Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Konrad Sura, PAŃSTWOWA TECHNICZNA SZKOŁA ZAWODOWA WE LWOWIE

Autor napisał poniższy artykuł w nawiązaniu do listu dra J. Masiora (CL 2/2000), ale drugim powodem publikacji tego tekstu w niniejszym numerze są wspomnienia A. Trojanowskiego, który w trzech odcinkach parokrotnie o tej szkole i jej dyrektorze napomyka.

List dr. Jerzego Masiora prosi się o kilka uzupełnień, które przedstawiłyby dokładniej rolę tej szkoły w okresie okupacji niemieckiej. Redakcja CL, kończąc notatkę, zapytała: Gdzie są chłopcy z tamtych lat?
Otóż ja jestem jednym z nich i pragnę opowiedzieć, ile ta szkoła znaczyła dla młodzieży w sytuacji okupacyjnej w ciągu dwu lat istnienia. Przede wszystkim broniła przed poborem do Baudienstu lub werbunku przez Arbeitsamt na roboty do Niemiec. Niezależnie od tego można było zdobyć dużą wiedzę techniczną dzięki wysokiemu poziomowi kadry nauczającej, złożonej z profesorów Politechniki Lwowskiej.
Szkołę tę znam z autopsji. Jako absolwent II roku Liceum Mechanicznego we Lwowie przy ul. Karłowiczówny (d. Snopkowskiej), utrzymywałem kontakt z dyrektorem inż. Klaudiuszem Filasiewiczem. Po zajęciu Lwowa przez Niemców zdołał on uzyskać od władz zgodę na otwarcie średniej szkoły technicznej. Ustalając program szkolenia zastosował normalny program polskiego liceum. W porozumieniu z dyr. Filasiewiczem zamieściłem w „Gazecie Lwowskiej” z 29 XI 1941 r. ogłoszenie, że studenci II–III roku Liceum lub Politechniki mogą się zgłosić na II rok Szkoły Budowy Maszyn przy ul. Akademickiej 9. Anons podpisałem swoim nazwiskiem, licząc na to, że zainteresują się szkołą moi dawni koledzy. Ogłoszenie to mam do dziś. Następnie ukazało się drugie ogłoszenie, już pod firmą szkoły, o dodatkowych wpisach.
W tym miejscu muszę przedstawić sylwetkę twórcy i dyrektora, inż. Filasiewicza. Był to wspaniały pedagog, wielki przyjaciel młodzieży i doskonały organizator. Stworzył w okresie międzywojennym Państwową Szkołę Techniczną, duży kombinat szkolenia zawodowego. W dużym gmachu zmieścił Gimnazjum Mechaniczne, Gimnazjum Elektryczne, Liceum Mechaniczne, Liceum Drogowe, Szkołę Mistrzów Rzemiosła Budowlanego, Kurs Roczny Wieczorowy „Radio” i taki sam kurs „Elektrotechnika”. Istniały duże warsztaty i laboratoria, a całość gwarantowała wypuszczenie doskonałych fachowców. Wspomnieć też warto, że w tym samym budynku mieścił się też Instytut Sztuk Plastycznych, kształcący malarzy i rzeźbiarzy, z wybitną kadrą profesorską, a także i absolwentów.
Szkoła Techniczna we Lwowie przy ul. Snopkowskiej
Inż. Filasiewicz po zamknięciu przez Niemców Politechniki zatrudnił w nowej szkole technicznej jej profesorów. Na moim wydziale mechanicznym wykładali więc wybitni uczeni i wykładowcy, jak. prof.prof. W. Mozer (maszyny parowe), E. Geisler (obróbka metali), St. Łukasiewicz (dźwignice), M. Janusz (mechanika techniczna), Wł. Floriański (silniki spalinowe), S. Błażyński (rysunek techniczny). Wśród wszystkich wyróżniał się prof. Mozer, zawsze pogodny i uśmiechnięty, bardzo ciekawie objaśniający konstrukcje parowozów, wtedy jeszcze bardzo modnych. Lubiliśmy ten przedmiot, prowadzony przez starego kolejarza, gdyż profesor był nim od roku 1912 jako pracownik Dyrekcji Kolei we Lwowie. Był autorytetem tej branży, gdyż od r. 1918 równolegle z kierowniczą funkcją w kolejnictwie zaczął pracę na Politechnice. Robił szybką karierę: w r. 1922 został profesorem nadzwyczajnym, w r. 1929 zwyczajnym, w r. 1928/29 dziekanem Wydziału Mechanicznego, pełniąc stale funkcję kierownika Katedry Maszyn Kolejowych.
Przy takich profesorach w szkole panowała wspaniała atmosfera. Młodzież i profesorowie stanowili jedną polską rodzinę. Młodzież ówczesna poważnie traktowała życie, chętnie się uczyła, chociaż naprawdę ważny był podziemny nurt tego życia. Większość, jak się później okazało, uczestniczyła w konspiracji. Nie rozmawiano o tym, ale różne symptomy pozwalały się domyślać prawdy. Krążyły po szkole tajne gazetki, pewne grupy kolegów bardziej były ze sobą związane, rozmowy były szczere, ale tajemnic nie ujawniano. Trzeba podkreślić, że przez cały czas istnienia szkoły nie zanotowano żadnej wsypy, aresztowania, kłótni czy nieporozumień. Mogła do tego przyczynić się również obecność katechety, ks. Goli, wikarego z katedry, doskonałego kaznodziei, na którego niedzielne, południowe kazania uczęszczały tłumy lwowian. Ciekawym nauczycielem był też prof. Przybylski, uczący tzw. korespondencji polskiej, a w rzeczywistości języka polskiego. Znał on język węgierski, kontaktował się z żołnierzami garnizonu węgierskiego we Lwowie, uzyskiwał od nich wiele wiadomości z frontów i ze świata, które nam na lekcjach nieraz przekazywał.
Formalnie szkoła była prowadzona bardzo rygorystycznie, bowiem nadzór niemiecki nie mógł mieć żadnych zastrzeżeń do jej działalności. Każdy uczeń przed podjęciem nauki musiał przyjąć do wiadomości oświadczenie, że:
1. Uczniowi nie wolno występować ze szkoły bez zezwolenia Urzędu Pracy we Lwowie.
2. W wypadku jeśli uczeń z powodu choroby nie może uczęszczać do szkoły, opieka domowa obowiązana jest zgłosić chorobę do trzech dni u opiekuna klasy, a w wypadku jego nieobecności w sekretariacie szkoły za pomocą kartki adresowanej do opiekuna klasy.
3. Po nieobecności w szkole trwającej dłużej jak 3 dni uczeń jest zobowiązany przedłożyć zaświadczenie lekarskie, usprawiedliwiające jego nieobecność.
4. Jeżeli uczeń jest nieobecny w szkole więcej jak 9 dni z rzędu, a opieka domowa nie da znać o zachorowaniu, kierownictwo szkoły jest obowiązane podać nazwisko i adres ucznia do Urzędu Pracy jako takiego, który zaprzestał uczęszczać do szkoły.
Takie były wtedy czasy, ale wielu szkołę ukończyło. Zachowałem do dziś świadectwo końcowe szkoły, z uzyskanym tytułem technika budowy maszyn. Po wojnie świadectwo to zostało przez Dyrekcję Okręgową Szkolenia Zawodowego uznane za równorzędne ze świadectwem ukończenia Liceum Mechanicznego. Wykorzystałem je w ważnym okresie życia, po zwolnieniu z więzienia we Wronkach po trzyletnim wyroku za działalność antykomunistyczną.
Na zakończenie przypomnieć trzeba, że część młodzieży Państwowej Technicznej Szkoły Zawodowej wstąpiła następnie do utworzonych Lwowskich Instytutów Technicznych. Dla ilustracji zamieszczam oryginalne ogłoszenie o rekrutacji słuchaczy z 1942 r. Oczywiście w Instytutach tych katedry objęli nasi profesorowie, wykorzystując możliwość przekazania młodzieży polskiej wiedzy politechnicznej, mimo trwającej wojny.
Sądzę, że warto było przypomnieć ten wycinek historii okupacji we Lwowie, fragment naszego życia i przeżyć młodzieńczych. Tyle z tego okresu zapamiętałem oraz myślę, że odezwą się jeszcze inni byli uczniowie tej szkoły i uzupełnią moje wspomnienia.