Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Stanisław Sochaniewicz, NA ZAMÓWIENIE?

W społeczeństwach na pewnym poziomie kultury istnieje coś takiego jak autocenzura, która polega na powstrzymywaniu się od przekazywania wiadomości, opinii, wypowiedzi, które – nawet jeśli prawdziwe lub w części prawdziwe – nie powinny być z różnych powodów rozpowszechniane. Pierwszy z tych powodów to brak absolutnej pewności co do prawdy; drugi – to kwestia godności inkryminowanej osoby, społeczności, narodu, państwa. Autocenzura mieści się w kategoriach etyki zawodowej, honoru i solidarności narodowej, a przede wszystkim odpowiedzialności ludzi, którym dano szansę wykorzystywania mediów.
Etyka i odpowiedzialność zawiodły w przypadku dwóch artykułów, jakie ukazały się w rzeszowskich „Nowinach” i ich „Magazynie” na przełomie stycznia i lutego, stawiając tę gazetę w rzędzie brukowców. Skandal powiększa fakt, iż chodzi o człowieka, który żyje dziś poza granicami RP, w społeczeństwie – jak wiemy – w pewnej (dobrze ustawionej) części niezbyt przyjaźnie nastawionej do Polaków i Polski. O człowieku, który od wielu lat niezwykle dużo i dobrze czynił w sprawach nam bliskich, choć może czasem zbyt ostentacyjnie demonstruje swoją postawę (ale to sprawa charakterologiczna, bez związku z meritum).
Nie znamy kolei dawniejszych losów Eugeniusza Cydzika, znamy jego dokonania z ostatnich kilkunastu lat w dziele odbudowy Cmentarza Orląt. Podobne więc potraktowanie go przez rzeszowskiego pismaka Władysława Borowca, wspomaganego przez niejakiego Jana Łaptaszyńskiego z Trójmiasta (a może nawet przezeń napuszczonego, co sądząc po dawnych doświadczeniach wcale nie wykluczone) – jest karygodne. Karygodne jest wydrukowanie takiego tekstu w gazecie strefy przygranicznej, na pierwszych stronach i z tytułami kilkucentymetrowej wysokości.
Swoistego smaczku tej aferze dodaje fakt, iż ów materiał ukazał się w okresie, gdy toczy się dość cienka sprawa zakończenia robót i otwarcia Cmentarza Orląt. Jakże oprzeć się podejrzeniu, że tekst powstał na konkretne zamówienie?
Wszystko to dyskwalifikuje naczelnego redaktora, któremu obce jest pojęcie autocenzury.