Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z prezesem Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” Konradem Firlejem rozmawia Janusz M. Paluch

[2/1996]

Konrad Firlej, prezes PTG „Sokół” w Krakowie– Kiedy się przechodzi ulicą Piłsudskiego, widać jak pięknieje gmach „Sokoła”. To Wasza wizytówka, bo wiadomo jak wiele czasu i wysiłku wkładacie – Pan i cały Zarząd – w rozwój tej historycznej organizacji.
– Nasze Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” oficjalnie reaktywowało się 3 maja 1989 roku. Bardzo zależało nam właśnie na tej dacie, tak ważnej w dziejach naszej państwowości. Działania dla przywrócenia prawnej osobowości „Sokołowi”, to kilka lat żmudnych zabiegów. Ale wtedy, jak pan wie, nie było pogody politycznej. W 1990 r. odzyskaliśmy budynek, w którym teraz rozmawiamy. Jaki był jego stan strach przypominać. Ruina – to bardzo delikatne określenie. Wprowadziliśmy się tu w 1991 roku. Już wtedy podjęliśmy nie lada wysiłek na organizację Igrzysk Przyjaźni Młodzieży Akademickiej. Był to czas spotkania Ojca Świętego z młodzieżą przybyłą z całego świata do Polski, do Częstochowy. My chcieliśmy tę młodzież zatrzymać dłużej w naszym kraju, stąd inicjatywa igrzysk sportowych. Grupy młodzieży ze Wschodu pilotowane były przez wspaniałych ludzi związanych z TMLiKPW. Ileż oni własnej pracy i czasu poświęcili tym młodym, którzy zaczynali czuć się Polakami. Lwowiacy w znacznym stopniu przyczynili się do reaktywowania ruchu sokolskiego. Dzięki nim poznaliśmy też wielu wspaniałych ludzi na wschodzie, których zaraziliśmy ideą „Sokoła”. Spodobało im się. I tak powstało koło „Sokoła” w Tarnopolu, gdzie aktywnie z młodzieżą pracuje pan Szkodziński w ramach oficjalnie zarejestrowanego na Ukrainie Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Młodzież ze wschodu chętnie też do nas przyjeżdża. W tym miejscu winien jestem wdzięczność Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”, dzięki hojności którego możemy tą młodzież przyjmować w Polsce.

– Kto zajmuje się tą młodzieżą?
– Współpracujemy z „Szarą Siódemką” ZHR „Sokołem” Macierz Lwów z siedzibą w Krakowie. Harcerze, w większości studenci UJ – profesjonalnie zajmują się naszymi gośćmi. Oni są organizatorami życia obozowego młodzieży. Nie ukrywam zadowolenia ze współpracy z ZHR, bo każdy drużynowy „Szarej Siódemki” zostaje też członkiem „Sokoła”. I tu trzeba liczyć na młodzież, która zrzeszona w „Sokole” buduje swe więzi przyjacielskie w duchu chrześcijaństwa na każdej płaszczyźnie.

– Kto może zostać członkiem „Sokoła”?
– Stawiamy dość duże wymagania. Generalnie rzecz biorąc do Towarzystwa może należeć każdy, kto spełnia kryteria określone Statutem i Deklaracją, która mówi, że „zrzeszamy w naszych szeregach ludzi odpowiedzialnych, zdolnych do samodzielnego aktu twórczego, traktujących życie jako służbę Bogu i Ojczyźnie.” Dalsze warunki to ukończone 16 lat oraz poręczenie członków wprowadzających. Poza tym o woli wstąpienia do Towarzystwa wisi przez miesiąc informacja na tablicy ogłoszeń. Przez ten czas można wnosić uwagi i zastrzeżenia. Dopiero potem następuje „balotowanie”, czyli głosowanie.

– Budynek, w którym rozmawiamy, mimo wielu przeciwności losowych, zachował przez lata swą pierwotną nazwę...
– To dzięki świadomości mieszkańców Krakowa, którzy bacznie stali i stoją na straży tradycji narodowych.

– Pan jednak w znacznym stopniu przyczynił się do odbudowania tradycji „Sokoła” w Krakowie. Czy to przypadek?
– Rzeczywiście był to przypadek. Swój udział ma w tym gen. Wojciech Jaruzelski, który wypowiedział wojnę narodowi. Polacy w swych dziejach przeżywali niejedną noc terroru. To już chyba tradycja, że w takich momentach nie strach, nie beznadzieja ogarnia nas, ale moment zadumy, zastanowienia, co robić dalej dla dobra narodu, dla Polski. Ja w tamtej dramatycznej chwili zacząłem czytać historię. Wiem, że właśnie tam należy szukać w takich chwilach racjonalnych rozwiązań. W życiorysach bojowników wywodzących się z powstania styczniowego zauważyłem działalność „Sokoła”. To mnie zafascynowało! Ludzie tracili wtedy życie, majątki, wywożono ich na Sybir... Ale duch narodowy nie ginął. Wzorując się na tych tradycjach, postanowiłem stworzyć organizację „Sokoła” przy AGH. Chciałem zarejestrować Towarzystwo „Sokoła” jako oficjalne stowarzyszenie. Nie było takiej możliwości. Rok chodziłem od urzędu do urzędu. Pytali: – Po co wam „Sokół”. W końcu użyliśmy fortelu i zarejestrowaliśmy się w ramach TKKF-u. Był rok 1983. Pozwolili nam mieć swój sokolski statut. W końcu zaczęła się odwilż i od 1988 roku mogliśmy już w miarę swobodnie działać. Zaczęliśmy organizować wycieczki do byłej Jugosławii, Czech. Szukaliśmy przyjaciół wśród braci słowiańskiej. Przecież tam też „Sokół” kiedyś działał. W końcu w latach 1989–90 nastąpiło przejęcie budynku. To chyba nie przypadek, że orzeczenie sądu przyznające nam budynek miało miejsce w przeddzień 15 sierpnia.

– Jakie są najważniejsze osiągnięcia w działalności „Sokoła”?
– Nie ujmowałbym naszej działalności w kategoriach osiągnięć. To, co robimy jest bowiem ciągłą pracą, która realizuje założenia naszego statutu i „Deklaracji ideowo–programowej PTG «Sokół»”. Mówiliśmy już o tym, co najważniejsze – reaktywowanie i odzyskanie budynku „Sokoła”. Wokół idei „Sokoła” skupiamy w Krakowie 400 osób. Możemy pochwalić się młodzieżą, ale i grupą wiekowych seniorów tworzących Zwartą Brać Sokoła, która zrzesza nawet osoby 80-letnie aktywne fizycznie i kulturowo. Przełomowym momentem w pracy „Sokoła” były Igrzyska Młodzieży Chrześcijańskiej. Niezapomnianymi chwilami stały się spotkania ze środowiskami kombatanckimi i sokolskimi w Wielkiej Brytanii. Odwiedzaliśmy cmentarze żołnierzy polskich. Gościliśmy w Instytucie im. gen. Wł. Sikorskiego oraz Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym. Wielkie wrażenie zrobiła na nas wizyta w Pradze na I Światowym Zlocie Odradzającego się Sokolstwa. Zostaliśmy tam serdecznie przywitani, ze łzami w oczach. Maszerowaliśmy grupami wiekowymi w mundurach. Pan wie, umundurowanych Polaków przed nami, pamiętają tam z 1968 roku... Wśród tych ważnych elementów naszej pracy nie można pominąć corocznych obchodów kościuszkowskich – Tadeusz Kościuszko jest naszym patronem – czy też dorocznych uroczystości sokolskich.

Gmach „Sokoła” w Krakowie przy ul. Piłsudskiego.– A przyszłość?
– W 1997 roku obchodzić będziemy 130 rocznicę powstania „Sokoła”. Z tej okazji planujemy zorganizowanie sesji naukowej, która stanie się uroczystym zlotem delegacji gniazd „Sokoła” z całego świata oraz bieg sztafetowy ze Lwowa do Krakowa. Największym jednak naszym zamierzeniem jest organizacja Centrum Młodzieżowego w Krakowie. Służyłoby ono integracji całej polskiej młodzieży. Ze Wschodu i z Zachodu, właśnie tu, pod Wawelem spotykaliby się młodzi Polacy, aby umocnić więzi, poznać historię Ojczyzny, dokonań przodków aby potem bez kompleksów wchodzić do Wspólnej Europy. Podjęliśmy w tym celu próby uzyskania stadionu miejskiego, który chcielibyśmy doprowadzić do właściwego stanu i udostępnić go także mieszkańcom naszego miasta. Potrafimy to zrobić. Udowodniliśmy to. Budynek „Sokoła” oddano nam w stanie niemal ruiny. Zdewastowane wnętrza, przeciekający dach. Strach było tu nie tylko przebywać, ale wchodzić. Dzisiaj odbywa się tu wiele imprez sportowych ale i kulturalnych, które służą chętnie do nas przybywającym Krakowianom.

– Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich miało już kilka adresów. Ten przy ul. Piłsudskiego, w „Sokole” jest chyba najtrwalszy. Jak do tego doszło, że to właśnie Pan dał Towarzystwu schronienie?
– Czy można nie wspomóc tak wspaniałych pełnych inicjatywy ludzi, z którymi łączy nas wspólnota ideowa? Podzieliliśmy się z nimi tym, co mogliśmy im dać. Adres, skromny pokoik, w którym mogą odbywać się dyżury lub spotkania zarządu, dostęp do telefonu czy faxu, a od czasu do czasu udostępniamy też dużą salę – choćby na opłatkowe spotkania. Współpracujemy też blisko z TMLiKPW. Nam bardzo zależy, żeby wspierać „lwowiaków”. Imponuje nam ich bezinteresowne zaangażowanie, praca, działanie, odradzanie więzi tych ziem z Polską. Ta praca, dzisiaj nie przez wszystkich dostrzegana, kiedyś zaowocuje i decydować będzie o pogodzie w stosunkach, tak politycznych jak i gospodarczych między Polską i Państwem Ukraińskim.

– Życzę Panu i Towarzystwu wielu dalszych sukcesów.