Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

List ze Szczecina, od Pana Profesora Remigiusza Węgrzynowicza:

Z przyjemnością i dreszczykiem emocji biorę do ręki każdy nowy zeszyt CL, który pozwala wracać do „kraju lat dziecinnych...młodości radosnej a czasem chmurnej...” Stąpać po tak dobrze znanych ulicach, spotykać znajomych, przyjaciół.
Wzruszający list Pani Anny Obfidowicz z Kazachstanu, [...] z Gieorgiewki, przypomniał mi, że w tej miejscowości również przebywał na zesłaniu z rodziną (matką i siostrami) mój kolega z gimnazjum i drużyny harcerskiej, Janek Stolarczyk. Organizował on w tych trudnych warunkach (u popa) podsłuch radiowy. Uzyskane wiadomości ze świata wraz z artykułami podtrzymującymi „ducha narodowego”, wydawał w miejscowej gazetce (oczywiście tajnej) ręcznie pisanej! Rękopisy niektóre zachowały się na Jasnej Górze u oo. Paulinów. Ten dzielny harcerz wrócił do Lwowa (nielegalnie). Pracowaliśmy razem w szpitalu psychiatrycznym na Kulparkowie. Mimo zmiany nazwiska, NKWD wykryło go i aresztowało. Bestialsko zamordowany w więzieniu, przed ucieczką sowietów ze Lwowa.
Zdjęcie autorki listu z p. Aliną Łukowską, która pozostała we wdzięcznej pamięci wielu „karmicieli wszy”. Ta wspaniała dzielna dziewczyna, pracowała ze mną w instytucie Beringa. Sortowała („pielęgnowała”) karmione przez nas wszy. Często, chcąc ulżyć naszym ogryzanym nogom, skracaliśmy obowiązkowy czas przeznaczony na karmienie.. Efektem było „nie wyrobienie normy”. Wszy po prostu nie dokarmione ginęły. Groziło to wyrzuceniem z pracy i pozbawieniem bezpiecznej przed łapankami legitymacji. Świadoma tego pani Alina w wiadomy jej sposób „rozmnażała” w naszych klatkach brakujące. Była jedną z wielu dzielnych, cichych bohaterek, które narażały życie dla bliźnich bez rozgłosu. Pozostała we wdzięcznej pamięci mojej i wielu, którym ratowała egzystencję w tym trudnym okresie.
W Słowniku geograficzno-historycznym, pani dr Danuta Nespiak pisze o licznych zmianach personalnych wśród wykładowców Akademii Medycyny Weterynaryjnej w okresie okupacji. Pozwolę sobie dodać, że zmiany te nie wpłynęły na poziom i „atmosferę polską” tej uczelni. Zgodnie z ówczesnym stanem faktycznym zmiany kadry profesorskiej były wieloprzyczynowe. Przedwojenna kadra profesorska w zdecydowanej większości zarówno w okresie pierwszej i drugiej okupacji sowieckiej jak i niemieckiej, prowadziła wykłady, (oczywiście w języku polskim). Śmiercią naturalną zmarli: prof. Gajewski, Niemczycki i doc. Moraw. Zamordowani zostali prof. Hamerski i prof. Gizelt. Poza granicami kraju znaleźli się :prof. Aleksandrowicz, prof.Olbrycht oraz doc. Mglej. W czasie okupacji niemieckiej prof. Markowskiego zastępował prof. Łopatyński (narodowości ukraińskiej) a prof. Mikutaszka – prof. Andrijewski (narodowości białoruskiej). Obydwaj profesorowie znakomici uczeni z Wydz. Weterynarii Uniw. Warszawskiego. Prof. Olbrychta (przebywającego w Anglii) zastąpił prof. Herman (szef AK Okr. Stanisławowskiego). Fizykę wykładał prof.gim. Kuczer (narodowości ukraińskiej). Wykładowcami narodowości niemieckiej byli: doc Sedlmeier, dr Engler, dr Magler, oraz kolejni dyrektorzy uczelni: dr Habesang i dr Witte. Lektorem języka niemieckiego był prof.gim. Dąbrowski. Dyrektorem w czasie pierwszej okupacji sowieckiej był doc. Czinczenko (Ukrainiec). W czasie drugiej okupacji prof. Czebotarew (Rosjanin). W Akademi Medycyny Weterynarynej pomimo zmian nazwy (Lwiwskij Instytut Weterynaryjnyj, Tierarztliche Institute.Tierarztliche Fachkurse), program nauczania nie ulegał zasadniczym zmianom. Profesorowie, asystenci, pracownicy obsługi, starali się sprostać zadaniom dydaktycznym i naukowym, stwarzając klimat normalności – enklawy. Przekraczając bramy uczelni w salach wykładowych, klinikach, znajdowaliśmy inny świat, który poza murami uczelni już nie istniał... Wspaniali Nauczyciele, świadomi jaką rolę spełnia polska uczelnia o bogatej tradycji akademickiej, starali się rangę tę zachować mimo niesprzyjających warunków.


Dziękując za niezwykle ciekawe wspomnienia, nie możemy nie złożyć specjalnego podziękowania za ogromnie dla nas pochlebne i miłe słowa w pierwszym zdaniu listu.

Nasz miły Czytelnik i Korespondent, zamieszkały we Wrocławiu, p. Wiesław Wertyporoch, zwrócił uwagę na błąd w nazwie szczytu wschodniobieszczadzkiego (a nie w Czarnohorze czy Gorganach), jaki znalazł się w CL 4/06 (patrz errata w tym numerze), w tekście przepisanym z innej publikacji. Chodzi o Paraszkę, którą mylnie napisano jako Fraszka. Nasza wina polega na niezauważeniu tego błędu, wynikłego zapewne przy skanowaniu komputerowym pierwotnego tekstu, na pewno bezbłędnego (nie możemy sprawdzić, bo nie mamy obecnie dostępu do odnośnej książki).
Pan Wiesław przysłał nam mapkę okolic Skolego z zaznaczeniem Paraszki, a na zakończenie swego listu pisze m.in.:

... zabrakło mi oprócz korekty w ostatnim numerze „CV” [? – raczej CL] jakiejś logiki: wyśmiewacie się z kogoś, kiedy wcześniej popełniacie takie same błędy, zdecydowałem się na skreślenie tych kilku słów, ponieważ nie jest mi obojętne jak wygląda i jaka jest treść „CV”, który to kwartalnik wszystkim i zawsze polecam.

Bardzo dziękujemy za te dobre słowa, a także za zwrócenie nam uwagi. Ale – porównując zarazem nasz błąd z notatką „wyśmianą” przez nas w tym samym numerze CL (na str.76) na temat nazwy „Jaremcha”, nie utrafił Pan i wytoczył zbyt dużą armatę. U nas jest błąd literowy, natomiast tam niewiedza: „Jaremcha” to po pierwsze: użycie rosyjskiej (nawet nie ukraińskiej) nazwy, po drugie „modne” stosowanie angielskiej pisowni do naszych nazw (słowiańskich, dość łatwych do transliteracji, mimo innego alfabetu). Spotykamy się z tym nonsensem coraz częściej i staramy się go wytykać. A wszystko razem: ignoracja, nie błąd.
Zaś co do znajomości gór i ich nazw, to zapewniamy Pana, że jedne i drugie znamy, bywamy tam i często nich piszemy w CL. Nie zauważył Pan?
Łączymy pozdrowienia.

Pisze p. Piotr Marek Stański:

W pierwszym tegorocznym numerze „Cracovia-Leopolis”, w zamieszczonym spisie lwowskich tablic pamiątkowych, zapomnieliście o zasłużonym lwowskim lekarzu i filantropie, Tadeuszu Żulińskim (1839–1885), uczestniku Powstania Styczniowego i paryskim emigrancie, osiadłym po powrocie do kraju we Lwowie, gdzie był chemikiem patologiem w Szpitalu Powszechnym i radnym miejskim, inicjatorem powołania wydziału lekarskiego na miejscowym Uniwersytecie, udzielającym bezpłatnych porad medycznych potrzebującym (z tego powodu w Paryżu chodził do pacjentów pieszo, gdyż nie stać go było na dojazd omnibusem). Na dawnej ulicy Gliniańskiej 10, noszącej potem jego imię [...], na odnowionej kamienicy, będącej miejscem jego ostatniego zamieszkania, gdzie zmarł, znajduje się stosowna tablica. Inna tablica, poświęcona jego pamięci, znajduje się w kościele dominikanów, w drugiej kaplicy na prawo od głównego ołtarza, umieszczona decyzją lwowskiej Rady Miejskiej.
Również bracia T. Żulińskiego zasłużyli się dla narodowej historii jako styczniowi powstańcy, przy czym matematyk Roman, jako członek powstańczego rządu stracony został na stokach warszawskiej Cytadeli wraz z Romualdem Trauguttem. Pozostali byli zesłani, jak Edward, lub udali się na wychodźstwo do Paryża. Następnie powrócili do autonomicznej Galicji i zamieszkali we Lwowie, przy czym Józef był działaczem oświatowym oraz pionierem organizowania kolonii dla dzieci (w Rymanowie), a ksiądz Kazimierz represjonowany przez Kościół pod wpływem władz austriackich za wygłoszenie płomiennego kazania podczas pogrzebu Agatona Gillera w Stanisławowie.

Bardzo dziękujemy za te informacje. Wyjaśniamy, że lwowskie tablice pamiątkowe zostały przez nas podane w CL 1/07 w oparciu o przysłany nam materiał, jednak bez wyjaśnienia, które istnieją, a które nie. Kto nam to może podać?

List z Pruszkowa od p. Jacka Marczyńskiego:

W numerze CL 1/07 ukazał się list Pana Andrzeja Pawłowskiego zawierający uzupełnienia informacji o jednostkach WP stacjonujących we Lwowie podane przez Pana Adama Trojanowskiego w artykule opublikowanym w numerze CL 4/06. Mimo tych cennych uzupełnień temat garnizonu lwowskiego nie został do końca wyczerpany. Spróbujmy więc usystematyzować i uzupełnić wiadomości. Lwów w Polsce Niepodległej był największym garnizonem w Małopolsce Wschodniej. Miały tu siedziby Dowództwo Okręgu Korpusu (DOK) nr VI, Inspektorat Armii, Dowództwo 5 DP, sztab Lwowskiej brygady Obrony Narodowej, dowództwo Grupy Artylerii nr 6 oraz organy służb: intendentury, uzbrojenia, uzupełnień, taborów i remontu, zdrowia, weterynaryjnej, sprawiedliwości, geograficznej, duszpasterstwa i budownictwa wojskowego1. W mieście stacjonowały dwa pułki piechoty 5 DP: 19 i 40, 3 batalion 26 pułku piechoty, dwa pułki artylerii 5 pułk artylerii lekkiej (pal) i 6 pułk artylerii cięzkiej (pac), 6 batalion pancerny (bpanc) 6 pułk lotniczy (Skniłów) 6 dywizjon artylerii przeciwlotniczej (daplot) batalion ON „Lwów I” oraz 6 dywizjon taborów. W mieście siedzibę miały też Wojskowy Sąd Okręgowy nr 6, Prokuratura Wojskowa nr 6, Wojskowe Więzienie Śledcze nr 6 oraz Szpital Okręgowy nr 6 na 700 łóżek2.
Autorzy artykułu i listu prawidłowo zlokalizowali już koszary 19 pp, 5 pal, 6 pac, 6 bpanc, oraz siedzibę DOK nr 6.
W tym miejscu warto wyjaśnić różnicę pomiędzy DOK, a Inspektoratem Armii. Dowództwa Okręgów Korpusów po 1926 r. były jedynie organami administracyjno – gospodarczymi i nie miały żadnych uprawnień dowódczych w stosunku do jednostek wojskowych stacjonujących na obszarze DOK.
Natomiast w Inspektoraty Armii były tworzone począwszy od 9 maja 1921 r. na miejsce rozwiązanych dowództw armii. Były one zalążkami przyszłych sztabów armii. Powstały one w różnym czasie. Najpóźniej, bo dopiero 15 października 1922 r., zorganizowano Inspektorat Armii nr I z siedzibą w Wilnie.

Na czele Inspektoratów stali generałowie będący równocześnie członkami Ścisłej Rady Wojennej a po jej likwidacji zostali członkami Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych (GISZ). Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych był marszałek J. Piłsudski, a po jego śmierci marszałek E. Śmigły-Rydz. W 1939 r. było 10 inspektorów armii, przy czym tylko 5 inspektorów miał siedzibę poza Warszawą. We Lwowie przy ul. Romanowicza 13 była siedziba inspektoratu nr V.
Inspektorami Armii we Lwowie byli generałowie:
1921–1923 Stanisław Haller,
1926–1929(?) Mieczysław Norwid-Neugebauer,
1929–1934(?) Juliusz Rómmel,
1934–1939 Kazimierz Farbycy.

Ostatni Inspektor gen. K. Fabrycy w tragicznym Wrześniu 1939 r. dowodził Armią Karpaty. Warto jeszcze dodać, że siedziba DOK przy Placu Bernardyńskim nr 6 miała już bogate tradycje wojskowe bowiem w tym budynku do 1918 r. mieściło się austriackie KuK Armee Komando.
Uzupełnienia zaś wymagają informacje o koszarach 14 puł. i 40 pp. Otóż oprócz koszar na Jałowcu 14 pułk ułanów posiadał również koszary na ul. Łyczakowskiej (naprzeciwko wylotu ul. Paulinów). Stacjonował w nich szwadron zapasowy pułku. Natomiast 40 pp oprócz koszar przy ul. Św. Piotra stacjonował też w koszarach przy ul. Łyczakowskiej nr 76–80. Najprawdopodobniej w tych koszarach stacjonował też baon ON „Lwów I” Z kolei 6 daplot stacjonował w koszarach przy ul. Teatyńskiej 6 (czerwone koszary) wraz z I dyonem 6 pac. W 1939 r. dowódca dyonu był ppłk Ireneusz Kobielski3 . Dywizjon ten należał do najlepiej wyposażonych. Posiadał nowoczesny całkowicie zmotoryzowany sprzęt. Składał się z 5 baterii. Trzy baterie wyposażone były w 40 mm armaty przeciwlotnicze „Bofors” wz. 36 produkowane w Polsce na szwedzkiej licencji. Dwie pozostałe posiadały polskie 75 mm półstałe armaty wz. 384. Może ktoś z czytelników pamięta czy kiedykolwiek ten armaty były pokazane na defiladzie? Do ustalenia pozostaje jeszcze miejsce stacjonowania 6 dywizjonu taborów oraz 3 baonu 26 pp.
Warto jeszcze dodać, że w 1939 r. na ukończeniu była budowa Domu Żołnierza przy Placu gen. Orlicz-Dreszera. Uroczyste otwarcie było zaplanowane na dzień 1 września 1939 r5.
Na zakończenie przypomnę jeszcze, że we wrześniu 1939 r. Dowództwo Obrony Lwowa mieściło się w przy ul. Zielonej 12.
Jacek Marczyński
1    W. Włodarkiewicz, Lwów 1939 Warszawa 2003 s. 21
2    Tamże
3    M. Kopczewski, Z. Moszumański, Polska obrona przeciwlotnicza 1920–1939, Pruszków 1996 s. 60.
4    A. Stachula, Obrona powietrzna II Rzeczypospolitej, Słupsk 2001 s. 110.
5    St. Piekarski, Domy Żołnierza Polskiego, Warszawa 1997 s. 127.


Bardzo dziękujemy! Teraz wiemy już wszystko (a nie prawie wszystko?)!