Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Barbara Czałczyńska, FELIETON O POECIE

Był chyba sam środek wojny i beznadziei. Siedziałam w ciemnym pokoju, który oświetlała tylko stojąca na stole świeczka. Z kątów wychylały się coraz to inne cienie, za zasłoniętymi oknami słychać było miarowe uderzenia o bruk ciężkich butów niemieckich żołnierzy, patrolujących – jak mi się wtedy wydawało – cały świat. Zeszyty do nauki miałam rozłożone, ale tak naprawdę – to czytałam książki. Oczywiście całą literaturę polską, a zwłaszcza tę, która podnosiła na duchu i pozwalała zapomnieć o okropnościach codziennego życia. I kiedyś wpadła mi w ręce książka zatytułowana „Koń Trojański”. O jej autorze Marianie Hemarze nigdy jeszcze nie słyszałam, a tu nagle zaczęłam czytać wiersze o miłości przechowywanej w termosie, o przekleństwie inteligencji:
Rzecz w tym właśnie – że można i tak
I siak można, i także na wspak...
albo:
...Jakby za pawim z tyłu ogonem,
Po świecie chodzę z milionem
Nie załatwionych spraw.
A cóż to była za zabawa z wierszem, który zaczynał się tak:
...Czytam – myślę: psiakrew, rety!
Jaka szkoda, że niestety...,
poczem następuje wyliczanka: cztery bite strony znanych z literatury i historii par. Kogóż tam nie ma! Począwszy od Julii i Romea, Abrahama i Sary, aż do Jaremy i Gryzeldy, a wszystko to pięknie zrymowane. Kończy się ta wyliczanka westchnieniem... nie czytali van der Welda! (chodzi oczywiście o „Małżeństwo doskonałe”). A cóż to była za zabawa rozpoznawanie wszystkich par.
Niestety z autorem tych wierszy los nie obszedł się łaskawie. Pozostał na emigracji w obcym dla siebie kraju, mieście. Los emigranta nie jest losem wesołym, ale Hemar nie poddawał się. Występował w kabarecie, pisał wiersze, a wszystko co robił i pisał było tęsknotą za utraconym Lwowem. I tak my tu w kraju zazdrościliśmy tym za granicą wolności i dobrobytu, a oni nam, że możemy chodzić po znanych im niegdyś ulicach. Poeta prosi potomnych, by „... słowo po słowie spamiętali to tylko, co pisałem o Lwowie...” i że jego sława jest dla niego droga, jeśli jest sławą Lwowa, jego miasta. I –
...By w szepcie moich wierszy,
W rymów moich szeleście,
Została iskrą w popiele
Pamięć o moim mieście...
Myślę, że z tej poezji zostanie coś więcej niż iskra w popiele. A my, jego czytelnicy, będziemy mu zawsze wdzięczni za uśmiech, który za jego sprawą przewinął się przez okrucieństwa wojny.