Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Biedrzycka Agnieszka, Kalendarium Lwowa 1918–1939

[4/2012]

Mam wrażenie, że obraz Lwowa w oczach kolejnych generacji staje się coraz bledszy. Jak to możliwe, żeby miasto stracić równie łatwo jak odrąbaną kończynę – wyznał S. Lem w swojej ostatniej książce (Rasa drapieżców. Teksty ostatnie. Kraków 2006, s. 34).
Coraz bledszy nie jest, bo w blaknięciu wizerunku miasta przeszkodę stanowi ilość literatury lwowskiej, rozmaitej jakości, która tak licznie pojawiła się po 1989 roku. Fundamentalna sensu stricto literatura naukowa ze względów oczywistych – wieloletnia cenzura i niedostępne archiwa – jest jak dotąd znacznie skromniejsza. Stanowi ona wyspę na morzu literatury wspomnieniowo-opisowej i eseistyczno-poetyckiej.
Liczba tekstów o Lwowie jest ogromna i obecność miasta w polskiej pamięci zbiorowej zajmuje miejsce szczególne. Jest to zawsze miasto semper fidelis i jego genius loci zamknięty został w przestrzeni duchowej, literackiej. Portret miasta może najwierniej oddaje literatura wspomnieniowa i auto­biograficzna, ale z wysokiej półki, i taką Lwów posiada. Obok niej bujnie rozrosła się druga – nazwijmy ją literaturą popularyzatorską, po trosze amatorską. Do niej Agnieszka Biedrzycka, autorka ważnej i grubej pozycji (Kalendarium Lwowa 1918–1939, Kraków 2012 – 1159 stron!) zaliczyła czasopisma wydawane przez organizacje kresowe. Według niej większość ich grzeszy brakiem obiektywizmu, a poziom naukowy pozostawia wiele do życzenia, dlatego korzystała z nich w pojedynczych przypadkach. Dotyczy to wybranych artykułów z 7 tomów „Roczników Lwowskich”, 2 numerów „Semper Fidelis”, oraz 1 numeru „Biuletynu Informacyjnego Stołecznego Oddziału TMLiKPW”. Wydawnictwa te zresztą nie zostały odnotowane w indeksie rzeczowo-topograficznym Kalendarium, który stanowi podstawową pomoc w zorientowaniu się w ogromnym obszarze informacji odnoszących się do tematów społecznych, politycznych, naukowych, oświatowych i sportowych.
Zarzut braku obiektywizmu w popularnych wydawnictwach i czasopismach kresowych wiąże się z krytyką autorki do wykreowanego przez lata wyidealizowanego wizerunku Lwowa, owej kresowej Arkadii bez konfliktów narodowościowych.
Podstawowym źródłem informacji w Kalendarium była dla autorki ówczesna prasa codzienna z okresu 1918–1939 polska, ukraińska i żydowska. Oprócz prasy wykorzystała opracowania historyczne i wydawnictwa źródłowe. Wobec dystansu autorki do literatury wspomnieniowej nasuwa się wątpliwość, dlaczego wykorzystała wspomnienia ukraińskiego autora Stepana Szacha – Lviv – misto mejej mołodosti cz. 1–2, Monachium 1955, umieszczając ją ponadto w dziale wydawnictw źródłowych? Autorka twierdzi, że starała się czerpać informacje z prasy prezentującej różne opcje polityczne, by uchwycić rzeczywisty przebieg wydarzeń zaznaczając, że wydawnictwa żadnej opcji nie były w pełni wiarygodne. Biedrzycka zastrzegła, że Kalendarium nie jest historią Lwowa. Może natomiast stanowić przewodnik po 20-leciu międzywojennym jako pomoc dla badaczy dziejów miasta, a także II Rzeczypospolitej, z uwagi na szeroki zasób informacji.
Czy w Kalendarium znalazły się te naprawdę ważne, istotne fakty, wydarzenia, osoby, sytuacje, które pozwalają odtworzyć wizerunek miasta? Bo przecież dają one powody, aby uważać je za niezwykłe wśród polskich miast, wyjąwszy ten bezdyskusyjny powód, że leży dosłownie na granicy dwóch zlewisk wodnych – mórz Bałtyckiego i Czarnego, że jest jakby metafizycznym znakiem polskiej polityki Międzymorza i że było stolicą trzech arcybiskupstw – rzymsko­katolickiego, grecko­katolickiego i ormiańsko­katolickiego.
Kalendarium zawiera multum informacji o mieście, które pracowicie zebrała autorka. Można dowiedzieć się dużo o pracy samorządu miejskiego, gospodarce miejskiej, inwestycjach publicznych i komunikacji, warunkach bytowych ludności, ale też bardzo dużo o strajkach, bezrobociu, galopujących cenach, ostrych konfliktach społecznych, burzliwych demonstracjach, kłopotach władz akademickich uczelni Lwowa z racji studenckich akcji narodowościowych – antyukraińskich, antypolskich, antyżydowskich, o politycznych procesach członków OUN i KPZU, a nawet o tym, że ojciec Jacka Kuronia otrzymał w 1939 roku od premiera II RP Składkowskiego stypendium państwowe dla dziennikarzy na naukowy wyjazd za granicę (co wcale nie przeszkodziło jego synowi po kilkudziesięciu latach powiedzieć, że cieszy się, iż Lwów jest ukraińskim miastem).
Obfite nasycenie Kalendarium tego typu informacjami powoduje, że przedstawia Lwów jako miasto permanentnych konfliktów etnicznych i zamieszek towarzyszących codziennemu życiu. Są to niekiedy informacje niepełne i niejasne – przykład: W klinice UJK pobito żydowskich absolwentów, którzy stawili się na badania lekarskie (s. 922, data 8 IX 1938). Kto ich pobił?
Wydaje się, że wizerunek i znaczenie Lwowa w II RP wyznaczały takie parametry, iż był jednym z głównych centrów naukowych i kulturalnych, drugim po Warszawie skupiskiem instytucji naukowych, gdzie działały 4 znakomite uczelnie, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 43 towarzystwa naukowe, 30 gimnazjów o wysokim poziomie nauczania, 2 gimnazja ukraińskie, po jednym żydowskim i niemieckim. Miasto miało bogate biblioteki i muzea, rozgłos kultury teatralnej Lwowa w całej RP przynosiły schillerowskie inscenizacje wielkich dramatów romantycznych, a w elicie kulturalnej miasta był klejnot Orientu – Ormianie.
Ten intelektualno-kulturalny Lwów i jego instytucje też znalazły się w Kalendarium, ale są jakby w cieniu, nie przebijają się z uwagi na swoją rangę wśród informacji polityczno-społecznych. Pod tym względem nie ma wyważenia proporcji w Kalendarium i brakuje uzupełnień informacji. Np. obchody 100-lecia Ossolineum: jest tylko wiadomość o odsłonięciu tablicy pamiątkowej, o samych obchodach ani słowa (s. 412). Na s. 371 tylko 5 słów: Rozpoczął się Polski Zjazd Matematyczny. Gdzie, na UJK?, Politechnice?, kto organizował? Informacja o śmierci prof. Ludwika Rydygiera, znakomitego uczonego, jedyna w Kalendarium – ani słowa, że był obrońcą Lwowa (s. 75), natomiast znalazła się przy nazwisku kupca Jakuba Lewickiego (s. 848).
W Aneksie, który jest cennym uzupełnieniem Kalendarium, na liście dowódców Okręgu Korpusu VI Lwów zabrakło generała Juliana Stachiewicza, a w zespole lwowskich biskupów pomocniczych rzymskokatolickich – Władysława Bandurskiego.
Ogrom informacji w Kalendarium wymagał oczywiście od autorki zwięzłości i selekcji materiałów, ale znalazły się tam też i te niepotrzebne. Przy cenach żywności – bardzo często zamieszczanych (!) – po co takie szczegóły jak ceny cebuli suchej, wybieranej, młodej zielonej, zielonej w wiązce (s. 71 i następne). Wreszcie, czy to ważne w obrazie miasta o trudnej czasami koegzystencji wśród tworzących go nacji, zamieszczać informację, że przy ul. Piekarskiej dnia 7 grudnia 1935 roku poświęcono ukraińską pracownię kapeluszy (s. 769).
Polski Lwów nie doczekał swego 600-lecia. Szukając jego drugiej twarzy – miasta magicznego, a przy tym rzeczywistego, tego pełnego uroku, gościnnego, perlącego humoru i piosenek batiarów i tego wytwornego, naukowego i kulturalnego, ale i tego, o którym Herbert skreślił te słowa:
odbity w szybach
ucichły
Lwów
spokojny
blady
świecznik łez

znajdziemy u Karoliny Grodziskiej autorki książki o drugiej, tej najpiękniejszej twarzy Lwowa – Miasto jak brylant. Księga cytatów o Lwowie, wydanej w Krakowie w 2007 roku przez UNIVERSITAS, który też wydał Kalendarium Agnieszki Biedrzyckiej.
Danuta Nespiak