Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

FELIETON W KOLORZE ZIELENI

Wiosna. Spod ziemi zaczynają wysuwać swoje macki ledwo dostrzegalne kiełki roślin. Wyglądają nieśmiało na świat, w każdej chwili gotowe zastygnąć nieruchomo przy najlżejszym podmuchu zimna czy spadającym płatku śniegu. Ale oto nic złego się nie zdarza i z kwiatka powstaje listek, potem pączek kwiatu i nagle, zanim się człowiek obejrzy, okazuje się, że w miejscu gdzie dotychczas nic nie było prócz zważonej mrozem trawy, szaleje bujna zieleń przetykana kolorowym kwieciem. A my przecież wypatrywaliśmy tej wiosny przez ciągnące się niemiłosiernie długie jesienne i zimowe miesiące. Czekaliśmy na ptaki – zwiastuny wiosny i okryte zielonym listowiem bure konary drzew.
Wiosna i zieleń – obie stanowiące nadzieję na nowe życie. Bo czyż nadzieja nie wzrasta tak jak kiełki zielonych roślin? Nieśmiało wygląda na świat, szukając w nim jakiejś zapowiedzi szczęśliwej odmiany życia. I jak przed podmuchem mrozu chowa się w głębi serca, nie wierzy w sprzyjające okoliczności, by znowu już śmielej spojrzeć na otaczającą rzeczywistość, odnaleźć w niej to, co wiedzie ku odmianie niedobrego losu. I nagle okazuje się, że te nikłe zalążki nadziei wzrastają niespodziewanie jak zieleń wiosenna. Bo tak jak zieleń zamiera bez wiosny, tak i człowiek nie może żyć bez nadziei. Jak drzewo bez liści – człowiek bez nadziei staje się martwym konarem niegdysiejszego drzewa.

*    *    *    
Napisałam o nadziei. O nadziei, która jest tak chwiejna i niepewna jak wzrastający z wiosną pęd rośliny. I otóż życie dopisało mi niezwykły epilog nadziei, która zdawałoby się odeszła na zawsze.
Kiedy to piszę, jest maj, tak jek wtedy, sześćdziesiąt dwa lata temu, gdy opuszczałam Jazłowiec wraz z moją przyjaciółką Leną, z którą zdawało mi się, rozstałyśmy się na zawsze i której przez długie lata bezskutecznie poszukiwałam. I właśnie teraz, w maju, w miesiącu nadziei, dostałam od niej niespodziewanie list. Ona też straciła nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek się ze mną spotka, ale nagle zobaczyła gdzieś moje nazwisko i pomyślała – a może jednak... Napisała: może to właśnie Pani okaże się tą właśnie Basią Czałczyńską sprzed lat? I oto jestem. I wstydzę się mojej wygasłej nadziei, której, jak się okazuje, nie należy nigdy porzucać.
A w chwili zwątpienia pomyśleć: a może jednak...
Barbara Czałczyńska
 
-------------------------------
Rzym i Lwów – to dwa imiona,
po Bogu i Matce Najświętszej, mnie najdroższe na tej ziemi.
Rzym przypomina mi bowiem imię Matki – Kościół święty katolicki;
Lwów przywodzi na pamięć oblubienicę, którą Bóg dał sercu mojemu,
Archidiecezję moją, gdzie są dzieci duszy mojej.

Abp Józef Bilczewski, Listy, t. 1, s. 254
-------------------------------