Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• Spodobała się nam wypowiedź Zdzisława Najdera na forum „Polska pośrodku Europy” podczas Kongresu Kultury Polskiej. Za „Rzeczpospolitą” 293/2000 podajemy kilka fragmentów tego wystąpienia. Bylibyśmy usatysfakcjonowani, gdyby Czytelnicy zwrócili uwagę, iż myśli zawarte w tej wypowiedzi są tożsame z ideą, jaka przyświeca redakcji „Cracovia-Leopolis”.

[...] Od ponad tysiąca lat Polska obwieszcza swoją przynależność do Zachodu. Kościół rzymskokatolicki jest od początku najważniejszym składnikiem i symbolem tej przynależności. Zdarzało się, że naszą „zachodniość” kwestionowano [...]. Od końca XVIII wieku bezpośredni zachodni sąsiedzi zaprzeczali prawu Polski do odrębnego istnienia. Wówczas jednak także od zachodu, głównie z Francji, płynęło dla nas wsparcie moralne i wolnościowe natchnienie: najbardziej pamiętnym dokumentem jest „Warszawianka”.
Od wschodu Polska bywała najeżdżana przez wyznawców islamu; z tym sobie jakoś radziła. Ale od końca XVIII w. słowiański Wschód usiłował Polskę po prostu wchłonąć i w sobie rozpuścić. Przymusowe wcielenie do bloku sowieckiego po roku 1945 było dalszym ciągiem tych usiłowań. Dzisiaj jest inaczej; mało kto już kwestionuje, że Polska jest częścią składową Zachodu. Ukraiński historyk, profesor Harvardu, powiedział niedawno, że błędne jest widzenie w Polsce „pomostu między Europą a Wschodem”, bo Polska po prostu jest Europą.
Za tę jednoznaczność zapłaciliśmy wszakże wysoką cenę: jest nią naruszenie tożsamości i ciągłości tak historycznej, jak i terytorialnej. Dzisiejsza Polska znajduje się w miejscu, w którym nigdy przed połową XX wieku nie była, natomiast rozerwany został jej związek z ziemiami, na których powstała istotna część dorobku naszej kultury narodowej.
W porównaniu z dotychczasowymi swoimi dziejami Polska jest dzisiaj państwem prawie monoetnicznym i bardziej spoistym kulturowo niż Francja czy Włochy. Ale jednocześnie Polacy w swoim myśleniu o sobie i o sąsiadach świadomie nawiązują już nie do zafałszowanego w PRL mitu piastowskiego, lecz do mitu wielonarodowej Polski Jagiellonów. Zwycięstwo tego mitu można uznać za pogrobowy sukces Józefa Piłsudskiego, Polaka z Litwy.
Mit ten jednak nie miałby szans na wskrzeszenie, gdyby duch jagielloński nie przenikał tak dogłębnie dziejów kultury polskiej już od czasu fresków w lubelskiej kaplicy zamkowej Władysława Jagiełły, a więc od początku XV wieku. Był to duch współżycia. Współżycia pokojowego w dwu znaczeniach: wieloetniczne państwo nie rozszerzało się przez podboje, ale przez dobrowolne unie, a kultura polska nie była innym narzucana, ale przyciągała do siebie, co widać najlepiej w okresie porozbiorowym, kiedy spolonizowało się tylu Austriaków i Niemców, a granica obszaru polskojęzycznego przesunęła się dalej na wschód. Na Zachodzie bywało zwykle inaczej: przykładem krwawy podbój Szkocji przez Anglików lub jakobińskie porządki Francuzów.
W połowie XX wieku Polska stała się poligonem europejskich doświadczeń militarnych, etnicznych i ideologicznych. Trzykrotnie była terenem działań wojennych na wielką skalę; przez osiem lat, od 1939 do 1947 roku, trwały na jej obszarze walki partyzanckie. W roku 1944 stoczono sześćdziesięciotrzydniową bitwę o jej stolicę. Trzykrotnie doznała okupacji komunistycznej, raz nazistowskiej. Na ziemiach Rzeczypospolitej rozegrał się główny akt zagłady Żydów europejskich. Po roku 1945 miliony Polaków zostały przesiedlone lub spontanicznie zmieniły miejsce zamieszkania. Ziemiaństwo, warstwa społeczna, która przez pół tysiąca lat stanowiła rdzeń kultury polskiej, uległo likwidacji; inteligencja poniosła olbrzymie straty najpierw liczbowe, później moralne.
Te wielkie zbiorowe doświadczenia wywarły ogromny wpływ na kulturę polską. Niekoniecznie w sensie powstałych już pod ich wpływem dzieł, ale w sensie świadomości.. Polska świadomość kulturowa przejawia się dzisiaj nade wszystko w pamiętnikach, ogłaszanych dokumentach życia zbiorowego; dołączają się do tych przejawów poezja i powieść. [...]
Jako zbiorowość odczuwamy wyjątkowo silnie potrzebę ciągłości. Zniszczenia i niedostatki realiów nadrabiamy wyobraźnią. I właśnie nasz narodowy mit ciągłości dziejowej Polaków stanowi konkretne podłoże, tak treściowe, jak i emocjonalne owego poczucia tragizmu. Tak wiele z tego, co kochamy, za czym tęsknimy, zostało bezpowrotnie zniszczone. Tak wiele z tego, do czego jesteśmy serdecznie przywiązani, jest od nas oddzielone. Śnimy o Wilnie i Krzemieńcu [...]. Śpiewamy o Niemnie i o Czeremoszu, czytamy książki o małych żydowskich miasteczkach, jak Drohobycz Brunona Schulza, we Wrocławiu i Warszawie wzruszamy się lwowskimi piosenkami Mariana Hemara. [...] Od Zbigniewa Herberta uczymy się, że pamięć o zmarłych to zobowiązanie dla żywych. [...]
Jesteśmy kresami Europy. Sąsiedzi od wschodu – a przypominam, że ani Litwini, ani zwłaszcza Ukraińcy nie chcą być umieszczani w Europie Wschodniej, lecz przynajmniej w Środkowowschodniej – są otwarci na nasze tradycje okcydentalne, jak obywatelska podmiotowość jednostek i zbiorowości, samorząd lokalny, podporządkowanie władzy prawu, a stosunków międzyludzkich umowom, niepodporządkowanie religii państwu i wiara, której się broni – ale której się nie narzuca.
Nie ma potrzeby przemilczać, że Europa ducha, Europa prawa i sztuki sięgała tak daleko, jak daleko sięgały ongiś granice I Rzeczypospolitej, wspólnej kolebki Polaków, Litwinów, Białorusinów i Ukraińców. Na jej obszarze spotykały się i przenikały kultury, ale składnik łacińsko-europejski był zawsze obecny. Tym śmielej powinniśmy o tym przypominać, że cywilizacja polska nie była cywilizacją podboju. [...]

• Nie znaliśmy dotychczas czasopisma pt. „Wiek Nafty – Zeszyty naukowo-historyczne Muzeum Przemysłu Naftowego w Bóbrce”, a wydawanego przez Stowarzyszenie N.T. Inżynierów i Techników Przemysłu Naftowego i Gazowniczego. Redaktorem naczelnym jest mgr inż. Józef Sozański (to znane nazwisko wschodniomałopolskie), jego zastępcą prof. dr inż. Ryszard Wolwowicz, którego tekst też mieliśmy okazję swego czasu zmieścić (CL 2/97).
Mamy przed sobą zeszyt 3 (32) z września 2000 r. – X roku wydawnictwa. Ma on 36 stron (format A4), na których z satysfakcją zauważamy sporą ilość materiałów związanych z Małopolską Wschodnią (jest ich nawet większość). Znajdujemy więc kolejny odcinek biografii Mariana Wieleżyńskiego na tle dziejów „Gazoliny” (o tej postaci pisaliśmy kiedyś w CL) i życiorysy innych wybitnych nafciarzy: Artura Rappe (1881–1943, rodem ze Stanisławowa), Władysława Jagiełły (ur. 1925 w Borysławiu), wspomnienia starego nafciarza z Borysławia, Franciszka Zamoyskiego. Wśród ilustracji: zdjęcia z budowy gazociągu Daszawa–
–Lwów, szybów w Uryczu.
Ć Również miesięcznik „Nafta&Gaz Biznes”, ukazujący się w Krakowie nie był nam dotąd znany. W nrze 12/2000 ukazał się artykuł pt. Borysławska ropa, napisany przez Piotra Łepkowskiego (o jego wystawie fotograficznej pisaliśmy w CL 4/2000) i Anny Kosteckiej (autorki artykułów w naszym kwartalniku). Poniżej tytułu informacja: Dzięki dużej wydajności złóż w rejonie Borysławia Galicja zajmowała trzecie miejsce w wydobyciu ropy naftowej na świecie!

• Książka Latem w Tocznabieli (Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2000) jest zapisem rozmów, prowadzonych przez dwóch przyjaciół (choć dzieli ich całe pokolenie), profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, A. Mączaka i W. Tygielskiego, z których pierwszy jest mistrzem naukowym drugiego oraz bohaterem tej książki.
Prof. Antoni Mączak urodził się we Lwowie w r. 1928 z ojca przemyślanina i matki lwowianki (z domu Domaszewskiej, o wschodniomałopolskich korzeniach ziemiańskich, a zarazem wnuczki Karola Estreichera). Od trzeciego roku życia jednak mieszkał w Warszawie, ale w domu zawsze panowała tradycja lwowska, na wakacje jeżdżono do II wojny do majątku wuja pod Kałuszem. Matka brała udział w Obronie Lwowa 1918 r.
Prof. Mączak jest specjalistą historii gospodarczo-społecznej. W książce opowiada o swoich życiowych losach, doświadczeniach i dorobku naukowym. W rozmowie przewijają się jego wizyty we Lwowie i poszukiwanie śladów rodzinnej historii.

• Duży rozgłos w mediach nadano w połowie ub.r. sprawie zamknięcia na Targach Książki we Frankfurcie stoiska wydawnictwa „Norton” z Wrocławia, za wystawienie książek rzekomo antysemickich i faszyzujących. Istnieje jednak podejrzenie, że chodziło w istocie o uderzenie wydawnictwa specjalizującego się w literaturze o obliczu narodowym, co wcale nie jest równoznaczne z cechami, które tym książkom przypisano. Nietrudno zgadnąć, gdzie jest źródło takiej nagonki.

• W „Nowym Państwie” z 2 II 01. przeczytaliśmy wypowiedź Pawła Piskorskiego, prezydenta Warszawy i do niedawna prominentnego członka Unii Wolności, który w porę przeskoczył do „Platformy Obywatelskiej”. O UW opowiada: [...] to nie liberałowie rządzili partią za Balcerowicza [...]. To Mirosław Czech kierował unijnym aparatem. [...]
Przypomnijmy, że p. Czech jest sekretarzem generalnym UW, dawniej zaś był dziennikarzem ukraińskojęzycznego czasopisma „Nasze Słowo” (tego, które napisało, że Polska po II wojnie dostała ziemie niemieckie i ukraińskie...). M. Czech, jako wysoki aparatczyk rządzącej, a potem współrządzącej partii, miał niechybnie wgląd do najtajniejszych dokumentów naszego państwa.
Fajne towarzystwo.

• Bardzo ciekawą rozmowę ze znanym w Polsce historykiem angielskim Timothy Garton Ashem, interesującym się nie tylko dziejami, ale i aktualną sytuacją wschodniej Europy, opublikowała „Rzeczpospolita” 78/2000. Rozmowa nosi tytuł Europo, nie czekaj, a przeprowadził ją Krzysztof Masłoń.
W pierwszych zdaniach rozmowy redaktor zauważa: [...] Tym większe było moje zdziwienie, gdy przeczytałem w „Historii na gorąco”, że przeczuwa pan powstanie, jeśli nie niepodległej, to autonomicznej Rusi Podkarpackiej [...]. Tenże nieco dalej: Zaskoczyło mnie pańskie stwierdzenie, iż w Europie najbardziej niepewna jest przyszłość Rosji i Ukrainy oraz, właśnie, Wielkiej Brytanii. I jeszcze dalej: Gdzie przebiega dziś, pańskim zdaniem, granica między Wschodnią a Zachodnią Europą? Wciąż na Odrze i Nysie? T.G. Ash odpowiada: Nie, coraz częściej mówimy zresztą o granicy między Europą Środkową a Europą Wschodnią. Ta granica przechodzi wzdłuż dwóch mało znanych na Zachodzie rzek – Bug i Uż. Ale mam nadzieję, że nie jest to granica ostateczna. Redaktor: Czyli, że powinna się przesuwać dalej na wschód? Odpowiedż: Oczywiście, w końcu to przede wszystkim w Polsce nie trzeba nikomu tłumaczyć, że miejsce Wilna i Lwowa jest w Europie.

• W miesięczniku „Wprost” 49/2000, w artykule Juliusza Urbanowicza pt. Remont skansenu (skądinąd rozsądnie napisanym, o naszych mniejszościach narodowych za wschodnim kordonem) wyczytaliśmy, że: na Ukrainie przy okazji uroczystości na cześć niezbyt popularnego nawet w Polsce Franciszka Karpińskiego dwa konkurencyjne komitety organizacyjne wyrywały sobie pieniądze przeznaczone na ten cel.
To, że owe komitety (zapewne pochodzące z dwóch konkurencyjnych towarzystw polskich w mieście, z którego okolic poeta pochodził) zachowały się nieelegancko, to jedno. Ale to, co pisze autor artykułu o Karpińskim, też ma swój smaczek. Wygląda na to, że autor nie kojarzy, iż Franciszek Karpiński jest autorem jednego z najpopularniejszych w naszej kulturze i najczęściej wykonywanych małych utworów literackich, mianowicie kolędy Bóg się rodzi, a także pieśni Kiedy ranne wstają zorze i Wszystkie nasze dzienne sprawy. Nie tylko tego poety nazwisko staje się zapomniane, zawdzięczając to nowym programom i poziomowi nauk humanistycznych w naszym szkolnictwie. Zapytajcie średnich i młodych Polaków o Konopnicką (ilu słyszało, że to autorka Roty?), o Kraszewskiego, Orzeszkową, Norwida, a nawet Krasińskiego – co o nich wiedzą? Może jeszcze tylko Mickiewicz i Słowacki bronią się przed totalną niewiedzą. Co wcale nie znaczy, by pamięć o tych wybitnych Polakach nie miała być czczona w całej Polsce, a zwłaszcza w okolicach, z których wyszli. Dla Franciszka Karpińskiego rodzinna jest Ziemia Stanisławowska – wieś Hołosków.
Inny przykład żenującej niewiedzy: w „Dzienniku Polskim” przedrukowano komunikat PAP, że na czas czerwcowej wizyty Papieża we Lwowie tamtejsi bezdomni zostaną wysiedleni do miejscowości Briuchowiczi! Chodzi oczywiście o Brzuchowice.
Elżbieta Mokrzyska