Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Gębarowicz Mieczysław, Jan Andrzej Próchnicki (1553–1633), mecenas i bibliofil

[3/2008]

Opisywana tu książka ukazała się prawie 30 lat temu i zapewne nie jest już do nabycia. Nie mieliśmy dotąd okazji jej zaprezentować Czytelnikom, a szkoda, bo wnosi wiele informacji w sprawach, które nas żywo interesują. Jej tytuł: Jan Andrzej Próchnicki (1553–1633), mecenas i bibliofil, ale autor, prof. Mieczysław Gębarowicz, dodał jeszcze podtytuł: Mecenas i bibliofil. Szkic z dziejów kultury w epoce kontr­reformacji, choć o kontr­reformacji tam niewiele można przeczytać. Ów eufemizm miał zapewne uspokoić ówczesnych decydentów w kwestii zezwolenia na druk książki o dość trefnym (wtedy) temacie. Cenzura jeszcze działała...

Postaci Profesora przedstawiać nie trzeba. Warto tylko przypomnieć, że urodził się w Jarosławiu w r. 1893, ale całe życie spędził we Lwowie. Po II wojnie ze Lwowa nie wyjechał, co przypłacił upokorzeniem ze strony sowiecko-ukraińskich okupantów jako człowiek i uczony. Zmarł we Lwowie w 1984 r.
Wśród szeregu prac napisanych przez M. Gębarowicza – a wydanych po tej stronie granicy, lecz w latach, gdy już nieco „ulżyło” – jest też właśnie owa monografia postaci arcybiskupa lwowskiego Jana Andrzeja Próchnickiego (wyd. „Znak”, Kraków 1980). Próchniccy, jako pieczętujący się herbem Korczak, mieli korzenie ruskie, jednak ród ten, osiadły w Ziemi Przemyskiej, był już całkiem spolonizowany i rzymskokatolicki. Gębarowicz, aby wyjaśnić historycznie stosunki demograficzne na tej ziemi, cofa się do czasów władztwa ruskiego (przed Kazimierzem Wielkim):
Stosunki w [ówczesnym] księstwie halicko-włodzimierskim, czyli na Rusi Czerwonej, na skutek jej sąsiedztwa z Polską i Węgrami, wykazywały pewną odrębność w porównaniu z innymi ziemiami ruskimi. Dotyczyło to zwłaszcza ziemi przemyskiej, która jako najdalej na zachód wysunięta, stanowiła najdłużej teren sporny. Najstarszymi [podkr.red.] historycznie stwierdzić się dającymi mieszkańcami tej ziemi byli Lędzianie [jw.], którzy przekroczywszy górną Wisłę zasiedlili całe porzecze Sanu, a dalej na północy dochodzili do Bugu. Z końcem X w. [jw.] dotarła w te strony ekspansja ruska, która jako silniejsza wyszła z tej rywalizacji zwycięsko. [...] Nie wiadomo przede wszystkim [...], czy cała ludność auto­chtoniczna została przesiedlona nad Roś, czy też jej część pozostała na miejscu. Nie wiemy, czy ówczesny sposób wojowania, polegający na niszczeniu i wyludnianiu kraju przeciwnika, wpłynął na oblicze etniczne ziemi przemyskiej, zwłaszcza że równocześnie odbywały się tutaj inne procesy demograficzne. Obok napływu elementów zachodnich pojawia się od pierwszej ćwierci XIII w. imigracja ze wschodu, w postaci zbiegów z księstw wschodnich uciekających spod jarzma tatarskiego. Żywioł ten, który zaczął odgrywać pewną rolę w wewnętrznopolitycznych rozgrywkach, tworzyły – o ile się udało stwierdzić – rody bojarskie. Ich napływ nie miał charakteru masowego i nie był regulowany przez żadne względy polityczne. Natomiast wiadomo, że Roman halicki w 1205 r. i Lew w 1301 r. w czasie napadów na Polskę uprowadzali ze sobą prócz bogatej zdobyczy wielką ilość jeńców, czy ich jednak osiedlano, czy też sprzedawano Tatarom, ustalić niepodobna...
W tak więc skomplikowany sposób powstawało zaludnienie ziem położonych między górnymi biegami trzech ważnych rzek: Bugu, Sanu i Dniestru. Nie można nie zwrócić uwagi, że ludność polska (czy prapolska) podlegała kilkakrotnym ograniczaniom ilościowym: najpierw w X–XI w. „przesiedlona” nad Roś, potem w XIII i XIV w. zniewalana i uprowadzana na wschód.
Napływająca na to miejsce ludność ruska ulegała wpływom kultury zachodniej, tak iż kiedy wkroczył tam Kazimierz Wielki, nie spotkał się z jakimś oporem, odwrotnie – z chęcią współdziałania. Wśród lojalnych rodów bojarskich na pierwszy plan wysuwali się Korczakowie.

Warto na marginesie wyjaśnić (za Gębarowiczem), że na terenie ziemi przemyskiej żyły rodziny bojarskie – jakby dwa klany – które pieczętowały się herbami: Korczak w części północnej i Sas w części południowo-wschodniej. Korczakowie obejmowali ok. 40 rodzin i nazwisk, Sasi ok. 50, ale ci pierwsi wydali co najmniej 10 rodów możnowładczych, zaś Sasi zaledwie kilka, za to więcej drobnej szlachty. Wśród owych rodów możnowładczych byli m.in. kniaziowie Bybelscy (od Bybła k. Nowego Miasta, ród ten potem upadł i zanikł), Drohojowscy, Gorayscy, Komorowscy, Żurawińscy (od Żurawna – w ich domu urodził się jako pasierb Mikołaj Rej) i inne.
Do Korczaków należała rodzina Próchnickich, całkiem już w XVI wieku spolszczona i rzymskokatolicka. Jan Andrzej urodził się (zapewne) w Nikłowicach pod Sądową Wisznią. Studia odbywał na uniwersytetach krakowskim, we Włoszech, Niemczech i Belgii. Po studiach zaciągnął się do służby wojskowej, potem pracował w kancelarii królewskiej. Wreszcie w 1592 r., dobiegając czterdziestki, przyjął święcenia kapłańskie. Niebawem został biskupem kamienieckim, a w 1614 r. – arcybiskupem lwowskim.
Dalsze rozdziały książki opisują działalność Próchnickiego we Lwowie i archidiecezji, jego spuściznę literacką i korespondencję, mecenat i bibliofilstwo. Główną wartością omawianej książki nie jest jednak postać Próchnickiego (nienależącego do pierwszoplanowych postaci w rzędzie arcybiskupów lwowskich), co właśnie opis epoki i kręgów, w których przyszło mu żyć.