Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



- Wyd. Kluszczyński, Dwa głosy o Encyklopedii Kresów

[2/2005]

 

Wielką zasługą Wydawnictwa Kluszczyński w Krakowie jest wydanie monumentalnej Encyklopedii Kresów (2004). Jest to ogromna księga z 3600 hasłami na prawie 560 stronach, uzupełnionych 1100 ilustracjami: zdjęciami starymi i nowymi, reprodukcjami obrazów i grafik – portretów, budowli i krajobrazów, mapkami. Za stronę merytoryczną odpowiada zapewne redaktor prowadzący – Aleksandra Górska.

 

Znaczenie tej książki, a także nadzieja, że w drugim wydaniu stanie się jeszcze lepsza, skłania nas do osobnego jej potraktowania – poza serią omówień innych nowo wydanych książek.

 

 

GŁOS LWOWSKO-KRAKOWSKI

 

Przy tak tragicznym braku wiedzy w nowym społeczeństwie polskim o zabranych ziemiach – z których bliższe były integralną częścią naszego terytorium, utraconą po II wojnie, te dalsze zaś, wschodnie i północne, kilkuwiekowym (niestety niewykorzystanym na trwałe) fundamentem potęgi Rzeczypospolitej, upadłej z końcem XVIII wieku – pojawienie się tego dzieła nie może być przecenione. Z przekonaniem tym nie współgra ostatnie zdanie tekstu na tylnej okładce, dezawuujące wartość tej książki, sprowadzając jej lekturę do... podróży sentymentalnej. Czyżby – na wszelki wypadek – tzw. poprawność polityczna?

 

Encyklopedia Kresów może stać się teraz znakomitym podręcznikiem wiedzy o tamtej połowie naszej historii i kulturze, zarówno dla tych, którzy jej dziejowej wagi są świadomi, jak i dla tych, których ignoracja żadną świadomością nie jest skalana. Każdy znajdzie tam – mimo pewnych braków i nieścisłości (nie używamy słowa: błędów) – znakomity zasób informacji o pojęciach i zagadnieniach, o geografii i miejscowościach, o zabytkach i sztuce, o instytucjach oraz postaciach wszelkiej ludzkiej aktywności i zasług. Także o paru innych jeszcze dziedzinach, a wszystkie razem pokazują – nie wszędzie w jednakowym stopniu oczywiście – związek tamtych ziem z zachodnią kulturą i polską historią*.

 

W Encyklopedii doliczyliśmy się ok. 250 opisów miejscowości z terenu Małopolski Wschodniej, z czego ponad 122 figuruje już w naszym Słowniku geograficzno-historycznym (który w sumie – do końca 2004 r. – obejmuje prawie 320 haseł dot. miejscowości, regionów, pasm górskich i rzek).

 

Encyklopedia, jak zauważyliśmy, idzie jak woda. Nie wątpimy więc, że już niebawem okaże się potrzebny drugi nakład. A skoro jesteśmy tego pewni, to czujemy się w obowiązku zwrócić uwagę na wspomniane wyżej braki i nieścisłości – z nadzieją, że uda się je poprawić. Ograniczamy się do obszaru Małopolski Wschodniej, najlepiej nam znanej. Swoje uwagi podadzą też na pewno Wilnianie, Wołynianie i wszyscy inni zainteresowani.

 

Skoro padła nazwa Małopolski Wschodniej – od tego zacznijmy. Wiemy, że pp. historycy zamiast tej nazwy wolą województwo ruskie (jakże inaczej podchodzą u siebie w analogicznych przypadkach Francuzi, Anglicy, Niemcy, Włosi...), niemniej nazwa przyjęta w XVI wieku, stosowana w Polsce Odrodzonej, a także teraz (niekoniecznie tylko wśród ekspatriantów)**, nie powinna być pominięta w obiektywnym opracowaniu.

 

Wśród nazw geograficznych brakuje nam Roztocza, Gołogór, Woroniaków, Miodoborów, Huculszczyzny (opisanej wprawdzie pod hasłem Huculi, brak jednak sprecyzowania geograficznego, nie pada w tym kontekście nazwa Czarnohory – z odesłaniem do tego hasła). Czarnohora to oczywiście Prut i Czeremosz, a Biała i Czarna Cisa zbędne. Góry Krzemienieckie – a przede wszystkim Ikwa – zasługują na coś więcej niż wspomnienie przy Krzemieńcu. Najwyższy szczyt nie tylko Karpat Wschodnich, lecz całego obszaru objętego Encyklopedią – Howerla – prosi się o osobne hasło, zamiast Popa Iwana (wymienionego dzięki obserwatorium, i to aż dwa razy). Ewidentnym błędem jest utożsamienie Krystynopola z Czerwonogrodem, a to całkiem różne i odległe od siebie miejscowości. Ten pierwszy został przez sowietów przemianowany na Czerwonograd. Natomiast pominięcie prawdziwego Czerwonogrodu jest poważnym niedopatrzeniem.

 

W haśle Uzdrowiska należałoby wymienić takie, które w części mają swoje osobne hasła, lecz to ogólne staje się niepełne. Przykładem: Morszyn, Lubień Wielki, Niemirów, Kosów, Konopkówka (czyli Mikulińce – jako zdrój wymienione w XVI w. przez Wojciecha Oczkę). W haśleTruskawiec pominięto najważniejszą wodę mineralną, Naftusię. W haśle Żurawno nie napomknięto o alabastrze, a to przecież obok Reja –druga chwała tego miasteczka. Bubniszcze – czy naprawdę chodzi o władze carskie?

 

W paru miejscach pomylono podobne do siebie nazwiska. Żaglówka to Mniszkowie, a nie Mniszchowie (to różne rodziny), a Kolędziany – Horodyscy, a nie Hordyńscy czy Horodyńscy. Niewłaściwa odmiana dla Jaremcza lub Bubniszcza – ma być liczba pojedyncza, a nie mnoga.

 

Warto by omówić dwa historyczne herby związane z tamtymi ziemiami: Korczak i Sas.

 

Ilustracje: szkoda, że dla Stanisławowa znaleziono tylko fotografię „Sokoła” (zresztą ładnego), ale bardziej by pasowała kolegiata albo kościół ormiański (sakralny salon Stanisławowa). Zdjęcie, które ilustruje hasło Prawo magdeburskie, niczego nie wyjaśnia (podobne jest na okładce). Czy nie należało zamieścić fotografii Starego Miasta lokowanego na tym planie, z lotu ptaka? Można takie piękne zdjęcie znaleźć w albumie O. Czernera Lwów na dawnej rycinie i planie (nr 266).

 

Na koniec zostawiamy hasło Lwowiacy. Tu trzeba by coś ująć i coś dodać. Sądzimy, że nazwiska Kuronia i Schaffa są mało reprezentatywne dla tego miasta. A równocześnie pominięto Wojciecha Dzieduszyckiego i Jerzego Janickiego – na Boga, kto to zestawiał?

 

Sembrich-Kochańska urodziła się wprawdzie pod Tarnopolem, lecz we Lwowie występowała dwa razy w życiu, a zmarła przed II wojną.

 

Tymon Terlecki po wojnie żył w Ameryce, nie w Polsce. Ale skoro by przyjąć również emigrantów, to wiele wybitnych nazwisk wypadałoby wymienić (np. S. Ostrowski, prezydent Lwowa i RP na obczyźnie; Hemar, Szczepko i Tońko!). Wymieniono Gniatkowskiego, a dlaczego raczej nie Michotka? Z lekarzy – poza Krwawiczem – pominięto Grucę, Garlickiego, Groëra... Wśród architektów spokojnie można pominąć Juchnowicza, ponieważ jest postacią powojenną, choć urodzony przed wojną w Małopolsce Wschodniej, za to podać Minkiewicza i Majewskiego, który tyle zamków odbudowali przed i po wojnie; Czernera, twórcę Muzeum Architektury we Wrocławiu; Zipsera... A Tadeusz Mańkowski, który napisał po wojnie monumentalne dzieło Dawny Lwów, jego sztuka i kultura artystyczna, a ponadto był pierwszym powojennym dyrektorem Wawelu... Nikogo z inżynierów? A Huber, Szewalski, Kopyciński... Wśród ludzi teatru – gdzie Horzyca? O Steinhausie napisano osobno, ale w haśle Lwowiacy też powinien być wymieniony. Gdzie wielki prawnik Ehrlich? Parandowski to przede wszystkim pisarz, a pisał też o antyku. Językoznawcy Jodłowski i Taszycki, autorzy ciągle aktualnego Słownika ortograficznego? Całkiem zapomniano o paru wybitnych duchownych. W konkluzji: dla tego hasła zabrakło i rozeznania, i koncepcji, a także koordynacji, bo całkiem inaczej potraktowano hasło Wilniacy, gdzie uwzględniono postacie z wcześniejszych stuleci, czego dla Lwowa nie uczyniono. Na marginesie: czy nie lepiej: Lwowianie, Wilnianie, niż -acy?

 

 

Podobnych uwag będzie zapewne jeszcze sporo, ale nie należy tego rozumieć jako „czepianie się”, bo książka – jak powiedzieliśmy na początku – nas satysfakcjonuje. A skoro może być jeszcze lepiej i prawdziwiej, to dlaczego nie? O jedno więc prosimy Wydawcę: by poprawiając i uzupełniając Encyklopedię – nie ograniczył się do najprostszych poprawek ewidentnych błędów, lecz również wskazane braki – po konsultacjach z fachowcami oczywiście – uwzględnił. Bo te drugie są ważniejsze.

 

Dodajmy na koniec, że słowo wstępne napisał w formie wspomnieniowej gawędy Stanisław Lem. I jeszcze to, że książka została bardzo starannie wydana, wręcz luksusowo – a to także sprawia, że jej cena do najniższych nie należy. Co trzeba niestety zrozumieć.

 

Andrzej Chlipalski

 

 

* Podobne myśli zawarł w swej recenzji o Encyklopedii Kresów Włodzimierz Odojewski, „Rzeczpospolita”, 290/04.

** Przykład całkiem świeży: patrz artykuł Bohdana Cywińskiego w „Rzeczypospolitej” 290/04 – Z sąsiadem na Majdanie. Przypomnijmy też rozsądne zaniechanie – po ostatniej reformie administracyjnej III RP – nazwania Rzeszowszczyzny Małopolską Wschodnią. A propozycje takie były.

 

 

GŁOS LWOWSKO-WROCŁAWSKI

 

Jarosław M. Rymkiewicz, nasz znakomity poeta, powiedział po prostu: Tamte tereny należały kiedyś do Polski, były ucywilizowane... Z tej racji pozostają nadal, czy tego chcemy czy nie, czy o tym wiemy, czy nie, domeną ducha polskiego, miejscem jego przebywania, właśnie dlatego, że – w sensie duchowym – były niegdyś rdzennie polskie; dlatego, że powstały tam wielkie, nawet największe dzieła polskiego ducha*. Ten duch żył w ludziach, świątyniach, kolegiach i uniwersytetach, pałacach i dworach, ubogich zaściankach i na staromiejskich rynkach, w szkołach i kamienicach. Żył i wplatał się przez wieki w barwną polifonię etnicznie polską, ruską, ormiańską, żydowską, tworząc jedyny w swoim wyrazie metafizycznym i materialnym krajobraz Kresów.

 

Trudna to rzecz ten krajobraz opisać epicko i poetycko, bo nie ma drugiego Mickiewicza i Słowackiego.

 

Trudno również zmieścić całe bogactwo Kresów w encyklopediach. A jednak mamy już pierwszą Encyklopedię Kresów, z pięknym – ale z podtekstem łagodnego smutku i pogodzenia się z rzeczywistością – lwowskim wstępem Stanisława Lema. Należy wyrazić uznanie za tę, jak na razie jedyną tego typu pozycję kresową, zarówno zespołowi redakcyjnemu, autorom oraz Wydawnictwu Kluszczyński w Krakowie. I mieć nadzieję, że będzie drugie wydanie tej książki, bo są przesłanki ku temu.

 

Encyklopedia ma piękną szatę graficzną, bogatą dokumentację fotograficzną, mapy i 3600 haseł na 558 stronach. Redakcja stanęła przed trudnym zadaniem. Trzeba było wybrać to, co najważniejsze, i wyboru tego dokonać wśród tysięcy osób, tyluż zabytków sakralnych i świeckich, wśród miejscowości, wydarzeń historycznych, obyczajów, a nawet sięgnąć do zróżnicowanego świata kresowych ubiorów. Czy to się udało? W zasadzie tak, i ta pierwsza na polskim rynku Encyklopedia Kresów z uwagi na zasób merytoryczny zniknie z półek księgarskich.

 

Jednak przy uważnej lekturze nasuwają się pewne uwagi dotyczące wyważania pewnych haseł i braku innych w całej ich zbiorowości. Oto kilka przykładów: Czy szczupłość miejsca była powodem, że wśród wielu haseł osobowych zabrakło takich postaci, jak Ignacy J. Paderewski? Ten wielki Polak, artysta, mąż stanu, urodził się w 1860 r. w szlacheckim dworku w Kuryłówce nad Bohem, na Podolu. Jego matka, z domu Nowicka, była córką Zygmunta, filomaty i przyjaciela Mickiewicza. Paderewski w swoich pamiętnikach napisał, że Kuryłówka była jednym z najcudowniejszych miejsc na świecie. Brak Paderewskiego jest o tyle niezrozumiały, że hasło osobowe ma np. Stefan Jaworski, pisarz ukraińsko-rosyjski pochodzenia polskiego, mnich i wykładowca w Ławrze Pieczerskiej.

 

W haśle zbiorczym Lwowiacy wymienieni zostali – wśród innych – Zbigniew Herbert, Wojciech Kilar, Henryk Wereszycki, a każdy z nich zasługuje chyba na własne hasło osobowe, skoro znalazło się miejsce dla Heleny Mniszkówny, autorki Trędowatej, czy na drobiazgowe opisy elementów stroju huculskiego, np. czapraha. I inne.

 

 

Hasło Lwowiacy jest w ogóle dość nieszczęśliwie skompletowane. Wymieniono osoby z obszaru działalności estradowo-piosenkarskiej, a brakuje wielu, którzy stanowili elitę akademickiego Lwowa, zaś po II wojnie stali się filarami licznych uczelni kraju w nowych granicach, a także za granicą. To samo można odnieść do hasła Wilniacy. Błędem było umieszczenie wśród ekspatriantów nazwiska Marceliny Sembrich-Kochańskiej, która zmarła w 1935 r.

 

Pewien niedosyt przedstawia obszar kresowych kapłanów. Brak haseł osobowych arcybiskupów B. Twardowskiego, E. Baziaka, J. Teodorowicza (tę wybitną postać wspo­mniano jedynie w haśle Ormianie). Nie ma również biskupa Adolfa Szelążka z Łucka oraz wielu znanych kapłanów: ks. L. Rutyny z Buczacza, znakomitego muzykologa ks. H. Feichta czy kronikarzy eksterminacji Polaków przez UPA: księży W. Szetelnickiego i J. Anczarskiego.

 

Jest hasło Rzezie na Wołyniu, ale brak – poza pojedynczymi miejscowościami (Podkamień) analogicznego hasła Rzezie na Podolu, które miały miejsce w województwach tarnopolskim, stanisławowskim i lwowskim, gdzie zbodnicze działania – nie mniej krwawe i nie mniej liczne – prowadziła też dywizja SS Galizien.

 

Dziwi ocena postaci B. Chmielnickego jako najwybitniejszego polityka europejskiego (!) tego czasu. Jak to się ma choćby do współczesnego mu Gabora Bethlena, z którym wiąże się złoty wiek Siedmiogrodu, mającego dzięki niemu status niepodległego państwa i partnera w walkach z Habsburgami? Niepotrzebny był ten polityczny komplement dla Chmielnickiego, bo mija się z prawdą i sensem.

 

Powyższe uwagi nie obniżają w zasadzie wartości tej pionierskiej i potrzebnej publikacji, poszerzającej publiczną wiedzę o Kresach, bez których nie jest możliwe pełne, komplementarne ujęcie i zrozumienie polskiej kultury.

 

Danuta Nespiak

 

* Wywiad „Rzeczpospolita” – 2 I ‘05