Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

Od Ks. biskupa Stanisława Padewskiego otrzymaliśmy – poza tym, który przytoczyliśmy w poprzednim numerze – jeszcze jeden list, skierowany do autorki notatki pt. Wywiad, a zamieszczonej w CL 3/01 na s. 35–36. Oto treść listu:
Proszę Pani, Stalin wysiedlił od Zbrucza 100 km aktywniejszych Polaków na Sybir, bojąc się piątej kolumny – po wojnie bolszewicko-polskiej zbudował szereg betonowych bunkrów tuż za Zbruczem, można to zauważyć jadąc do Chmielnicka.
Tym ludziom po śmierci Stalina (1953) nie wolno było wracać do swojej ojcowizny. Osiedlali się na innych terenach radzieckiej Ukrainy i dziś w każdym rejonie możemy odnaleźć „korzenie katolickie” byłych zesłańców.
Co też Pani pisze: „Pojęcie zsyłek nie ma z tą ziemią najmniejszego związku”. Skąd Pani wzięła takie stwierdzenie?!!! Jak tak można? To manipulacja!!!

Dziękujemy za potwierdzenie: nie było zsyłania na Ukrainę. To, że wracający ze zsyłek Polacy, deportowani w latach 30. z ziem ukrainnych, osiedlali się na powrót na Ukrainie, to już całkiem inna sprawa – przecież wracali do kraju, z którego ich wywieziono, choć nie do tych samych miejscowości. Nie mieszajmy więc tych rzeczy.
Zdanie w naszym tekście: „Pojęcie zsyłek nie ma z tą ziemią najmniejszego związku” odnosi się poza tym do pktu 2., gdzie mowa jest o Małopolsce Wschodniej. Przecież ani carat, ani Stalin nie mogli tam zsyłać Polaków – czy to nie jest jasne? Natomiast Polacy stamtąd wywiezieni w latach 1939–40 i po 1944 już tam wrócić nie mogli (może poza nielicznymi jednostkami), bo albo wyszli z ZSRR dzięki Andersowi przez Iran – na Zachód, albo po 1945 r. wrócili do powojennej Polski. Prosimy o dokładne przeczytanie notatki i nie zarzucanie n a m manipulacji. Aż dziwne, że trzeba to tłumaczyć.
Wszystkie więc zarzuty ks. Biskupa w kwestii naszego tekstu są nietrafne. A na marginesie: czy ludzie mający inne zdanie – przecież nie w p r i n c i p i a c h – muszą być oskarżani (cytujemy:) o beztroskę, apodyktyczność, arbitralność i demagogię (jak p. Kostecki za swój pełen troski, lecz wyważony list), a teraz jeszcze o manipulację? I skąd te generalnie nieprzyjazne uczucia do Polaków?

Przyjemność sprawił nam list od p. dr Anny Makomaskiej z Anglii, której wiersze wydrukowaliśmy w poprzednim numerze.
[...] Bardzo dziękuję za tak piękny dar; jest to dla mnie zaszczyt mieć swoje wiersze wydrukowane w tak świetnym piśmie. Kwartalnik „Cracovia-Leopolis” czytałam jednym tchem, z wielkim zainteresowaniem, przyjemnością, ze wzruszeniem.
Artykuł „Skole, Skole, moja miłość” wzruszył mnie, mało wiedziałam o przeżyciach wojennych rodzin pozostałych w Polsce. Opisy miejscowości, dziś już nie naszych, przywołały mi na pamięć bardzo dawne, piękne lata dzieciństwa i młodości.
Inne artykuły: wiadomości ze Lwowa, wspomnienia, wywiady, recenzje nowych książek etc. były dla mnie niezwykle interesujące – lektura, której tu nie mam.
[...]

Dziękujemy za miłe słowa.

Nadszedł list z Jaworowa. Ostatnio powstał tam (chyba osiemnasty) oddział Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Pisze pani prezes Zofia Michniewicz:
Drodzy! Będąc w Warszawie natrafiłam na czasopismo „Cracovia-Leopolis”. Jestem zachwycona. Ile patriotyzmu, nostalgii do Lwowa, Kresów. Chcę przybliżyć i Jaworów. Czy mogę? Dla naszego TKP zbieram wspomnienia, materiały, pamiątki o Jaworowie.
Proszę o uwagi, pomysły, o pomoc na początku drogi. Życzę wszystkim zdrowia, wielu łask Bożych. Szczęść Boże!

Pani Zofio, cieszymy się z tego kontaktu. W tym numerze w naszym Słowniku zamieszczamy – dla Pani – hasło „Jaworów”. Będziemy zbierać wszystko, co dotyczy tego historycznego miasta, które sobie upatrzył król Jan III.

Zawstydzili nas Stryjanie! Oto list p. Teresy Olszańskiej, prezeski Oddziału Stryjan TMLiKPW w Gliwicach:
W numerze 4/01 „Cracovia-Leopolis” wydrukowano Zapomnianą lwowską kolędę. Uprzejmie informuję, że w numerze 9/2000 czteromiesięcznika „Z nurtem Stryja”, wydawanego przez Oddział Stryjan w Gliwicach, ukazała się pod tym samym (wymyślonym przeze mnie) tytułem odtworzona z pamięci owa kolęda, z tym że w CL opuszczono w ostatniej zwrotce słowo łaską. Dlatego przypuszczam, że kolęda owa została przez ową tajemniczą osobę przepisana z naszego czteromiesięcznika: ponieważ, jak wspomniałam wyżej, kolęda została odtworzona z pamięci, opuszczono w niej dwie zwrotki, których i w CL nie ma, poza tym nasze pisemko do Lwowa (i do Krakowa) też dochodzi.
W międzyczasie zdobyłam całą kolędę wraz z nutami, zamieściłam więc pełny jej tekst w numerze 11/12 „Z nurtem Stryja”, który to tekst Państwu nadsyłam. A kolędę skomponował Zygmunt Noskowski, warszawianin, który ze Lwowem nie miał nic wspólnego i chyba i ja, i Państwo mylimy się sądząc, że to jest Lwowska kolęda.


Serdecznie Pani dziękujemy za wyjaśnienia i za tekst kolędy. Rzeczywiście, nabraliśmy się. Zawierzyliśmy bez reszty naszej lwowskiej korespondentce, jednak nie podejrzewamy jej o nierzetelność – przysłała to w dobrej wierze, a my nie wpadliśmy na to, że trzeba sprawdzić. Otwarty pozostaje jednak problem autorstwa tekstu, ponieważ Z. Noskowski skomponował muzykę. Co powstało wcześniej?
Chcemy na marginesie zwrócić uwagę, że bratanek kompozytora Witold Noskowski (1873–1939), słynny „Nos” z krakowskiego „Zielonego Balonika”, spędził we Lwowie lata szkolne i studenckie (1881–1900), uczył się muzyki u Stanisława Niewiadomskiego, chciał być śpiewakiem. W Krakowie poza dziennikarstwem udzielał się jako akompaniator i piosenkarz, twórca muzyki i autor wielu tekstów (wiadomości z PSB). Czy mógł więc Witold Noskowski mieć jakiś udział w powstaniu owej kolędy? Kto na to odpowie?

Pani Barbara Hetnał, wnuczka poety Lucjana Rydla (zamieszkała obecnie w Nysie) uzupełnia notatkę podaną w CL 1/02 na s. 48 na temat „Betlejem Polskiego” Rydla – w oparciu o książkę „Droga do Bronowic” Józefa Dużyka (nieżyjącego już wielkiego przyjaciela naszego kwartalnika; pisał o nim wielokrotnie w prasie).
... po raz pierwszy wystawione zostało przez dyrektora Solskiego „Betlejem Polskie” we Lwowie w sezonie 1904–5. I jak pisze autor [Rydel] w liście: ... we Lwowie grane było Betlejem cudnie, a wystawione tak pięknie, że Ci opowiedzieć trudno. W Krakowie wystawione zostało później w Teatrze Ludowym – cytuję autora: ... W krakowskim teatrzyku Ludowym oczywiście o wielkiej wystawie nie mogło być mowy... i we Lwowie, i w Krakowie sztuka idzie raz po raz i ciągle jest pełno... Kotarbińscy teraz po niewczasie żałują, że nie wzięli jasełek. Tyle autor.

Bardzo dziękujemy. Pani wspomnienie o Chodorowie idzie w tym numerze „inżyniersko-przemysłowym”.

Bardzo ciekawy list nadesłała p. dr Alina Chwalibogowska. Po wstępnych b. miłych dla nas słowach czytamy:

Artykuł Lepeckiego pt. Marszałek w Zaleszczykach [CL 1/02] jest dla mnie bliski, gdyż w sierpniu 1933 byłam na wakacjach w Zaleszczykach. Wracałam do Lwowa 1 IX, a to właśnie z powodu przyjazdu Marszałka Piłsudskiego.
W sierpniu spędziłam wakacje w willi „Łada”, która znajdowała się dokładnie po drugiej stronie nasypu, prowadzącego do mostu na Dniestrze (zburzonego w 1918), o czym pisze Lepecki. Z powodu przyjazdu Marszałka wszystkim gościom z willi „Łada” polecono wyjechać, co i mnie dotyczyło.
Niemniej z owego nasypu można było widzieć ogród Marszałka. Mój kuzyn, wielbiciel Marszałka, wykorzystał okazję i zrobił zdjęcie, które zapewne jest unikatowe i którego powiększenie właśnie przesyłam.
W związku z Archiwum pt. Zaczęło się w Czarnohorze mam również wiele wspomnień i fotografii gór, schronisk już nie istniejących. Może uda mi się nieco szerzej opisać swój pobyt na nartach w 1935 roku i przesłać [...]


Dziękujemy i czekamy na dalsze ciekawe wspomnienia.

Istotną informację biograficzną nadesłała nam p. Helena Dunicz-Niwińska, zamieszkała w Krakowie:

W numerze 4/01 w dziale Listy do Redakcji znalazłam wzmiankę o członkach rodziny Strońskich, a m.in. o Marii z Korniłłowiczów Strońskiej i Zdzisławie Strońskim. Wzmianki te są bardzo skrótowe i częściowo mylne.
Byłam uczennicą Marii Strońskiej w Gimnazjum im. Królowej Jadwigi we Lwowie i przekorespondowałam z moimi koleżankami informacje dotyczące jej życiorysu. Nic nam nie wiadomo o jej pracy w Ossolineum we Lwowie.
Dość obszerne hasło dotyczące Marii Strońskiej zamieszczone jest w Słowniku uczestniczek walk o niepodległość Polski 1939–1945 (PIW, W-wa 1988). W skrócie można powiedzieć:
Maria z Korniłłowiczów Strońska, ur. w 1895 r. Po studiach polonistycznych i historycznych, nauczycielka w gimnazjum im. A. Mickiewicza i Królowej Jadwigi we Lwowie, a następnie dyrektorka Liceum Ogólnokształcącego w Stanisławowie, od r. 1936 nauczycielka gimnazjów w Warszawie.
W czasie I wojny żołnierz I Brygady Legionów. W czasie II wojny działaczka AK, szef kontrwywiadu (nazwiska okupacyjne: Wiśniewska, Sadowska). Aresztowana we wrześniu 1943, wywieziona 5 X 1943 do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie zmarła 7 II 1944. Major AK, Kawaler Orderu Virtuti Militari, Krzyża Niepodległości, Krzyża Walecznych.
Mąż Marii Strońskiej, Zdzisław, był w latach międzywojennych posłem na Sejm i jednym z wiceprezydentów Lwowa. Przypuszczalnie wymieniona w CL Zofia z Broniewskich była po II wojnie jego drugą żoną.


Bardzo dziękujemy, informacje tę wykorzystamy w naszym Indeksie Wschodnich Małopolan. A co do dalszych niejasności trzeba będzie zaczekać na odpowiedni zeszyt PSB, który chyba za 2–3 lata się ukaże (ostatnio był nr 167 z nazwiskami na „So-”).

Serdecznie wszystkich pozdrawiamy