Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

WETRUJĄC WYDAWNICTWA

• Skandaliczna afera z wybrykami rady miejskiej Lwiwa spowodowały kolejną fazę zainteresowania Lwowem i jego historią. We wszystkich czasopismach ukazały się dziesiątki nie tylko bieżących wiadomości, ale i obszernych artykułów o wydźwięku zdecydowanie sympatycznym. Wyjątkiem był obrzydliwy wyskok niejakiego Kuronia – ale o tym piszemy osobno.
W „Dzienniku Polskim” 120/02 znaleźliśmy trzy obszerne artykuły na pełne dwie strony gazety: Cmentarz Orląt Lwowskich: umarli abyśmy wolni żyli, Galicja Wschodnia: wojna polsko-ukraińska 1918–1919 oraz Obrona wiernego miasta (wszystkie sygnowane PS). W pierwszym podano kalendarium wydarzeń, ilustrujące paranoiczną „huśtawkę” w negocjacjach z przedstawicielami władz państwowych oraz administratorami Lwowa (podobną, choć mniej spektakularną zademonstrowali w kwestii szkół polskich w Mościskach i Strzelczyskach). Zamieszczono też odbitkę nekrologu pierwszego poległego obrońcy Lwowa, Andrzeja Battaglii.
• Ukazała się drukiem Nowenna przez wstawiennictwo bł. Józefa Bilczewskiego..., w redakcji ks. Jacka Waligóry (Lwów 2001). Tekst niewielkiego tomiku obejmuje 9 rozważań na tle odpowiednio dobranych fragmentów listów pasterskich, odezw, kazań i mów okolicznościowych Arcybiskupa. Rozważania przygotowali – jak wyjaśnia redaktor – alumni IV kursu Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie-Brzuchowicach w ramach ćwiczeń z homiletyki.
Bardzo nam się spodobało wykorzystanie w medytacjach cytatu z Listów bł. Józefa w I dniu nowenny, zatytułowanej „Powszechność Kościoła”:
[Kościół] Nikomu nie zabiera jego języka rodzinnego, ale szanuje go, broni go, aby każde dziecko i dorosły mógł chwalić Pana Boga w najdroższej mu mowie ojczystej.
Alumni reprezentują obie narodowości, polską i ukraińską (jak można się domyślić z brzmienia ich nazwisk, wymienionych na wstępie tej książeczki), a najpewniej pochodzą z rodzin mieszanych, dobrze więc, że pedagodzy uświadamiają im znaczenie języka ojczystego. Oczywiście pod warunkiem, że nie traktuje się tego pojęcia opacznie, jak czynią to niektórzy księża (głównie przybyli tam z RP), o czym przeczytaliśmy w artykule ks. Dzwonkowskiego w CL 2/02.

• Beatyfikacja abpa Józefa Bilczewskiego wywołała nie tylko w nas wdzięczność Bogu, radość i dumę, także – co oczywiste – u Jego rodaków w Wilamowicach i całej tamtej okolicy – małej ojczyzny Błogosławionego. Zalicza się do nich ks. prałat Jan Gasidło, proboszcz kolegiaty św. Anny w Krakowie, który ofiarował nam dwa ciekawe wydawnictwa związane z wyniesionym na ołtarze lwowskim Arcypasterzem.
Pierwsze – to pamiątkowy album pt. Błogosławiony Arcybiskup Józef Bilczewski – rodak z Wilamowic, zredagowany przez ks. prałata Michała Bogutę oraz Grzegorza Grzybka i Piotra Lorenca, wydany przez Parafię Rzymskokat. Trójcy Świętej w Wilamowicach (2001). Zawiera on część tekstową, złożoną z różnych wypowiedzi o bł. Józefie, widzianym przez duchownych, członków rodziny, naukowców i parafian. Część ilustracyjna obejmuje kilka serii zdjęć samego Błogosławionego i Jego rodzinnej miejscowości (z różnych epok), z procesu beatyfikacyjnego, a następnie z uroczystości we Lwowie oraz w Wilamowicach.
Drugie wydawnictwo to mała książeczka pt. Na ścieżkach modlącego się Arcypasterza. Są to fragmenty pism abpa Bilczewskiego, wybrane i skomentowane przez ks. Józefa Wołczańskiego (Wydawnictwo Bł. Jakuba Strzemię Archidiecezji Lwowskiej ob. łac., Lwów 2000). Z tej właśnie książeczki wybraliśmy myśl Błogosławionego, którą zamieściliśmy na wstępie poprzedniego numeru CL (2/02, s. 1).

• Znany filozof katolicki, emerytowany dziś profesor KUL Stefan Swieżawski ukończył 95 lat. Był jedynym z Europy Wschodniej audytorem świeckim Soboru Watykańskiego II.
S. Swieżawski urodził się w 1907 r. w majątku k. Hrubieszowa, ale – jak mówi – wychował go Lwów i dziś poza Lwowem nigdzie nie czuje się u siebie. We Lwowie skończył gimnazjum w 1929 r. oraz filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza, był uczniem prof. K. Ajdukiewicza, a po studiach został jego asystentem. Po wojnie osiadł w Krakowie, dojeżdżał do Lublina przez 30 lat. Na starość zamieszkał w Warszawie, w domu ss. Urszulanek.
Powyższe dane zaczerpnęliśmy z rozmowy Ewy Berberyusz z Profesorem, zamieszczonej w „Rzeczypospolitej” 46/02 (nie ze wszystkimi wypowiedziami Profesora możemy się zgodzić). Dodajmy, że poza całym cyklem dzieł o historii filozofii XV w. i innymi pracami naukowymi Stefan Swieżawski spisał (opublikowane przez Redakcję Wydawnictw KUL, Lublin 1989–1991–1993, 3 tomy wspomnień: Wielki przełom 1907–1945, W nowej rzeczywistości 1945–1966 i Owoce życia 1966–1988.

• W tym samym piśmie Erwin Axer, znakomity reżyser teatralny ze Lwowa rodem (ur. 1917), we wspomnieniu pt. Rajd na południe, spisanym w niewoli niemieckiej (po powstaniu warszawskim), przywołuje ucieczkę ze Lwowa w 1939 r. – w kierunku Karpat, na Węgry. Padają swojskie nazwy: Bóbrka, Rohatyn, Kałusz, Stanisławów, Kołomyja, Nadwórna.
Przypomnijmy, że o trzech tomach wspomnień E. Axera (dużo później napisanych) pisaliśmy w CL 4/99.

• Rok 2002 został przez polskie sfery naukowe ogłoszony Rokiem Steinhausa. Znakomity ten matematyk urodził się 115, a zmarł 30 lat temu (1897–1972). Z tej okazji Marian Urbanik opublikował w „Polityce” 18/02 artykuł nie tylko o Hugonie Steinhausie, ale o całej Lwowskiej Szkole Matematycznej, ze szczególnym wyeksponowaniem postaci i dorobku najjaśniejszej gwiazdy tej konstelacji naukowej, Stefana Banacha. Znany z dowcipu Steinhaus mówił o nim:
geniusz – gen i już.
Autor opowiada o słynnej Księdze Szkockiej (zeszyt podobno kupiony przez żonę Banacha, Łucję), która była przechowywana przez płatniczego w Kawiarni Szkockiej. Każdy z matematyków mógł ją wypożyczyć i wpisać tam zadanie dla innych albo swoje rozwiązanie cudzej kwestii. Autor twierdzi, że Łucja Banachowa przywiozła tę książkę do Wrocławia, ale kiedy indziej słyszeliśmy, że jest przechowywana w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie. Jak jest naprawdę?
Urbanik przypomina rozmowę matematyka amerykańskiego J. von Neumanna z Banachem we Lwowie w 1937 r., kiedy to na życzenie prof. Norberta Wienera, nazywanego ojcem cybernetyki, Neumann usiłował ściągnąć naszego uczonego do USA. – Ile daje profesor Wiener? – zapytał Banach. Neumann wręczył mu czek z napisaną jedynką: – Prof. Wiener prosił, żeby dopisać tyle zer, ile pan uzna za stosowne. Banach odpowiedział: – To za mała suma, aby opuścić Polskę. Dopowiedzmy: aby opuścić dobrowolnie Lwów.

• Z dużym opóźnieniem nabyliśmy i dlatego dopiero teraz odnotowujemy, że numery 21–22/99 „Przeglądu Wschodniego” zawierają materiały z konferencji, która odbyła się we Lwowie w listopadzie 1999 r. pt. Badania historyków sztuki nad zabytkami Ukrainy, Białorusi i Litwy. Nas szczególnie mogą interesować referaty:
Nr 21. A. Rudnicki, I. Dyda: Problemy i metody ochrony historycznego dziedzictwa architektury po obu stronach granicy polsko-
-ukraińskiej; P. Krasny: Województwo ruskie jako region artystyczny w czasach staropolskich; J. Paszenda: Kościół Jezuitów we Lwowie w świetle źródeł archiwalnych; O. Remszyło-Rybczyńska: Uczestnictwo polskich historyków sztuki w badaniach architektoniczno-artystycznych w Podhorcach (j. ukr.); O. Rybczyński: Mitologia architektonicznej przestrzeni miasta Buska (j. ukr.)
Nr 22. T. Zaucha: Łukasz Zaydakiewicz – osiemnastowieczny snycerz drohobycki; W. Bałus: Grupa Ukrzyżowania na fasadzie kościoła św. Elżbiety we Lwowie; R. Brykowski: Odkryte fragmenty polichromii w kościele parafialnym w Dobromilu; J. Wolańska: Kilka uwag na temat ikonografii malowideł Jana Henryka Rosena; A. Szczerski: Ruch odnowy rzemiosł we Lwowie około roku 1900 i jego angielskie inspiracje.

• Wiemy, jak jest dzisiaj: państwo ukraińskie składa się z kilku (sześciu) mało ze sobą związanych krain, które z łaski Związku Sowieckiego utworzyły Ukraińską SSR, a z chwilą upadku Sojuza stały się osobnym państwem. Ziemiami tymi są: całkiem zrusyfikowana Ukraina lewobrzeżna i nieco mniej (bo bliżej zachodu) zrusyfikowana Ukraina prawobrzeżna, z niemałym procentem ludności polskiej, oraz niegdyś tatarski Krym, całkowicie zrusyfikowany po wyrzuceniu stamtąd przez Stalina Tatarów, a Ukrainie przyznany dopiero przez Chruszczowa. Te trzy krainy od XVII–XVIII w. należały do carskiej, a potem sowieckiej Rosji. Kolejne trzy krainy zostały zaanektowane przez ZSRR pod koniec II wojny: nasze Małopolska Wschodnia i Wołyń, część rumuńskiej Mołdawii i Bukowina oraz węgierskie Zakarpacie. Pretekstem do okupacji stało się istnienie w nich ukraińskich mniejszości narodowych (każdy pretekst dobry, skoro do dziś nikt nawet nie zakwestionował prawa Rosji do części dawnych Prus Wschodnich – o tym piszemy osobno).
A jak było kiedyś? Pisał o tym w „Dzienniku Polskim” 248/99 Władysław A. Serczyk w felietonie Zrozumieć Rosję, opowiadając o przygotowywanych przez siebie Najkrótszych dziejach Rosji. Oto interesujące nas fragmenty tekstu Profesora, który pisze najpierw o Rusi Kijowskiej, średniowiecznej poprzedniczce państwa moskiewskiego:
Kłopoty zaczynają się już wówczas, gdy trzeba opisać wydarzenia pierwszych lat istnienia Rusi Kijowskiej. [...] Już wówczas próbuje się postrzegać jedno terytorium, jeden kraj, rozwijający się wedle tych samych reguł i borykający się z tymi samymi problemami. Tymczasem rozdrobnienie Rusi nie rozpoczęło się dopiero od testamentów podziałowych sporządzonych przez wielkich książąt kijowskich na początku XII stulecia, lecz istniało od samego początku ruskiej państwowości. Co prawda ziemie należały do jednej rodziny książęcej, tak jednak skłóconej ze sobą, że rzadko zdarzał się rok bez konfliktu, sporu czy nawet wojny, w której nader często odwoływano się do „pomocy sąsiedzkiej”, także – polskiej. Z wielkim trudem mobilizowano się do wspólnego stawiania oporu najeźdźcom zewnętrznym, czego dowodów nie brakuje, także w sławnym „Słowie o pułku Igora”, genialnie przyswojonym językowi polskiemu przez Juliana Tuwima. Sojusze takie nie trwały zresztą długo i wszystko kończyło się klapą, zarówno w walkach z Pieczyngami, Połowcami, jak i najazdem mongolskim.
Późniejsze „zbieranie ziem ruskich” podejmowane przez kolejnych władców odbywało się często nie tylko wbrew woli książąt udzielnych, nie zamierzających łatwo rezygnować z panowania nad paroma grodami i kilkudziesięciu wioskami, lecz również wbrew woli mieszkańców przyłączanego terytorium. [...]
Wypisz-wymaluj jak dzisiaj. Władca-prezydent w Kijowie swoje, a udzielni książęta w miejskiej radzie Lwiwa – swoje. I wbrew woli mieszkańców...

• Mamy już drugie (poszerzone) wydanie dzieła traktującego o historii dziedziny nauki niezwykle – i to wielostronnie – ważnej w naszej dobie: 100-lecie geofizyki polskiej 1895–1995 (wydawnictwo „Arbor”, Kraków 2001). Napisał ją w formie k a l e n-
d a r i u m emerytowany już dziś profesor tej dyscypliny w krakowskiej AGH Jerzy Kowalczuk i zadedykował: mojemu Miastu (czytaj: Lwowowi) i mojej uczelni (oczywiście AGH).
O zastosowaniu geofizyki pisaliśmy już przy omawianiu I wydania (CL 2/2000). Warto tu natomiast opowiedzieć, że pierwsze obserwacje geofizyczne podejmowano niewątpliwie w starożytności, a w Polsce zaczęły się one w średniowieczu. Pierwsze na ziemiach polskich i n s t r u-
m e n t a l n e obserwacje meteorologiczne (ta dziedzina też należy do geofizyki) rozpoczęto we Lwowie z końcem XVIII w., nieco później w Krakowie. W 1811 r. „Gazeta Lwowska” zaczęła publikować dane meteorologiczne.
Pierwsza katedra geofizyki powstała na Uniwersytecie Krakowskim w 1895 roku, ale jej twórca i pierwszy profesor Maurycy Prus-Rudzki (1862–1916) urodził się w Uhryńkowcach k. Zaleszczyk, studiował zaś wpierw na Uniwersytecie Lwowskim, potem w Wiedniu.
Rozwój nauki i badań oraz placówek i instytucji związanych z geofizyką był w ciągu XX wieku niezwykle intensywny. Zwróćmy jednak uwagę, że w latach międzywojennych jedyna katedra geofizyki była na UJK we Lwowie. Utworzono ją na wniosek prof. E. Romera, a na jej profesora powołano Henryka Arctowskiego (1871–1958). Katedra miała swoje stacje w Janowie k. Lwowa i w Daszawie k. Stryja. Druga wojna położyła kres tej znakomitej placówce.
W latach po II wojnie nastąpił dalszy rozwój dyscyplin geofizycznych. Na krakowskiej AGH działali m.in. profesorowie Henryk Orkisz, dawny współpracownik H. Arctowskiego, oraz Jerzy Kowalczuk.

• W „Dzienniku Polskim” 253/2000 Andrzej Bogunia-Paczyński przedstawił artykuł pt. Misjonarze, nie fabrykanci, poświęcony dwom wybitnym twórcom polskiego kopalnictwa i przemysłu naftowego w zagłębiu borysławskim, związanym szczególnie ze Schodnicą: Stanisławowi Szczepanowskiemu (1846–1900) oraz Kazimierzowi Odrzywolskiemu (1860–1900) – los sprawił, że zmarli w różnych miejscach, lecz w odstępie jednego dnia! Ich współpracownikiem był inżynier konstruktor Wacław Wolski, a wszyscy trzej byli blisko ze sobą spokrewnieni. Nazwiska owych trzech pionierów naszej gospodarki związały się trwale z takimi miejscowościami, jak wspomniana Schodnica, Bitków, Słoboda Rungurska, Dżurów, a także Ropa k. Gorlic i parę innych.
Warto przy okazji wspomnieć, że w Schodnicy znajduje się – poza cmentarzem – grób K. Odrzywolskiego z figurą, ale pozbawiony stosownego napisu. Został jednak zidentyfikowany przez młodego Polaka z Borysławia, Witolda Korbeckiego, który poczynił starania o jego odnowę i odtworzenie płyty.

• W niezbyt przez nas lubianej „Gazecie Wyborczej” ukazały się (28 III ’02) dwa ciekawe teksty o literaturze. Pierwszy to W. Orlińskiego Powrót do Drohobycza – o Andrzeju Chciuku i jego Atlantydzie. Autor artykułu wysoko ocenia tę gawędę o „Wielkim Księstwie Bałaku”, które ciągnęło się od Zbrucza aż po Łańcut, a które we wspomnieniu Chciuka jawi się jako rajska kraina. Podaje też Orliński koleje życia Chciuka (1920–78), opierając się na książce B. Żongołłowicz (którą niżej odnotowujemy, jednak jej dotąd nie widzieliśmy).
Drugi tekst to artykuł I. Grudzińskiej-
-Gruss o odbiorze polskiej poezji w USA, a w szczególności o dwóch spotkaniach z tą poezją w Nowym Jorku. Najpierw 1200 osób wysłuchało wierszy czworga największych poetów: Cz. Miłosza i W. Szymborskiej oraz Zb. Herberta i A. Zagajewskiego. Zwróćmy uwagę: tych pierwszych dwoje to nobliści, dwóch następnych to poeci, którzy tej nobilitacji się nie doczekali, mimo iż przez wiele lat byli na liście kandydatów. Dlaczego tak się stało? Różnie mówią, my też parokrotnie o tym pisaliśmy.
W kilka dni potem 400 osób spotkało się z Adamem Zagajewskim. Nie musimy przypominać, że Herbert i Zagajewski to lwowianie. Dlatego o tym wszystkim napisaliśmy.
Na marginesie: A. Zagajewski otrzymał ostatnio nagrodę literacką niemieckiej Fundacji im. K. Adenauera z komentarzem, iż jego twórczość jest mocno osadzona w historii, wykazując równocześnie dużą nowoczesność.
Adam Zagajewski mieszka od lat w Paryżu, a okresowo dojeżdża do Houston w USA, gdzie na tamtejszym uniwersytecie prowadzi seminarium literackie.
Wiadomość z ostatniej chwili: Adam Zagajewski wrócił do Polski i osiadł w Krakowie. Z wykładów w Houston nie rezygnuje.

• W „Rzeczpospolitej” 138/02 znalazła się ciekawa rozmowa J. Bończy-Szabłowskiego z Dorą Kacnelson, bywałą też w Krakowie historyczką i działaczką, zamieszkałą w Drohobyczu i Berlinie. Zasadnicza część rozmowy toczyła się wokół Brunona Schulza i afery związanej z wykradzeniem jego malowideł z Drohobycza – do tej sprawy wrócimy (wzmianki zamieściliśmy w CL 3/01 i 1/02). A oto końcowy fragment rozmowy na inny aktualny temat:
JBS: Do niedawna mówiło się, że stosunki polsko-ukraińskie są lepsze niż kiedykolwiek. Świadczyć o tym miały częste wizyty prezydentów i liczne deklaracje dobrej woli. Sprawa Cmentarza Orląt wybiła nas jednak z tego optymistycznego nastroju.
DK: Mam wrażenie, że ten optymizm to, niestety, w dużej mierze gra pozorów. Częste wizyty w świetle reflektorów, zapewnienia o przyjaźni z jednej strony, a z drugiej bardzo mało konkretów i nieliczenie się z racjami Polaków. Ciągnąca się niemiłosiernie sprawa Cmentarza Orląt i kompromitujące postępowanie ze spuścizną Schulza to dwa z wielu przykładów, na które przymyka się oczy. Myślę, że władze polskie dbając o dobre kontakty z Ukrainą zapominają o Polakach zamieszkałych na dawnych kresach. Kiedy w kwietniu przyjechałam do Polski, dowiedziałam się, że w Krasiczynie ma odbywać się konferencja na temat akcji „Wisła” i nie zaproszono na nią Polaków z Ukrainy. Wystosowałam w tej sprawie protest do polskich parlamentarzystów.
JBS: Strona polska zgodziła się niedawno na postawienie w Warszawie pomnika Tarasa Szewczenki. Może w drodze rewanżu warto by upomnieć się o pomnik i muzeum Schulza w Drohobyczu?
DK: Pan w to wierzy?
JBS: Na wieczorach literackich w naszym kraju spotykała się pani z gorącym przyjęciem. Nie myślała pani, by zostać w Polsce?
DK: Moi rodzice, rosyjscy Żydzi, uciekli w 1920 roku przed bolszewikami do Białegostoku. Od dzieciństwa nasiąkałam polskością. Chodziłam do polskiej szkoły, słuchałam wierszy Mickiewicza i Słowackiego. Po wojnie zostałam w ZSRR, by badać ślady kultury polskiej na Wschodzie, opublikowałam świadectwa zesłańców na Syberię. Miałam wiele wzruszających spotkań z Polakami, którzy mimo złego stanu zdrowia i podeszłego wieku odmówili repatriacji. Chcieli ratować resztki kultury polskiej. Ja też postanowiłam trwać na placówce. Mam nadzieję, że moje archiwa wileńskie, syberyjskie, petersburskie, znajdą się w Polsce. Kiedy uda mi się to przeprowadzić, pomyślę o powrocie.

• W „Dzienniku Polskim” 180/02 K. Jakubowski przedstawia XVIII-wieczny kościół Bonifratrów przy ul. Krakowskiej na Kazimierzu w Krakowie. O tej dawnej świątyni trynitarskiej pisze m.in. Początkowo Trynitarze osiedlili się we Lwowie, a stamtąd przybyli – w roku 1688 – do Krakowa.
Zapewne z winy niezbyt zręcznego sformułowania ktoś mógłby zrozumieć, że Trynitarze przenieśli się ze Lwowa pod Wawel. Nic podobnego – Lwów był główną siedzibą tego zakonu w Polsce i pozostał nią aż do kasaty tego zakonu przez Austriaków po I rozbiorze (1783). Lwów stanowił najlepszą lokalizację dla Trynitarzy, powołanych w Europie w XII wieku do celów wykupu jeńców z rąk pogańskich – tzn. islamskich, tam arabskich, a w naszym przypadku tureckich – ponieważ leżał najbliżej ziem, na które przez kilka wieków najeżdżali Tatarzy i Turcy (nieraz wspomagani przez Kozaków i Wołochów). Ze Lwowa wyruszały więc wyprawy na redempcje, czyli wykupy, które kierowały się głównie w rejon Stambułu i na Krym. Inne placówki – a było ich w Polsce kilkanaście – obowiązane były do gromadzenia funduszy na te przedsięwzięcia.
We Lwowie były dwa kościoły Trynitarzy: dzisiejsza (od pocz. XX w.) cerkiew Przemienienia przy ul. Krakowskiej oraz kościół św. Mikołaja (zabrany na cerkiew prawosławną).

• W księgarniach, prasie i ulotkach znaleźliśmy informacje o książkach, które mogłyby nas zainteresować (ale ich nie czytaliśmy):
- Adrzej Rostworowski: Ziemia, której już nie zobaczysz (wyd. „Czytelnik”, Warszawa 2002). Wspomnienia obejmują m.in. naukę w Zakładzie Naukowo-Wychowawczym w Chyrowie, działalność w POW, udział w wojnie z bolszewikami.
- Bogumiła Żongołłowicz: Andrzej Chciuk. Pisarz z antypodów (1999).
- Roman Drozd: Ukraińska Powstańcza Armia (wyd. Burchard Edition, Warszawa 2000). Książka ta, jak przeczytaliśmy w „Myśli Polskiej”, nobilituje UPA i jest skandalicznym przykładem fałszowania źródeł i faktów w celu wybielenia i heroizowania tej przestępczej formacji.
- Piotr Mikietyński: Generał Stanisław hrabia Szeptycki. Między Habsburgami a Rzeczpospolitą (Towarzystwo Wydawnicze „Historia Jagiellonica”, Kraków 1999).
Maria Klara Bohomolec