Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Krystyną Gąsowską rozmawia Janusz M. Paluch

[2/1995]

Dr Krystyna Gąsowska jest członkiem Zarządu Krajowego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” oraz dyrektorem "Domu Polonii" w Krakowie.

Polska - bywało - chętnie przyznawała się do swojej emigracji, do Polonii amerykańskiej,francuskiej czy kanadyjskiej. Do Polaków egzystujących tuż za miedzą, na wschodzie, we Lwowie, Wilnie lub enklaw polskości w Kazachstanie oficjalnie nie przyznawano się. Momentem przełomowym było chyba powstanie Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w 1990 roku?
Pan nawiązuje do działalności Towarzystwa Łączności z Polonią. Pragnę w tym miejscu stwierdzić,  iż „Wspólnota Polska” jest instytucją całkowicie odmienną, opierającą się na zupełnie innych zasadach działania. Nie chciałabym rozmawiać o tamtym okresie, gdyż ja jestem związana organizacyjnie i zawodowo tylko ze „Wspólnotą Polską”. Jeśli chodzi o genezę oficjalnych zainteresowań władz naszego kraju sprawami Polaków żyjących na terytorium byłego Związku Radzieckiego, to ich początków można dopatrywać się w oficjalnym spotkaniu Polaków żyjących we Lwowie i Wilnie z ówczesnym pierwszym sekretarzem PZPR Wojciechem Jaruzelskim, podczas jego wizyty w Rosji w 1988 r. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, iż w świadomości znacznej części rodaków żyjących nad Wisłą, problem Polaków na Wschodzie nie istniał. Jest to jaskrawy dowód spustoszeń dokonanych w świadomości narodu przez totalitarny system. Zasadniczą jednak cezurę rzeczywiście stanowi rok 1990, w którym powołano do życia „Wspólnotę Polską.

Oddział Krakowski „Wspólnoty Polskiej”, jak często informuje prasa, pomaga Polakom żyjącym na kresach Południowo-Wschodnich. Czy to jest główny kierunek działalności?
Nasz oddział posiada kontakty i interesuje się wszystkimi ośrodkami polonijnymi i polskimi na całym świecie. Proszę pamiętać, że rok 1989 to również początek oficjalnego zainteresowania się emigracją polityczną po II wojnie światowej. Do tego czasu ci ludzie do Polski przybyć nie mogli. A to przecież cały polski Londyn, ale i Australia i Nowa Zelandia i inne środowiska, z którymi utrzymujemy stałe i ścisłe kontakty. Mówię o tym, by unaocznić Panu wagę i skalę problemów, którymi się zajmujemy, a którymi mogliśmy się zająć również po 1989 roku.

Skupmy się jednak na problemach Polaków żyjących na Wschodzie. Dla nich przemiany, jakie zaszły w naszym kraju i „pierestrojka” w ZSRR, otworzyły szansę odrodzenia skrywanych wartości kulturalnych, a nawet - w przypadku zesłańców do Kazachstanu czy na Syberię - powrotu do Macierzy.
Rzeczywiście dla Polaków żyjących na Kresach, mam na myśli państwa Białoruś, Ukrainę, Litwę i Łotwę, rok 1988 był okresem powstawania różnych organizacji. z którymi nawiązywaliśmy kontakty. To, że kresy południowo-wschodnie leżą w zasięgu naszych zaintersowań, nie jest przypadkiem. Bliskość tych terenów tak geograficzna jak i historyczna, a do tego silne środowisko kresowiaków w Krakowie, są wystarczającym argumentem do naszej stałej obecności w życiu Polaków na Ukrainie. Wspieraliśmy Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w remoncie Kamienicy Senatorskiej na Rynku we Lwowie. Wiceprezes naszego oddziału mgr Józef Bobrowski, dzięki inicjatywie którego w znacznej części odtworzony został we Lwowie Cmentarz Orląt Lwowskich, zajmował się pomocą dla tamtejszych szkół. Wiele inicjatyw  adresowanych do nauczycieli i uczniów wypływa z Komisji Oświatowej naszego oddziału, pracami której kieruje prof. Anna Krzysztofowicz. Organizowaliśmy kursy wyrównawcze dla młodzieży klas maturalnych, nauczycieli, lekarzy, bibliotekarzy, dziennikarzy. Lwów, największe skupisko Polaków na Ukrainie, wymaga jednak zupełnie innych działań. Tam mówi się, myśli i czuje po polsku. W innych miejscowościach nie ma tak rozwiniętego życia kulturalnego i społecznego wśród Polaków, często nie znających już języka swych ojców ale garnących się do polskości. Tam potrzebne są inne formy naszej pomocy. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, iż wyznacznikiem naszej działalności, jest stan naszej rodzimej, polskiej, gospodarki. Bez pieniędzy płynących z budżetu nie bylibyśmy w stanie pracować w tak szerokim zakresie.

Nie jesteście Państwo jedyną organizacją, której celem jest niesienie wszechstronnej pomocy rodakom za Bugiem.

Naturalnie. Jest wiele różnych fundacji i stowarzyszeń, spontanicznych obywatelskich akcji, które chcą wspomóc Polaków tam żyjących w niełatwych warunkach.

I różnie sobie radzą. Słyszałem, że Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, która przejęła od Państwa pieczę nad Radiem Lwów podobno nie najlepiej z tego zadania się wywiązuje.
Fundacja powołana została do życia przez rząd polski. Jej aktywność też w dużym stopniu uzależniona jest od posiadanych funduszy, w znacznym stopniu kierowanych przez budżet na realizację konkretnych zadań. Nasze działania nie pokrywają się jednak. Można rzec, że uzupełniamy się. Sprawa Radia Lwów jest bardziej skomplikowana. Pracują tam młodzi, zapaleni ludzie, którzy byli na praktykach m.in. w krakowskich rozgłośniach radiowych. Jest to jednak radio prywatne, które do tej pory nie wypełniło wymaganej prawem procedury rejestracyjnej. Nadajnik tego radia jest o dość małym zasięgu. We Lwowie dobrze jest słyszalne Polskie Radio i odbierane są również polskie programy telewizyjne. Nas interesuje radio, które swym zasięgiem obejmie wszystkie ważne skupiska Polaków na Ukrainie, tj. 200-300 km na wschód. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, iż koszt takiego dofinansowania, to bez mała miliard starych złotych polskich! To ogromna kwota ale i przedsięwzięcie jest ważkie. I właściwie nikt nie powiedział w tej sprawie ostatniego słowa, ale warunkiem sine qua non jest dopełnienie formalności prawnych. Mam nadzieję, że Fundacja jasno postawiła sprawę właścicielom Radia Lwów. „Wspólnota Polska” również nie angażuje się w przedsięwzięcia nie do końca załatwione od strony formalnej.

Ważym elementem w życiu Polaków tam, na Wschodzie, jest odradzający się kościół rzymsko-katolicki. Jak wygląda współpraca z tamtejszymi księżmi?
My na codzień współpracujemy z proboszczami poszczególnych parafii. Bardzo wiele rzeczy załatwiamy wspólnie. Właśnie przed chwilą był ksiądz z Chmielnickiego1, który przy okazji pobytu w Krakowie wyjaśniał sprawę stypendium szkolnego młodej parafianki. Księża są doskonale zorientowani w sytuacji tamtejszych miejscowości. Często bywa tak, że nasza działalność jest właśnie wypadkową miejscowej organizacji Polaków, parafii i „Wspólnoty Polskiej”. Bez współpracy z duszpasterzami nasza działalność byłaby o wiele uboższa. Często środowisko polskie jest bardzo słabe w jakiejś miejscowości. Wtedy zawsze znajdziemy wsparcie w stojącym na czele parafii duszpasterzu.

Głównym centrum, skupiskiem Polaków w Państwie Ukraińskim jest jednak Lwów...
Tak. Ze Lwowem jesteśmy w bardzo dobrych i bardzo bliskich - podkreślam to dobitnie - kontaktach. Lwów, to stałe kontakty z nauczycielami i uczniami obydwu polskich szkół. Tam, we Lwowie, jak i tu w Krakowie, dokąd często przyjeżdżają. Organizujemy bowiem dla młodzieży kursy wyrównawcze przed maturą. Początkowo były one przeznaczone dla młodzieży szkół lwowskich. Obecnie są one przeznaczone dla wszystkich młodych Polaków stamtąd, zamierzających podjąć studia w Polsce. Również dla nauczycieli organizujemy kursy pedagogiczne, podczas których dowiadują się wielu nowych, niedostępnych dla nich rzeczy. W końcu niemałym osiągnięciem jest również to, że Polak ze Lwowa, artysta malarz, fotografik czy rzeźbiarz, może zorganizować wystawę swych prac w kamieniczce w Rynku Głównym w Krakowie. Niestety nie załatwiamy wszystkiego. Bo to i mało pieniędzy i niemożność ogarnięcia wszystkich problemów, chociażby ze względu na szczupłą kadrę pracowniczą. Wszyscy - nie tylko ze Lwowa - Polacy, którzy przyjadą do Krakowa i trafią tu do nas, spotkają się z ciepłym przyjęciem, bo tu, u nas, mają swój dom.

W tym domu, strażniczką domowego ogniska jest Pani. Tworzy Pani miłą, ciepłą atmosferę. Dba Pani, by dom był pełen interesujących ludzi, wystaw, brzmiał narodową muzyką podczas koncertów. Skąd tyle zapału do niełatwej choć jakże interesującej i odpowiedzialnej pracy?
Zawsze interesowałam się tematyką emigracji niepodległościowej po II wojnie światowej. Kiedyś trafiłam na program telewizyjny, który pokazywał Polaków żyjących na Wschodzie i mówiących o ogromnych potrzebach. Sama uważam za potworne i niewybaczalne niedostrzeganie przez wielu problemu Polaków na Kresach. I to mnie zainspirowało do tej pracy, choć sama pochodzę z centralnej Polski, z Kujaw. Nie można tych ludzi tak zostawić. Przecież oni tam nie zostali dla własnej zachcianki. A ze Lwowem to jestem związana przez moich nauczycieli. Pracę magisterską pisałam u prof. Henryka Wereszyckiego. Promotorem pracy doktorskiej była prof. Helena Madurowicz-Urbańska. A teraz, jak jeżdżę do Lwowa, jestem pod jego autentycznym urokiem. Jest to miasto - Krakowianie mi nie wybaczą - klasy europejskiej. Bardzo żałuję, że do Lwowa jest taki trudny dostęp.


1) Chmielnicki, to obecna nazwa Płoskirowa na Ukrainie