Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z prof. Janem Ostrowskim rozmawia Stanisław Dziedzic

[1/1996]

Tadeusz Mańkowski, lata 1950.Panie Profesorze, niedawno temu w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie odbyła się promocja wydanego właśnie przez Centrum trzeciego tomu szeroko zakrojonego wydawnictwa zbiorowego – „Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa ruskiego”. Jest to publikacja poniekąd bezprecedensowa, a jednocześnie zaskakująca, zarówno zakresem zainteresowań badawczych, jak i faktem prowadzenia tak skomplikowanych badań i m.in. przez Pańskich studentów z Instytutu Historii Sztuki UJ. Podejmują oni niełatwe zadanie przywrócenia naszej wiedzy o obiektach sakralnych, które w okresie powojennym starano się z pamięci Polaków wymazać. Nierzadko są to budowle wybitnej klasy, zazwyczaj pozostające w opłakanym stanie technicznym, były bowiem z całą bezwzględnością niszczone, bądź skazane na zagładę. Tylko nieliczne z nich użytkowano zgodnie z ich sakralnym przeznaczeniem.
Nasze „Materiały do dziejów sztuki sakralnej na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej” należą do kategorii inwentarzy zabytków. Próby opracowania tego typu wydawnictw były już w Polsce podejmowane w ostatnim okresie przed drugą wojną światową i po wojnie. Ostatecznie zdecydowano się na skróconą formułę katalogu zabytków. Istnieje także precedens w postaci inwentarza zabytków w większości zniszczonych, odnoszącego się do kościołów Gdańska i wydanego w Niemczech przed kilkunastu laty. W tamtym wypadku oparto się jednak na materiałach zebranych przed wojną. My mogliśmy rozpocząć nasze prace dopiero po 50-letnim okresie dewastacji zabytków kresowych, a jednocześnie naszym dążeniem jest odtworzenie ich stanu sprzed tego procesu. Obiekty istniejące, przemieszczone i zniszczone są dla nas równie ważne i staramy się je dokumentować z jednakową starannością. W tym właśnie upatruję niezwykłość naszej metody.
W ekipie, która prowadzi badania dominują bardzo młodzi ludzie, studenci i niedawni absolwenci Instytutu Historii Sztuki UJ. Proszę jednak zwrócić uwagę, że dwa pierwsze tomy naszego wydawnictwa opracowali „dorośli” historycy sztuki, przeważnie pracownicy Zamku Królewskiego na Wawelu. Osobne miejsce wśród nich należy się Jerzemu Petrusowi, autorowi monumentalnej monografii kościołów Żółkwi. Koło Naukowe Studentów Historii Sztuki UJ od czterech lat prowadzi prace inwentaryzacyjne w terenie i zgromadziło dokumentację opisową oraz fotograficzną ok. 300 kościołów. Dlaczego robią to studenci? Przede wszystkim dlatego, że nikt inny tego by się nie podjął. Badacz po studiach ma swoje zobowiazania zawodowe, ma określony rytm pracy i dopóki nie zostanie skierowany do wykonania danego zadania przez jakąś instytucję, nie ma praktycznie możliwości jego podjęcia. Jest jeszcze jedna bariera: bardzo ciężkie warunki w jakich przychodzi tam pracować. Osoby dorosłe nie zawsze są skłonne spać przez dłuższy okres w zbiorowych salach, ,jeżeli nie wręcz na strychu na pół zrujnowanego kościoła. O warunkach sanitarnych nie wspominam. Studenci, doktoranci i najmłodsi pracownicy Instytutu w swoim entuzjazmie traktują te uciążliwości jak wakacyjną przygodę. Sądzę, że za swój wysiłek są oni sowicie wynagradzani w najlepszym tego słowa znaczeniu.Uzyskali przecież dostęp do zabytków przez ponad pół wieku praktycznie nie badanych. Każdy dzień pracy przynosi nowe odkrycia. Niektórzy z tych młodych ludzi, jak dr Piotr Krasny czy mgr Andrzej Betlej zyskali już liczącą się pozycję specjalistów w dziedzinie sztuki kresowej.

Kościół w Hodowicy, stan z ok 1930 r.Ukazały się już trzy tomy, wszystkie imponujących rozmiarów i z niemałą starannością wydane przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie. Co dotąd zdołaliście naukowo opracować, co złoży się na kolejne – jak słyszę oczekujące na druk – tomy, jaki wreszczie zakres merytoryczny obejmie cała wasza seria?
Nasze bezpośrednie zadanie, będące w zaawansowanym stadium realizacji to inwentaryzacja zabytków sakralnych Kościoła Rzymskokatolickiego na terenie przedrozbiorowego woj. ruskiego, a ściślej tej jego części, która znalazła się poza obecnymi granicami państwa polskiego. Obliczamy, że na tym terenie w okresie międzywojennym znajdowało się ok. 400 kościołów. Dysponując dokumentacją terenową 300 z nich mamy więc ok. 3/4 materiałów. Opisy terenowe z ogromnym trudem „tłumaczy się” na gotowe do druku monografie. Wiąże się to w znacznym stopniu z wysoko zawieszoną poprzeczką, bo inwentarz jest przedsięwzięciem bardziej ambitnym niż katalog.Uznaliśmy jednak, że jest to akcja jednorazowa, której nie da się już powtórzyć. Musi więc być zrealizowana możliwie najpełniej. W rezultacie prace nad redakcją tekstów i przygotowaniem publikacji postępują wolniej niż bym pragnął, choć chyba trudno nam zarzucić powolność.Tom pierwszy wydawnictwa, który ukazał się w r. 1993 obejmuje monografię 7 kościołów: w Buczaczu, Hodowicy, Lwowie (kościół św. Antoniego), Olesku (kościół parafialny i Kapucynów) i Podhorcach. Są to zabytki stosunkowo dobrze znane i łatwo dostępne (łatwe w sensie względnym dla nas, bo wiemy, co oznacza naprawdę trudny dostęp do zabytku). Zachowało się też sporo dotyczących ich archiwaliów i starych fotografii. Znaleźliśmy też prawie kompletne wyposażenia niektórych z tych kościołów przewiezione po wojnie na Śląsk i do Ziemi Lubuskiej. Nasza metoda teoretycznej rekonstrukcji stanu zabytków sprzed dewastacji dała więc bardzo efektowne rezultaty.
Tom drugi jest autorskim dziełem Jerzego Petrusa i obejmuje cztery zabytki sakralne Żółkwi, w tym dwa wspaniałe kościoły: kolegiatę i zespół klasztorny Dominikanów. Dwa pozostałe obiekty mają mniejsze znaczenie, ale uwzględniliśmy je dla uchwycenia całości. Tom trzeci, który ukazał się przed kilkoma tygodniami obejmuje 17 kościołów z zwartego terenu przygranicznego, należącego do dawnej diecezji przemyskiej. Jest to efekt studenckiej inwentaryzacji z r.1992. Tylko ja i mój komputer wiemy jak daleko było od materiałów terenowych do gotowej książki. Wśród opublikowanych w tym tomie zabytków jest kilka prawdziwych pereł, jak gotycki kościół w Nowym Mieście, renesansowy kościół w Dobromilu, największe odkrycie dokonane w ramach dotychczasowej inwentaryzacji. W większości są to skromne kościoły, zbudowane w XIX w. i na początku XX w. a nawet w okresie międzywojennym. Regułą systematycznej inwentarycacji jest jednak uwzględnienie całego materiału, a doświadczenie uczy, że w skromnych kościołach mogą się znaleźć cenne zabytki ruchome.Zresztą nawet obiekty późne i na pierwszy rzut oka niezbyt interesujące z punktu widzenia artystycznego są ważne dla całości obrazu.
Sumując zabytki opracowane w trzech wydanych tomach dochodzimy do liczby 28 opublikowanych monografii, co oznacza ok. 7% z 400 kościołów w woj. ruskim. Długo więc przyjdzie czekać na opracowanie całości.
Tom 4, który jest w sensie autorskim niemal gotowy,obejmie – podobnie jak tom I – świątynie, które niejako „wpadły” nam w ręce: kościoły w Białym Kamieniu, Gwoźdźcu, Kulikowie, Mikulińcach, Monasterzyskach, Niżankowicach, Nadwórnej, Podhajcach i Winnikach. Mam nadzieję, że w ciągu 2–3 miesięcy tom ten będzie można przekazać do recenzji, a jeżeli wszystko dobrze pójdzie, powinien się on ukazać do końca br.
Tom 5 nawiązuje do tomu 3, czyli wraca do materiałów z inwentaryzacji studenckiej. Będzie obejmował dekanat samborski, z 18 kościołami. Prace przy nim są zaawansowane – gotowe są cztery monografie monumentalnych obiektów, w tym dwa kościoły w Samborze. Prace nad tekstami musimy ukończyć w tym roku. Tom ten będzie pierwszym finansowanym z grantu przyznanego na nasze prace przez Komitet Badań Naukowych i obowiązuje nas dyscyplina terminowo-finansowa.
Kolegiata w Żółkwi, wg rys. F. Brzozowskiego (1883). Reprodukcja z: J. Petrus „Kościoły i klasztory Żółkwi”.

W samym Samborze, mieście malowniczo położonym, nad Dniestrem, było ongiś kilka wspaniałych kościołów i klasztorów – m.in. dominikański, jezuicki, monumentalny zespół bernardyński czy wspaniała fara z bogatym wystrojem wnętrza i unikalną polichromią. Szkoda, że podjęte przez Wasz zespół prace nie obejmą katolickich obiektów sakralnych obrządku greckiego i ormiańskiego. W samym Samborze znajduje się wspaniała cerkiew unicka – sanktuarium Matki Boskiej...
To jest kwestia wyboru. Mgr inż. Jacek Chrząszczewski, mój doktorant, współpracujący też przy pracach inwentaryzacyjnych przygotowuje obszerną pracę na temat architektury Kościoła Ormiańskiego w Rzeczypospolitej. Będzie to jego rozprawa doktorska, ale najprawdopodobniej także tom serii inwentarzowej. Nasza formuła jest więc otwarta i nic nie stoi na przeszkodzie, aby zorganizować zespół ludzi, którzy podjęliby prace nad zabytkami greckokatolickimi. Zadanie to przekracza bezpośrednio nasze możliwości, ale nasze doświadczenia byłyby tu na pewno przydatne. Trzeba też pamiętać, że badania takie wymagają nieco innego typu przygotowania niż nasze, np. znajomości języka starocerkiewno-słowiańskiego oraz wschodniej liturgii, realiów i terminologii.

W samym Lwowie, stolicy województwa ruskiego, było kilkadziesiąt kościołów, wzniesionych w różnych okresach i stylach – od gotyckich, po budowane na początku XX wieku świątynie modernistyczne czy eklektyczne. Wiekszość z nich ocalała, choć stan tych obiektów, w ogromnej większości skazanych na zagładę, m.in. poprzez odebranie im właściwej funkcji, jest dramatyczny... Prace inwentaryzacyjne w wielu lwowskich kościołach, wreszcie próby monograficznego ich opisu nastręczać będą niemałych trudności...
Lwowskie kościoły znajdują się w naszym wydawnictwie, tak jak wszystkie inne, poczynając od katedry, a kończąc na fundacjach z okresu międzywojennego. Teren Lwowa uważamy jednak za łatwy i koncentrujemy się na obiektach trudniej dostępnych. Staramy się korzystać ze swobody poruszania się, która pojawiła się przecież stosunkowo niedawno. Nie wiemy, ile mamy czasu. Proszę zwrócić uwagę, że właśnie ograniczono możliwości podróżowania po Białorusi. Ze świątyń lwowskich opracowaliśmy dotąd tylko kościół Św. Antoniego, jako rzadki przykład kościoła czynnego, z pełnym wyposażeniem. Muszę się przyznać, że mam wielką ochotę na monograficzne opracowanie katedry, która z pewnością zajmie odrębny tom.

Lwów, kościół św. Antoniego. Złożenie do grobu, witraż w kaplicy Jezusa Ukrzyżowanego. Stan z r. 1992Częste są dziś na tych terenach przypadki przekazywania kościołów rzymskokatolickich na rzecz grekokatolików i niejednokrotnie usuwania z tych świątyń wszystkich detali i cech charakterystycznych dla obrządku i architektury zachodniej. Przed kilku laty, ku zaskoczeniu nie tylko Polaków, ale i wielu Ukraińców, przekazano unitom monumentalny kościół neogotycki św. Elżbiety (w okresie władzy sowieckiej zamieniony na magazyn)... Choć mocno zdewastowany, zachował on jednak we wnętrzu niektóre, charakterystyczne dla kościoła łacińskiego pozostałości wyposażenia skrzętnie teraz przez unitów skrywane bądź eliminowane.
Jest wreszcie ważny temat, w tych wydawnictwach poruszany – a dotyczący przewiezionych na ogół w ostatniej chwili i w warunkach niemałego zagrożenia, paramentów liturgicznych, obrazów, szat liturgicznych, które zabierali deportowani stamtąd Polacy, osiedlający się m.in. na zachodnich i północnych rubieżach Polski. Niejeden wsławiony łaskami, obdarzony żywym kultem obraz został przewieziony przez granicę do Polski. Powstały w ten sposób nowe sanktuaria, do których podążają dziś zarówno dawni repatrianci i ich potomkowie jak i ludność miejscowa. Do czczonego przez Ormian obrazu Matki Boskiej Łaskawej z ormiańskiego kościoła ze Stanisławowa przewiezionego do Gdańska, czy do obrazu Matki Boskiej Łysieckiej w Gliwicach pielgrzymują rozproszeni po całym kraju polscy Ormianie...

Przekazywanie kościołów katolickich innym wspólnotom wyznaniowym jest zagadnieniem niełatwym i niejedokrotnie złożonym. W sytuacji, gdy nie ma właściwego użytkownika może to być ratunek dla zabytku, niekiedy taka decyzja powoduje jednak bardzo przykre rezultaty. Kościół św. Elżbiety jest właśnie takim bolesnym przykładem. Niestety, przekazanie kościoła zbudowanego i wyposażonego z myślą o potrzebach katolickiej liturgii innemu wyznaniu często oznacza uszczerbek dla zabytku. W przypadku przekształcania kościołów na cerkwie greckokatolickie zmiany te nie muszą być zbyt daleko idące, ale prawosławni nie tolerują np. rzeźby figuralnej ani organów. I tak, fatalnie potoczyły się losy kościoła ormiańskiego w Stanisławowie, który do niedawna przetrwał w stanie prawie nie naruszonym jako muzeum ateizmu. Kiedy przed kilku laty kościół oddano prawosławnym, którzy musieli zwrócić cerkwie unitom – przemalowano freski, usuwa się wspaniałe rzeźby, a organy po prostu zrzucono z chóru na posadzkę. Bywa tak, że udaje się nam uchwycić stan jakiegoś zabytku przed takimi zmianami.Czasem jest już niestety za późno.
Co do obrazów wywiezionych na obecne tereny polskie, często na ziemie zachodnie – jest to fragment szerokiego zjawiska, o którym już wspominałem. Problem jest stosunkowo dobrze rozpoznany i udokumentowany, głównie dzięki pracom bardzo zasłużonego dr. Tadeusza Kukiza. Zabytków ruchomych wywiezionych przez repatriantów poszukujemy bardzo intensywnie. Czasami się to udaje, jak w przypadku barokowych rzeźb, obrazów i innych sprzętów z Buczacza i Nawarii, dosłownie wypałniających poniemieckie, neogotyckie kościoły. Znacznie gorzej nam poszło w odniesieniu do kościołów opracowanych w tomie 3, bo nie natrafiliśmy na odpowiednią dokumentację. Przedmioty te prawdopodobnie istnieją, ale dokumenty urywają się ok. 1950 r. Od tego czasu minęły już prawie dwa pokolenia, pamięć się zatarła.

Dodatkową trudnością jest fakt, że akta powizytacyjne biskupów, schematyzmy czy kroniki w kościołach na terenie archidiecezji lwowskiej poza nielicznymi przypadkami bądź w ogóle nie istnieją, bądź pozostają wciąż niedostępne. Lepiej jest w przypadku dokumentacji kościołów diecezji przemyskiej, które po wojnie znalazły się poza granicami Polski, ponieważ dokumenty te uchroniły się w archiwum Kurii Biskupiej w Przemyślu...

Poza bodaj jednym przypadkiem w Nowym Mieście, w zinwentaryzowanych przez nas kościołach nie zachowały się żadne dokumenty. Teren dawnej diecezji przemyskiej ma za to swe kompletne archiwum w Przemyślu. Wykorzystaliśmy je intensywnie pracując nad tomem 3. Archiwum archidiecezji lwowskiej znajdujące się obecnie w Lubaczowie zostało bardzo przetrzebione. Najcenniejsze dla nas akta wizytacyjne są niekompletne. Z archiwów parafialnych zachowały się tylko przypadkowo uratowane materiały. We Lwowie znajdują się duże zespoły akt konsystorza i kapituły, przyjęte przez archiwum państwowe. Znamy je dotąd bardzo pobieżnie. Jest to oczywista luka w naszych badanich, ale jeżeli pracuje się w zespole 4–5 osobowym, na marginesie zajęć zawodowych, nie można się spodziewać szybkiego i pełnego opanowania materiałów.

Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę, życzę całemu zespołowi wytrwałości i dalszych znakomitych dokonań w tej niełatwej pracy nad tym polskim dziedzictwem narodowym.