Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Barbara Czałczyńska, FELIETON W KOLORZE ZŁOTA

Prawdę powiedziawszy, to nie wiem, dlaczego utkwił w mojej pamięci następujący obrazek: biały dom między drzewami, a przed nim siedzący wkoło sterty kaczanów kukurydzy ludzie. W miarę jak zdzierali z kaczanów zielone liście, rósł przed nimi stale powiększający się stos kolb pokrytych złocistym ziarnem. Po tych ziarnach prześlizgiwały się promienie słońca, dodając im blasku, który kładł się też na twarzach ludzi. A nad tym wszystkim rozpięte jak wielki lazurowy parasol niebo. Zatrzymaliśmy się w tym miejscu we wrześniowej ucieczce, ażeby zapytać o dalszą drogę i o przeprawę przez Dniestr. Pędziliśmy właściwie nie wiadomo po co i dokąd, aby jak najdalej od grożącego niebezpieczeństwa wojny, nie wiedząc o tym, że pędzimy w inne i groźniejsze niebezpieczeństwo, o tym, że ten dom, przy którym stanęliśmy, na chwilę zdawał się być oazą ciszy i spokoju.
Najprawdopodobniej teraz, kiedy to opisuję, nie ma już śladu ani tego domu, ani tych ludzi, ani tej złocącej się w słońcu kukurydzy. Wszystko odeszło w niebyt. I wciąż trudno uwierzyć, że coś, co było tak bardzo realne i namacalne, przestało istnieć. Naukowcy badają rzeczy, filozofowie zastanawiają się, dlaczego jest raczej coś niż nic, a ja stale myślę dlaczego to, co było tak bardzo rzeczywiste, coś, czego można było dotknąć, czego smak można było odczuć, nagle przestaje być. Znika jak sen. Albo może staje się snem? Jedynym świadkiem istnienia jest nasza pamięć, która też zniknie wraz z nami.
Ale jak długo żyjemy, zachowujemy się jak archeolodzy, którzy drążąc w głąb ziemi odkopują coraz to nowe fragmenty istniejących niegdyś rzeczy i starają się z nich odtworzyć to nieistniejące. A kiedy ktoś z boku stojący przygląda się ich pracy, wydaje mu się ona jakaś absurdalna. Przesiewanie piasku, badanie powierzchni każdego napotkanego kamyka i wielka radość z odnalezienia odłamka prawdopodobnego dzbanka. My też drążymy, przeszukujemy zakamarki pamięci i szczęściem napawa nas każdy okruch odchodzącej w niebyt rzeczywistości. Tak toczy się nasza historia, historia ludzkości – na niszczeniu, a potem pracowitym odbudowywaniu, ratowaniu ludzi i rzeczy od zapomnienia.

Barbara Czałczyńska