Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Tadeusz Łodziana, LWÓW, SOPOT, WARSZAWA

Dokończenie z numeru 2/01

Nie mogliśmy wyjść ze zdumienia, jak nasze miasto podupada z każdym dniem. Jak w parę tygodni można zmienić jego oblicze, które upodobniło się do miast, które zwiedziliśmy. Powstały nowe gipsowe pomniki Stalina i Lenina siedzących na ławce – pozłacane, z fabryki rzeźb. Na elewacjach kilometrami ciągnęły się transparenty pisane cyrylicą. Zaniedbane wystawy, brud i smród dziegciu, który snuł się za defilującymi bojcami. A wojsko śpiewało: ...jesli zawtra wojna, jesli zawtra w pochod...

Szkołę wizytowali chudożniki, m.in. akademik Gierasimow. Były mityngi, pojono nas wódką w celu rozwiązania języków. Studenci sowieccy zadawali nam pytania: Znajesz, kto eto Mikełandżeło, a? Mieli nas za „niekulturny narod”. Przecież to oni, jak wmawiała propaganda, przynosili nam wolność, swobodę, pokój, kulturę przodującego narodu, no i cywilizację. Nie muszę mówić, jakie to miało pokrycie w otaczającej nas rzeczywistości.
Uciekinierów wywożono. Profesor Wnuk z żoną Józefką, energiczną osobą, uratowali Aleksandra Rafałowskiego, malarza (po wojnie profesor ASP w Warszawie). Nie uratowano przed wywózką Czesława Rzepińskiego, malarza (po wojnie profesor i rektor ASP w Krakowie), który dwa lata szedł piechotą do kraju, gdy go z łagru zwolniono.
Lwów zasiedlali Rosjanie w miejsce wywożonych na nieludzką ziemię lwowiaków. Uczyliśmu się trudnego systemu państwa sowieckiego. Pobieraliśmy bolesne lekcje, które w niedalekiej przyszłości miały się przydać w PRL-u.

Przesiadywaliśmy w szkole razem z profesorami do późnych godzin wieczornych. Nie bardzo pamiętam, kiedy Profesor zwichnął czy złamał nogę, a ja przyniosłem mu drewniane lekarskie kule, by mógł chodzić (mieszkał na tyłach szkoły). Przy pomocy kuli robił korekty, wskazując nią na błędy w naszych pracach.
22 czerwca 1941 roku wybuchła niespodziewanie wojna bolszewicko-niemiecka. Nastąpiła paniczna ucieczka Rosjan. NKWD wymordowało więźniów, podpalono więzienia. O Niemcach nie wiedzieliśmy nic poza tym, że nadchodzi inny wróg. 4 lipca rozstrzelali profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza na stokach wuleckich. Gestapo przy pomocy agentów ukraińskich aresztowało Polaków i Żydów. Nadszedł czas pogardy. Zaktywizował się ruch oporu ZWZ-AK.
We wrześniu otwarto szkołę pod nazwą Kunstgewerbeschule in Lemberg. Studiowaliśmy nadal. Profesor był z nami. Po roku zamieniono szkołę na zakłady artystyczne dla potrzeb miasta. Cały budynek zajęły wojska żandarmerii. Wydzielono nam dostęp do pracowni. Niemcy zaangażowali naszych profesorów, Mariana Wnuka i Józefa Starzyńskiego, do prac dekoracyjno-rzeźbiarskich w teatrze im. Łesi Ukrainki, mieszczącym się w starym gmachu hr. Skarbka obok Teatru Wielkiego.
Sezon zimowy 1942/43 przeżyliśmy przy „kozach”, paląc już sprzętem szkolnym. Pomagaliśmy przy odlewach, sztukateriach – czuliśmy się potrzebni, ciągle pod opieką profesorów.
Latem 1943 r. Profesor wyjechał na wieś pod Lwów, gdzie wykonywał rzeźbę w kamieniu – św. Józefa, na zamówienie księdza. Parokrotnie odwiedziliśmy Profesora. Nie zapomnę poczęstunku na plebanii – wiejski chleb, prawdziwe masło, niefałszowane mleko. Była to prawdziwa uczta. A byliśmy często głodni.
W tym czasie rozprowadzałem konspiracyjne gazetki. Wręczałem je profesorom bez zbędnych słów. Rewanżowali się innymi. Po wojnie dowiedziałem się, że Profesor był w komórce AK „Żegota”, która niosła pomoc Żydom. W 1944 r. niespodziewanie wyjechał do Warszawy. Okazało się, że w jego mieszkaniu gestapo urządziło „kocioł”. Profesor z żoną wprost z ulicy opuścili Lwów. [...]


Spotkaliśmy się dopiero w 1945 roku w Krakowie na linii A–B na Rynku. Zaproponował mi wyjazd do Sopotu, gdzie organizował szkołę. [...] Pracował też jako pedagog na Politechnice Gdańskiej. Byłem tam jego młodszym asystentem w Katedrze Rysunku, Malarstwa i Rzeźby na Wydziale Architektury. Z Krakowa zjechał Aleksander Kobzdej, który został asystentem u prof. Władysława Lama z Politechniki Lwowskiej. [...] Było jeszcze paru kolegów ze Lwowa na innych wydziałach. Wiedliśmy beztroskie życie w zielonym, gwarnym Sopocie. Biesiadowaliśmy w knajpach i kawiarniach, niemal wszyscy mieliśmy stypendia i tanie domy akademickie. Dorabialiśmy pracami zleconymi w odbudowującym się Gdańsku. Profesor uczestniczył w lokalnych wystawach i konkursach. Brał też udział w konkursie przed Olimpiadą 1948 r. w Londynie. Jego kompozycję – dwie dziewczyny w walce o piłkę – razem z Adamem Smolaną ledwo zdążyliśmy odlać, zapakować i wysłać na termin. [...]
W 1949 r. Profesor wyjechał do Warszawy, gdzie objął pracownię rzeźby na ASP. Rzeźbę, którą pozostawił w pracowni szkolnej – był to portret lwowskiego aktora Tadeusza Surowy – odlałem po cichu. Oddałem ją Profesorowi w Warszawie ku jego zdumieniu. Rzeźbę tę wystawił w Zachęcie.
Jesienią 1949 r. w Poznaniu odbył się festiwal wszystkich szkół artystycznych. Urządzałem wystawę naszej szkoły. [...] Szkoła, a zwłaszcza rzeźba sopocka, otrzymała nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki za wysoki poziom prezentowanych prac. Był to sukces pedagogiczny Profesora.
W 1950 roku Profesor sprowadził mnie do Warszawy. [...] Zostałem jego asystentem na Wydziale Rzeźby. Pracowaliśmy w piwnicach odbudowującego się zespołu pałacowego Raczyńskich, obecnej siedziby ASP. Nie mieliśmy pracowni ani mieszkań. Wieczorem spotykaliśmy się w restauracji „Kameralna” przy ul. Foksal, gdzie w pałacu Zamoyskich mieściły się siedziby Związku Polskich Artystów Plastyków i Stowarzyszenia Architektów. W „Kameralnej” dziennej spotykało się przyjezdnych artystów spoza stolicy: Jacka Pugeta, Stanisława Teisseyre [lwowianin, osiadły w Poznaniu – przyp.red.], Jerzego Bandurę, Marię Jaremiankę, małżeństwo Skarżyńskich i wielu innych. W barku siadywał Marek Hłasko, Janusz Minkiewicz, Józef Prutkowski i inni literaci. Później pojawił się Zbigniew Cybulski. [...]
W latach sześćdziesiątych Profesor powoli odchodził od rzeźby realistycznej. Poszukiwał innych środków wyrazu, zaczął rzeźbić bezpośrednio w materiale w ogródku przy pracowni na Mokotowie. [...]
Od 1959 roku Marian Wnuk urzędował przez dwie kadencje jako rektor ASP. Brał udział w najrozmaitszych zebraniach, komisjach w Związku i w Ministerstwie. Zabierało mu to wiele czasu, miał coraz więcej obowiązków. Był przygnębiony. Zauważyłem, że coś się z nim dzieje, że to już nie ten nasz ideał. Podupadał na zdrowiu, załamywał się nerwowo i psychicznie. Tryb życia i odpowiedzialność za szkołę zaważyły na jego kondycji. W 1966 r. NIK razem z MKiS prowadziły kontrolę. Były rozmaite zastrzeżenia, doszukiwano się uchybień, nawet w dydaktyce. Inspektorzy w ogóle nie rozumieli specyfiki uczelni artystycznej. Ich przedłużająca się obecność w szkole była bardzo stresująca dla Profesora. [...]
Rozpoczął przygotowania do nowego roku akademickiego. I nagle, w najmniej oczekiwanej chwili – odszedł. Był wrzesień 1967 roku.
Odbył się uroczysty pogrzeb na koszt państwa. Trumnę okrytą kirem wystawiono w pracowni. Z kaplicy na cmentarz nieśli ją jego uczniowie, którzy zjechali z całej Polski. Spoczął w kwaterze Zasłużonych.
Zamknął się trzydziestoletni czas naszej współpracy, naszej bliskiej znajomości. Z chwilą jego odejścia zamknął się również pewien okres, jakaś epoka.
Nie należał do żadnego ugrupowania politycznego. Również do żadnych związków kombatanckich. Nie korzystał z żadnych ulg i przywilejów. Był niezależnym artystą i skromnym człowiekiem. Miał pokorę i szacunek dla sztuki. Długo nie mogliśmy się pogodzić z faktem, że nie ma Go wśród nas.

Warszawa, maj 1996


MARIAN WNUK, ur. 1906 w Przedborzu (woj. łódzkie). Po nauce w Szkole Przemysłu Drzewnego w Zakopanem (1922–27) studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie (1927–34). W 1934 otrzymał stanowisko nauczyciela rzeźby na wydziale Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Państwowej Szkole Technicznej we Lwowie (wydział stał się później Instytutem Sztuk Plastycznych). Na uczelni tej pozostawał również w czasie okupacji sowieckiej i niemieckiej. W 1944 wyjechał do Warszawy. W 1945 organizował Szkołę Sztuk Plastycznych w Sopocie i został jej profesorem, a od 1949 na ASP w Warszawie, był tam przez dwie kadencje rektorem. Zmarł w 1967 r.