Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

NOWE KSIĄŻKI

• Która to już książka o Madonnach Kresowych? Szósta? Doktor Tadeusz Kukiz przedstawia nam tym razem drugą serię Obrazów sakralnych z Kresów w diecezjach Polski – poza Śląskiem (wyd. Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Warszawa 2001). Przypomnijmy poprzednie:

Madonny Kresowe i inne obrazy sakralne z Kresów w diecezji gliwickiej (1997)
Madonny Kresowe i inne obrazy sakralne w Kresów w diecezji opolskiej (1998)
Wołyńskie Madonny i inne obrazy sakralne z diecezji łuckiej (1998)
Madonny Kresowe i inne obrazy sakralne z Kresów w archidiecezji wrocławskiej i diecezji legnickiej (1999)
Madonny Kresowe i inne obrazy sakralne z Kresów w diecezjach Polski (poza Śląskiem). Część I (2000)
Madonny Kresowe i inne obrazy sakralne z Kresów w diecezjach Polski (poza Śląskiem). Część II (2001)

We wszystkich dotychczasowych omówieniach wyrażaliśmy nasz podziw dla historycznej erudycji Doktora (lekarza!) i ogromu informacji, jakie zebrał o opisywanych dziełach sztuki i kultu oraz świątyniach i miejscowościach, z których się wywodzą. Powstał więc – równoległy do naszego – swoisty słownik geograficzno-historyczny miejscowości Małopolski Wschodniej i Wołynia, choć ilościowo ograniczony (bo dotyczący tylko wybranych miejsc), lecz w przedmiotowej dziedzinie bardziej detaliczny. Wypada przypomnieć, że dr Kukiz zasila także nasz słownik!
W omawianym tomiku zamieszczono informacje o 33 obiektach (lub zespołach obiektów) malarstwa i rzeźby. Z bardziej znanych znajdziemy tam posąg MB Jazłowieckiej (dziś w Szymanowie), obrazy MB Czortkowskiej i Żółkiewskiej (oba u Dominikanów w Warszawie, na Nowym Mieście i Służewie), obraz MB Bołszowieckiej (w Gdańsku), obraz MB Ormiańskiej ze Stanisławowa (też w Gdańsku), trzy obrazy z kościołów lwowskich (w Gdańsku, Częstochowie i Kaliszu!). Dowiadujemy się dalej o obrazach z Buczacza, Drohobycza, Kałusza, Tarnopola, Trembowli, Waręża i kilku innych miasteczek i wsi Małopolski Wschodniej, o kilku obrazach z Wołynia, w tym słynnej MB Latyczowskiej z Łucka. Znalazły się także dwa obrazy z cerkwi grekokatolickich.
Jesteśmy przekonani, że na tych tomach się nie skończy i że otrzymamy niebawem nową porcję wiadomości o tych ekspatriowanych Madonnach. Wszystkie książki Tadeusza Kukiza świadczą o niezwykłym bogactwie kultury religijnej na Ziemiach Wschodnich, rozbitym przez wandali XX wieku Dobrze przynajmniej, że zyskujemy taki dokument. Dziękujemy, Panie Doktorze!

• Książka o znakomitym lwowskim historyku tylko w części dotyczy jego korzeni oraz okresu życia i twórczości we Lwowie. Henryk Wereszycki. Historia w życiu historyka to zbiór materiałów z sesji naukowej jemu poświęconej (1998, pisaliśmy o niej w CL 1/99), zredagowany przez Elżbietę Orman (Towarzystwo Wydawnicze „Historia Jagellonica”, Kraków 2001). Tytuł pierwszej części tomu brzmi: We Lwowie – u źródeł biografii, dalsze dotyczą wrocławskiego i krakowskiego okresu po II wojnie.
H. Wereszycki (1898–1990) urodził się we Lwowie. Walczył w Legionach, a w latach 1918–20 przeciw Ukraińcom i bolszewikom. W 1939 r. dostał się do oflagu. Po II wojnie pracował na Uniwersytecie Wrocławskim, potem na UJ, zmarł w Krakowie. Władze komunistyczne były mu niechętne, nigdy więc nie został profesorem zwyczajnym. Napisał wiele ważnych książek, głównie związanych z Austrią i zaborem austriackim, w tym Pod berłem Habsburgów. Z pracy tej często korzystamy w naszej pracy redakcyjnej, gdy chodzi o Lwów XIX-wieczny.

• Franciszek Bujak, wielki autorytet w dziedzinie historii gospodarczej oraz metodologii historii, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza, nie był lwowianinem z urodzenia, ale w tym mieście spędził swoje najlepsze i najbardziej naukowo owocne lata. Urodził się w 1875 r. pod Brzeskiem, w Krakowie spędził pierwsze 15 lat swojej pracy zawodowej i naukowej, a we Lwowie osiadł w r. 1920 jako profesor i kierownik Zakładu Historii Społeczno-Gospodarczej, później został kierownikiem takiegoż Instytutu. W 1945 r. znalazł się znów w Krakowie, pracował jako profesor na wydziale rolniczym UJ. Zmarł w Karkowie w 1953 r.
Książkę pt. Franciszek Bujak. O nowy kształt historii napisała jego uczennica, biograf i kontynuatorka tematyki na UJ, prof. Helena Madurowicz-Urbańska (wyd. Polska Akademia Umiejętności, Kraków 2001). O Pani Profesor pisaliśmy już w CL kilkakrotnie, ponieważ w Jej naukowym kręgu powstaje niezwykle ważna seria opracowań historii społeczno-gospodarczej Lwowa (CL 2/99). Autorka omawia kilka podstawowych dziedzin zainteresowań i osiągnięć prof. Bujaka: nauki społeczne i historyczne, historia gospodarcza oraz ogólna metodologia historii.

• Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego wzbogaciło się (i nas) o p i ę t n a--s t y tom serii Galicja i jej dziedzictwo. Tytuł pracy zbiorowej pod redakcją Jadwigi Hoff brzmi: Działalność wyzwoleńcza (Rzeszów 2001). Tak jak i większość poprzednich, tom ten satysfakcjonuje nas, ponieważ przeważająca liczba artykułów (sześć z siedmiu) dotyczy w całości lub w większej części Lwowa i Małopolski Wschodniej.
Za najważniejszy, bo poruszający temat mało dotąd przez nas znany, trzeba uznać artykuł Alojzego Zieleckiego Zaranie polskiego ruchu młodzieżowego w Galicji. Pierwsze organizacje młodzieży były urzeczywistnieniem ideologii pozytywistycznej, która w miarę czasu przeradzała się w niepodległościową. Nasi Czytelnicy zapewne domyślają się, że owo zaranie ma związek ze Lwowem, i mają rację.
Pierwsza – to organizacja założona w 1848 r. przez Fr. Smolkę, generałów J. Bema i J. Dwernickiego oraz parę innych osób pod nazwą Stowarzyszenie Zjednoczonej Czeladzi Wszystkich Rzemiosł. W 1858 r. powstało Stowarzyszenie Czeladzi Katolickiej „Skała”, a w 1868 r. Stowarzyszenie Młodzieży Czeladniczej ku Nauce i Rozrywce „Gwiazda” – oba też we Lwowie. Oddziały tych organizacji zakładano w następnych latach w wielu miastach i miasteczkach, a do pierwszych należały Tarnów, Stanisławów i Cieszyn.
Potem powstawały dalsze stowarzyszenia tej kategorii młodzieży, a z czasem dołączyły do nich organizacje uczniowskie, pierwotnie jako tajne kółka o charakterze samokształceniowym – najpierw we Lwowie. Pierwsza organizacja, jeszcze nieoficjalna to w 1880 r. powołana Rada Główna, nazwana później „Orzeł Biały”. Ośrodki tej organizacji tworzyły się następnie w w wielu miastach Galicji, w tym w Krakowie, Przemyślu, Samborze, Drohobyczu, Stanisławowie, Kołomyi, Czortkowie, Złoczowie, Tarnopolu oraz oczywiście w zachodniej i środkowej Galicji. Nawiązano współpracę z powstałym we Lwowie w 1867 r. Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół” (jego oblicze i historia są już naszym Czytelnikom dobrze znane).
Przyszedł czas na utworzenie ponadzaborowej organizacji polskiej młodzieży studiującej. Zaczęto od Warszawy i Lublina, a także Ukrainy kijowskiej, gdzie było wiele polskiej młodzieży. W 1887 r. zwołano zjazd założycielski (zwany I Zjazdem „Zetu”), który odbył się – tu nie ma pewności – we Lwowie lub Krakowie. Pierwsze struktury „Zetu” powstały we Lwowie, Dublanach i Krakowie. Lwowski „Zet” zaczął wydawać pismo „Zarzewie” – środowisko z nim związane odegrało w Polsce w następnych latach wielką rolę. W 1908 r. we Lwowie zrodziła się idea powołania przez „Zet” organizacji paramilitarnej Drużyny Bartoszowe (inicjatorem był student Politechniki Lwowskiej Wawrzyniec Dayczak – patrz CL S/98). Do 1914 r. utworzono w Galicji – szczególnie wschodniej – 286 drużyn z 10 tysiącami członków.
Potem powstały następne organizacje, a między innymi lwowska Bratnia Pomoc, drużyny skautowe (też we Lwowie). I tak dalej, trudno jednak streszczać cały ciekawy artykuł, cytować liczne nazwy organizacji i ich czasopism, przytaczać dziesiątki nazwisk – w dużej mierze związanych ze Lwowem i Galicją / Małopolską Wschodnią.

Z innych ważnych artykułów w tomie XV: M. Stolarczyka Galicyjska Gwardia Narodowa w 1848 r. Cz. II. (część I była w tomie XII, a donosiliśmy o tym w CL 2/2000); Z. Frasa Od współpracy do rywalizacji – działalność polityczna Franciszka Smolki i Floriana Ziemiałkowskiego w okresie walki o autonomię Galicji.

• W pierwszej połowie XIX w. było trzech polskich wieszczów. Wiek później mieliśmy trzech pisarzy, którzy wieszczami nie byli – to już inna epoka – lecz równie jak tamci – a może jeszcze silniej, bo uniwersalniej – wpisali się w nurt wielkiej literatury współczesnego sobie świata: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Witold Gombrowicz i Bruno Schulz. Czy w nowym wieku powtórzy się taka trójca?
Ostatni z wymienionych jest bohaterem książki Wiesława Budzyńskiego (autora książek m.in. o K.K. Baczyńskim) pt. Schulz pod kluczem (Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media, Warszawa 2001). Książka jest oryginalnie napisana. Jest to styl swobodnej narracji (nam przypomina sposób pisania Mariana Brandysa) z wieloma dygresjami, odwołaniami do badaczy i do świadków, umiejętnym wciągnięciu czytelnika w atmosferę miejsca i czasu, w atmosferę środowisk, z którymi Schulz miał kontakt: Drohobycza (na co dzień) i polskiej literatury (rzadziej). Książkę Budzyńskiego czyta się więc łatwo, z zaangażowaniem i – sympatią. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że Schulz – wyznania mojżeszowego – był absolutnym Polakiem. Ostatnio więc dokonana brutalna kradzież malowideł Schulza z jego domu w Drohobyczu nie ma najmniejszych podstaw izraelsko-narodowych. Spuścizna po Schulzu należy do dziedzictwa kultury polskiej, żadnej innej. W tym, być może, tkwi tajemnica, iż obecne władze Drohobycza przymknęły oczy na zabranie fresków właśnie do Izraela.

• Ukazały się ostatnio dwie książki poświęcone w całości wspaniałemu grodowi, który wprawdzie nie leży w obszarze naszego głównego zainteresowania, ale tuż-tuż za Zbruczem i z naszymi dziejami związany był nierozerwalnie: jest nim Kamieniec Podolski.
Pierwsza z nich to Kamieniec Podolski. Studia z dziejów miasta i regionu. Tom I. Jest to praca zbiorowa, a jej redaktorem prof. Feliks Kiryk (Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej, Kraków 2000). Książka zawiera 19 opracowań autorskich poświęconych różnym tematom z dziejów tego Grodu Rzeczypospolitej i kultury polskiej tam tworzonej od średniowiecza po wiek XX.
Prace pochodzą z dwóch kręgów uczelnianych: Akademii Pedagogicznej oraz Politechniki Krakowskiej. Jest wspaniałą rzeczą, że do tradycyjnego już zainteresowania pracowników naukowych AP (z nazwisk trzeba wymienić przede wszystkim prof. F. Kiryka oraz dra Henryka Kotarskiego) dopisał się Wydział Architektury PK, w szczególności jego Instytut Historii Architektury i Konserwacji Zabytków. Współpraca owocuje corocznie wyprawami naukowców i studentów nad Smotrycz, a te z kolei przynoszą znakomite badania historyczne i inwentaryzacyjne.
Warto dodać, że Kamieniec Podolski jest miejscem absolutnie niezwykłym, tak z racji niepowtarzalnego położenia i historycznej zabudowy (straszliwie przerzedzonej w czasie II wojny), jak i ze względu na niebanalną historię. W tomie poruszono wiele wątków historycznych, społecznych, gospodarczych, architektonicznych. Pisze się o historii Podola i Kościele katolickim tamże, o lokacji miasta, o wpływach zachodnioeuropejskich w zabudowie miasta, o fortyfikacjach i słynnym moście między miastem a zamkiem, o życiu w twierdzy kamienieckiej, o panowaniu tureckim i o jeszcze innych sprawach.
Autorem drugiej książki jest Jan Przybył, a tytuł brzmi: Kamieniec Podolski albo Trylogia na nowo przeżywana (Wydawnictwo „Nortom”, Wrocław 1998). Autor konfrontuje topografię i obiekty tego grodu z zapisami Sienkiewicza. W przedmowie pisze tak:
Niniejsza książeczka nie jest ani pracą naukową, ani przewodnikiem turystycznym. Nie zawiera też dokładnego opisu budowli kamienieckich. [...]
W tym miejscu warto zaznaczyć, że pomimo wyjątkowo burzliwej historii miasta żadne oblężenie nie spowodowało takiej jego dewastacji, jak 70 lat rządów czerwonej hołoty. Ciekawym przedsięwzięciem byłoby wydanie jednocześnie książki Prusiewicza sprzed 80 lat i książki będącej sprawozdaniem z tego, co pozostało (jeśli w ogóle pozostało) po opisywanych przez Prusiewicza budowlach. [...] bo dopiero taki eksperyment pozwoli nam (choć w jakże bolesny sposób!) przekonać się, co to znaczy komunizm.
[...] moim zasadniczym celem było dopomóc miłośnikowi Trylogii w przeprowadzeniu swoistej wizji lokalnej na miejscu. Dlatego też najwięcej uwagi poświęciłem opisom fortyfikacji oraz sprawie bezpośrednio związanej z lekturą „Pana Wołodyjowskiego” – oblężeniu Kamieńca przez armię sułtana Mahometa IV w dniach 12–26 sierpnia 1672 roku. Temu wszystkiemu mają także służyć zamieszczone w książce mapka oraz w miarę dokładne opisy tras wędrówki. [...]
I my zachęcamy do odwiedzenia tego niezwykłego Grodu Rzeczypospolitej!

• Wartościową pozycję krajoznawczą przygotował Ludwik Wawryszyn, a wydała Opolska Oficyna Wydawnicza (Opole 2000): Województwo tarnopolskie i jego zabytki do 1939 roku. Jest to przedruk artykułów, jakie ukazywały się w kilku numerach czasopisma „Wiadomości turystyczne województwa tarnopolskiego” w 1932 r. – odnalezionych w bardzo złym stanie i z trudem odczytanych.
Na książkę składają się dwie części: pierwsza to omówienie ogólne województwa, jego geografii i historycznej przeszłości oraz kultury ludowej, druga to opis kolejno siedemnastu powiatów. Dołączono mapkę zabytków woj. tarnopolskiego.
Książkę można zamówić pod adresem: Ludwik Wawryszyn, ul. Miła 10, 45-825 Opole.

• Koń Pana Boga to literacko ujęte wspomnienia Wihelma Dichtera z jego chłopięcych czasów, spędzonych pod koniec 20-lecia międzywojennego i w czasie wojny w Borysławiu (na Wolance), aż do ekspatriacji, a potem w różnych miejscach PRL (w 1968 r. wyemigrował do USA). Dichter pochodzi ze zasymilowanej rodziny żydowskiej, czuje się Polakiem, choć nie wyizolowany ze swego środowiska. Ukończył Politechnikę Warszawską, pracuje w Ameryce w firmie komputerowej, a wspomniana książka jest jego pisarskim debiutem, niezwykle – jak stwierdzają krytycy – udanym. Jest to tzw. literatura faktu, która znakomicie oddaje przeżycia chłopca i jego rodziny. Posłowie napisał Stanisław Barańczak.

• Wielkim a miłym zaskoczeniem był nadesłany nam przez pana Janusza Wasylkowskiego nowy tomik wierszy, wydany przez Instytut Lwowski (Warszawa 2001): Widzenie świata. Jego autorka to lwowianka osiadła na Górnym Śląsku, Maria Bielecka-Kasprowicz, z zawodu aktorka i – jak czytamy na odwrocie książki – córka aktorów lwowskiego Teatru Wielkiego oraz wnuczka poety i dramatopisarza, Franciszka Kuczkowskiego.
Poezja pani Marii, warsztatowo profesjonalna, to – wbrew sugestii wypływającej z tytułu – nie dosłowny ogląd świata, ale raczej jego przeżywanie, widzenie sercem, wspomagane doświadczeniem i wyobraźnią. Stąd właśnie wiersze odnoszące się do widzianego oczami duszy, a opuszczonego przed ponad pół wiekiem Lwowa:
Do tego miasta
nie ma dróg
do tego miasta
nie ma bram
zamknięte rygle czasu
zostały tam
jak w kuli szkła
świt i poranek
pełnia dnia

a tutaj
tu odbicie z szyby
tu zmierzch
tu ja
na niby

albo wiersz Matko Boska, który zamieścimy w kolumnie poetyckiej następnego numeru. Jest jeszcze w tomiku o Neptunie na Rynku, o Stryjskim parku i o wielkiej zmianie, jaką zgotowało autorce opuszczenie s w o-j e g o d o m u. W sumie Lwów to tylko część doświadczeń poetyckich w życiu poetki. Pięknych wierszy jest w tym tomiku prawie sto!

• W księgarni znaleźliśmy książkę (niestety nie nabywając) Tadeusza Dubickiego i Krzysztofa Sprucha pt. Przedmoście rumuńskie – wrzesień 1939 (wyd. Wyższa Szkoła Pedagogiczna, Częstochowa 2000). Praca omawia przygotowania polskiego dowództwa do obrony przed Niemcami południowo-wschodniego skrawka kraju, dążąc do symbolicznego niejako zachowania ciągłości państwa na swoim terytorium. Plany te pokrzyżowała agresja sowiecka 17 września.
Treść tej książki koresponduje z artykułem dra J. Juzwy w tym numerze.

• Wielką przyjemność sprawili nam pospołu dr Jerzy Masior i Redakcja „Semper Fidelis”, wydając w formie numeru specjalnego SF (6a/01) Nowe piosenki lwowskie (Nowy Sącz – Wrocław 2001). Piosenki swoje i nie swoje zebrał oczywiście Jerzy Masior, niestrudzony autor tekstów (a nawet tu i ówdzie melodii), organizator zespołów artystycznych, propagator lwowskiego folkloru. Ten zbiór trzeba mieć!
W grubym zeszycie (o ponad 130 stronach, format i szata graficzna jak SF) znalazły się 72 piosenki, w większości autorstwa J. Masiora, ale także M. Hemara, W. Budzyńskiego, K. Wierzyńskiego, S.R. Grońskiego, Ref-Rena (F. Konarskiego), B. Billa, K. Wesołowskiego, J. Sibigi, I. Iwanowa, H. Kotarskiego i kilku niewiadomych piór. Muzyka: w przytłaczającej liczbie Aleksandra Porzucka – Masiorowego partnera z Nowego Sącza, i paru innych, w tym także słynnego Seweryna Krajewskiego, a nawet warszawiaka Staśka Wielanka. Znalazła się tam też piosenka nieznanych autorów, którą zapamiętała ze Lwowa p. Irena Suchanek, a którą wydrukowaliśmy kiedyś w CL.


Książki o Harcerstwie


• W CL 2/99, w rubryce Kultura–Nauka informowaliśmy o serii prac historycznych pt. Lwów nowoczesny. Obraz historyczno-statystyczny, opracowanych na Uniwersytecie Jagiellońskim pod kierownictwem naukowym prof. Heleny Madurowicz-Urbańskiej oraz doc. (dziś już profesora) Krzysztofa Zamorskiego. Obecnie dowiadujemy się, że jest druga seria, która może nas zainteresować, redagowana przez Panią Profesor pt. Informatory statystyczne do dziejów społeczno-gospodarczych Galicji. Wcześniej ukazało się już trzynaście tomów, a ostatnio pojawił się tom 14: Skauting polski w Galicji w latach 1911–1918, opracowany przez Andrzeja Pankowicza i Janusza Wojtycza (wyd. Towarzystwo Sympatyków Historii, Kraków 2000).
Książka zawiera kilkadziesiąt tabel ilustrujących różne aspekty działalności harcerstwa sprzed i z czasu I wojny światowej. Ciekawe jest przede wszystkim zestawienie ilościowe: męskich drużyn było 141, żeńskich 58, razem 199; w tym w Galicji wschodniej (licząc do obecnej granicy, bez Przemyśla, Sanoka i innych, związanych dawniej ze Lwowem) było ich odpowiednio: 59 i 26, w Galicji środkowej (w przybliżeniu dzisiejsze województwo podkarpackie): 31 i 12, zaś w Galicji zachodniej (dzisiejsze wojew. małopolskie): 51 i 20.
Dodajmy, że w samym Lwowie było 19 drużyn, w Tarnopolu 6, w Kołomyi 5, w Samborze 4, w Drohobyczu, Jaworowie, Stanisławowie i Złoczowie po 3; w Borysławiu, Brodach, Brzeżanach, Buczaczu, Czortkowie, Rawie R., Sokalu, Stryju, Śniatynie, Trembowli, Zaleszczykach i Żółkwi po dwie; zaś po jednej w Borszczowie, Bóbrce, Chyrowie, Dobromilu, Gródku Jag., Husiatynie, Kałuszu, Kamionce Str., Monasterzyskach, Niżankowicach, Putiatyczach, Skałacie, Tłumaczu, Turce i Zbarażu.
Przypomnijmy na koniec, że polski skauting powstał we Lwowie w r. 1911 i stąd rozszedł się po całym kraju. O twórcach naszego harcerstwa traktuje inna książka, o której niżej.

• Barbara Wachowicz, znakomita autorka wielu biografii wybitnych Polaków, tworzy teraz cykl zatytułowany: Wierna rzeka Harcerstwa. Jedną z książek tego cyklu jest Druhno Oleńko! Druhu Andrzeju! (Oficyna Wydawnicza „Rytm”, Warszawa 2000), poświęcona twórcom polskiego skautingu, Andrzejowi i Oldze z Drahonowskich Małkowskim.
Z urodzenia nie byli lwowianami – on (1888–
–1919) pochodził z rodziny ziemiańskiej spod Kutna, ona (1888–1979) urodziła się Krzeszowicach (ojciec był wtedy administratorem dóbr Potockich), ale jej dalsze młodzieńcze lata to Kamionka Strumiłowa i Lwów. Spotkali się we Lwowie jako akademicy – on studiował na Politechnice (od 1908), ona najpierw biologię, potem pianistykę w konserwatorium. Oboje byli członkami „Eleusis” – organizacji, która wychowywała w duchu potriotyczno-niepodległościowym, abstynenckim, etyki, godności, siły i wiedzy. Małkowski należał również do „Zetu” i „Zarzewia”, został wreszcie instruktorem „Sokoła”.
W lipcu 1910 r. odbył się w Kosowie na Huculszczyźnie trójzaborowy zlot „Eleusis”. Kosów został wybrany ze względu na działający tam słynny zakład leczniczy dra Apolinarego Tarnawskiego, którego idee były zbieżne z ideologią „Eleusis”. Zjazd kosowski położył podwaliny pod Związek Harcerstwa Polskiego.
Małkowski zapoznał się i przełożył dzieło Roberta Baden-Powella, twórcy skautingu angielskiego (wydanym w 1908 r.) Opracował Prawo Harcerskie i przeprowadził szkolenie instruktorów. 28 lutego 1911 władze „Sokoła-Macierzy” zatwierdziły uchwałę o wprowadzeniu drużyn skautowych do „Sokoła”. 21 maja powołano 5-osobową Naczelną Komendę Skautową, do której weszli oboje: Małkowski i Drahonowska (pobrali się w 1913 r.). Pierwszy w historii obóz harcerski odbył się w lipcu 1911 r. w Skolem.
Dalsze lata krótkiego życia Andrzeja Małkowskiego były wypełnione działalnością dla niepodległości Polski. Niestety znalazł w niej tragiczną śmierć: wysłany przez gen. Hallera z Paryża do Odessy z rozkazami dla gen. Żeligowskiego, padł ofiarą katastrofy statku w cieśninie Messyńskiej 15 stycznia 1919 r. Olga przeżyła go o lat sześćdziesiąt. Zmarła w swoim domu w Zakopanem.
W książce o Małkowskich i harcerstwie pisze autorka także pięknie o Lwowie i lwowskich działaczach i harcerzach – poświęca im cztery z 21 rozdziałów, a piąty – braciom Andrzeja Małkowskiego: Kazimierzowi i Mariuszowi, którzy przeszli szlak II Brygady Legionów. Padają nazwy Nadwórnej, Rafajłowej, Zielonej, Pasiecznej, Mołotkowa...

W niniejszym numerze zamieszczamy również rozmowę J.M. Palucha z Barbarą Wachowicz o tej samej książce. Jest także mowa – w innych kontekstach – o Skolem.


Jest co czytać (27)
Druga gazeta we Lwowie
Czytelnicy zapewne wiedzą o rozdźwięku, jaki w ostatnich latach powstał na linii Emil Legowicz – prezes Towarzystwa Kultury Polskiej we Lwowie contra Bożena Rafalska, wieloletnia redaktorka „Gazety Lwowskiej”. Konflikt zakończył się usunięciem Rafalskiej ze stanowiska oraz wyznaczeniem na jej miejsce Ireny Masalskiej, dotąd członkini zespołu redakcyjnego. W konsekwencji Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, która sponsorowała GL, cofnęła pomoc, jednak tygodnik ten nadal działa, choć nie wiemy, na jakiej podstawie finansowej (bo żadne pismo samo się nie utrzyma nigdzie). Nie chcielibyśmy, żeby to pismo upadło! Ale o tym niżej.
Natomiast od marca ub. roku ukazuje się we Lwowie nowe czasopismo polskie – miesięcznik społeczno-kulturalny „Lwowskie Spotkania”, finansowany przez Fundację PPnW. Mamy już szósty numer tego pisma (w tym podwójny numer 4–5, omawiający wizytę Papieża we Lwowie). Miesięcznik jest dużo obszerniejszy niż GL (20–32 stron, przy tym samym formacie). W skład zespołu redakcyjnego poza naczelną B. Rafalską weszli Halina Czuczman (z-ca red. nacz. – jej artykuł o budowie kościoła na Zboiskach drukowaliśmy w CL) oraz Sergiusz Krochmal-Szachwerdow. Współpracę zadeklarowało szereg osób zarówno ze Lwowa i Stryja, jak i z RP, Wilna i Szwecji. Znajdujemy więc dobrze nam znane nazwiska T. Kulikowicz-Dutkiewicz, A. Otko, U. i M. Olbromskich (z Przemyśla).
„Lwowskie Spotkania” mają charakter społeczno-kulturalny. Spotykamy tam podobny zestaw tekstów, jaki występował (i nadal występuje) w GL, jednak bez części typowo gazetowej – informacyjnej. Mamy więc artykuły o treści historycznej z różnych epok, biografie i rozmowy z różnymi ludźmi i na różne tematy. Porusza się tematykę wschodniomałopolską, polską (w rozumieniu dzisiejszej RP), ukraińską, polonijno-ukraińską i polsko-ukraińską, a także światową. Omawia się zjawiska artystyczne, zabytki, muzea, lwowskie ulice, przeprowadza sę wywiady z twórcami. Jest trochę prozy i poezja, wszystko ilustrowane fotografiami nienajgorszej (od strony technicznej) jakości.
Czy jest coś w LS, co nam się nie podoba? Oczywiście: przerost ozdobników. Każda strona ujęta jest w secesyjną ramkę z dość agresywnym nagłówkiem. To samo, a nawet jeszcze bardziej, dotyczy strony tytułowej: nagłówek z dość nieudolnie narysowaną sylwetą Lwowa. Warto by to trochę uspokoić. Mamy też zastrzeżenia do formatu: dla tego typu czasopisma pasowałyby mniejsze wymiary, przy odpowiednio większej liczbie stron. Ale na to, zdaje się nie ma rady, bo chyba drożej kosztuje. A gdyby zaoszczędzić na ozdobnikach?...
Przy okazji warto poruszyć inny ważny problem. Oba czasopisma lwowskie adresowane są do inteligencji, czy inaczej – do osób o zainteresowaniach i ambicjach intelektualnych. Co jednak otrzymują ludzie, Polacy, dla których tematyka historyczno-kulturalno-artystyczna nie jest pierwszą potrzebą, potrzebowaliby natomiast porady w dziedzinach swoich zawodów, pracy. Mamy tu na myśli przede wszystkim liczną zapewne grupę ludzi, głównie na prowincji (choć nie tylko), którzy podjęli samodzielną pracę w rolnictwie, hodowli, ogrodnictwie, rzemiosłach. Pół wieku oderwania od problematyki gospodarczej (zajmowali się nią wszak dyrektorzy kołchozów i sowchozów typu Łukaszenki) stworzyło lukę, której nikt dotąd – z naszej przynajmniej strony – nie kwapi się wypełnić. Potrzebne, wręcz niezbędne jest stałe poradnictwo dla rzeszy ludzi, którzy chcą pracować na własny rachunek. Oczywiście, mogą korzystać z poradnictwa w innych językach, ale czy organizacje polskie nie powinny się nad tym zastanowić?
W tej sprawie apelujemy do szlachetnego sponsora – Fundacji PPnW (może by i „Wspólnota Polska” pomogła?). Jedno z czasopism powinno podjąć się tego tematu, pozyskując oczywiście odpowiednich współpracowników-fachowców (i płacąc im za to, oczywiście). Profesjonaliści, rozeznani w warunkach rolniczo-ekonomicznych, glebowo-klimatycznych i jakichś tam jeszcze, tworzyliby dodatek do jednego z czasopism (w każdym numerze inny?). Korzyść uboczna: większa poczytność tego pisma i – język polski, a w sumie podparcie polskości i warunków życia dla Polaków. Nie mamy wątpliwości, że Fundacja PPnW i Stowarzyszenie WP powinny być zainteresowane w takim przedsięwzięciu. Może za to pewne ograniczenie tematów, które tak czy inaczej są dublowane? Pamiętajmy, że mamy jeszcze „Radość Wiary” (omawialiśmy w CL 2/99). Warto by wypracować jakąś koncepcję, bo w tej dziedzinie ani wzajemne konkurowanie, ani komercyjne podejście nie byłyby stosowne.
Andrzej Chlipalski