Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

KULTURA I NAUKA

CAPELLA CRACOVIENSIS NA TREMBOWELSKIM SZLAKU
W związku z tegorocznymi Dniami Krakowa we Lwowie udała się tam w trzeciej dekadzie maja Capella Cracoviensis Stanisława Gałońskiego. Ponad 60-osobowy zespół (orkiestra, chór i soliści: sopran K. Wiwer, tenor M. Krzywoń i bas-baryton Z. Grygielski) zagrał w sali Filharmonii oratorium Stworzenie Świata Haydna. Było to bardzo piękne wykonanie, nagrodzone przez słuchaczy (przy pełnej sali) owacją na stojąco.
Na drugi dzień dwa wielkie autokary z zespołem i całym transportem instrumentów wyjechały do Trembowli, by w tamtejszym kościele wykonać Mszę Koronacyjną Mozarta. Impreza ta dla dyr. Stanisława Gałońskiego miała znaczenie szczególne, ponieważ urodził się w pobliskim Ostrowczyku, a w Trembowli aż do ekspatriacji w 1946 r. uczęszczał do szkół. Mszę św., upiększoną grą Capelli oraz śpiewem chóru i solistów (sopran K. Romek, mezzosopran M. Seremet oraz M. Krzywoń i Z. Grygielski), odprawiał trembowelski ksiądz Michał Murygin. Kościół zapełnił się trembowelskimi wiernymi, niestety niezbyt dziś licznymi (rzędu 100 osób, mało młodzieży).
Warto przy okazji wspomnieć, że kościół parafialny w Trembowli pw. śś. Piotra i Pawła został zbudowany w latach 30. wg projektu arch. A. Szyszko-Bohusza, konserwatora Wawelu i profesora Politechniki Lwowskiej. Jest to monumentalna budowla w stylu neoklasycznym, niestety zaraz po wojnie zabrana i zamieniona na dom kultury (całe szczęście, że nie na fabrykę lub magazyn nawozów!), a przy okazji zniekształcona m.in. przez obniżenie dwóch wyniosłych wież. Od niedawna sala domu kultury jest użyczana wspólnocie rzymskokatolickiej, a z końcem tego roku kościół ma być formalnie zwrócony dla kultu. Po dawnym wyposażeniu, w tym po organach, nie pozostało śladu.
Należy mieć nadzieję, że po objęciu świątyni przez trembowelskich rzymskich katolików praca parafialna ruszy pełną parą i wspólnota zacznie się rozwijać. Sądzimy, że pomocne byłoby powołanie w tym mieście polskiego towarzystwa kulturalnego, podległego Federacji Organizacji Polskich nU., tą drogą bowiem mogą być nawiązane kontakty z instytucjami i organizacjami w zakresie oświaty, kultury i pomocy charytatywnej. Tym jednak powinni się zająć świeccy.

Przed odjazdem ze Lwowa cały zespół CC odwiedził cmentarze Łyczakowski i Obrońców Lwowa, które – każdy wedle swego rodzaju – zrobiły wielkie wrażenie. W Trembowli zwiedzono dawny kościół Karmelitów, ozdobiony ostatnio dwoma baniami na wieżach i koszmarnymi malowidłami we wnętrzu. Udano się też na ruiny trembowelskiego zamku, pamiętnego Obroną Trembowli z jej bohaterką Anną Dorotą Chrzanowską.

Wypada podać na koniec kilka informacji o lwowskiej Filharmonii. Mieści się ona w pięknym secesyjnym gmachu przy ul. Chorążczyzna nr 7, zbudowanym w 1907 r. przez arch. Wł. Sadłowskiego (autora lwowskiego dworca głównego) dla Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego i Konserwatorium. Również sala ma wystrój secesyjny, a organy tam po wojnie umieszczone pochodzą z kościoła Dominikanów, skonstruowane w roku 1880 w warsztacie Jana Śliwińskiego, z neobarokowym prospektem (informacje te zaczerpnęliśmy z nieocenionego przewodnika J. Biriulowa, o którym piszemy także w tym numerze).
Lwowska sala jest mniejsza (ok. 500 miejsc), ale o ćwierć wieku starsza od sali krakowskiej Filharmonii (z lat 30.), zaadaptowanej po II wojnie z kina Świt.
Andrzej Chlipalski
Kościół w Trembowli, stan obecny – por. wieże ze zdjęciem na okładce
 
Stanisław Gałoński dyryguje w Trembowli
 
 
Stanisław Gałoński i ks. Michał Murygin w Trembowli
 
 
Trzy pokolenia Polek w Trembowli
 
POWROTY DO KORZENI
Modne stały się w ostatnich czasach powroty do korzeni. Wojna i powojenne półwiecze nie sprzyjały utrzymywaniu związków i kultywowania rodzinnych tradycji. Ze zgliszcz podnoszą się więc wspólnoty wielkich polskich rodów (rozsypanych po całym świecie, w dużej mierze zdeklasowanych), familii o tradycjach ziemiańskich, potomków różnych wybitnych postaci i zwykłych rodzin tego samego nazwiska.
Do szczególnych wspólnot w naszym społeczeństwie należy k l a n Duninów herbu Łabędź, legitymujący się średniowiecznym rodowodem, dawno podzielony na kilka bardziej lub mniej znanych gałęzi: Duninów Sulgostowskich, Dunin-Borkowskich, Dunin-Wąsowiczów, Dunin-Kozickich i jeszcze parę innych. Ich przedstawiciele skrzyknęli się w 1992 roku i od tego czasu spotykają się corocznie – ostatnio w Osieczanach k. Myślenic (V/VI ’02).
Ze Lwowem i Małopolską Wschodnią było związanych wiele postaci tego rodu, a przede wszystkim Dunin-Borkowscy i Duninowie Sulgostowscy. Założycielem Stowarzyszenia Heraldycznego we Lwowie był Mieczysław Dunin-Wąsowicz, który stworzył monografię tego rodu. Dokumenty niestety przepadły. Dunin-Borkowscy byli majętną rodziną w Małopolsce Wschodniej (od Mościsk po Zaleszczyki) i wydali kilku wybitnych obywateli – jednym z nich był lwowski literat i polityk Leszek (Aleksander) Dunin-Borkowski (1811–96). O swoich korzeniach dowiedziała się jedna z pań tej gałęzi z... książki profesora Niciei o Cmentarzu Łyczakowskim, w której wyczytała o licznych, istniejących tam dotąd grobach Duninów. Nie darmo traktujemy więc tę nekropolię jako skarbnicę polskiej historii i kultury.


Kronika
• W Krakowie i innych miastach wystąpił w październiku ’01 (relacja dość spóźniona, przepraszamy!) zespół kabaretowy o nieco na wyrost przyjętej nazwie Polski Instytut Teatralny w Ameryce. Pięcioosobowy zespół odegrał w sali „Wspólnoty Polskiej” przy Rynku Gł. program pt. Kabaret Wielkiej Trójki podkasanej muzy emigracyjnej, z tekstami Wiktora Budzyńskiego, Mariana Hemara i Feliksa Konarskiego (Ref-Rena). W programie znalazło się – co zrozumiałe przy takich autorach – sporo akcentów lwowskich, jednak do korzeni lwowskich przyznał się jedynie akompaniator Pablo Zinger, urodzony w Urugwaju (!), lecz z rodziców pochodzących ze Lwowa. Kierowniczką zespołu jest p. Janina Katelbach (Nina Polan), starsza dama, która ujęła wdziękiem i starą dobrą szkołą sztuki kabaretowej. Była uczennicą W. Budzyńskiego.

• W ostatnich dniach maja odbyły się we Lwowie czterodniowe „Dni Krakowa”. W programie znalazły się m.in. sesja poświęcona malarzowi Jerzemu Nowosielskiemu (profesor ASP w Krakowie, prawosławny), projekcja filmu Quo Vadis J. Kawalerowicza (ur. w Gwoźdźcu k. Kołomyi), koncert jazzowy Jarosława Śmietany, występy dzieci z krakowskiego Centrum Młodzieży im. H. Jordana, a przede wszystkim – co nam najbliższe – koncert symfoniczny Capellae Cracoviensis pod dyr. Stanisława Gałońskiego w lwowskiej Filharmonii, o czym piszemy wyżej.
Nasuwa się pytanie, czy wobec skandalicznego, antypolskiego zachowania, jakie zademonstrowała w tym samym czasie rada miejska Lwiwa w związku z zapowiedzianym otwarciem Cmentarza Orląt, nie należało tego festiwalu odwołać? Po zastanowieniu jednak dochodzimy do wniosku, że – abstrahując od rozkręconej machiny organizacyjno-finansowej, trudnej do zatrzymania w ostatniej chwili – trzeba odróżnić tamtejszą Bogu ducha winną i w większości nie akceptującą nacjonalistycznych wybryków społeczność ukraińską miasta (nie mówiąc o lwowskich Polakach), od nachalnej, hałaśliwej grupki oszołomów, nie wiadomo (a może wiadomo?) przez kogo podszczuwanej. O tym zresztą piszemy osobno.
Słusznie natomiast, że na otwarcie Dni nie stawiły się we Lwowie krakowskie władze.

• W połowie kwietnia odbyło się w Krakowie już XI Seminarium „Potrzeby kulturalne dzieci polskich na Wschodzie”, na które przybyli – jak corocznie – nauczyciele i animatorzy kultury (ok. 80 osób), pracujący z dziećmi i młodzieżą w państwach litewskim, białoruskim i ukraińskim oraz innych państwach sąsiednich, a także kilkadziesięcioro młodzieży z tamtych stron (nie zauważyliśmy nikogo ze Lwowa!). Seminarium zorganizowało, jak zwykle, Centrum Młodzieży im. H.Jordana w Krakowie, a program realizował działający w ramach Centrum Ośrodek Edukacji Dzieci Polskich na Wschodzie. Zajęcia odbywały się w sześciu grupach warsztatowych: teatralnej, plastycznej, jazzowej, dziennikarskiej, przedszkolnej oraz samorządowej (samorząd uczniowski). Seminarium towarzyszyły konkursy: literacki i plastyczny pt. Polsko, jaką Ciebie widzę – Polsko, jaką Ciebie znam.
Należą się niezwykle gorące wyrazy uznania i podziękowania inicjatorom i realizatorom tego wieloletniego już przedsięwzięcia, przede wszystkim panu dyrektorowi CM dr. Antoniemu Weyssenhoffowi oraz pani Irenie Jasickiej.

• W maju odbyła się w Tarnowie sesja naukowa na temat: Prawna ochrona dziedzictwa kulturowego Krakowa, Lwowa i Tarnowa. Aspekty prawno-porównawcze. Stan w państwie ukraińskim – mówiąc m.in. o 2000 zabytków Lwowa wpisanego na listę UNESCO – przedstawiła przybyła stamtąd doc.dr Halina Tkacz, informując o stworzonym w 1999 r. programie ochrony zabytków na obszarze tamtego państwa.
Przy okazji trudno nie zwrócić uwagi na:
- katastrofalny stan wielu bezcennych zabytków, głównie poza Lwowem; przykładowo: kościół zamkowy w Brzeżanach (i cały zamek), kościoły w Podhajcach, Hodowicy i dziesiątkach innych miejscowości;
- systematyczne, bezkarne niszczenie zabytkowych obiektów Cmentarza Łyczakowskiego, nie mówiąc o innych cmentarzach na tamtych ziemiach;
- niekompetentne „odnawianie” zabytków, jak np. pomalowanie Czarnej Kamienicy przy lwowskim Rynku najpierw popielatą, potem czarną farbą, niszczącą unikalną naturalną patynę, a całkiem ostatnio zamalowywanie detali kamiennych na odbudowywanej kamienicy Bandinellich.
I tak dalej...

• Niezwykle aktywny antykwariat krakowski „Rara Avis” urządza periodycznie akcje, na których spotyka się wiele leopolitanów. Sprzed paru lat pamiętamy wystawione tam dokumenty i pamiątki po twórcach i pracowni Panoramy plastycznej Lwowa Janusza Witwickiego.
Z końcem maja odbyła się kolejna aukcja, a na niej największym szlagierem – jak się można zorientować z relacji w „Dzienniku Polskim” 122/02 – były lwowskie pocztówki. Zacytowano wypowiedź kolekcjonera z Warszawy: Najpiękniejsze karty pochodzą z przełomu XIX i XX w. To były złote lata pocztówki: korespondowali wszyscy, w ogromnych rozmiarach, a poczta świetnie działała. Wysyłało się we Lwowie kartkę rano i po południu już dochodziła do adresata w tym mieście; dlatego pisano „O godzinie 17 będę u Was”! Rzadkie pocztówki dokumentacyjne wylicytowano za 110–210 zł, ale karty z serii przedstawiającej Obronę Lwowa, wyceniane po 70 zł, sprzedano po 480–500 zł.