Białoruś i Ukrainę, kraje kaukaskie i azjatyckie.
Nasze „kresy”, czyli Ziemie Wschodnie II Rzeczypospolitej, to przez sześć wieków – nie wyłączając czasu zaborów – integralna część Polski (czy Rzeczypospolitej, jak kto woli), które dały jej i polskiemu narodowi ogromną część wielowiekowego dorobku historycznego i kulturalnego, ogromną część wielkich Polaków. A czego – dodajmy – nie dały Wrocławie i Szczeciny, choćby podniesione do kwadratu.
Nie wycierajmy więc sobie gęby Kresami, panowie publicyści.

Barbara Kraśnicka