Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Pani Zarugiewiczowa - Rozmowa z Tomaszem Pawelskim

[3/1995]

Jadwiga Zarugiewiczowa, 1955
Dwie rocznice: 75 lat od pamiętnej bitwy pod Zadwórzem i 70 od złożenia ciała Nieznanego Żołnierza pod kolumnadą na placu Saskim (dziś Piłsudskiego) w Warszawie, przywołują pamięć o pani Jadwidze Zarugiewiczowej, która z tymi dwoma wydarzeniami miała związek szczególny i najbliższy. Pod Zadwórzem straciła najstarszego syna, a dla Nieznanego Żołnierza – symbolu najwyższej ofiary dla Ojczyzny, któremu hołd składają królowie i prezydenci – była symboliczną matką.
Opis obrony Lwowa przed bolszewikami w r. 1920 zamieściliśmy w poprzednim numerze naszego pisma, historię wyboru i przewiezienia zwłok Nieznanego Żołnierza ze Lwowa do Warszawy w 1925 roku – w niniejszym numerze. Dla dopełnienia chcielibyśmy utrwalić postać tej kobiety całkiem zapomnianej, a która przecież w owych wydarzeniach odegrała ważną i piękną rolę. Rolę matki w wymiarze szczególnym, bo podwójnym: zwyczajnym – ludzkim i symbolicznym – historycznym.
O bliższe informacje o tej lwowskiej Pani poprosiłem jej zamieszkałego w Krakowie wnuka, Tomasza Pawelskiego.

– Kim była, skąd pochodziła Twoja Babcia?
– Babcia urodziła się w roku 1879 w Kutach. Także Dziadek, Andrzej Zarugiewicz, stamtąd pochodził. Oboje byli polskimi Ormianami, choć panieńskie nazwisko Babci nie brzmi po ormiańsku: Karczewska. Ale rodzina Karczewskich była bardzo znana w Kutach, brat Babci był tam właścicielem hotelu i ekskluzywnego lokalu.

– Pochodzili więc z najbardziej ormiańskiego miasteczka na Pokuciu, można powiedzieć: wylęgarni polskich Ormian. Byłem tam w ubiegłym roku: urocze miasteczko, zatopione w sadach, nad Czeremoszem, który tam właśnie wypływa z gór. Przetrwał wiekowy cmentarz, większość to stare groby rodzin ormiańskich, natrafiłem też na Zarugiewiczów. Niestety wszystkich Ormian wygnano z ich wielowiekowej małej ojczyzny – byli przecież Polakami obrządku ormiańskokatolickiego. Ale wróćmy do tematu: Twoi Dziadkowie mieli kilkoro dzieci.

– Pięcioro. Najstarszy był Konstanty, zwany w domu Kostkiem – to on właśnie jako 19-letni chłopak, student Politechniki Lwowskiej zginął pod Zadwórzem. Druga z kolei była Stefania, później zamężna za Janem Chlipalskim, mieli dwóch synów: Adama i Pawła. Trzecim dzieckiem Zarugiewiczów był Wacław, inżynier leśnik. Czwarta – Zofia, po mężu Mieczysławowa Pawelska, moja matka. I ostatnia: Danusia, zmarła jako 5-letnie dziecko. Nikt z tego pokolenia już nie żyje.

– A trzecie pokolenie?
– Adam i Paweł Chlipalscy z matką – zesłani do Kazachstanu w 1940, potem przez Iran i Palestynę – znaleźli się w Anglii i nigdy już do Polski nie wrócili. Adam przeniósł się do Kanady, ma syna i dwie córki. Paweł pozostał w Londynie, ma tam dwie córki. Ciocia Stefa (po drugim mężu Mazurkiewiczowa) zmarła w Londynie. Córka Wacława, Barbara mieszka w Zakopanem, a ja w Krakowie. Mam córkę i syna. To czwarte pokolenie już dorosło, w Kanadzie jest piąte.

– Wróćmy do pani Jadwigi Zarugiewiczowej. Jakie były jej dalsze losy?
– Dziadkowie zostali we Lwowie do 1946 roku. Dziadek był przed wojną bankowcem, mieli piękną willę przy ul. Ponińskiego i dom letniskowy w Podleśniowie koło Tatarowa, nad Prutem, u stóp Czarnohory. Z własnego domu wyrzucili ich Niemcy, a ze Lwowa Sowieci. Wylądowali aż w Słupsku, później w Rabce. Po owdowieniu 1952 r., Babcia mieszkała z nami w Krakowie, potem w Katowicach u brata, wygnanego z Kut. Wreszcie osiadła u syna Wacka w Białymstoku. Dożyła dziewięćdziesiątki, umarła w domu opieki w Suwałkach w 1968 roku, tam jest pochowana.

– Jeszcze o Konstantym. W domu musiała być prawdziwie patriotyczna atmosfera, skoro 19-letni chłopak poszedł walczyć?
– Na pewno tak było, ale pamiętajmy, że w całym Lwowie była wtedy taka atmosfera. Młodzież lwowska dwukrotnie zrywała się wówczas do obrony swego miasta: najpierw w 1918., potem w 20-tym. Wiemy jak było pod Zadwórzem – kilkuset takich chłopców wycięto w pień. Trzystu kilkudziesięciu pochowano we wspólnym grobie, potem już nie dało się rozpoznać, kto jest kto. Usypano tam kurhan z pomnikiem, który dziwnym trafem ostał się.

– Czy zachowały się zdjęcia Konstantego, jakieś pamiątki?
– Zostało niewiele: trzy odznaczenia, w tym krzyż Virtuti Militari, przyznany pośmiertnie, zdjęcie i portret. Są w moim posiadaniu.

– Dziękuję Ci za te informacje. Szkoda, że dopiero dziś o tym rozmawiamy. W tamtych ponurych latach, jeszcze za życia Twojej Babci nie było do tego sposobności. Była tak daleko. Szkoda.
Kim więc była Jadwiga Zarugiewiczowa? Była zwykłą kobietą, panią domu, żoną, matką, przedstawicielką średnio zamożnej klasy inteligenckiej. Los nie okazał się jednak dla niej łaskawy. Po tamtych wydarzeniach sprzed trzech czwartych wieku nastąpiły klęski II wojny światowej – nie oszczędziły one ani jej, ani jej pozostałych trojga dzieci.
Nie był jej zamiarem udział w wielkiej Historii. To Historia wyznaczyła jej ze swego wyboru przedziwne, lecz piękne miejsce.

Rozmowę przeprowadził: A. Ch.
Cmentarz Orląt we Lwowie w trakcie budowy (lata 1920-te)