Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Z TAMTEJ STRONY

DZIWNA ZGODNOŚĆ
Równolegle z arcybiskupem łacińskim Lwowa, godnością kardynalską obdarzony został ostatnio nowy arcybiskup grecko-katolicki we Lwowie. Jest nim Lubomir Huzar, dotychczasowy biskup, który kardynałem został mianowany zaledwie w 3 dni po zatwierdzeniu go przez Ojca Św. na stanowisko arcybiskupa świętojurskiego. Nie ma wątpliwości, że ta błyskawiczna nominacja ma związek z zapowiedzianą wizytą Jana Pawła II na Ukrainie i we Lwowie,
Warto zwrócić uwagę, że L. Huzar jest związany z zakonem studytów, postrzeganym dotychczas jako zorientowany bardziej na prawosławny wschód niż katolicki zachód. Wiemy nie od dziś o naciskach Cerkwi prawosławnej na „odłączoną” od prawosławia Cerkiew unicką w kwestii powrotu tej ostatniej na łono prawosławia. Wiemy też, że część kleru i hierarchów grekokatolickich temu sprzyja – poczyniono zresztą już pewne kroki w tym kierunku, m.in. usuwając wiele obrzędów i form liturgicznych, które unici przejęli w ciągu ubiegłych 400 lat z rytu łacińskiego.
W wywiadzie udzielonym przed paroma laty (1998) czasopismu archidiecezji lwowskiej obrz. łac. „Radość Wiary” biskup Huzar zauważył, że Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie powinien być ukraiński. Jako Ukraińca można go zrozumieć – dba o swoje, ale dlaczego biskupi naszego Kościoła, uratowanego tam wszak przez Polaków, próbują to realizować z takim zapałem? Dalekosiężne rachuby bowiem wydają się czytelne: po „powrocie” Cerkwi unickiej do prawosławia kościół rzymskokatolicki będzie następny „do odstrzału”. Zukrainizowani przy pomocy swego Kościoła Polacy przejdą z czasem na wyznania panujące w tamtym państwie – to zupełnie naturalne, przez małżeństwa, nacisk otoczenia, bliskość cerkwi (kościołów jest wszak dużo mniej). Dziś powstrzymuje ich przed tym polska świadomość narodowa.
Argumenty polskich nadgorliwców są znane:
1. Polacy na Ukrainie coraz mniej znają język polski. To nie całkiem prawda: nie zna średnie pokolenie. Trzeba więc wspólnymi siłami pomagać młodzieży i dzieciom w doskonaleniu tego języka, tak jak to czyniono w pierwszych latach po zmianach politycznych. W wielu miejscowościach rezultaty są bardzo dobre. Warto zaznaczyć, że konwencje międzynarodowe gwarantują prawo do tego, a Polska nie czyni żadnych trudności Ukraińcom w RP w tym względzie.
2. Do kościołów rzymskokatolickich przychodzą pewne grupy prawosławnych i grekokatolików. A dlaczego? Jakaś część na pewno z przekonania, ale są i inne motywacje: bo msza krótsza i w kościele mniej gadają o polityce. Czy jednak tacy mają być przyszłością Kościoła rzymskokatolickiego za wschodnią granicą? Bo przecież o „masówce” i tak nie może być mowy.
Elżbieta Mokrzyska


A MIAŁ BYĆ ROZKWIT
Nie od dziś zachęcamy naszych Czytelników, by zainteresowali się różowymi kartkami, czyli sobotnim dodatkiem do „Rzeczpospolitej” pt. + Plus – Minus. W każdym numerze znajdujemy ciekawe teksty na różne tematy, także z dziedzin szczególnie nas interesujących.
W nrze 17/01 ukazał się artykuł Igora Klecha, pisarza rosyjskiego – jak sam pisze – o korzeniach ukraińskich, polskich i litewskich. Artykuł nosi tytuł: Galicja w ciemnościach i dotyczy sytuacji kultury w tej obecnej prowincji państwa Ukraina. Autor pisze: [...] „Hałyczyna” rustykalizuje się. W połowie lat 90. stwierdzenie, że Lwów zmienił się w największą z zachodnioukraińskich wsi, uważano za złośliwy paradoks. Dziś powtarzają je rubryki humoru w miejscowych gazetach. Miasta, w których dogorywają fabryki i uczelnie, rozrasta się pasożytnicza warstwa niewykwalifikowanych urzędników, a wynoszą się najenergiczniejsi, najzdolniejsi ludzie, czeka nieuchronny upadek. Z braku energii miasta Ukrainy pogrążone są w ciemnościach (wszędzie poza stolicą wyłącza się prąd); gospodarka komunalna, transport, zieleń miejska – wszystko to nieodwołalnie się degeneruje. Tymczasem ze sceny zeszły (z powodu wieku) resztki starej miejskiej inteligencji, pamiętającej jeszcze czasy przedsowieckie [podkreślenie nasze], niedościgniony wzór dla ludzi z awansu. Ci z perwersyjną satysfakcją powtarzają dowcip szefa lwowskiej administracji: „Wszyscy wyszliśmy ze wsi, ale wieś z nas nie wyszła”. [...] I dalej: Z miast dzisiejszej Ukrainy Lwów jako pierwszy opanował niegdyś wynalazek Gutenberga [...]. Paradoksem jest, że pomimo wielu protekcjonistycznych zabiegów w niepodległej Ukrainie wydaje się po ukraińsku mniej niż przedtem, najwyżej dziesięć procent wszystkich druków. Jedynie w Galicji proporcje są odwrotne.
Klech wymienia licznych ludzi kultury (ukraińskiej oczywiście), którzy uciekli ze Lwowa do Kijowa, gdzie – jak to w stolicy – jeszcze się coś dzieje. Uciekają też za granicę.
Natomiast zauważa autor „fenomen Stanisławowa”, który w kulturze zdystansował Lwów, a pod pewnymi względami także Kijów.

Z ciekawostek dowiedzieliśmy się z artykułu Igora Klecha, że we Lwowie założono Fundację im. Sacher-Masocha. Nasi Czytelnicy zapewne pamiętają, kto to był (z CL 3–4/95), ale przypominamy: znany pisarz austriacki XIX w., od którego pochodzi pojęcie masochizm. Urodził się we Lwowie jako syn polakożercy, szefa austriackiej policji. No cóż, jak się nie ma lepszych patronów...
Marek Wenecki
 

FRANCISZEK KARPIŃSKI
W Stanisławowie i Kołomyi obchodzono uroczyście 175. rocznicę śmierci Franciszka Karpińskiego, wielkiego poety polskiego Oświecenia. Z jego utworami – jak rzadko z dziełami największych twórców – żyjemy niemal na co dzień: kolęda Bóg się rodzi należy do najpopularniejszych, a pieśni Kiedy ranne wstają zorze i Wszystkie nasze dzienne sprawy towarzyszyły nam przez lata nauki szkolnej.
Franciszek Karpiński (1741–1825), urodzony w Hołoskowie k. Ottyni na Pokuciu, przeżył dwie epoki: czasy stanisławowskie (nie od nazwy miasta, lecz od króla Stasia Poniatowskiego) oraz pierwsze dziesięciolecia porozbiorowe. Ostatnią część swego życia spędził w majątku Chorowszczyzna na Podlasiu (obecnie w państwie Białoruś), a pochowany został w pobliskim Łyskowie.
Rocznicowa uroczystość (październik 2000) miała się rozpocząć w farze stanisławowskiej, tam też miały się znaleźć dwie okolicznościowe wystawy. Jednak bystra administracja iwanofrankowska na kilkanaście godzin przed otwarciem zdążyła ogłosić remont budowli i ustawić wewnątrz rusztowania. Imprezę przeniesiono więc do auli miejscowego uniwersytetu, którego rektor uratował w naszych oczach ową iwanofrankowską kulturę, o której wyżej można przeczytać.
W licznych referatach mówiono oczywiście o Poecie i jego twórczości, prezentowano jego poezję i pieśni z jego słowami. Następnego dnia podobna – lecz na mniejszą skalę – uroczystość odbyła się w Kołomyi.
W wystąpieniach oficjalnych i komentarzach wiele mówiono o „lepszej współpracy współczesnych pokoleń”, o „wspólnych dziejach i spuściźnie”, o „wspólnej drodze do zjednoczonej Europy” itp., co pozostawało w niejakiej sprzeczności z wstępnymi wybrykami miejscowej administracji.
Na uroczystości przybyli przedstawiciele i zespoły artystyczne z wielu polskich środowisk Małopolski Wschodniej. Organizatorami obchodów byli prof. Ryszard Brykowski z ZK „Wspólnoty Polskiej” oraz p. Mariusz Olbromski – znakomity działacz na niwie pomocy Polakom za kordonem w dziedzinie kultury i oświaty.
Joanna Żółkiewska
 

Wydarzenia
• Na papieża czekają przede wszystkim Polacy mieszkający na Ukrainie, którzy w większości są katolikami. Polacy skarżą się jednak na ukrainizację Kościoła – pisze w artykule o zbliżającej się podróży Jana Pawła II na Ukrainę i do Lwowa w „Dzienniku Polskim” 69/01 Eugeniusz Tuzow-Lubański z Kijowa. – Polacy na Ukrainie zachowali wielki sentyment do języka polskiego w liturgii i nie ma parafii na Ukrainie, gdzie by wierni nie prosili kapłana o msze św. w języku polskim, ale niestety na Ukrainie mamy coraz więcej parafii, gdzie już słowa po polsku się nie usłyszy – cytuje słowa prezesa Związku Polaków na Ukrainie Stanisława Kosteckiego. Polacy wierzą, że wizyta papieża pozwoli zmienić tę sytuację.

• Do kilku już istniejących specjalistycznych organizacji polskich w państwie Ukraina (zarejestrowanych) doszła w ub. roku kolejna: Stowarzyszenie Uczonych Polskich nU. (SUPU). Zrzesza ono Polaków, niestety niezbyt licznych, pracujących na tamtejszych wyższych uczelniach. Swoje placówki ma SUPU w 13 ośrodkach Ukrainy właściwej i Tarnopolu (3 następne mają powstać, a jedna chce się odseparować. Wśród ośrodków nie ma Lwowa, Stanisławowa, Czerniowiec). Prezesem zarządu jest dr hab. Henryk Stroński.
W listopadzie 2000 r. odbyła się w Tarnopolu konferencja Stowarzyszenia pod hasłem: SUPU wobec problemów kultywowania tożsamości narodowej Polaków na Ukrainie. Jako główne zagadnienia zasygnalizowano kwestię deklarowania narodowości polskiej w zbliżającym się spisie ludności w tym państwie. W 1989 r. do polskości przyznało się 219 tys. obywateli – wobec liczby Polaków ocenianej na 2 miliony! Jest to problem być albo nie być dla tzw. mniejszości polskiej.
Innymi zagadnieniami, jakie powinny leżeć w centrum zainteresowania naukowców polskich są: l z jednej strony postępujący proces ukrainizacji Polaków (równolegle z równie postępującym procesem rusyfikacji Ukraińców, zwłaszcza we wschodniej części tego państwa), l z drugiej strony malejące zainteresowanie w RP sprawami Polaków na Wschodzie.