Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Maria Godlowsky, TU SŁUSZNIE, TAM NIE SŁUSZNIE?

20 czerwca 1922 roku oddział kawalerii WP pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego, wjeżdżając na most graniczny w Szopienicach, rozpoczął przejmowanie skrawka Górnego Śląska. Polskim argumentem za przyznaniem tej ziemi Polsce – aż po Opole – był fakt zamieszkiwania go przez większość polską. Jednak za sprawą Wielkiej Brytanii (wbrew stanowisku Francji) ogłoszono tam w 1921 r. plebiscyt.
Pamiętamy z tradycji rodzinnych, jak wielu młodych lwowian, solidarnych z całą Ojczyzną i polskim narodem, wyjechało wtedy na Śląsk, by agitować za jego powrotem do Macierzy. Niestety za Polską opowiedziało się tylko 40% głosujących, 60% było za Niemcami. Pomimo trzech powstań Polska uzyskała tylko wschodnie rubieże Górnego Śląska z Katowicami, Tarnowskimi Górami i Lublińcem, Mikołowem, Rybnikiem, Wodzisławiem i Pszczyną. Tuż za granicą niemiecką pozostał Bytom i Racibórz, nie mówiąc o Opolu, Strzelcach Opolskich, Kędzierzynie, Kluczborku i wielu innych.
Nieodzyskane wówczas ziemie i jeszcze o wiele, wiele dalsze – praktycznie odcięte od Polski od czasów Kazimierza Wielkiego – otrzymała Polska wtedy, gdy nie liczyło się już zdanie mieszkańców, ani naszych, ani nie naszych, tylko wojenna przemoc. Taki rodzaj sukcesów pozwolił politykom PRL-u wytykać Polsce międzywojennej, że zamiast w 1919 roku  s i ł ą  odebrać Śląsk wdano się w  a w a n t u r ę  na Kresach Wschodnich.
Cóż, sprawa punktu widzenia. Śląsk byłby oczywiście niezwykle Polsce przydatny ze względu na swe bogactwa i przemysł, ale tam – jak się okazało – nas nie chciano.
Czegoś jednak nie rozumiemy. Skoro to, co uczynił gen. Szeptycki na Śląsku było sprawiedliwe i słuszne, to dlaczego nie było słuszne i sprawiedliwe to, co uczynił gen. Żeligowski na Wileńszczyźnie? Tam nie było takich bogactw mineralnych, ale było bogactwo co najmniej równorzędne: miażdżąca większość polska i tam nas c h c i a n o.  Tam było arcypolskie Wilno (z dwoma procentami Litwinów), jeden z głównych ośrodków polskiej kultury, jak Kraków, Warszawa i Lwów. Był to więc zwykły obowiązek.