Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

SPRAWY JĘZYKA CIĄG DALSZY

Czytelnicy pamiętają zapewne nasze pretensje kierowane do ks.bpa Stanisława Padewskiego, sufragana lwowskiego, który wykazywał dotąd szczególną aktywność w kwestii eliminowania języka polskiego z liturgii i paraliturgii Kościoła rzymskokatolickiego za wschodnią granicą. Na naszą szczególnie ostrą notatkę w CL 3/01 odpowiedział listem, który lojalnie drukujemy w rubryce „Listy” w tym numerze.
Ks. Biskup nadesłał nam zarazem odbitkę dobrej wypowiedzi prezesa Związku Polaków na Ukrainie Stanisława Kosteckiego, wygłoszonej na II Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy w Warszawie w maju 2001 r., zamieszczonej w „Myśli Polskiej” 5/01, oraz swoją replikę, której celem było „rozgromienie” Kosteckiego, a której „Myśl Polska” do publikacji nie przyjęła. Ks. Biskup wobec tego zażyczył sobie, by nasze pismo obie wypowiedzi wydrukowało.
Mieliśmy zamiar to uczynić, ale w ostatnich dniach (początek maja ’02) zaszły nowe wydarzenia: ks. bp Padewski odchodzi ze Lwowa. Na jego miejsce przyjdzie dwóch nowych biskupów pomocniczych, których witamy z nadzieją! W takiej sytuacji nie chcemy naszej polemiki z bpem Padewskim przeciągać – staje się ona bezprzedmiotowa. Z publikacji obu wymienionych tekstów rezygnujemy.
Księdzu Biskupowi Stanisławowi życzymy wszelkich Łask Bożych na nowej placówce w nowo utworzonej diecezji charkowsko-zaporoskiej. Trzeba oczywiście pamiętać, że i tam rzymski katolicyzm został wniesiony w dużej mierze przez Polaków, a żyjący tam dziś Polacy chcieliby nadal zachować swoją tożsamość (czego dowodem liczne polskie towarzystwa w miastach zadnieprzańskiej Ukrainy). Szczęść Boże!
Do powyższych tekstów dodaliśmy jeszcze dwa inne, które dopełniają obrazu sytuacji Polaków w Kościele rzymskokatolickim na terenie metropolii lwowskiej. Z tych nie rezygnujemy, bo problem pozostaje nadal aktualny.
Pierwszy z tych dokumentów to fragmenty wypowiedzi ks. Romana Dzwonkowskiego, profesora KUL, wygłoszonej na tym samym Zjeździe w Warszawie, a opublikowanej w „Dzienniku Kijowskim” 13/01.

POLACY W KOŚCIELE KATOLICKIM NA WSCHODZIE
[...] Zdarza się, że dzieci znające dobrze katechizm i pacierz w języku polskim nie są np. na Ukrainie przyjmowane do Pierwszej Komunii Świętej lub Bierzmowania, dopóki nie nauczą się tych samych rzeczy w języku ukraińskim. Ponieważ dzieje się to zwykle wbrew życzeniom rodziny, katecheza staje się w takich wypadkach źródłem niepokoju i głębokiego żalu rodzin polskich. Ze względu na wielki autorytet duszpasterzy i onieśmielenie wobec nich rzadko jest on jednak ujawniany. Nasuwa się trudne do uniknięcia pytanie: jak na duchową więź religijną w rodzinie będzie rzutował fakt różnych języków w modlitwie dzieci, rodziców i dziadków, którzy nie będą już w stanie przekazać całej tradycji religijnej, uczuć i przeżyć.
[...] Rodzice odpowiadają, że od zawsze nauczanie katechizmu odbywało się w języku polskim, choć dzieci go w pełni nie rozumiały. Z czasem jednak dochodziły do jego zrozumienia i wiara przekazywana w ten sposób w rodzinie trwała pomimo najcięższych prób. Potwierdzają to przykłady heroicznej wierności Kościołowi i wierze w czasach prześladowań, dziś coraz lepiej znane. [...]
Na Białorusi i na Ukrainie można spotkać sugestie odgórnego wprowadzenia do kościołów tzw. języka państwowego, padają one także niekiedy i ze strony duszpasterzy, czasem z powołaniem się na rzekome polecenie Ojca Świętego, które ma jakoby brzmieć następująco: Każdy naród powinien w swoim języku modlić się (domyślnie wszyscy zostali zaliczeni do narodu ukraińskiego) lub W jakim państwie mieszkacie, w takim języku powinniście się modlić. Argumenty te są zapewne swoistym wykorzystaniem sformułowań Konstytucji o Liturgii Soboru Watykańskiego II, która mówi o możliwości wprowadzania języków ojczystych (nr 36, 54). Nie mówi ona jednak, gdyż jest to nie do pomyślenia, o wprowadzaniu języków państwowych. Przypisywanie tego rodzaju poleceń Ojcu Świętemu jest rażącym nadużyciem Jego autorytetu. Przekreśla jednak w odczuciach ludzi przyjmujących z absolutnym posłuszeństwem wszystkie polecenia kapłanów możliwość i chęć upomnienia się o język polski. W innych wypadkach uzasadnienie brzmi ogólnie: takie są odgórne zalecenia.
Niemal 10 lat temu Związek Polaków na Białorusi sformułował zasady dotyczące języka polskiego w kościołach, które nie straciły na znaczeniu. Brzmią one następująco: – Na Białorusi są Polacy. – Mają oni prawo modlić się do Boga w języku ojczystym. – Takie samo prawo mają do języka białoruskiego Białorusini. – Prawo wyboru języka należy wyłącznie do wiernych, a nie do osób z zewnątrz. Powyższe zasady powinny być respektowane przez Kościół i państwo, zainteresowane osoby i instytucje. Zasady te należy odnieść również do Polaków na Ukrainie. Słuszne jest retoryczne pytanie jednej z Polek na Ukrainie: Czy Kościół nie może rosnąć nie niszcząc tego, co przetrwało wieki?
[...] Wobec braku jakichkolwiek instytucji mogących stanowić pomoc w zachowaniu tożsamości narodowej Kościół Katolicki obrządku łacińskiego przez sam fakt używania języka polskiego w nabożeństwach był dla Polaków w Rosji carskiej i w ZSRR jedynym oparciem w zachowaniu przez nich polskiej świadomości narodowej. Podobnie bywało w wypadku Niemców, Litwinów, Łotyszy i innych nacji. Tego rodzaju funkcja Kościoła nie jest jego celem i zadaniem, lecz w sposób nieunikniony wynika z faktu zwracania się duszpasterzy do wiernych w ich języku.
Na omawianych tu terenach można bardzo często obecnie usłyszeć opinię, że zadaniem Kościoła nie jest podtrzymywanie świadomości narodowej Polaków, gdyż powołane są do tego odpowiednie organizacje polskie. To jest tylko częściowo prawda i należy natychmiast dodać, że zadaniem Kościoła nie jest też zmienianie tej świadomości na inną świadomość narodową. Tymczasem w tym właśnie kierunku zdecydowanie prowadzą obecnie, w sposób bardzo skuteczny, zmiany w dziedzinie języka liturgii na Białorusi i Ukrainie, tam, gdzie wierni narodowości polskiej, pragnący mieć język polski w kościele, nie mają alternatywy.
[...] Uważa się, że język modlitwy jest jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności narodowej. Historia Polaków na Wschodzie pokazuje, że kluczem do ich tożsamości narodowej i przetrwania jako mniejszości narodowej był język polski w kościele, modlitwie i katechezie dzieci. Jego nieobecność w kościołach, pomimo oczekiwań i potrzeb wiernych, oznacza w zależności od kraju białorutenizację, ukrainizację czy rusyfikację Polaków. Wybór przynależności narodowej jest sprawą osobistą człowieka i Kościół nie może w to ani bezpośrednio ani pośrednio ingerować. [...] Ingerować w tej dziedzinie nie mogą także władze państwowe.
Przykładem poszanowania praw wiernych w tym względzie jest np. sytuacja mniejszości węgierskiej w Rumunii, niemieckiej, litewskiej, ukraińskiej i białoruskiej w Polsce, gdzie mniejszości te mają całkowitą swobodę używania w życiu religijnym, katechezie i duszpasterstwie własnych języków narodowych.
[...] badania na Ukrainie ukazują też argumentację stosowaną przez wielu duszpasterzy w odpowiedziach na pytania wiernych o przyczyny zmiany języka w liturgii. Warto przytoczyć jej przykłady w dosłownym brzmieniu, zapamiętanym przez wiernych. Oto niektóre z nich:
– na Ukrainie powinno być po ukraińsku;
– język liturgii powinien być zgodny z językiem państwowym kraju;
– nie jesteście Polakami, lecz tylko katolikami;
– jesteście spolonizowanymi w przeszłości Ukraińcami;
– nie umiecie mówić po polsku;
– dzieci nie rozumiejąc języka polskiego nie będą chodzić do kościoła;
– trzeba się poświęcić dla dzieci;
– trzeba się poświęcić dla Ukraińców, którzy przychodzą albo mogą przyjść do kościoła;
– Bóg jest jeden i język nie ma żadnego znaczenia;
– mieszkacie na Ukrainie i powinniście modlić się po ukraińsku;
– to nie od nas zależy;
– tak jest na całej Ukrainie, a nie tylko w naszej parafii itp.
Są przypadki przekonywania wiernych przez duszpasterzy, że nie są Polakami, lecz katolikami-Ukraińcami. Autorytet duszpasterski służy wówczas działaniom mającym na celu zmianę dotychczasowej świadomości narodowej wiernych, wbrew słusznie głoszonej jednocześnie zasadzie, że celem Kościoła nie jest służenie podtrzymywaniu. Zasada ta jednak w tym wypadku dotyczy wyłącznie Polaków. Zdarzające się próby pewnego sprzeciwu parafian wobec wyłączności językowej w liturgii są w ostry sposób tłumione. Dlatego w zdecydowanej większości parafii np. na Ukrainie temat języka stał się tematem tabu. Niekiedy dochodzi do podziału parafian na tle języka w kościele, rezygnacji z uczęszczania w miejscowej świątyni i dalekich wyjazdów do innych kościołów na mszę św. w języku polskim. Dotychczas Polacy nigdy nie musieli obawiać się okazywania w nim przywiązania do języka polskiego. Obecnie nierzadko ma to już miejsce. Paradoks polega na tym, że dzieje się to po odzyskaniu wolności przez Kościół. [...]

* * *

I drugi dokument: list parafian z Drohobycza, skierowany do ks. kardynała M. Jaworskiego (z 15 X 2001), udostępniony nam we Lwowie. Przedstawiamy go z niewielkimi, nieistotnymi merytorycznie skrótami.

Zwracamy się do Waszej Eminencji. Jest nam bardzo przykro, że musimy pisać o naszym Ojcu Proboszczu Piotrze Wiśniewskim. Dla nas to najbardziej bolesny temat, który zaistniał na Ziemi Drohobyckiej. Prawie dwa lata Ojciec Proboszcz [...] prowadzi niezrozumiałą politykę w naszej parafii. Od pierwszych dni pobytu wprowadza się ukrainizacja kościoła. Po pierwszym spotkaniu z Ojcem Proboszczem z ambony kościoła podczas niedzielnej sumy było powiedziane: Komu się nie podoba, co ja wprowadzam, proszę pakować walizy i wyjeżdżać do Polski lub jeździć do Sambora i Stryja, jak jeździliście, ale Ojciec zapomniał, że my tutaj mieszkamy od dziada i pradziada i że my walczyliśmy o odzyskanie naszego kościoła w czasach komunizmu i wywalczyliśmy. Podobna ignorancja wywołuje wielki żal i niezrozumienie podobnych postępowań Ojca. [...]
Na początku 2000 roku w kościele były rozprowadzane odpłatnie przez Ojca Proboszcza kalendarze katolickie w języku ukraińskim. Po zwróceniu uwagi Ojciec Proboszcz agresywnie zareagował, odmawiając prawa wiernym do kalendarza w ojczystym języku motywując, że mieszkamy na terenie Ukrainy i musimy żyć wg reguł ukraińskich. [...]
Wspólny opłatek organizowany przez parafian w Drohobyczu jest nagminnie już od dwóch lat ignorowany przez Ojca Proboszcza. [...]
Szczególny temat, który wymaga omówienia w tym piśmie, jest prowadzenie katechezy w języku ukraińskim dla dzieci. Rodzice 11 z 14 dzieci uczęszczających na katechezę zwrócili się do Ojca Proboszcza z prośbą o prowadzenie katechezy w języku ojczystym – polskim. Ojciec Proboszcz nadal obstawał za językiem ukraińskim, motywując swoją decyzję tym, że dzieci nie rozumieją swego języka ojczystego (!), co jest absolutnym nonsensem. Podobne zachowanie tylko potwierdza całkowitą ignorancję potrzeb prostych parafian ze strony Ojca Proboszcza.
Wygłaszane z ambony dziwne wypowiedzi wywołują u nas uczucie żalu. Tak podczas rozmowy w Borysławiu Ojciec Proboszcz powiedział, że dopóki nie umrze starsze pokolenie (czyt. Polaków), wtedy będzie można zrobić porządek w parafii (!). Nie można ominąć nagminnie stosowaną przez Ojca Proboszcza praktykę wygłaszania pomówień z ambony w celu zastraszania parafian. Ojciec Proboszcz z ambony wygłaszał oszczerstwa w stosunku do parafian. [...]
Portal 600-letniego kościoła św. Bartłomieja w Drohobyczu, jednej z najbardziej czcigodnych historycznych świątyń polskich. Nad gotyckim obramieniem Orzeł Polski i herb miasta. Po bokach wyobrażenie dwóch Mieczy Grunwaldzkich, które rycerz Jan Mężyk, późniejszy pierwszy wójt drohobycki, odebrał po bitwie z rąk Krzyżaków i przekazał królowi Władysławowi Jagielle.
Zarząd TKPZL w Drohobyczu w styczniu 2000 r. zaprosił Ojca Proboszcza na posiedzenie, gdzie był omawiany temat wspólnych działań oraz zostały postawione problemy nurtujące prostych parafian w Drohobyczu. Po wysłuchaniu przedstawionych tematów, wśród których m.in. było wprowadzenie dwóch mszy niedzielnych, nie doszło do żadnego skutku. Poprzedni Ojcowie Proboszczowie podchodzili ze zrozumieniem do potrzeb parafian, lecz tylko obecny Ojciec Proboszcz zignorował istniejący od 10 lat porządek mszy, czym uniemożliwił uczestnictwo dla niektórych parafian w niedzielnej mszy. W rodzinach, gdzie są małe dzieci albo osoby wymagające stałej opieki, tylko jeden z rodziców albo opiekunów może uczęszczać do kościoła. Podczas tego posiedzenia Ojcu Proboszczowi była przedstawiona propozycja zaprowadzenia dwóch mszy w języku polskim oraz w języku ukraińskim, a nie prowadzić mszy mieszanej językowo. Podobna praktyka jest stosowana w innych parafiach na Wschodniej Ukrainie, gdzie nie istnieją kościoły greckokatolickie [to jest ważna informacja: gdzie nie istnieją kościoły greckokatolickie – przyp. red.]. W Drohobyczu większość parafian pochodzi z polskich rodzin albo z rodzin mieszanych, w których język polski jest używany na co dzień. Jeżeli w Drohobyczu jest 14 cerkwi greckokatolickich, dlaczego zaistaniało zapotrzebowanie wprowadzenia języka ukraińskiego w kościele? Można zaprowadzić oddzielną mszę w tym języku. [...] Jak było boleśnie parafianom w Drohobyczu 24 grudnia ub.r. przy rozpoczęciu pasterki [usłyszeć] zamiast kolędy Wśród nocnej ciszy, która od zawsze tradycyjnie rozpoczyna tę uroczystość, usłyszeć ukraińską kolędę Nowa radist’ stała. Wielki żal zamiast radosnego nastroju zagościł w drohobyckim kościele podczas Świąt Bożego Narodzenia. Adekwatną reakcją ludzi były nieliczne zaproszenia duszpasterzy na kolędę do domów parafian.
W ciągu dwóch lat trwania kadencji obecnego Ojca Proboszcza nie prowadzi się żadnych prac renowacyjnych przy kościele w Drohobyczu. Nasz kościół, który ma już ponad 600 lat, potrzebuje terminowych prac remontowych, lecz tylko obecny Ojciec Proboszcz nie chce organizować żadnych prac przy kościele [...]. W niedzielę podczas kazania Ojciec Proboszcz powiedział, że nie będzie nikogo informował o swoich działaniach związanych z utrzymaniem świątyni i będzie robić wszystko co zechce. [Cóż dziwnego, skoro ma dobre przykłady z góry!]. Jednocześnie Ojciec Proboszcz zachęca o pomoc w pracach przy kościele w tak arogancki sposób, iż to spowodowało, że większość ludzi nie przychodzi do prac przy kościele.
Parafianie w Drohobyczu wystąpili w obronie Ojca Ryszarda Niziołka, który był bardzo szanowany wśród wszystkich parafian i uwielbiany przez młodzież. Z inicjatywy Ojca Proboszcza Ojciec Ryszard Niziołek został odwołany jako osoba niepodporządkowująca się dziwnej polityce Ojca Proboszcza Piotra Wiśniewskiego. Parafianie wystosowali list do Ojca Prowincjała z prośbą o pozostawienie Ojca Ryszarda w parafii drohobyckiej. Z przykrością trzeba zaznaczyć, iż ta prośba nie została uwzględniona. [Sprawa wypisz-wymaluj przypomina casus ks. Andrzeja Ramsa w Strzelczyskach].
Zwracamy się do Waszej Eminencji o wyrozumiałość oraz wszelką możliwą pomoc w rozwiązaniu tego konfliktu.
Każdy z niżej podpisanych może potwierdzić fakty podane w niniejszym piśmie, jak również dodać wiele informacji [...] Nie jest naszym zamiarem uczynić jakąś krzywdę Ojcu Proboszczowi. Chodzi jedynie o to, że Ojciec Proboszcz jest przede wszystkim osobą duchowną i odpowiedzialną za ludzi, za ich problemy. Każdy proboszcz powinien wysłuchać ludzi i przystać na ich zapotrzebowania wewnętrzne, a nie stwarzać napięcia i potępiać życzenia i prośby parafian. Konflikt, który zaistniał, nie jest przez parafian, tylko przez Ojca Proboszcza sprowokowany. Dlatego bardzo prosimy pomóc znaleźć wyjście z tej skomplikowanej sytuacji, która na przykrość nas wszystkich złożyła się.

Następuje 25 podpisów. List został skierowany także do wiadomości O. Prowincjała Redemptorystów w Warszawie, Prezesa „Wspólnoty Polskiej” w Warszawie, Konsula Generalnego we Lwowie i in.
Wszystko to nasuwa bolesne refleksje. Jak stwierdził sam bp. Padewski, podobnych wypowiedzi jest wiele, ale okazuje się, że wszystkie spotykają się z całkowitym brakiem zrozumienia i życzliwości. Tak niestety wygląda stosunek niektórych hierarchów i księży (a także siostrzyczek) do Ludu Bożego, do jego pragnień, życzeń, woli. Tak w praktyce traktuje się laikat. O innych aspektach tej niepięknej postawy nawet nie warto wspominać.
Czy można się dziwić, że tak wiele ludzi ucieka od tego?