Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

MUZYK UTALENTOWANY

Michał Woźny to postać odpowiadająca sensu stricto tytułowi naszego kwartalnika. Jego życie, praca zawodowa i osiągnięcia twórcze przebiegły we Lwowie i Krakowie, choć – jak dla większości nas ekspatriantów – okres krakowski kilkakrotnie przebił w czasie tamten pod Wysokim Zamkiem. W tym roku mija stulecie urodzin znakomitego mistrza lwowskich i krakowskich organów.

Pochodził z Krakowskiego: urodził się w 1902 roku w Spytkowicach pod Wadowicami jako syn tamtejszego organisty, który kilkanaście lat później objął obowiązki organisty u Dominikanów w Krakowie. To właśnie od ojca przejął Michał początki i zamiłowanie do gry na organach. Swoje umiejętności gruntownie pogłębił w krakowskim Konserwatorium, gdzie jednym z profesorów był o. Bernardino Rizzi, Włoch, franciszkanin i kompozytor, który wywierał wielki wpływ na swoich uczniów, także na Woźnego. Po studiach przez dwa lata grał na organach u krakowskich Misjonarzy, a w 1926 r. wygrał konkurs na posadę organisty kościoła św. Elżbiety we Lwowie. Tam spędził 20 lat, dochodząc w tym czasie do szczytu swojego mistrzostwa warsztatowego i twórczych osiągnięć.
W 1946 r. zmuszony do opuszczenia Lwowa, znalazł się znów w Krakowie. Tu, wobec wakansu dla organisty w Katedrze Wawelskiej, skorzystał z propozycji proboszcza, by przejąć tę funkcję. Na tej zaszczytnej placówce pozostał przez kolejne lat kilkadziesiąt, zyskując sobie zasłużone uznanie i tworząc – podobnie jak we Lwowie – wiele znakomitych kompozycji muzyki religijnej. Łącznie pozostawił ich ponad sto. Zmarł w 1990 roku.
O Michale Woźnym opowiadają: lwowianin Tadeusz Machl, kompozytor, em. profesor krakowskiej Akademii Muzycznej – o okresie lwowskim, oraz krakowianin, em. docent dr hab. Akademii Rolniczej Jan Pociej – o okresie krakowskim, widzianym z perspektywy prowadzonego przez Woźnego na Wawelu chóru Rorantystów. Jeszcze inne informacje zaczerpnęliśmy z pracy magisterskiej Renaty Czai, opracowanej w 1996 r. pod kierunkiem prof. Machla w AM.


Tadeusz Machl - WIELE MU ZAWDZIĘCZAM
Początek mojej wieloletniej – pomimo dużej różnicy wieku – przyjaźni i współpracy z prof. Michałem Woźnym był niemal przypadkowy. Kiedyś, na początku wojny, natknąłem się na Niego wchodząc do kościoła św. Elżbiety. Przywołał mnie ruchem ręki, a kiedy się do niego zbliżyłem, zaproponował bym przyszedł na chór.
Takie było moje z nim poznanie. Skądś mnie znał, ale skąd mógł wtedy wiedzieć, że gram na organach i potrafię akompaniować chórowi? Może opowiadali Mu soliści – Andrzej Hiolski lub Marian Kolasiński, którzy mnie znali z mszy akademickich w Katedrze Ormiańskiej, gdzie grywałem przez dwa ostatnie przedwojenne lata?
Potrzebował pomocnika. Za ciężko było Mu zarazem grać na organach i dyrygować chórem. Kiedy mnie tam ściągnął, miano właśnie wykonać Mszę Piotrowińską Moniuszki. Posadził mnie przy klawiaturze i – bez przygotowania i prób – wyszło! Od tego czasu byłem Jego stałym organistą. Pamiętam, że innym razem – już z przygotowaniem – graliśmy Stabat Mater Rossiniego. Partie solowe śpiewali tenor Franciszek Bydlewski, jego żona – sopran, alt p. Inasińska oraz bas Romuald Cyganik.
Jaki był Michał Woźny? Był z natury utalentowany. Jako muzyka cechowały Go trzy ważne zdolności: wykonawcza, improwizatorska oraz kompozytorska. Grywał trudny repertuar organowy. Był świetnym akompaniatorem. Wspaniale aranżował pieśni – we Lwowie na chór mieszany, w Krakowie – czysto męski (Rorantystów). W latach lwowskich zaprzyjaźniliśmy się. Bardzo wiele mu zawdzięczam.
Jako człowiek był opanowany, nic Go nie potrafiło zdenerwować. Był powściągliwy, nie wylewny, nie z każdym się spoufalał. W tamtych czasach najbliższy był Mu śpiewający w naszym chórze poeta Aleksander Baumgardten (1908–80), później także pisarz, osiadły po wojnie w Katowicach.
Woźny dawał czasem koncerty organowe we Lwowie, ale nie w swoim kościele – najchętniej w kościele ewangelickim przy ul. Zielonej. A dlaczego nie u św. Elżbiety? Mankamentem była tam zła jakość instrumentu. Dostarczyła go (jeszcze przed przyjazdem Woźnego do Lwowa) nie najlepsza firma Biernackich z Włocławka. Miał 73 głosy i trzy manuały, ale pneumatyczna traktura powodowała ogromne opóźnienia. Szkoda, bo na wykonanie organów w kościele św. Elżbiety był przetarg. Stawał do niego także lwowski organmistrz Hase. Myślę, że jego instrument byłby o wiele lepszy. Warto dodać, że mieliśmy niedaleko konkurencję: w kościele św. Marii Magdaleny przy tej samej ulicy Leona Sapiehy (wymienione kościoły stały na dwóch jej krańcach). Tamtejszy proboszcz, ks. Gerard Szmyd, zakupując nowe organy do swego kościoła, wybrał lepszą firmę: Riegera z Niemiec. Wysoka jakość tego instrumentu spowodowała, że Sowieci zamienili kościół MM na salę koncertową (którą jest nadal, mimo iż organy są dziś zdezelowane: fernwerk przy głównym ołtarzu jest od lat zepsuty!).
Michał Woźny działał we Lwowie przez lat dwadzieścia. Wyjechał ze Lwowa jako ekspatriant w 1946 r. Zwolnione po nim miejsce przy organach u św. Elżbiety ja zająłem – na półtora roku. Także mieszkanie po nim odziedziczyłem, ponieważ właśnie wtedy się ożeniłem. Ówczesny wspaniały proboszcz ks. kanonik Załuczkowski przekazał mi opróżnione przez Woźnego dwupokojowe mieszkanko w domu parafialnym na pl. Bilczewskiego (przedtem mieszkałem z rodzicami przy ul. Grunwaldzkiej).
Warto wspomnieć przy okazji postać Romana Mackiewicza, który był członkiem chóru Michała Woźnego we Lwowie, a zawodowo prowadził chór w szkole Sabiny Kasparek* (w której ja kiedyś zaczynałem naukę). Po śmierci Woźnego Mackiewicz objął Chór Rorantystów Katedry Wawelskiej.

*    We Lwowie działało kilka szkół muzycznych, a z tych najważniejsze były trzy: Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego, Konserwatorium im. Szymanowskiego oraz szkoła Sabiny Kasparek.

Wiadomość ze Lwowa: organy w kościele św. Elżbiety, zabranym na cerkiew prawosławną, zostały doszczętnie rozebrane, nie ma po nich śladu. Jeszcze gorsza wiadomość nadeszła na temat zabytkowego instrumentu w lwowskim kościele Dominikanów, ale brak dokładnych informacji. Po ich zebraniu powiadomimy Czytelników.
    
Jan Pociej - PROFESOR WOŹNY, JAKIM GO ZAPAMIĘTAŁEM
Po II wojnie światowej Katedra Wawelska została dopiero otwarta na Wielkanoc 1946 roku. Tego dnia w czasie sumy śpiewał chór „Echo” pod dyrekcją prof. Adama Kopycińskiego, a na organach grał Michał Woźny.
Zaraz po inauguracji prof. Woźny rozpoczął organizowanie własnego wawelskiego chóru, do którego obowiązków miało należeć uczestniczenie na sumie we wszystkie niedziele i święta, a także w innych, szczególnych uroczystościach w Katedrze. Profesor udał się więc tam, gdzie był najliczniejszy chór dobrze przygotowanych śpiewaków – do Filharmonii Krakowskiej. W wyborze kandydatów pomagał Mu korepetytor tego chóru Zbigniew Soja. To on właśnie wskazał Woźnemu mnie jako ewentualnego kandydata do barytonów w chórze męskim. Propozycję przyjąłem naturalnie z ogromną radością. I tak zaczęło się moje – już 56-letnie – uczestnictwo w tym chórze, zwanym Chórem Rorantystów na Wawelu.
Już od pierwszego spotkania przylgnąłem do Profesora i do grupy przez Niego skompletowanej. Promieniował życzliwością, pogodą ducha, otwartością, delikatnością, ogromną skromnością i wielkim poczuciem humoru. Takim był jako człowiek. A jako muzyk? Był fenomenalny w grze na organach. Od naszych lwowiaków wiedziałem, że konkurs na organistę w kościele św. Elżbiety we Lwowie wygrał m.in. wręcz zdumiewającą grą na pedałach, biegłością i lekkością, spacerowaniem na organach. Wszystkie te jego cechy powodowały, że był przez nas uwielbiany.
Wkrótce po wejściu do Chóru zorientowałem się, że w tej naszej małej wspólnocie trzon stanowili lwowiacy, którzy wraz z Profesorem śpiewali już wtedy, gdy był organistą u św. Elżbiety. Tylko że we Lwowie był to chór mieszany, liczący ponad 100 osób! Oto nazwiska tych lwowiaków, którzy należeli do Chóru Wawelskiego: Bajoński (imienia nie pamiętam, pisał dla nas nuty), Władysław Choma, Tadeusz Dzieszyński, Stanisław Danilewicz, Jerzy Habela, Ryszard Hawrysz, Jan Korecki, Władysław Kotschy, Roman Mackiewicz, Janusz Roszczynialski, Stanisław Turowicz, Mieczysław Zachara.
Niektórzy z nich, jak prof. Zachara, bardzo rzadko pojawiali się w naszym zespole. Mieszkał on i pracował we Wrocławiu, ale gdy tylko mógł, wpadał do nas i śpiewał solówki, odświeżając kontakt z profesorem Woźnym. W barytonach śpiewał prof. Jan Korecki z Politechniki Krakowskiej (teoria maszyn), w basach prof. Jerzy Habela – teoretyk muzyki; on i Ryś Hawrysz byli filarami w basach.
Dr St. Turowicz był wicedyrektorem w Instytucie Budownictwa. Początkowo śpiewał jako II tenor, a później był długoletnim dyrygentem-amatorem, ułatwiając prof. Woźnemu wykonywanie utworów. Jego zasługą było poważne odmłodzenie chóru, gdy wraz z jego synem Markiem zjawiło się kilku rówieśników tegoż. Mgr inż. T. Dzieszyński wniósł ze sobą cały szereg utworów śpiewanych we Lwowie. Był krótko, bo wkrótce złamała Go choroba.
Profesorowi brakowało jednego: cierpliwości w prowadzeniu prób. Rozdawał nuty, podawał ton i – śpiewamy! To prawda, że dobierał sobie śpiewaków niemal zawodowych i chciał, abyśmy wszyscy tak biegle czytali nuty jak On sam. Prób więc prawie w ogóle nie organizował, a jeśli, to tylko w czasie... kazania; brał nas do przedsionka chóru (przy miechach) i tam raz czy dwa prześpiewywaliśmy dość trudne utwory (polifoniczne, z tekstem łacińskim). Oczywiście, że rzadko, ale trafiało się załamanie w jakimś głosie, a wówczas Profesor potrafił z kapelusza (tak się mówi w gwarze śpiewaczej) podać właściwy ton. Dla nas graniczyło to często z cudem. Najważniejsze było to, że On nigdy się na nas nie „wściekał”.
Prof. Woźny, będąc organistą w Katedrze, był na „czarnej liście” u władz komunistycznych – nigdy nie dostał zezwolenia na wyjazd za granicę z koncertem. Raz Go tylko słyszałem – chyba w roku 1948 – kiedy wystąpił w kościele Mariackim w Krakowie jako koncertmistrz. Jedynie na co Mu zezwolono, to nauczanie w średniej szkole muzycznej.
Był fantastyczny – wręcz jakby Go coś opętało – gdy zaczynał improwizować, a raczej przechodzić po zakończeniu nabożeństwa na wariacje z wplecionym w nie tematem pieśni, np. Mędrcy świata, albo (po nabożeństwie za Marszałka J. Piłsudskiego) – Pierwszej Brygady. Cóż to była za uciecha dla nas w tamtych stalinowskich czy peerelowskich czasach. Tego się nie da opowiedzieć – to trzeba było przeżyć.
Wśród wielu utworów skomponowanych przez Profesora mnie najgłębiej przypadły do serca cztery: Z banderą Krzyża na masztach... (nagrodzona w konkursie misyjnym), Zmartwychwstał Pan..., z kolęd Kołysanka kolędowa oraz Improperia, śpiewane przez nas w Wielki Piątek. Gdy byliśmy z pielgrzymką w Rzymie na spotkaniu z Ojcem Świętym, ten ostatni utwór został przez Papieża specjalnie podkreślony.
Na zakończenie wspomnę, że kiedy zaprosił nas do siebie, do swego skromnego mieszkania na Wawelu, zobaczyłem tam na ścianach wiele obrazów namalowanych przez Profesora. Podejrzewam, że było to Jego ciche hobby.
16 III 2002


Z wymienionej pracy magisterskiej R. Czai wypisujemy fragmenty kilku ustępów o Prof. Michale Woźnym.

W kościele św. Elżbiety, szczególnie bliskim sercu lwowiaków, Michał Woźny pełnił obowiązki organisty oraz kierownika i dyrygenta stuosobowego chóru. Był to bodziec do komponowania szeregu pieśni dla tego właśnie zespołu. Udało mu się stworzyć coś w rodzaju  c e n t r u m muzyki kościelnej, nie tylko dla tej robotniczo-kolejarskiej dzielnicy, ale i dla słuchaczy z pobliskich i dalszych parafii. Sam stał się jedną ze znaczących postaci lwowskiego życia muzycznego. Świadectwem tego są recitale organowe w kościele św. Elżbiety, w czasie których M. Woźny wykonywał kompozycje znanych kompozytorów, a które były transmitowane przez Radio Lwów. Dawał też recitale w kościele ewangelickim.
Michał Woźny, będąc chórmistrzem w parafii lwowskiego kościoła i w Katedrze Wawelskiej, napisał dla potrzeb swoich zespołów wiele utworów wokalnych z towarzyszeniem organów. Niektóre z nich zostały opublikowane przez G. Seyfartha we Lwowie i PWM w Krakowie.
Twórczość M. Woźnego była dość specyficzna, a złożyło się na to kilka przyczyn. Swoją pierwszą funkcję organisty pełnił w lwowskiej parafii robotników-kolejarzy. Niski poziom wykształcenia muzycznego parafian kościoła św. Elżbiety determinował poziom muzyki w kościele, dlatego większość kompozycji wokalnych napisanych w tym czasie dostosowanych było do stopnia ich percepcji. Nie obniżało to jednak wartości muzycznych tych utworów, ale siłą faktu stały się one czymś w rodzaju pieśni masowych. To z kolei wyraźnie zaważyło na niskiej ocenie twórczości M. Woźnego przez fachowców.
Styl ten, do którego zmuszała kompozytora dana sytuacja, zaciążył niewątpliwie na charakterze pozostałych jego kompozycji, noszących cechy stylu hymnowego. Przykładem może być pieśń Z banderą Krzyża na masztach. Hymn ten mógłby konkurować z pieśnią My chcemy Boga lub Warszawianką.
Organista kościoła św. Elżbiety nie rezygnował z bardziej ambitnych ekspozycji muzyki poważnej, co odzwierciedlało się w wykonaniu klasyki organowej, we wspaniałych improwizacjach, w których dawał upust swojemu talentowi, czy w pracy z chórem, w której starał się podać słuchaczom wielkie dzieła literatury muzycznej, polskiej i zagranicznej. Nadmienić należy, że Woźny w swej pracy musiał się liczyć z możliwościami chóru, który niemal w całości składał się z amatorów, dla których nuty partii poszczególnych głosów służyły tylko do odczytywania tekstu i kierunku linii melodycznych.
Wielkim atutem twórczości i gry M. Woźnego było znakomite harmonizowanie pieśni. W okresie gdy kompozytor pracował w kościele św. Elżbiety i na Wawelu, wielu organistów do harmonizacji pieśni śpiewanych przez lud używało jedynie trzech podstawowe funkcji T.S.D. Natomiast Woźny nie tylko ubarwiał swoją harmonizację funkcjami pobocznymi, jak dominanty nawiasowe, ale i świetnie używanymi opóźnieniami czy antycypacjami.
Michał Woźny posiadał wielki dar prowadzenia śpiewów kościelnych. W zależności od potrzeb potrafił swym akompaniamentem zwiększyć lub zmniejszyć tempo śpiewania pieśni.
Wszystkie te cechy Michał Woźny zachował do końca życia. Pozwoliły mu one być dobrym organistą, jak również wspaniałym kompozytorem dla zwykłych, prostych ludzi.
Michał Woźny był artystą obdarowanym niezwykłym talentem wirtuozowskim, improwizatorskim i kompozytorskim. Wybitne zalety tej postaci stawiały ją na czele organistów lwowskich i krakowskich. Posiadał niezwykłą łatwość techniczną w grze, a także wiedzę dotyczącą konstrukcji organów. Instrument kościoła św. Elżbiety poznał doskonale. W grze starał się ukazać jego zalety, a zatuszować wady.
Od 1932 r. Polskie Radio – Rozgłośnia Lwowska rozpoczęła nadawanie Cyklu Koncertów Organowych z kościoła św. Elżbiety. Recitale te były urozmaicone występami chóru parafialnego pod jego kierownictwem. Udokumentowane są daty ośmiu koncertów z lat 1932–37. Oprócz transmitowanych koncertów M. Woźny organizował i uczestniczył w wielu uroczystościach parafialnych, w tym: wieczory kolęd i pastorałek, gdzie wspaniale improwizował na ich temat, uroczystość z okazji złotych godów kapłańskich ks. Adolfa Sigmunda, proboszcza parafii św. Elżbiety, rocznice Obrony Lwowa 1918 r., akademia ku czci G.G. Gorczyckiego itd.
Michał Woźny podczas swego 20-letniego pobytu we Lwowie założył i prowadził przy kościele św. Elżbiety duży 100-osobowy chór mieszany, składający się głównie z amatorów. Nakład pracy, jaki musiał włożyć w podniesienie poziomu zespołu, był ogromny, lecz w niedługim czasie chór swym warsztatem wykonawczym mógł konkurować z renomowanym chórem lwowskiej Katedry łacińskiej „Lutnia”. W 1944 r. po wyjeździe Michała Woźnego do Krakowa chór kościoła św. Elżbiety zawiesił swoją działalność. Swój nowy zespół – Chór Rorantystów powołał w Krakowie przy Katedrze Wawelskiej. Prowadził go przez dalsze kilkadziesiąt lat.


TADEUSZ MACHL, ur. 1922 we Lwowie. Profesor, kompozytor. Naukę muzyki rozpoczął we Lwowie w 10 roku życia w szkole muzycznej Sabiny Kasparek, a w czasie II wojny uczęszczał do średniej szkoły muzycznej. Studia po II wojnie w Państw. Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie. Od 1952 pracownik naukowy Akademii Muzycznej w Krakowie. Jego twórczość obejmuje muzykę instrumentalną i wokalną, a także ilustracje muzyczne dla teatru i filmu. Obecnie na emeryturze.

JAN POCIEJ, ur. 1916 w Opatowcu n. Wisłą. Dr hab., docent Akademii Rolniczej w Krakowie. Prócz studiów i pracy naukowo-badawczej od najmłodszych lat śpiewał w chórach amatorskich. Od 1946 do dziś jest członkiem Chóru Rorantystów Katedry Wawelskiej w grupie barytonów.