Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z dr. Januszem Kurtyką dyrektorem Krakowskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Janusz M. Paluch

[4/2000]

Krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej jest instytucją działającą od niedawna. Czy mógłby Pan nakreślić główne cele, jakie przyświecają kierowanej przez Pana instytucji?
Jesteśmy jednym z dziesięciu oddziałów IPN działającego na terytorium całej Polski. Terenem naszego działania jest przede wszystkim województwo małopolskie. Nasza praca przebiega w kilku zasadniczych pionach określających główną strategię badawczą. Podstawowym celem jest jak najszybsze przejęcie, opracowanie i przygotowanie do udostępniania archiwaliów po tajnych służbach i innych instytucjach aparatu represyjnego polskiego państwa komunistycznego. Materiały te chcemy w możliwie krótkim czasie udostępniać zainteresowanym osobom, tak poszkodowanym, jak i naukowcom czy dziennikarzom opracowującym określone tematy historyczne. Jestem przekonany, że jest to najistotniejszy cel naszej pracy, gdyż nakładają się nań poszczególne cele: naukowy, społeczny, zadośćuczynienia poszkodowanym bądź ich rodzinom. Drugim, może mniej ważnym nurtem działalności instytutu jest pion edukacji. Zadania tego pionu są rzeczywiście wielorakie. Po pierwsze opracowywanie poszczególnych zagadnień zgodnie z procedurą obowiązującą w badaniach naukowych, a więc pisanie monografii i syntez w oparciu o materiały zgromadzone w archiwach przejętych przez IPN. Po drugie propagowanie wyników tych badań. Czyli prowadzenie szeroko rozumianej działalności medialnej, współpraca ze szkołami, z Uniwersytetem Jagiellońskim. W tym momencie jesteśmy już dość zaawansowani w rozmowach z Kuratorem Oświaty i Wychowania województwa małopolskiego Jerzym Lackowskim na temat prowadzenia dokształcania nauczycieli i współpracy ze szkołami. Z UJ planujemy od przyszłego roku akademickiego uruchomienie studiów podyplomowych, które przeznaczone będą dla nauczycieli, historyków, dziennikarzy i innych osób zainteresowanych zagadnieniami pracy IPN. I w końcu trzeci pion – śledczy. Czyli dawna Komisja Badania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu. W prasie działania tego pionu mają spektakularny wydźwięk, związane są bowiem z problemem ścigania konkretnych zbrodniarzy. Obecnie w oddziale krakowskim prowadzonych jest już kilkadziesiąt śledztw. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że śledztwa inicjowane po upływie kilkudziesięciu lat od faktu popełnienia zbrodni są i będą bardzo trudne. I wydaje się, iż w przypadku zbrodni sowieckich na Polakach, efektowne i efektywne ich wyniki będą stosunkowo trudne do osiągnięcia. Natomiast o wiele bardziej możliwe do sfinalizowania są śledztwa związane ze zbrodniami komunistycznymi dokonanymi po 1956 roku, a więc z takimi sprawami jak np. grudzień roku 1970 czy zbrodnie stanu wojennego.

Stosowana przez IPN nomenklatura: prokurator, śledztwo, ściganie zbrodni kojarzy się raczej z aparatem sprawiedliwości i brzmi obco wobec kojarzącej się z pracą naukową nazwy: instytut. Proszę powiedzieć, czy w swej pracy zakładacie, że przede wszystkim wskażecie osobę czy osoby winne zbrodni – i to wtedy rzeczywiście ma charakter stricte śledztwa, czy też chcecie odsłonić, ukazać prawdę historyczną – i wówczas raczej możemy mówić o pracy naukowca.
Rzeczywiście pion śledczy jest elementem wymiaru sprawiedliwości. Pracują w nim prokuratorzy, którzy prowadzą postępowania zgodnie z regułami sztuki. Ich głównym celem jest oskarżenie konkretnych sprawców, bądź też doprowadzenie spraw do takiego etapu, żeby można było zamknąć je z powodu śmierci sprawcy. Sprawca jednak będzie wskazany. Dla przykładu: W Oddziale Krakowskim IPN toczy się śledztwo w sprawie pułkownika Wałacha, jednego z najokrutniejszych funkcjonariuszy krakowskiego UB, który już nie żyje, ale w toku tego śledztwa wyjdą na jaw sprawy, które pozwolą powiedzieć, że ten człowiek jest winien w konkretnych przestępstwach. Oczywiście te śledztwa wymagają współpracy historyka, konkretnych konsultacji historycznych... Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że śledztwa, o których słyszymy lub czytamy w prasie, to dopiero początek drogi IPN. Pragnę jednak wyraziście podkreślić, że instytut, który w chwili obecnej jest w sferze organizacji, prowadził będzie przede wszystkim pracę naukowo-badawczą. Śledztwa są tylko jednym z nurtów naszej pracy.

Faktycznie wasza praca będzie polegała na odkłamywaniu i odtwarzaniu prawdziwej historii powojennej Polski, czyli okresu PRL-u.
Tak. Dla mnie jako historyka największym wyzwaniem związanym z pracą w IPN jest fakt, że staje przed nami wyjątkowa możliwość powołania od samych podstaw całego nurtu badań, które można umownie nazwać „historią PRL-u”, czy też „historią systemu komunistycznego w Polsce”. Jest to też bardzo unikatowa szansa na prowadzenie badań naukowych, ale też i niezwykle wyjątkowa szansa na wprowadzenie w obieg społeczny tych wyników, a więc szeroko pojmowanego oddziaływania tych wyników na mentalność społeczną i na świadomość historyczną Polaków. To jest niezwykle ważne zadanie, gdyż obaj chyba się co do tego zgodzimy, że obecnie okres komunistyczny jest okresem spychanym przez Polaków w podświadomość. Niby nikt chętnie do tego okresu nie wraca, a z drugiej strony możemy zaobserwować swoistą idealizację tego systemu.

Panie dyrektorze, dokonują państwo pracy pionierskiej na dawnych terenach ZSRR. Do tej pory prowadzone były śledztwa w sprawie zbrodni, które stały się symbolem męczeństwa Polaków przez sowieckie siły bezpieczeństwa. Myślę o symbolach, jakimi stały się Katyń czy Miednoje. Wasza działalność spowoduje jednak lawinę dochodzeń związanych z tamtymi terenami.
Uściślijmy – podejmujemy śledztwa dotyczące zbrodni popełnionych na Polakach na terenach zabranych, na Kresach. Śledztwa w sprawie zbrodni sowieckich nie zostały jednak zapoczątkowane kilka miesięcy temu, tylko kilka lat wcześniej właśnie w Krakowie przez byłą Komisję Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, która pracowała pod kierownictwem Ryszarda Kotarby. Zainicjowane zostały wówczas badania nad szeroko pojmowanymi zbrodniami komunistycznymi obejmującymi pierwszą okupację sowiecką, wywózki z okresu drugiej okupacji sowieckiej i zbrodnie ukraińskie. Przed kilku laty – trzeba to podkreślić z pewnym żalem – śledztwa w zakresie zbrodni ukraińskich zostały przekazane do Wrocławia. Argumentowano to faktem, iż Wrocław i Dolny Śląsk jest zamieszkiwany przez znaczną liczbę kresowiaków i tam – siłą rzeczy – łatwiejsze jest prowadzenie śledztw w tych sprawach. W Krakowie są natomiast prowadzone śledztwa w zakresie deportacji ludności polskiej z takich obszarów jak Kamionka Strumiłłowa, Trembowla, Zaleszczyki, Radziechów, Zbaraż, Kopyczyńce, Brody i Brzeżany w okresie pierwszej okupacji sowieckiej.

Czyli byłe województwo tarnopolskie i stanisławowskie.
Tak. Chciałbym jednak zaznaczyć, że przede wszystkim zajmujemy się terenem województwa małopolskiego i skupiamy się na prowadzeniu dochodzeń w sprawie zbrodniczej działalności UB w Krakowie, Olkuszu, Chrzanowie, Bochni, Brzesku, Limanowej, Nowym Targu, Zakopanem, Dąbrowie Tarnowskiej, Miechowie, Tarnowie, Nowym Sączu, oraz działalności Informacji Wojskowej.

Czy można powiedzieć już o konkretnych śledztwach wiążących się z Kresami?
W chwili obecnej mogę powiedzieć tylko tyle, że w ciągu ostatnich kilku lat przesłuchano bardzo dużą liczbę osób. Przesłuchania prowadzono w Krakowie i w terenie. Wiele zawdzięczamy współpracy ze Związkiem Sybiraków. Śledztwa te prowadzi obecnie prokurator Bogusława Marcinkowska. Są to sprawy dotyczące owych czterech deportacji. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, iż śledztwa te są w chwili obecnej w pewnym punkcie zwrotnym, teraz bowiem należałoby rozpocząć penetrację archiwów NKWD zarówno na Ukrainie, jak i w samej Moskwie. Przecież tam można znaleźć nazwiska sprawców. Wiadomo, że na terenie tzw. Zachodniej Ukrainy koordynował te sprawy Sierow. Ale w tych archiwach postsowieckich można znaleźć inne nazwiska, bezpośrednich wykonawców. I tym właśnie ludziom można postawić konkretne zarzuty. Oczywiście pomijając problem, czy będzie realne osądzenie tych ludzi. Ale z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia świadomości społecznej Polaków, ważne jest, żeby zidentyfikować tych sprawców. Identycznie, jak to miało miejsce w przypadku zbrodni katyńskiej. Przecież żaden z tych sprawców nie został przez Rosjan osądzony ani wydany, mimo iż mamy w tej chwili zidentyfikowanych sprawców. Wiadomo bowiem, kto dowodził, kto strzelał. Udało się nawet przesłuchać jednego z bezpośrednich nadzorców tej masakry Tokariewa, który jako 90-letni człowiek zdecydował się złożyć zeznania.

Prowadzone przez instytut śledztwa dotyczą terenów, które obecnie leżą poza granicami naszego kraju. Jak radzą sobie Państwo z tym problemem?
Musimy sobie jasno powiedzieć, że nasza działalność dopiero się kształtuje, formy tej działalności są wykuwane poprzez konkretne działanie. Oczywiście istnieją kontakty na szczeblu rządowym z Ukrainą czy Rosją, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, iż śledztwa dotyczące na przykład deportacji w rejonie Trembowli w sposób niezakłócony mogą być prowadzone tylko w Polsce. Natomiast na terenie, skąd te deportacje się odbywały, śledztwo musiałoby się odbywać za zgodą tamtejszych władz. Dotychczasowe doświadczenia są raczej zniechęcające. Odpowiedzi na nasze pytania wysyłane na Ukrainę z reguły są wymijające albo wręcz negatywne. Sądzę, że jest to kwestia odpowiedniego postawienia tych spraw na szczeblu rządowym. Najlepszym przykładem, że jest to możliwe, jest sprawa Katynia. Ukraina i Rosja aktywnie w tej sprawie współpracowały z Polską. Tylko Białoruś uchyla się od jakiejkolwiek współpracy. Uważam, że sprawa współpracy z tymi państwami jest jednak do osiągnięcia, wymaga pewnej determinacji, ale nie jest to zadanie Oddziału Krakowskiego IPN. Ustalenia dotyczące szczegółów penetracji archiwów postsowieckich o charakterze „instytucjonalnym” muszą jednak nastąpić na szczeblu rządowym.

W gronie starszych osób często słyszymy o zbrodniach, o których milczy historia. Jak powinna się zachować osoba, która posiada taką wiedzę?

Jeżeli ma dowody lub dysponuje przesłankami, które pozwoliłyby na ustalenie sprawcy, to należy się z nami skontaktować. Prokuratorzy pionu śledczego przeprowadzą rozmowę i zadecydują, czy przedstawiona sprawa już nadaje się do rozpoczęcia śledztwa. Każda zbrodnia, jeżeli będzie mogła być zidentyfikowana, będzie wymagała podjęcia śledztwa.

Czy możemy zatem zaapelować do naszych Czytelników, by składali do Państwa wszelkie posiadane informacje na temat zbrodni?

Jak najbardziej. Każda taka informacja zostanie zadokumentowana i w każdej chwili może stać się przesłanką do rozpoczęcia śledztwa w sprawie konkretnej zbrodni.
Lwia część emigracji wojennej to Polacy pochodzący z Kresów. Oni też byli świadkami tego, co Sowieci robili z Polakami. W jaki sposób oni mogą powiadomić IPN o krzywdach doznanych od komunistów. A przecież wielu z nich doznało też krzywd od komunistów polskich...
Istnieją relacje osób, które przeżyły gehennę w ZSRR. Żołnierze Armii Andersa składali tę relację obowiązkowo. Ten unikatowy zespół archiwalny znajduje się w Hoover Institution w Stanfordzie (USA). Natomiast rozsiani po całym świecie Polacy, jeżeli chcą wspomóc działalność IPN, mogą przesłać do nas pisemną relację lub zwrócić się do polskiej placówki dyplomatycznej z prośbą o skontaktowanie się z nami.

Jest Pan stosunkowo młodym człowiekiem. Czy to nie przeszkadza Panu w pracy nad tymi okrutnymi, bestialskimi wręcz czynami?
Myślę, że nie. Cała moja droga zawodowa dopuszczała możliwość, że znajdę się tu. Niezależnie od tego, że specjalizowałem się w badaniach nad średniowieczem, to zajmowałem się również szeroko pojętą problematyką oporu antykomunistycznego po II wojnie światowej w Polsce. Jestem redaktorem naczelnym Zeszytów Historycznych WiN-u, pisałem też na temat konspiracji antykomunistycznej w Polsce. I jak sądzę, to był ten tytuł zawodowy, który spowodował, że złożono mi taką ofertę pracy. Natomiast jeśli chodzi o moje osobiste zaangażowanie, to od 1979 roku aktywnie działałem w rozmaitych formach opozycji demokratycznej. Byłem członkiem założycielem Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Jagiellońskim, później w konspiracji w latach 80. Ale to są poboczne wątki, które spowodowały, że w te sprawy, którymi obecnie się zajmuję, zostałem zaangażowany. Nie jest ta praca dla mnie jakimś obciążeniem psychicznym. Powiedziałbym inaczej – jednym z istotnych motywów zarówno dla mnie, jak i dla osób, które starałem się zaangażować do tej pracy, jest to, aby nareszcie przerwać zaklęty krąg niemożności, przerwać tę bardzo niebezpieczną tendencję idealizacji i zapominania, czym był komunizm. Myślę, że fakt, iż zaistniała taka możliwość, że możemy jako historycy coś w tej mierze zrobić, jest wielkim wyzwaniem i motywem naszej działalności. To jest też konieczność takiego działania, gdyż jesteśmy świadkami tego, że niektóre sprawy są przemilczane, i to świadomie.

Wraz z przemilczaniem odchodzą świadkowie tych dramatycznych wydarzeń, a wraz z nimi i pamięć o tych zdarzeniach, które już na zawsze mogą pozostać nieodtworzone. Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.


Janusz Kurtyka, ur. 1960 w Krakowie. Studia historyczne na UJ. Ok. 100 publikacji naukowych. Autor książek: Generał Leopold Okulicki „Niedźwiadek” (1989), Tęczyńscy – studium z dziejów polskiej elity możnowładców w średniowieczu (1997), Latyfundium Tęczyńskie – dobra i właściciele (1999). Od września 2000 r. dyrektor Oddziału Krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej.