Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Marian Hemar - Zawód: Literat / Gdybym / Moja ojczyzna / Monte Cassino 1969 / Sense of humour / Valse brune / Akrobata Mucha / Są żarty...

Zawód: Literat
Wasza praca i moja praca –
To są dwie różne rzeczy.
Wasza praca koło obraca,
Gwiazd szuka i ludzi leczy.
Wasza praca ramiona nuży,
Pola ziarnem obsiewa,
Domy dźwiga i miasta burzy,
I czoła potem oblewa.

A moja praca
Serce odurza,
Mnie życie skraca.
Wam nie przedłuża,
Płynie podziemna
Wieje podniebna,
Zawsze tajemna,
Na nic potrzebna.

Wasze szczęście i moje szczęście
To są dwie różne sprawy –
Wasze szczęście to silne pięści,
Dom własny i szef łaskawy.
A w domu żona, własna, jak sprzęty,
A sprzęty swoje, jak dzieci,
I portfel pełny, i spokój święty,
I lampa wieczorem świeci.

A moje szczęście
To jedna chwila,
Gdy świat się struną
We mnie przesila.
Gdy wierszem drżącym,
Słów czarnym rzędem
Raz jeszcze zdołam
Ujść przed obłędem.

 

Gdybym
(parafraza z Ignacego Krasickiego)

Gdybym ja był Francuzem, to bym
z pantałyku
Dyktował światu gusta i zadawał szyku.

Gdybym ja był Holendrem, to bym
krowy doił.
Gdybym ja był Prusakiem, to bym
wojsko zbroił.

W górę nos bym zadzierał, gdybym był
Hiszpanem.
Gdybym był Włochem, piałbym w operze
sopranem.

Gdybym był Angielczykiem, to bym
flegmę ziębił.
Gdybym był Rosjanem, sąsiadów bym
gnębił.

Ja bym stawał na warcie, gdybym był
Szwajcarem.
Gdybym ja był Turczynem, miałbym
żeński harem.

Gdybym ja był Węgrzynem, wino piłbym
tanio.
A jak to być Polakiem, gdy Polaków
ganią?

A jak to być Polakiem, kiedy Polak w dole
I wszystko co miał stracił i popadł
w niewolę?

Niedobrze być nierządnym, słabym,
mizerakiem,
Wiem ja o tym. Jednakże wolę być
Polakiem.

 

Moja ojczyzna
dla Karin Tiché Falenckiej

Moja ojczyzna jest bardzo piękna,
Dumna i młoda,
Słońce w niej świeci każdego dnia
I wieczna w niej trwa pogoda.
Każdej wiosny zielona
I każdej zimy biała,
Moja ojczyzna jest cała muzyką
I śpiewem jest cała.

Woda w niej szemrze i szumi las
I pachną polne kwiatki.
Pocałowała mnie pierwszy raz
Ustami żydowskiej matki.

Zaczarowała mnie pierwszy raz
Kołysanką matczyną,
Odtąd została po wieczny czas
Moją jedną, jedyną.

Paszport w niej bezpaństwowy mam,
Taki jaki przystoi,
Taki jaki należy się nam
W wolnej ojczyźnie mojej.

Moją ojczyzną jest polska mowa,
Słowa wierszem wiązane.
Gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie,
Gdy umrę, w niej pochowają mnie
I w niej zostanę.

 

Monte Cassino 1969
Kogo pytać, jeśli nie tych trumien,
Gdzie rzędami pokładli się śpiąc?
Za nich nikt odpowiedzieć nie umie,
Ani wiersz, ani wódz, ani ksiądz.

Oni jedni wiedzą, co to znaczy.
Oni jedni mają prawo rzec,
Że nie można było inaczej,
Tylko trupem na tym szczycie lec.

Na tej górze, na tej skale, skąd
Syzyfowy głaz znów się w dół toczy.
Ale ci, co tu wstaną na Sąd,
Będą mogli Bogu spojrzeć w oczy.

W kirach, w chmurach armatniego dymu,
On tę drogę Sam wyznaczył im:
Zawsze wiodła przez Polskę do Rzymu.
Zawsze wiedzie do Polski przez Rzym.

 

Sense of humour
Lubimy stwierdzać z dumą
I zgadzać się, bez sporu,
Że sprawdzianem kultury
Jest poczucie humoru.

I że my – jak nikt inny,
Od wieków, od Reja przecie –
Naszym poczuciem humoru
Przodujemy na świecie.

Że w naszej literaturze –
Z tego nas nie obedrą! –
Tam Słowacki, tu Rodoć,
Tam Trembecki, tu Fredro!

Jakiekolwiek nazwisko
Na chybił-trafił wyskub,
Spójrz – Morsztyn! Patrz – Krasicki!
(Dziś by się zdał taki biskup).

Tu Prus, tam Makuszyński,
Nawet Boy, tu Nowaczyński,
Nawet w najnowszych czasach
Młody Ignacy Baliński –

Wspaniały zastęp kpiarzy,
Satyryków, sowizdrzałów,
Ich fraszek i dowcipów,
Pamfletów i kawałów.

Błyszcząca, literatury
Śmiechem kwitnąca połać!
Nasze poczucie humoru –
Jest się na co powołać.

Jesteśmy drwiący, kpiarscy,
Kawalarscy, złośliwi,
Z natury ostrzy, cięci,
Dowcipni i żartobliwi.

W docinkach, fraszkach, żartach,
Bon-motach iście paryskich,
Jak nikt inny umiemy
Drwić z wszystkiego i z wszystkich.

Umiemy kpić z Anglików,
Z Moskali i ze Szwabów,
Z Litwinów, Ukraińców,
Z Czechów, z Żydów, z Arabów.
Z wad, cnót, zalet, zwyczajów,
Z języka i z ubioru –
Kto by się na nas obraził,
Nie ma poczucia humoru.

Tylko – niech Pan Bóg broni,
By ktokolwiek na świecie,
Żartem, fraszką, uwagą,
Słówkiem – maczkiem w gazecie,

Nas wykpił, z nas zażartował,
Nas tknął – pomyśleć groza!
Już poczucie humoru
Stula się jak mimoza.

Już uśmiech z warg nam ucieka,
Już gniew nas trzęsie srogi,
Już pierś wzbiera rozkoszą
Strasznej martyrologii!

Już krew oczy zalewa,
Rycerska dłoń już na kordzie!
Nasze poczucie humoru
Już każe „walić po mordzie”.

Okrutne dręczy pytanie,
Obawy mam wcale niepłonne –
Czy nasze poczucie humoru
Nie jest zbyt jednostronne?

Bo cała ta w humor zabawa
Ma jedno prawidło główne:
J e ż e l i h u m o r m a p r a w a –
Niech będą dla wszystkich równe.

 

Valse brune
Za dawnych dni, młodopolskich i lwowskich,
Gdy jeszcze radia nie było i kin,
Cygan-poeta, pan Henryk Zbierzchowski
Przywiózł z Paryża melodię „Valse Brune”.
Usiadł w kawiarni i machnął od ręki,
Przy czarnej kawie, swój tekst „polskich słów”
I w tydzień nutą tej nowej piosenki
Szumiał i brzmiał cały Lwów:

„Gdy ciemność zapada
I światła latarń zapłoną,
Do naszych serc się zakrada
Jakaś tajemna moc.
Hej, serce nam bije,
W winie niech troski zatoną!
Szerzej i piękniej się żyje –
Cudna, ach, cudna jest noc...”

Piosnką zataczał się batiar zawiany,
Strażak ją gwizdał, gdy na pożar gnał,
Wiśka w jej rytmie trzepała dywany
I student na mandolinie ją grał.
A gdy wieczór we Lwowie zawlekał,
Biła dziesiąta i w bramie stał stróż –
Kto żyw – przed s z p e r k ą do domu
uciekał
I śpiewał – na schodach już

„Hej, serce nam bije,
W winie niech troski zatoną,
Szerzej i piękniej się żyje.
Cudna, ach, cudna jest noc!...

Dzieckiem słyszałem tę piosnkę we Lwowie.
Po tylu latach pamiętam ją dziś
I tak mi chodzi czasami po głowie
I taka czasem dokucza mi myśl,
Takie sam sobie zadaję pytanie –
Gdy się pół wieku rozwieje jak mgła –
Czy z moich piosenek choć ta jedna zostanie
W czyjej pamięci, jak ta –

„Gdy ciemność zapada
I światła latarń zapłoną,
Do naszych serc się zakrada
Jakaś tajemna moc” –

Ach, serce mi bije –
Piosnki w ciemności utoną
Moje – nie moje – niczyje –
Kiedy zapadnie noc.

 

Akrobata Mucha
(do popularnej lwowskiej melodii „Kamień na kamieniu”)

Przyjechał do Lwowa akrobata Mucha,
Spadł z dachu na ziemię i wyzionął ducha.

Chciał pokazać ludziom jak on umie zwinnie
Drapać się po gzymsie i chodzić po rynnie.

Chciał pokazać ludziom, że trudności ni ma
I na gładkim murze jak mucha się trzyma.

Chciał się popisywać za bilety wstępu
I najadł się wstydu i narobił sztempu.

Wlazł na Teliczkową bez poczucia strachu,
Minął drugie piętro... już był blisko dachu...

Wszyscy dech zaparli, cisza była głucha,
Bo on rzeczywiści istny człowiek mucha.

Czy on się poślizgnął, czy się tynk obruszył?
Czy się chwycił gzymsu, a gzyms się
wykruszył –

Nagle z krzykiem leciał w dół, na łeb na
szyję –
Ratujcie mnie ludzie – taż ja się zabiję!

Krzyczał przeraźliwie i w połowie krzyku
Trachnął w bruk – i został leżeć na chodniku.

Tak się skończyło straszne widowisko.
Nie drap się za wysoko, to nie spadniesz
nisko.

 

Są żarty...

Są żarty które mędrzec powie byle komu.
Są żarty które tylko zaufanym szepnie.
Są takie które tylko powtórzy sam sobie
w śmiertelnej tajemnicy chichocący w grobie.

Marian Hemar. Fot. T. Marynowicz