Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• W „Dzienniku Polskim” 258/01 znalazł się bardzo pięknie napisany artykuł Andrzeja R. Małeckiego pt. Braterstwo ducha i cierpienia, związany z 62. rocznicą aresztowania przez Niemców 182 profesorów krakowskich (6 listopada ’39) oraz 60. rocznicy mordu profesorów lwowskich (3/4 lipca ’41). Autor bardzo szczegółowo omawia przebieg zbrodni wuleckiej, poprzedzając opis takimi zdaniami:
W tym braterstwie cierpienia krakowianom szczególnie bliska jest zbrodnia wulecka we Lwowie, dokonana w nocy z 3 na 4 lipca 1941 r. Podczas gdy – dzięki międzynarodowej solidarności uczonych i zabiegom dyplomatów – większość krakowskiej profesury uratowano z piekła obozów zagłady, lwowscy profesorowie nie mieli żadnej szansy ocalenia. Niemiecka machina przemocy, wyciągając bowiem naukę z niedokończonej zbrodni krakowskiej Sonderaktion, stosowała się bezwzględnie do instrukcji generalnego gubernatora Hansa Franka: „Nikogo więcej nie odstawiać do obozów koncentracyjnych, lecz przeprowadzić likwidację na miejscu”.
Autor przypomniał odsłonięcie tablicy poświęconej pamięci profesorów lwowskich w Collegium Novum w Krakowie przed dwoma laty (pisaliśmy o tym w CL S/2000), a na koniec zrelacjonował uroczyste złożenie przez studentów krakowskich hołdu pamięci pomordowanych we Lwowie, o czym pisał też na naszych łamach (CL S/01) Mateusz Szpytma.

• Media przypomniały rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego – 27 grudnia 1918 r. W wyniku powstania ziemie polskie z wysoko rozwiniętą gospodarką wróciły do Macierzy. Przypomniano też, że żołnierze Armii Wielkopolskiej prosto z okopów powstańczych ruszyli na odsiecz oblężonego Lwowa i uczestniczyli w wojnie polsko-bolszewickiej.

• W jednym z październikowych numerów (z 2001 r.) „Gazety Wyborczej” znaleziono i pokazano nam (sami tego pisma nie kupujemy) recenzję z książki Pawła Smoleńskiego, w której zebrano cykl antypolskich i proukraińskich artykułów, publikowanych wcześniej na łamach GW. Recenzję napisał niejaki Jacek Kuroń (tym, którym to nazwisko niewiele mówi, przypominamy: to ojciec Macieja Kuronia, który produkuje się w TV w branży kucharskiej. Sam też wydawał obiady).
Ton książki, ale i recenzji, ilustruje takie zdanie Kuronia: Smoleński opowiada historie o tym, jak Polacy krzywdzili Ukraińców. To obraz skrzywiony, bo przecież było i na odwrót. Było i na odwrót – ładnie powiedziane, prawda? Dobrze przynajmniej, że zauważa skrzywienie. Taki obiektywny.
Potem, żeby dalej osłabić proporcje, Kuroń przypomina rabację galicyjską w 1846 r. i Jakuba Szelę – jak to polscy chłopi rżnęli polskich panów. Tylko zapomniał sobie, że tamto było w innej epoce, a rozmiary ówczesnej rzezi, o sto lat wcześniejszej, i liczby ofiar raczej trudno porównywać do tego, co zrobili Ukraińcy w latach 1943–45.
I jeszcze inne podobnie utrafione anegdotki. Usatysfakcjonowany Kuroń dziękuje autorowi za tę książkę.

• Akademia Pedagogiczna w Krakowie jest chyba w polskiej czołówce w zainteresowaniu Ziemiami Wschodnimi i wydawnictwach z tego obszaru tematycznego. Brawo! Niedawno ukazał się opasły tom pt. Od strony Kresów. Studia i szkice. Część druga (części pierwszej nie mieliśmy dotąd w rękach). Znajdujemy tam również materiały dotyczące historii i kultury Lwowa, jednak większość odnosi się do północno-wschodniego kręgu kultury i wybitnych Polaków z nim związanych. Redaktorem tomu zawierającego 19 prac jest prof. Halina Bursztyńska (Kraków 2000).
Ze Lwowem związane są artykuły: o działalności literackiej Adama Bełcikowskiego (lata 1860.), o lwowskiej „Bibliotece Mrówki” (przełom XIX/XX w.) oraz o zakładach opiekuńczo-wychowawczych we Lwowie z przełomu XIX/XX w. Oprócz tego powtórnie opublikowano artykuł Wł. Kolasy o współczesnej prasie kresowej, o którym dotychczas nie powiadomiliśmy, choć był już wcześniej drukowany w innym wydawnictwie AP. Do tego tematu powrócimy.

• W „Przekroju” 44/01 ukazał się obszerny, bogato ilustrowany zdjęciami i z uczuciem napisany artykuł Izabelli Bodnar pt. Wyspa LWÓW. Na samym początku pani Redaktor cytuje słowa swojej rozmówczyni spod Wysokiego Zamku: młoda lwowianka musi być pierwszorzędną gospodynią, zrobić coś nawet z niczego, mieć zawsze dobry humor. I szczycić się, że ze Lwowa pochodzi. Ale mowa jest też o ciężkiej sytuacji ekonomicznej i o akcji charytatywnej krakowskiej „Wspólnoty Polskiej” (w której i my bierzemy udział). I o miłości do Lwowa, o bałaku, o batiarach. Dziękujemy, Pani Izo, niechaj Polska zna...

• W październikowym numerze „Gazety w Krakowie” przeczytaliśmy bardzo piękny, po polsku napisany artykuł Katarzyny Siemieńskiej pt. Konopnicka i Orlęta – o cmentarzach Łyczakowskim i Orląt. We wstępie autorka napisała: Każdy, kto przyjeżdża do Lwowa, a czuje się Polakiem, odwiedza to miejsce. Liczący ponad 200 lat cmentarz Łyczakowski to fragment historii naszego kraju. Teraz, przed Świętem Zmarłych, szczególnie warto tu przyjechać.

• Prof. W.A. Serczyk omawia („Dziennik Polski” 262/01) opublikowane niedawno w Kijowie raporty Nikity Chruszczowa, kierowane do Stalina, z okresu ponownego zajęcia Lwowa przez armię sowiecką w 1945 r. Przedstawia działalność AK, niepokoje ludności miasta w kwestii przyszłej przynależności Lwowa itd.

• W listopadzie ub.r. prasa rozpisywała się o aferze z rzekomym molestowaniem seksualnym 8–9 letnich uczennic przez proboszcza, gdzieś na Podkarpaciu. Sprawą zajęła się prokuratura, przesłuchano wielu świadków i – zarzuty nie potwierdziły się.
Ciekawostką jest natomiast to, że doniesienie złożyła... żona księdza grekokatolickiego, która ewidentnie – jak się okazało – dziewczynki nakłaniała do składania zeznań obciążających rzymskokatolickiego księdza. Nie chcielibyśmy przedwcześnie wyciągać wniosków z tej dziwnej akcji, ale obserwować warto...

• Mamy niezdrową słabość do żon zmarłych poetów. Niedawno pisaliśmy o pani K.H., która z jej tylko znanych przyczyn kajała się przed fałszywymi przyjaciółmi, pomniejszającymi wielkość jej męża. A teraz znaleźliśmy coś o wiele bardziej zabawnego („Dziennik Polski” 278/01: Polski i kozacki jeździec)
Oto pani Maria Harasymowiczowa, wdowa po poecie Jerzym Harasymowiczu, została zawieziona przez grekokatolickiego księdza z Krakowa do Lwowa, aby tam pooddychała powietrzem Ukrainy. Jechała szeroką drogą wśród bezkresnej przestrzeni pól (ach, te ukraińskie stepy! A może droga wiodła przez Sicz?). We Lwowie – oprócz innych atrakcji – jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki otwierały się podwoje najpiękniejszego teatru – zresztą repliki krakowskiego „Słowackiego”. No, no, odkrywcze spostrzeżenie. Może tylko warto by wiedzieć, że większy i wspanialszy teatr lwowski – dzieło Z. Gorgolewskiego, akurat poznaniaka – reprezentuje po prostu tę samą epokę, i takie były wszystkie teatry Europy tamtego czasu (podobieństwo dotyczy zresztą tylko wnętrza). A potem jeszcze widziała pani Harasymowiczowa Stryj, miasteczko w galicyjskim stylu, [...] odnawiające się w ukraińskich kolorach, malinowym, żółtym i niebieskim, szczycące się swoją narodową tradycją, gdzie na głównym placu stoi pomnik oddający hołd poetom Ukrainy: Łesi Ukraińce, Tarasowi Szewczence, Iwanowi Franko, a na innym – Stepanowi Banderze. Tak, po prostu, bez żadnych refleksji. Przy okazji warto by zauważyć, że miasteczko Stryj jest raczej w polskim stylu – z szachownicą ulic, rynkiem pośrodku, kościołem w rogu itd. Jak Kraków, Lwów, Warszawa, Poznań, Nowy Targ albo Gródek Jagielloński... (ostatnim takim na wschodzie jest Kamieniec Podolski). Można by też sobie przypomnieć – jeśli w ogóle ma się o czymś pojęcie – że ze Stryjem byli związani Kornel Makuszyński, Kazimierz Wierzyński, Wilam Horzyca (a tamci z pomników – nie). Takie pełne zachwytu ple-ple ciągnie się przez cztery szpalty. Podróż z księdzem okazała się skuteczna.
Wdowa, która jakby zatraciła miarę, informuje przy tym, że Jerzy Harasymowicz był synem dowódcy batalionu 53. Pułku Piechoty (polskiej oczywiście), który stał w Stryju. Sam Poeta pisał: Jestem polskim pisarzem ukraińskiego pochodzenia. Nie ma na świecie nikogo, kto zakazałby mi pisania po polsku... Mówiąc „po naszemu” był Harasymowicz gente rutenus, natione polonus. Miał swoje hobby, ale przede wszystkim był inteligentny. Był k i m ś.

• Wedle naszej dotychczasowej wiedzy polskie koneksje ze szkocko-brytyjską dynastią Stuartów wiązały się z wnuczką króla Jana III (córką jego syna Jakuba), Marią Klementyną Sobieską (1701–35), którą wydano za Jakuba III Stuarta, pretendenta do tronu brytyjskiego. Tymczasem okazuje się, że jest i drugi wątek polsko-stuartowski. Opisuje go Piotr Piniński w książce Ostatni sekret Stuartów. Dzieci Karoliny księżnej Alby (Wydawnictwo DiG, Warszawa 2001). Historia jak z filmu.
A było podobno tak: Karolina, córka kolejnego pretendenta, Karola Stuarta, żyła przez lat kilkanaście w związku z Ferdynandem Rohan, przedstawicielem jednej z najwyższych francuskich rodzin arystokratycznych, ale zarazem... arcybiskupem Cambrai. Miłość ta zrodziła trzy owoce: syna i dwie córki. Syn zmarł bezpotomnie, jedna córka zmarła młodo. Nas interesuje druga: Maria Wiktoria, której istnienie było dla rodziny książąt Rohan na tyle krępujące, że wydano ją daleko – za bogatego bankiera polskiego, Ormianina Nikorowicza. Jesteśmy więc w domu: w Małopolsce Wschodniej.
Maria Wiktoria Nikorowiczowa urodziła syna Antyma, tego zaś córka Julia Teresa poślubiła potomka starej (i też niebiednej) polskiej rodziny szlacheckiej, hr. Leonarda Pinińskiego z Grzymałowa koło Skałatu. Synem Leonarda i Julii Teresy z Nikorowiczów był Leon Piniński, profesor i namiestnik Galicji, a po I wojnie rektor Uniwersytetu Lwowskiego (artykuł o nim drukowaliśmy w CL 1/01). Tegoż prawnukiem jest autor omawianej książki Piotr Piniński, krwi pół-polskiej, pół-szkockiej, bo urodził się po II wojnie jako syn emigranta z matki Szkotki (ale już nie Stuartówny).
Tak czy owak, oba wątki polsko-stuartowskie łączą się ze Wschodnią Małopolską, z Żółkwią i Grzymałowem.

• W „Rzeczypospolitej” 281/2000 zamieszczono rozmowę z Jerzym Janickim, przeprowadzoną przez K. Masłonia pt. Niezapłacony weksel. Janicki ubolewa, że nie spełniło się jego marzenie napisania i zrealizowania serialu o Lwowie – dziś to dla niego już za późno. Wydana niedawno Czkawka (pochwaliliśmy ją w CL 2/01) jest czymś w rodzaju brulionu tego serialu. Rzeczywiście, szkoda.

• Na Święta Bożego Narodzenia do gazet krakowskich dołączono wkładkę pt. Rada Miasta Krakowa. Informacje Przewodniczącego. Tenże przewodniczący, Stanisław Handzlik, w swoim artykule zamieścił m.in. takie zdanie: Szczególny wymiar, określony zawartymi przyjaźniami i wzajemną współpracą – mają dobrze układające się kontakty z Radą Miasta Lwowa.
Zapewne nawał pracy nie pozwala Przewodniczącemu śledzić krakowskiej prasy, z której łatwo można się dowiedzieć, że najbardziej Polsce nieprzyjazna jest właśnie Rada Miasta Lwowa, siedlisko nacjonalistów „w dobrym starym stylu”. Przykładem sprawa Cmentarza Orląt (wcale nie jedyna), w której interweniować muszą aż centralne władze z Kijowa, ale i tak bezskutecznie.
Gdzie się więc objawiają te pozytywne efekty współpracy obu wysokich Rad? Wyjaśnia to kalendarium Najważniejsze wydarzenia trzeciego roku trzeciej kadencji (Rady MK): w grudniu 2000 Kraków gościł delegację RM Lwowa w sprawie Dni Lwowa w Krakowie, a w maju 2001 Dni te odbyły się. I jeszcze jedno wydarzenie: również w maju ’01 Przewodniczący wziął udział we francusko-niemiecko-polsko-ukraińskiej konferencji pt. Ukraina, Polska i rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód. To był na pewno milowy krok w stronę zjednoczonej Europy.

• „Dziennik Polski” 302/01 przypomniał, że w 1925 r. rozpoczęto w Polsce reformę rolną. Parcelacja odnosiła się do majątków powyżej 180 ha, a na Kresach – 300 ha. Zakładano parcelację 200 tys. hektarów rocznie.
No i byłoby po europejsku: bez zniszczenia ludzi, dóbr kultury i gospodarki.

• „Dziennik Polski” w kolejnych numerach prezentuje Poczet rektorów Uniwersytetu krakowskiego. W nrze 6/02 przypomina Stanisława Biela zwanego Albinusem (autor artykułu Z. Pietrzyk). Urodził się w 1457 r. w Nowym Mieście pod Przemyślem (miasteczko obecnie odcięte jałtańskim kordonem). Krakowskie TMLiKPW odwiedzało tę miejscowość i jej piękny, gotycki kościół. Słownik – patrz CL 2/96). Był synem mieszczanina, Mikołaja. Studiował na Uniwersytecie w Krakowie najpierw filozofię, a w wiele lat później teologię. Podróżował w celach naukowych do Rzymu i do miast niemieckich. W 1487 r. był profesorem poetyki. W 1492 r. został dziekanem wydziału filozoficznego, a w 1505 wydziału teologicznego. Rektorem Uniwersytetu wybierano go dziesięciokrotnie w latach 1509–32. Był podobno doskonałym oratorem, ponadto wydał podręcznik pisania listów. Interesował się losami biblioteki uniwersyteckiej. Zmarł w 1541 r.
Malwina Piskozub