Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Anna Piwowarska, DO PARKU LUB NA PIWO

Jak spędzał wolny czas ludek lwowski przed stu laty...
Lwowianie kochali spacery. Była to rozrywka najbardziej przystępna i częsta. Przechadzano się po parku Stryjskim (potem nazwanym Kilińskiego), parku Łyczakowskim, czyli Bartosza Głowackiego, i parku Strzeleckim; udawano się także poza rogatki miasta. Lwowianie mogli poszczycić się również pięknymi lasami. Zieleń okalająca miasto była obiektem zachwytu i podziwu przejezdnych. Chętnie udawano się na spacery na Górę Zamkową (428 m), na której stał kiedyś zamek, a na przełomie wieków pozostały już tylko ruiny, na których z inicjatywy Franciszka Smolki, w 300 rocznicę Unii Lubelskiej – w 1869 r. – rozpoczęto usypywanie Kopca, tworząc tym samym nowe miejsce dla spacerowiczów. Nie ma chyba na świecie miasta, na którego niemal wszystkie zakątki, ba – i bezpośrednie okolice, roztaczałaby się panorama tak rozległa jak ta, którą lwowianin obejmował ze szczytu kopca Unii Lubelskiej.
We wschodniej stronie miasta znajdowała się Czartowska Skała (414 m npm.), od południowego wschodu Lwów otaczała Pohulanka, gdzie jeszcze na początku XX wieku istniały piękne lasy, polanki, jary, niezabudowane wzgórza. Nazwana była przez lwowian Arkadią, ze względu na dzikość natury, a równie dzika była pobliska Cetnerówka. Terenem do górskich wycieczek była Lonszanówka, znana bardziej jako Kajzerwald.
W zakamarki parku Stryjskiego udawano się, aby pozbierać myśli, pobyć trochę samemu. Spacer po tych jarach był możliwy tylko dla wyrostków i ludzi szukających zupełnego odosobnienia dla zebrania myśli lub inicjatywy dla wyczynów literacko-artystycznych. Tak było na początku, by potem obszar ten (…) z bezużytecznego wertepu stał się najurodziwszym w Polsce. Wspaniałe aleje, góry, doliny, bogata roślinność przyciągały. Obok tego parku w 1894 roku zorganizowano Wystawę Krajową, z okazji 100. rocznicy powstania kościuszkowskiego. Po obchodach rocznicowych plac powystawowy stał się miejscem spotkań mieszkańców galicyjskiej stolicy.
Oazą zieleni mieszczącą się przy ulicy Kurkowej był Ogród Strzelecki. Leżał on u podnóża, na stokach i na grzbiecie Góry Wilczej, sąsiadował od północnego wschodu z ogrodem Sobieszczyzny i otwierał oku ze swego punktu szczytowego interesujący widok na kopiec Unii Lubelskiej (…). Dalej spiętrzyły się nad ulicą Kurkową ogrody późniejszej lecznicy Ubezpieczalni Społecznej, klasztorów Franciszkanek i Marianek. Wystarczyło dojść do końca ulicy i wkroczyć na Leśną, by pnącą się do góry ścieżką dosięgnąć rozległych wzgórz Kajzerwaldu, które towarzyszyły ulicy Łyczakowskiej w jej pochodzie na wschód, dosięgając Jałowca i Krzywczyc. Kto z Jałowca skierował się z powrotem ku miastu, mógł zażyć przyjemnego wypoczynku w parku Bartosza Głowackiego, gdzie miły cień i ochłodę niosły głównie brzozy i pachnące drzewa iglaste (…). Z parku Głowackiego droga do dalszej włóczęgi po Cetnerówce, a stąd po lesistej, malowniczo pogarbionej Pohulance (…)

Od drugiej połowy XIX wieku na przedmieściach i obrzeżu miasta stały się popularne – na wzór wiedeński – ogródki miejskie, gdzie mile bawiono się pod gołym niebem, przy akompaniamencie orkiestry. Ich największa liczba znajdowała się na Łyczakowie i wokoło Wysokiego Zamku. W tych podmiejskich ogródkach humoryści zabawiali gości.
Na każdej ulicy i przedmieściu, na parterach czynszowych kamienic, powstawały szynkownie, do których z wielką przyjemnością udawali się mieszkańcy Lwowa. W sali szynkowej najważniejszą rolę odgrywał szynkwas, czyli bufet. Każdy szynk posiadał pewną liczbę ław, krzeseł i stołów pokrytych ceratą. Część klienteli konsumowała stojąc przy bufecie lub pod ścianą. Zamawiano najczęściej alkohol – wódkę i piwo. Wejdź do środka, a ujrzysz stek brudu i niechlujstwa, wybite szyby, zatkane szmatą, na które wstręt spojrzeć, (…) podłogę pełną śmieci i nieczystości, (…) kilka ław i nigdy nie umyty stół (…).
Reklama lwowskiego piwa, lata 20. ub. wieku
Najbarwniejszą i najpopularniejszą dzielnicą Lwowa był Łyczaków. Cały Łyczaków tworzył jedną wielką rodzinę. Wspólnie bawiono się na rodzinnych imprezach: weselach, chrzcinach oraz w znanych szynkach, np. „ślepego Maćka” na górnym Łyczakowie, gdzie – jak napisał Mieczysław Opałek w swych wspomnieniach – (…) wypadało często oddawać stołki i ławy do remontu. Zawsze pełne gości były szynkownie: „Pod Rakiem” i „U Weissmana”. W kamienicy Höflingów istniała szynkownia „pod Turkiem”, gdzie o każdej porze roku i nadarzającej się okazji tętniło życie towarzyskie. Można było także zajrzeć do ogródka „Pod Gołąbkiem”, napić się piwa „u Kijaka” oraz w popularnym szynku Schönfelda.
W ciasnych, dusznych lokalach na przedmieściu Żółkiewskim zabawa plebsu lwowskiego zmieniała się w picie na umór. Za rogatką żółkiewską tańczono „u Kisielki” i „u Fleichmana”. Na przedmieściu Stryjskim był ogródek „Na Żelaznej Wodzie”, „u Cieślewiczów” i na Zofiówce „u Jaworskiego”. Po drugiej stronie miasta, na ulicy Szerokiej, potem nazwanej Kopernika, przy browarze znajdował się słynny ogródek Prochaski.
Wokół Wysokiego Zamku istniała kumulacja ogródków. Od strony ul. Zamkowej był ogródek Florka. Tu oprócz zwykłej huśtawki, która była atrakcją tych miejsc, była huśtawka „rosyjska”, sięgająca na kilkanaście łokci wzwyż. Ogródek ten dysponował także dużą karuzelą z drewnianymi końmi na łańcuchach. Tu właśnie w niedziele, dni wolne od pracy udawano się z dziećmi. Pod Zamkiem od innej strony, przy ulicy Teatyńskiej, była zwana przez mieszkańców „sala do tańca” u Jagermana. Często zabawy te po spożyciu dużej ilości alkoholu kończyły się smutno, dochodziło do bójek, kłótni, a nawet zbrodni. W ogródku „Pod Słowikami” przy placu Bernardyńskim (…) bardzo często wpadało się o każdej porze, by „na kolanie” coś przegryźć i odpocząć w cieniu kasztanów.
Najmniej ogródków znajdowało się przy ul. Gródeckiej, tam istniały tylko dwa ogródki: „Pod Różą” i „Pod Capkiem”. A tak ten lokal opisał w swych wspomnieniach Mieczysław Opałek: Zasiedliśmy przy kwadratowym stoliku, na który wniósł fertyczny Żydek w białym kabacie pękatą flaszkę, talerz z piernikami i nieduże szklaneczki. Napełniono je ciemnym pachnącym płynem, a był to słodziutki napój ze znanej miodosytni Blauta w Janowie. Właściciele podobnych lokali mogli liczyć na dużą liczbę gości, gdyż taka forma rozrywki była tania, a gospodarze dbali o klienta, zawsze mili i uśmiechnięci zachęcali do kosztowania piwa, kłaniając się w pas: Moryc zetrzyj stół, Jakub zapal gaz, Adolf podaj krzesła.

Najstarszą kawiarnią we Lwowie z okresu autonomii galicyjskiej była „Kawiarnia Dobrowolskiego”, zwana potocznie „Piekiełkiem”. Mieściła się przy ulicy Krakowskiej, przetrwała ponad 50 lat (1848–1902). Początkowo przychodzono by poczytać aktualną prasę, z biegiem czasu dominującą scenerią tego miejsca były szklanki latające w powietrzu, litry rozlanego piwa i walki „honorowe” na policzki. „Piekiełko” szybko stało się mordownią, gdzie w bardzo łatwy i szybki sposób można było doznać urazów cielesnych, złamać nos i znaleźć się z hukiem na ulicy Z biegiem lat stała się zwykłą mordownią. Ów lokal był miejscem, gdzie po całonocnej wędrówce od szynku do szynku bawiący się Lwów trafiał na czarną gorącą kawę, która była ratunkiem i jedynym lekiem dla pijanych gości. Można tu było spotkać klientów
z lwowskich restauracji, m.in. Zihna, Götza lub Stadmüllera. Lokal ten był otwarty całą dobę, zawsze pełen gwaru i huku. A tak wyglądał: Pierwsza sala, długa niby wydęta kiszka, stanowiła czytelnię, a przechodząc wąską szyją i po kilku schodkach w salę bufetową nadawała całej kawiarni wrażenie korytarza, którego głowę stanowił bufet, najeżony butelkami, a ogon szeleścił czarnemi płachtami dzienników i jaskrawą ilustracyą pierwszej stronnicy pism humorystycznych. Wśród błękitnych warstw dymu, drgających promieni lamp i odbiciem ścian lakierowanych, szumiało tu przez pół wieku życie gwarne i krzykliwe, bez granic niby i miary, szerokie, jak rozbawiona ludzka natura (…) Podczas takich spotkań żywo i z wielkim zaangażowaniem zbierający się tam lud dyskutował o sytuacji w mieście. Po wybudowaniu w 1894 roku trasy dla tramwajów elektrycznych dochodziło do ostrych komentarzy w szynkowniach. (…) złorzeczono ojcom miasta, przy użyciu co najsoczystszych wyrazów. Pożary szewskiej pasji (…) gaszono kuflami lwowskiego piwa, a kreski znaczone kredą na szynkwasie przez szynkarza świadczyły, że tych piw „wychlano” dużo, oj, dużo!
Niezwykle korzystnym okresem dla właścicieli szynkowni i ogródków była pora maja i października, gdy do stolicy na czas jarmarku zjeżdżali się kupcy i handlarze z całej niemal Galicji. Jarmarki świętojurskie, które trwały tylko do lat osiemdziesiątych XIX wieku, były nie lada atrakcją. Rojno i gwarno było w mieście już w przeddzień otwarcia jarmarku, choć właściwie ich tętno biło na placu świętojurskim, (…) Po całym dniu targów i sprzedaży chętnie wypoczywano w pobliskich szynkowniach i ogródkach, popijając piwo i zachwycając się wyrobami zakupionymi na jarmarku (garnki, ozdoby, kożuchy, buty). (…) po zakupie pierników lub obwarzanków miło było ludziom starszym ułożyć zmęczone cielsko na trzeszczącym krześle lub twardej ławce, pokrzepić się piwem, kwaśnym mlekiem lub czystą.
Spacer po uroczych miejscach, łyk piwa w szynkowni o śmiesznej nazwie to niewątpliwie miła forma spędzenia popołudnia we Lwowie przełomu wieków, gdzie chociaż na chwilę w miłym towarzystwie można było odpocząć i oderwać się od codziennych trosk.


LITERATURA
Baranowski B., Polska karczma. Restauracja. Kawiarnia, Wrocław 1979
Braiter B., Dawny Lwów, Lwów 1937
Czuma M., Mazan L., Austriackie gadanie, czyli Encyklopedia Galicyjska, Kraków 1998
Habela J., Kurzowa Z., Lwowskie piosenki uliczne, kabaretowe i okolicznościowe do 1939, Kraków 1989
Jakubowska U., Lwów na przełomie XIX i XX wieku. Przegląd środowisk prasotwórczych, Warszawa 1991
Jaworski F., Lwów stary i wczorajszy. Szkice i opowiadania, Lwów 1911, reprint, Kraków 1989
Krajewski A., Lwowskie przedmieścia. Obrazki
i szkice sprzed pół wieku. Biblioteka Lwowska, T.VIII, Lwów 1909
Machowski S., Bernardyński mijam plac, Wrocław 1989
Nahlik S.E., Przesiane przez pamięć, T. I, W rodzinnym gnieździe, Kraków 1987
Opałek M., O Lwowie i mojej młodości. Kartki z pamiętnika 1881–1901, Wrocław 1987
Schleyen K., Lwowskie gawędy, Londyn 1967
Wasilewski S., Lwów, Seria: Cuda Polski, T. VI, Poznań 1931