Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Mironowicz Jan, Więzień Gułagu

[5/1999]

Kolejna książka z coraz liczniejszej serii wspomnień ludzi, którzy przeżyli dramat sowieckich łagrów, to Więzień Gułagu Jana Mironowicza (Gorzów Wkp. 1998). Autor urodził się w 1922 r. w rodzinie chłopskiej w Wołkowie k. Lwowa (16 km od Sichowa). Wychowywał się częściowo tam, częściowo we Lwowie. We Lwowie też był uczniem Kollegium oo. Reformatów przy ul. Janowskiej, nie wstąpił jednak do zakonu.
Z tamtego czasu zwróciły moją uwagę dwa fragmenty, o całkiem różnym charakterze. Pierwszy: matka autora, która ukończyła szkołę dwuklasową, stale czytała książki i gazety. Natomiast we wsi, 70 km od Krakowa, do której ja obecnie jeżdżę na weekendy i wakacje, książki ani gazety – w siedem-osiem dziesiątków lat później – nie uświadczysz, mimo że nauka trwa dziś 8 lat. Są, owszem, kosztowne telewizory, ale to nie z zamiłowania do kultury. Ten szczegół warto zadedykować niektórym krakowianom (starszego pokolenia), którzy jeszcze do niedawna z lekceważeniem traktowali tych zza Buga. Różnice na korzyść ludzi stamtąd obserwuję od lat.
Drugi szczegół: autor miał w Wołkowie bliskiego kolegę dziecinnych zabaw, Ukraińca Kornylaka (którego matka była w dodatku chrzestną matką autora). W 1940 r. ten sam Kornylak zadenuncjował i wskazał enkawudzistom 18-letniego Mironowicza, który za spisek przeciw ZSRR został zesłany do łagrów, a do Polski powrócił po 15 latach. To wydarzenie również można uogólnić, choć bywało też inaczej.
Autorowi można wytknąć to i owo. Pisze m.in.: Lwów przed wojną liczył 360 tys. mieszkańców. Nie popełnię błędu, jeśli powiem, że było 120 tys. Polaków, 120 tys. Żydów, a na następne 120 tys. przypadali Ukraińcy, Ormianie oraz inne mniejszości narodowe, których w ówczesnej Małopolsce było bardzo dużo. Otóż jest to poważny błąd, a wystarczyło sięgnąć do dostępnego źródła. Rocznik Statystyczny z 1939 r. podaje dla Lwowa wg zadeklarowanego języka (po przeliczeniu na procenty): polski 64%, ruski (ukraiński) 11%, żydowski i hebrajski 24%, zaś wg wyznania: rzym.kat. 50,5%, grekokat. 16%, mojżeszowe 30% (reszta – inne). Jeżeli więc chodzi o narodowość, przytoczone dane należałoby wypośrodkować. Drugi błąd polega na stwierdzeniu, że innych mniejszości narodowych było bardzo dużo. Otóż wcale nie – innych (poza wymienionymi wyżej) były ilości śladowe.
Ważnym elementem książki Mironowicza jest opis wydarzeń w Wołkowie w pierwszym okresie sowieckiej okupacji, oraz dalsze losy jego mieszkańców.
Mironowicz spędził tragiczne lata na nieludzkiej ziemi. Zetknął się z sytuacjami wprost niewiarygodnymi dla ludzi, którzy nie poznali bolszewizmu, nałożonego na styl wychowania całych pokoleń w tamtej części świata. Autor nie jest jednak źle usposobiony do Rosjan i innych nacji tam żyjących – widzi w nich ludzi głęboko nieszczęśliwych, których cierpienie zostało wpisane w koleje życia. Ożenił się z rosyjską dziewczyną, tak samo prześladowaną, jak on sam.
Swoje wspomnienia spisał dla wnuków. Bierzmy przykład (ale bez błędów).
Książka do nabycia w oddziałach TMLiKPW.