Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

NOWE KSIĄŻKI

Włada Majewska na scenie. Londyn, 1999• Pani Włada Majewska – jedna z tych Osób, które tworzyły najbliższe grono współpracowników Mariana Hemara, a zarazem spadkobierczyni jego praw autorskich, przechowała w swym archiwum maszynopis pięciu powstałych na emigracji jednoaktówek Poety. Ich odkrycia dokonał dla nas nieoceniony profesor Stanisław S. Nicieja i opatrzywszy je swoim słowem wstępnym, opublikował w kraju (wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1992) pt. To, co najważniejsze. Utwory te to: Ostatni tren – o Kochanowskim, Fraszkopis – o Ignacym Krasickim, Kosmopolita – o Chopinie, Umowa – o Chopinie i Norwidzie, oraz Dawny spór – o Fredrze i Goszczyńskim.
Jednoaktówki, będące oczywiście fikcją literacką, dotyczą wybranych przez Poetę fragmentów życiowych spraw i losów jego bohaterów. Hemar wchodzi wspaniale w ich czas, wyczuwa nastrój chwili i styl epoki. Pisze prof. Nicieja: [...] Wszystkie jednoaktówki Hemara napisane są wierszem stylizowanym, oddającym atmosferę epoki, niezależnie czy jest to czas renesansu, oświecenia czy romantyzmu. Hemar bowiem swobodnie porusza się w polszczyźnie – swojej ojczyźnie. W jednym ze swoich wierszy napisał:
Moją ojczyzną jest polska mowa.
Słowa wierszem wiązane.
Gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie,
Gdy umrę, w niej pochowają mnie
I w niej zostanę.
Książka zapewne już nie do nabycia.

• Powiem szczerze: nie byłem amatorem pisarstwa Jerzego Janickiego. Zraziła mnie jego pierwsza z serii lwowskich książek biograficznych Cały Lwów na mój głów, gdzie autor – obok autentycznych znakomitości lwowskich (i pół-znakomitości) – wyszukał takich „lwowiaków” jak Kuroń, Cywińska, Dziedzicówna i parę jeszcze innych osobistości (wtedy prominentnych), dla których jedynym punktem zaczepienia był fakt, iż urodzili się we Lwowie, tak jak kto inny mógł się przypadkiem urodzić w Paryżu czy Pcimiu, i nic poza tym ze Lwowem nie ma wspólnego, nie odczuwa też żadnej potrzeby więzi. Nie bardzo odpowiada mi pseudo-bałak w stylu pisania i nader częste nieścisłości rzeczowe.
Nie znaczy to, bym nie doceniał ogromnych zasług Janickiego dla popularyzacji polskiego Lwowa, jego kultury i historii. Miał i ma zapewne Janicki nadal do tego szczególne warunki jako człowiek pióra i mediów. Umiał je wykorzystać także dzięki temu, iż ludzie uznali go – chyba słusznie, właśnie jego, a nie jego wyżej wymienionych bohaterów – za uosobienie lwowskości, zasypując ogromną ilością materiałów, informacji, wspomnień – pisanych lub osobiście opowiadanych.
Te właśnie zaowocowały doskonałą książką pt. Czkawka (wyd. „Iskry”, Warszawa 2000). Znajdujemy w niej 35 opowiadań o spotkaniach Janickiego z różnymi ludźmi, z których wielu znaliśmy, jeśli nie osobiście, to ze słyszenia, z domowej legendy. Czytamy o ich gniazdach, losach, rodzinach, o ich lwowskości, ale także o obyczajach i folklorze, o instytucjach i miejscowościach. Lwów i cała Małopolska Wschodnia prezentują się w tej książce w pełnej krasie, smaku i niepowtarzalności, w swojej autentycznej polskości, dużo lepszej i ciekawszej, niż ta cała banalna reszta (do której musieliśmy się przez lata przyzwyczaić). Książka Janickiego przypomina nam, żeśmy sroce spod ogona nie wypadli.
Książka dostępna w księgarniach.

• Wszyscy – nie tylko z t a m t e g o pokolenia – pamiętamy Szczepka i Tońka (bodaj z rodzinnych przekazów), nie wszystkim jednak znane są już dziś nazwiska Aprikosenkranza i Untenbauma z tej samej Wesołej Lwowskiej Fali. Ich dialogi pióra Wiktora Budzyńskiego zostały niedawno cudem odnalezione i wydane przez Instytut Lwowski Janusza Wasylkowskiego, w jego opracowaniu, pt. Rozmówki Panów Aprikosenkranza i Untenbauma (Warszawa 2000).
Wykonawcami tekstów byli Mieczysław Monderer i Adolf Fleischer. W dialogach tych – jak pisze wydawca – mniej było lwowskiej gwary, więcej natomiast znanego nam z żydowskich anegdot sceptycyzmu i stoicyzmu, filozoficznego dystansu do omawianych spraw i rzeczy, typowo żydowskich wątpliwości i twierdzeń, które zamieniały się w pytania. Było też trochę szmoncesu [...].
Książkę otwiera interesująca przedmowa, napisana przez Janusza Wasylkowskiego, a przedstawiająca historię legendarnej już Wesołej Lwowskiej Fali, prezentująca jej ludzi. Warto nabyć!
Książka dostępna w oddziałach TMLiKPW. Zamawiać można w Instytucie Lwowskim, 01-390 Warszawa, ul. Sucharskiego 4/83.

• Ukazała się druga pozycja Biblioteki Cracovia-Leopolis: Zadwórze, polskie Termopile, pióra profesora Stanisława S. Niciei, znakomitego autora monografii cmentarzy Łyczakowskiego i Orląt. Tomik, związany z 80. rocznicą bitwy zadwórzańskiej (1920–2000), powstał dzięki staraniom Janusza Palucha, który też książeczkę opatrzył wstępem (wyd. Śródmiejski Ośrodek Kultury i TMLiKPW, Kraków 2000).
Bitwa pod Zadwórzem była fragmentem wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r., należącej do logicznego ciągu wydarzeń I wojny światowej, choć rozegrała się po formalnym zakończeniu tej wojny. „Polskie Termopile” stały się nie tylko symbolem II Obrony Lwowa i ziem południowo-
-wschodnich, lecz również ofiarnej walki o ograniczenie totalnego uderzenia agresora na Polskę i Europę. Dzięki temu możliwe było złamanie sił wroga pod Warszawą. Znaczenie bitwy zadwórzańskiej jest dziś pomijane, o czym pisaliśmy kilkakrotnie.
Książeczkę można otrzymać w oddziałach TMLiKPW.

• Piśmiennictwo o obrosłej historią i legendą figurze Najświętszej Marii Panny Jazłowieckiej wzbogaciło się pod koniec ub. roku o nową książkę. Siostry Niepokalanki, znane dotąd głównie jako autorki doskonałego, kilkakrotnie wznawianego przewodnika po sanktuariach maryjnych Z dawna Polski Tyś Królową..., opublikowały we współpracy z Hanną Kosyrą-Cieślak dzieło wyjątkowej urody i walorów pt. Pani nasza Jazłowiecka. Przedstawiają w nim losy rzeźby Tomasza Oskara Sosnowskiego i kilku wykonanych przez niego replik, znajdujących się w różnych miejscowościach w kraju i za granicą (w jednym z rozdziałów omówiono życie i twórczość tego wybitnego artysty). Wiele miejsca poświęcono przejawom czci oddawanej MB Jazłowieckiej przez kawalerzystów 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, stacjonującego we Lwowie, i 9 Pułku Ułanów Małopolskich (w Trembowli) oraz późniejszym związkom i przyjaźni weteranów tych pułków ze Zgromadzeniem ss. Niepokalanek. Obszernie zrelacjonowano uroczystość koronacji cudownej Figury i jej 50-lecie. Wzruszający jest opis „wysiedlenia” statuy po II wojnie światowej z Jazłowca do Szymanowa (podobnie, jak odnalezienia zaginionej jej repliki z wołyńskiego Hrycowa).
Książka ma piękną szatę graficzną, jest bogato ilustrowana zdjęciami, liczy 350 stron (twarda oprawa). (T.K.)
Książkę można zamówić pod adresem: Klasztor ss. Niepokalanek, 02-704 Warszawa, ul. Idzikowskiego 25.

• Doskonały pomysł miało grono warszawskich i poznańskich wygnańców ze Skałatu oraz Redakcja „Głosów Podolan” – ci pierwsi opracowując zbiorowe dziełko pt. Skałat czasu pokoju i wojny. Miasto, ludzie, obyczaje i wydarzenia widziane oczyma ówczesnych nastolatków, Redakcja zaś wydając to opracowanie jako specjalny numer swego czasopisma (które omawialiśmy w CL 3/97).
Zgodnie z tytułem tomiku, autorzy opisują swoje czasy: Skałat w ostatnich latach przed II wojną, jego topografię i infrastrukturę, ważniejsze obiekty i wyróżniających się obywateli (ale spisano także zapamiętane nazwiska zwykłych obywateli – to bardzo dobrze!). Druga część książki to czasy wojny i trzech okupacji, exodus i czasy powojenne – w Skałacie i w nowych miejscach osiedlenia. Treść książki wzbogaca duża liczba dokumentalnych fotografii.
Brakuje trochę bodaj zarysu historii Skałatu na samym wstępie. Zbiegiem okoliczności właśnie w niniejszym numerze CL zamieszczamy hasło Skałat w naszym Słowniku geograficzno-historycznym.
Informujemy Skałatczan, że sędziwa dziś pani dr Janina Winowska – jedna z trzech najważniejszych osób, którym zawdzięczamy skonsolidowanie się w latach 80. środowiska lwowsko-wschodniomałopolskiego w Krakowie, a potem powstanie tu oddziału TMLiKPW, pochodzi ze Skałatu. Była profesorem gimnazjalnym (polonistką). Jej siostra, Maria Winowska (osiadła i zmarła w Paryżu) była pisarką katolicką, a brat, dr Leszek Winowski – profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego. Ich ojciec był sędzią w Skałacie.
Książka do nabycia w oddziałach TMLiKPW.
Zamek w Skałacie. Z albumu Adama Bujaka „Zamki kresowe – strażnice Rzeczypospolitej”

• Mamy już 8. tom Materiałów do dziejów sztuki sakralnej na ziemiach wschodnich... pod redakcją prof. Jana Ostrowskiego (wyd. Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2000). Nowy tom należy do najobszerniejszych wśród dotąd wydanych: obejmuje prawie 340 stron (razem z indeksami) oraz blisko 500 dokumentalnych zdjęć, nowych i archiwalnych.
W tomie zawarto materiały na temat kościołów z bliższych i dalszych okolic Lwowa. Do najważniejszych należą tu świątynie w Gródku Jagiellońskim i Biłce Szlacheckiej. Ponadto znajdujemy najbliższe Lwowa miejscowości: Rzęsna Polska, Brzuchowice, Malechów, Zboiska, Białohorszcze, Zimna Woda, Sokolniki, Sichów, Zubrza, Prusy itd. Z nieco dalszych: Lubień Wielki, Janów, Glińsko, Kukizów, Jaryczów – łącznie 32 obiekty.
Do nabycia w księgarniach naukowych.

• Opasłe tomisko (prawie 750 stron!) nosi tytuł Sztuka Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej XVI–XVIII w. (wyd. Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2000), a zawarte w nim referaty zostały napisane przez 35 autorów pod redakcją Jadwigi Kaliszuk. Tom jest plonem sesji naukowej, która odbyła się w 1997 r. na KUL z udziałem fachowców z głównych ośrodków zajmujących się sztuką tych ziem, przede wszystkim z Warszawy, Lublina i Krakowa. Redaktorzy tak uzasadniają swoje zainteresowanie: Cały teren [Ziem Wschodnich], mimo regionalnych odmian, aż do czasu pierwszego rozbioru w 1772 roku podlegał dominującym wpływom cywilizacji zachodnioeuropejskiej, rzymskiej, przejmowanej tu za pośrednictwem Polski, cywilizacji zaszczepiającej swoje idee na żyznej glebie, zasilanej słabnącymi, ale wciąż żywymi sokami miejscowej tradycji, sięgającej Rusi Kijowskiej, a w dalszej perspektywie – Bizancjum. Właśnie te ziemie były terenem, gdzie „Wschód spotykał Zachód” i gdzie to spotkanie, pozbawione większych konfliktów, dało piękne i dorodne owoce w dziedzinie sztuki.
Niestety wśród tych tekstów te, które dotyczą obszaru Małopolski Wschodniej należą do zdecydowanej mniejszości – znaleźliśmy ich zaledwie 5 (nie licząc marginalnych odniesień w paru innych artykułach), pozostałe dotyczą głównie Wilna i Wileńszczyzny oraz Grodna i Grodzieńszczyzny, a także Wołynia.
Maria Brykowska przedstawia studia nad architekturą z pocz. XVII w. wokół Tarnopola, opierając się na mapce, znalezionej w Bibliotece Narodowej w Paryżu. Autorka omawia plan Tarnopola, świątynie, zamki.
Zbigniew Bania analizuje pojęcie rezydencji w architekturze polskiej XVII i XVIII w. na przykładzie Podhorzec i Brodów, traktując tamtejsze siedziby jako najbardziej charakterystyczne dla tamtej epoki w ich administracyjnym, architektonicznym i kulturowym wymiarze.
Andrzej Betlej pisze o twórczości architektonicznej Pawła Giżyckiego (1692–1762), autora świątyń lub ich części m.in. w Stanisławowie, Niżniowie, Dobromilu i Lwowie, ale więcej na Wołyniu (Krzemieniec i in.) i na Ukrainie (Żytomierz i in.).
Jacek Gajewski rozważa genezę zjawiska lwowskiej rzeźby rokokowej, a Jakub Sito omawia Lwów jako centrum rzeźbiarskie XVIII w.
Tak więc owych 5 artykułów na 35 zawartych w omawianym tomie to dość niewiele. Podobną proporcję zauważamy w miesięczniku „Spotkania z zabytkami”, które ma stałą rubrykę Zabytki na Wschodzie. I tam spośród ziem wschodnich – północne i środkowe mają dużą przewagę nad południowymi. Wypada zwrócić się z zapytaniem na ten temat do fachowca – pani dr Danuty Nespiak we Wrocławiu: jak to widzisz, Danusiu?
Do nabycia w księgarniach naukowych

• Ks. Józef Wołczański zrealizował świetną ideę: pokazanie Wołynia, przynależnego do kręgu naszej kultury – kultury polskiej i zachodniego chrześcijaństwa. Tej kultury, z którą wschodni barbarzyńcy obeszli się, nie raz w naszej historii, szczególnie brutalnie. Liczne wspaniałe i mniej wspaniałe kościoły wołyńskie zostały w większości, w ciągu panowania tam sowieckich rządów, zmasakrowane. Ostały się zaledwie ślady świetności, a z tych jeszcze duża część została zawłaszczona przez chrześcijan wschodnich, w nieco mniej subtelnej kulturze wychowanych.
Inicjując i organizując opracowanie albumu fotograficznego kościołów wołyńskich, wypełnił ks. Wołczański w pewnym stopniu lukę, jaka powstała po odmowie administracji ukraińskiej na Wołyniu zezwolenia na prowadzenie prac inwentaryzacyjnych krakowskim historykom sztuki z kręgu prof. Jana Ostrowskiego, którzy od dziesięciu już lat tworzą naukową dokumentację świątyń rzymskokatolickich na ziemiach zabranych i wydają kolejne tomy owoców tej akcji (jest ich już 8 – każdy z nich omawiamy w CL, również w tym numerze).
Album pt. Świątynie na Wołyniu (wydany, lecz tylko formalnie, przez Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów P.W., Kraków 2000, a sponsorowany przez Kancelarię Senatu RP oraz Kard. F. Koeniga z Wiednia i abpa E.M. Egana z Nowego Jorku) ma jednak inny charakter niż tomy historyków sztuki. Nie zawiera dokumentacji historycznej, jest natomiast albumem fotograficznym z historycznymi objaśnieniami. Autorem zdjęć jest zdolny młody fotografik Jan Walczewski, który wywiązał się ze swej pracy wzorowo. Jego zdjęcia pod względem artystycznym nie ustępują dziełom renomowanych twórców podobnych albumów, gdzie występuje architektura i jej detal, wnętrza, rzeźba i malarstwo ścienne, a także niezwykły wołyński krajobraz i przyroda. Fotografii jest w albumie 237 (na ponad 200 stronach), a dotyczą one ponad 70 miejscowości. Objaśnienia historyczne opracował sam ks. J. Wołczański. Na wstępie dał krótki zarys historii Wołynia, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki kościelnej.
Trudno tu omawiać poszczególne obiekty i zdjęcia. Ich wybór daje dobre pojęcie o różnorodności problematyki. Mamy więc nieliczne kościoły, które przetrwały w swym pięknie i przeznaczeniu, i kościoły zniszczone (na niektórych widać jeszcze ślady niezwykłej wspaniałości), kościoły zabrane i ubogie kościółki na nowo odbudowywane i skromniutko urządzane, czasem aranżowane w izbach domów mieszkalnych. Widzimy też relikty cmentarzy, figury i kapliczki, resztki polichromii. Smutne to, że destrukcja będzie dalej postępować, dobrze się więc stało, że album ten powstał AD 2000.
Na koniec trzeba wyjaśnić, że obaj autorzy są ludźmi urodzonymi w powojennej Polsce, lecz ich rodzinne korzenie tkwią po tamtej stronie. Stąd tyle serca wspólnie włożonego w to piękne dzieło.
Album można nabyć w większych oddziałach TMLiKPW.
Tadeusz Kukiz (T.K.)
Stefan S. Łukowski

Wołyń, ruiny kościoła w Nowym Zahorowie. Fot. J. Walczewski

ZWIASTUN SAMBORSKI
Do rodziny pism kresowych (nie lubimy tego słowa, bo gdzie tam Kresy!) doszło nowe pisemko, na razie skromne i cieniutkie, ale – początki są zawsze trudne. Pismo nazywa się „Zwiastun Sambora” (my wolelibyśmy „Zwiastun Samborski” albo „Głos Sambora”, bo zwiastunem był numer pierwszy), ma przeważnie 8 stron w formacie A5 i coraz ładniejszą winietkę, ostatnio już z herbem Sambora. Jego redaktorami są prezes TKPZL w tym mieście Marian Wawrzyszyn oraz panie Lilia Luboniewicz i Maria Ziembowicz. Skład komputerowy jest dziełem księdza Pawła Filinowicza CR. Pojawiają się już ilustracje.
Pisemko jest miesięcznikiem i zaczęło wychodzić chyba we wrześniu ub. roku (nr 2 jest datowany na X 2000). Do nas dotarło pierwszych 6 numerów. Wyczuwa się, że redaktorzy „rozkręcają” tematykę periodyku i ciągle rozszerzają pole swoich zainteresowań. Piszą o wielu rzeczach: o życiu polskiej społeczności i ich organizacjach, o spotkaniach i uroczystościach; są teksty religijne, wywiady i aktualności. Na pewno będzie tego coraz więcej, ale nawet przy obecnej objętości zmieściłoby się więcej tekstów, gdyby je trochę „ścisnąć”. Warto więc to i owo podpowiedzieć.
Zainteresowania redakcji na pewno obejmie cały powiat samborski. Czytaliśmy już o Wojutyczach i Łanowicach, ale wsi zapewne jest kilkadziesiąt. W wielu pozostały pamiątki: kościoły, zabytkowe zabudowania dworskie, może nawet stare chałupy (one giną najprędzej), cmentarze, kapliczki i tak dalej. W domach samborskich i wiejskich zachowały się może stare sprzęty i urządzenia, obrazy i stroje ludowe (przed kilkunastu laty widzieliśmy ich trochę), a także stare fotografie. To wszystko warto odnaleźć, utrwalić na zdjęciach, a może jakoś zabezpieczyć? Niełatwe to, ale...
Są też ludzie, którzy z pewnością mieliby niejedno do opowiedzenia, o sobie i swoich rodzinach. Czas ucieka – trzeba to rejestrować.
W piśmie warto pisać o znanych samborzanach, którzy działali w swoim mieście, albo gdzie indziej – w dawnych czasach i w powojennym półwieczu. Wielu zapewne przysporzyło chwały Samborowi i Ziemi Samborskiej. Przykłady: rodziny Jaremów, Żuławskich. Trzeba o nich wiedzieć.
Cieszymy się, że w Samborze ukazało się lokalne pismo. Jakby to było dobrze, gdyby w każdym mieście powiatowym coś takiego się pojawiło. W Drohobyczu, Stryju, Złoczowie, nie mówiąc o Stanisławowie i Tarnopolu! Powiecie, że trudno? A czy „swoi” w RP i za granicą nie mogliby pomóc? Bodaj papier dosłać, albo skład komputerowy zorganizować...
Mierzmy siły na zamiary!

Na marginesie chcemy poinformować, że w opracowaniu jest przewodnik-monografia Mościsk i powiatu mościskiego. Gdyby to zainteresowało Samborzan po obu stronach kordonu i zechcieli coś podobnego stworzyć dla swojej małej ojczyzny, to Autorka chętnie im doradzi, jak się do tego zabrać.
Malwina Piskozub

Uważny Czytelnik zauważy zapewne, że powyższa rubryka „Jest co czytać” została oznaczona numerem 23, gdy poprzednia, w CL 4/2000, nosiła nr 14. Sprzeczność ta wynikła z niezbyt konsekwentnego traktowania przez nas omówień czasopism „kresowych”, które w każdym prawie numerze CL zamieszczamy, czasem także poza tą rubryką. Zrobił się więc mały bałagan, który niniejszym porządkujemy. Uważamy to za istotne, ponieważ chcielibyśmy, by było widoczne, jak wiele czasopism o tematyce „kresowej” ukazuje się w RP i poza dzisiejszym kordonem, a także za granicą.
W CL 4/99 zamieściliśmy spis 15 tytułów (z odniesieniem do odpowiednich numerów CL). A oto kolejne, o poprawionej i uzupełnionej numeracji:

16. CL 1/2000 (był nr 11) BIULETYN KOŁA STRYJAN (Londyn)
17. jw. BIULETYN KOŁA STRZECHA STRYJSKA (Wrocław)
18. jw. Z NURTEM STRYJA (Gliwice)
19. CL S/2000 (był nr 12) WOŁANIE Z WOŁYNIA (Ostróg)
20. jw. (był nr 13) ŻYCIE KRZEMIENIECKIE (Poznań)
21. CL 4/2000 (był nr 14) ROCZNIK LWOWSKI (Warszawa)
22. jw. BIULETYN KOŁA SAMBORZAN (Kraków)
23. ZWIASTUN SAMBORSKI (Sambor)