Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

Otrzymaliśmy następujący list od ks. biskupa Stanisława Padewskiego, rezydującego we Lwowie:
Szanowny Panie Redaktorze,
Przekazano mi Nr 3/2001 „Cracovia-Leopolis”, gdzie sam Pan Naczelny podsumował moje poczynania na Ukrainie jako „niegodne i niesprawiedliwe”.
Proszę wybaczyć, że są na blankiecie naklejki z jubileuszowego roku, ale świadomie wybieram te kartki, żeby dogodzić Pańskiemu dobremu smakowi, gdy chodzi o łacinę, o którą także Pan się dopomina.
[Przepraszamy za wtręt – nasza aluzja była chyba dość czytelna. Z trojga złego łacina bardziej stosowna.]
[...] Nie będę się ustosunkowywał do poszczególnych wypowiedzi i pouczeń mentorskich Pana Redaktora, ale skoro występuje Pan w todze „magistra elegantiarum” [?], to chciałoby się powiedzieć: więcej taktu, Mistrzu! bo to, co Pan ujął w szare ramy jest niegodziwe i niesprawiedliwe.
Dał Pan też przykład osobliwej stylistyki i kultury choćby w takim sformułowaniu: „Ksiądz biskup może go (Kościół, SP) uszczęśliwiać swoim biskupstwem – jak na Redaktora Naczelnego bądź co bądź kwartalnika, a nie „Echa Krakowa” [?] – niesmaczne.
[Proponujemy rzecz rozpatrywać w kontekście, a nie w oderwaniu.]
Ale nie o tym chcę pisać. Na s. 26 jest zamieszczony artykuł autora N.N. (?!?) „Kościół a język ojczysty” na kanwie jakiegoś listu ze Lwowa, a właściwie zza Zbrucza, nie wiecie, kto jest autorem tego listu.
[Odpowiadamy: nie wiemy, podobnie jak nie wiedziały redakcje „Dziennika Kijowskiego” i „Myśli Polskiej”, które również ten tekst wydrukowały. Ale cieszymy się, że list „poszedł w Polskę”.]
Pozwalam sobie załączyć podobny tekst autora zza Zbrucza, gdyż treść jest podobna, a chodzi mi o to, żeby Wasz Zespół Redakcyjny był nieco lepiej zorientowany w tutejszych realiach.
Moja odpowiedź na wystąpienie Autora zza Zbrucza była wysłana do redakcji „Myśli Polskiej”, ale list polecony wrócił z powrotem do Lwowa, nie wiem dlaczego nie został przyjęty, czyżby nam odmawiano prawa do obrony?
Wyślijcież kiedyś ekipę na kilka miesięcy na Ukrainę, niech poczują „smak” tutejszego życia i paradoksów. Jestem tu już 14 lat i wszystkich niuansów nie rozgryzłem, a Wy zza miedzy wszystko wiecie?!
[Cóż, my to znamy nie tylko zza miedzy. Znamy dobrze sytuację po obu stronach Zbrucza. Jeździmy tam i przyjmujemy ludzi stamtąd. Rozmawiamy z działaczami i zwykłymi ludźmi. Relacje nie są budujące, a list Ks. Biskupa i załączniki raczej utwierdzają nas w ponurym nastroju.]
I logiki nie ma w niektórych Waszych zarzutach. Lwów jest milionowym miastem, ma kilka parafii rzymskokatolickich. Nie ma ani jednej mszy św. w języku ukraińskim, choć są Ukraińcy rzymskokatolicy i dopominają się o to. Chciałoby się za Panem użyć oceny: niegodne to i niesprawiedliwe.
[Ale t y l k o we Lwowie, bo tam środowisko polskie jest silne i zdeterminowane. Nie jesteśmy pewni, czy z tymi „dopominającymi się” Ukraińcami to nie mitologia, mamy inne głosy. Proszę wybaczyć.]
Wszystkie insynuacje pod moim adresem, jakie drogą szeptaną i drukowaną są rozpowszechniane, uzasadniają moją prośbę o zamieszczenie w Waszym kwartalniku artykułu Stanisława Kosteckiego i moją odpowiedź: Kościół w Ukrainie krzywo postrzegany z Gródka Podolskiego – gdyż tam wyjaśniam pewne nabolałe sprawy. Będzie to z Waszej strony: godne i sprawiedliwe.
[Z przedrukowania tych tekstów zrezygnowaliśmy – wyjaśnienie na s. 12. A swoją drogą nie jesteśmy pewni, czy ich odbiór byłby zgodny z zamierzeniami Ks. Biskupa. Zamieszczamy natomiast dwa inne teksty.]
A tak na marginesie dodam, że Episkopat Polski nie miesza się do wewnętrznych spraw Kościoła na Ukrainie, świadom, że biskupi tutaj wiedzą, jakie środki ewangelizacji stosować, by były skuteczne.
[Czy odrzucanie języka polskiego należy do środków ewangelizacji? Jako katolicy mieliśmy i mamy lepsze wyobrażenia o ewangelizacji].
Zdarzały się natomiast przykre dziennikarskie „niewypały” [?] i interwencje Przewodniczącego Episkopatu Kardynała Mariana Jaworskiego były bardzo ostre. [Nie komentujemy]
[...] z poważaniem i życzeniem także dla Was: więcej taktu!

Bardzo dziękujemy.
Pochlebne dla nas słowa znalazły się w liście napisanym z Warszawy przez p. prof. Annę M. Komornicką do naszej redakcyjnej koleżanki, p. Barbary Czałczyńskiej (cytujemy je za zgodą Pani Profesor):

[...] przy okazji tego listu chcę Pani i całej Redakcji wyrazić mój podziw dla wielu zalet, które CL posiada. Bez sztucznej emfazy – kocham Was za niezwykłą obiektywność przy przytaczaniu tekstów już dziś historycznych – z okresu międzywojennego i całego PRL-u oraz przy komentowaniu ich. Nie ma słodzeń, upiększeń, zamazywania drastycznych momentów. Zło jest nazwane złem, a dobro – dobrem. Jesteście unikalni w czujnym przestrzeganiu realiów i szczegółów – tak jeśli chodzi o sprawy merytoryczne (nieuzasadnione krytyki lub aprobowanie spraw karygodnych), jak i nazewnictwo, poprawność polszczyzny, wyśmiewanie idiotycznych anachronizmów, które bujnie kwitną wśród ps[eudo]-historyków od 7 boleści! – macie 100% racji! Pisząc po polsku o przedwojennych kresowych miejscowościach – zbrodnią językową jest podawanie ich w zruszczonej formie.
Pamiętam gdy w pełni socjalistycznej PRL’ki, wyrabiając sobie paszport, wypisałam w ankiecie: miejsce urodzenia = Lwów, kraj = Polska, sadystyczny chamidron z UB kazał mi wpisać ZSRR. Tłumaczyłam, że gdy się rodziłam to była Polska, nawet próbowałam się podmaślać mu: „wpiszemy Polska (obecnie ZSRR)”. Usłyszałam w odpowiedzi: „wy będziecie dyktować funkcjonariuszowi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych jak pisać w paszporcie!!”. Ze łzami (wściekłości) w oczach zareplikowałam: „to dlaczego nie pisać Lwiw, i najlepiej cyrylicą!” – Podobna sprawa powtórzyła się przy dowodzie osobistym.
Cenię Waszą Redakcję za odwagę przekonań, za mądry patriotyzm, bez szowinizmu czy zacietrzewienia – i za cięte, dowcipne uwagi wobec autorów artykułów czy książek, którzy [...] bardziej lub mniej rozmyślnie przeinaczają fakty. Ocalacie i zachowujecie polskość naszego Podola, którą per fas et nefas tyle lat starano się oczerniać lub wykazywać – że nie istniała. I robicie to bardzo niebanalnie i wszechstronnie – sylwetki uczonych lwowskich, wspomnienia wojenne i powojenne kresowiaków, poezja, historia miejscowości – bezcenna „szara kolumna” w każdym numerze. Ileż wzruszenia budzą te nazwy, tak dawno niewidziane – głośno powtarzam ich dźwięk. I oczywiście wydarzenia współczesne, ludzie i towarzystwa – którzy tyle mają zasług w utrzymaniu polskiego języka, szkoły, w urządzaniu rocznic na tej rdzennie polskiej ziemi. [...]

Bardzo dziękujemy Pani Profesor.

Pisze do nas z Bytomia p. dr Józef Juzwa, zaleszczykowianin, którego dwie części artykułu o Szosie Zaleszczyckiej wydrukowaliśmy w poprzednim i niniejszym numerze:

[...] Nie mam wielu zeszytów kwartalnika „Cracovia-Leopolis”, ale w nr. 4/2000 relacja z jednego ze zjazdów Rodziny Zaleszczyckiej była mojego pióra. Tam też dowiedziałem się, że Jadwiga z Łobzowa – na której Polakach wychowałem się od dziecka, jest moją najbliższą „sąsiadką” z Tłustego w pow. zaleszczyckim. Moja mama czytała nam, dzieciom, Trylogię, Pana Tadeusza i Polaków [...]

Wstyd się przyznać, ale my dotąd „Polaków” nie czytaliśmy! Trzeba będzie to gdzieś pożyczyć.
A taki oto „polemiczny” list nadszedł ze Lwowa w związku z naszą odpowiedzią w CL 4/01 na list pani Jadwigi Jamróz:

Panie Andrzeju! Nie zna Pan faktów, a udaje Pan sędziego. Pani Jadwiga Jamrozówna ma rację, a nie Pan. W kaplicy Jabłonowskich nigdy nie było konfesjonału bp. Kiernickiego, Stał tam czasowo konfesjonał z kaplicy św. Józefa. A konfesjonał bp. Kiernickiego stoi jak stał przy kaplicy Złotej – Najśw. Sakramentu. To tam wieszano stułę, portret i dawano kwiaty. Niech więc Pan lepiej popyta się, zanim napisze inne głupstwo. Więcej skromności!
Maria... (nazwisko nieczytelne, kartka częściowo oberwana. Ze zdenerwowania?)
No cóż, mocno powiedziane. Mimo to dobrze pamiętamy ów konfesjonał z portretem, stułą i kwiatami, stojący d ł u g o naprzeciw pomnika abpa Bilczewskiego.
Czekamy na dalsze listy. Z pozdrowieniami
Redakcja