Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Kadetami II RP Zenonem Malikiem i Stanisławem Kostkiewiczem rozmawiają Janusz M. Paluch i Andrzej Chlipalski

[1/2009]

Zenon MalikJMP: Panowie są członkami Związku Kadetów II Rzeczypospolitej. Obawiam się jednak, że współcześnie słowo „kadet” wielu młodym osobom może się kojarzyć z czasami bardzo odległymi, albo też nie będą potrafili wyjaśnić jego znaczenia.
ZM: To smutne stwierdzenie, ale nie mogę w pełni zaprzeczyć. A przecież kadeci zapisali piękną kartę dziejową w polskiej historii, w tym przede wszystkim w dziejach oręża polskiego. Tak się potoczyły losy naszej Ojczyzny po II wojnie światowej, że najczęściej zamiast bohaterami – przez komunistyczne władze polskie staliśmy się podejrzanymi, często osądzanymi i skazywanymi. A przecież początki tradycji kadeckich sięgały czasów Tadeusza Kościuszki! W 1765 r. w Warszawie król Stanisław August Poniatowski powołał Akademię Szlacheckiego Korpusu Kadetów JK Mości i Rzplitej, nazywanej powszechnie Szkołą Rycerską. Pierwszym jej komendantem był książę Adam Czartoryski. Szkoła zlikwidowana została z chwilą upadku Insurekcji Kościuszkowskiej i ostatecznego upadku naszej państwowości. Ale duch waleczności o Polskę przez Szkołę Rycerską długo jeszcze dawał znać o sobie podczas wojen napoleońskich, Powstania Listopadowego czy Powstania Styczniowego. A po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918 natychmiast wrócono do tej wspaniałej tradycji. Pierwszą szkołą wojskową, jaka powstała 30 października 1918 r., a więc jeszcze przed 11 listopada, był Korpus Kadetów nr 1 utworzony – wówczas jeszcze pod Krakowem – w Łobzowie. W 1921 r. został przeniesiony do Lwowa. Istniał do zajęcia miasta przez Rosjan w 1939 r.
JMP: Dlaczego został przeniesiony do Lwowa?
SK: Tam były lepsze warunki zarówno dla zakwaterowania, jak i szkolenia kadetów. Budynki w Łobzowie miały charakter typowych koszar wojskowych. Tymczasem we Lwowie Korpus Kadetów zajął budynki dawnej austriackiej szkoły kadetów.
AC: Gmachy austriackiej szkoły kadeckiej powstały w ostatnich latach XIX w. na tzw. Przemiarkach – na szczycie wzniesienia, później potocznie zwanego Kadecką Górą, przy ul. Stryjskiej. Wtedy też – z drugiego boku terenu szkoły – powstała ulica Kadecka.
JMP: To nie był jedyny Korpus Kadetów, jaki powstał po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
ZM: Rzeczywiście. 28 września 1919 r. w Modlinie powstał Korpus Kadecki nr 2, który przeniesiony został w lipcu 1926 r. do Chełmna. Powodem takiej decyzji były złe warunki bytowe w dawnej twierdzy modlińskiej, przede wszystkim doskwierająca wszystkim wilgoć. Od 1925 r. działał też Korpus Kadecki nr 3 w Rawiczu. W 1936 r. połączono korpusy nr 2 i nr 3, po przeniesieniu szkoły i jej dowództwa do Rawicza.
SK: Czyli w chwili wybuchu II wojny światowej w Polsce istniały dwa korpusy kadetów, które nosiły imiona przywódców wojskowych II RP. 17 marca 1933 r. nad KK 1 we Lwowie objął bezpośrednie szefostwo honorowe marszałek Józef Piłsudski, który nadał korpusowi swe imię. Natomiast w roku 1937 KK 2 przyjął imię marszałka Edwarda Rydza Śmigłego.
JMP: Zarówno KK 1, jak i KK 2 powstały w bardzo niespokojnych czasach. Jesień roku 1918 była przecież jeszcze mocno niestabilna. Gdy powstawał KK 1, we Lwowie wybuchły walki w obronie polskości miasta. Ledwie uradowaliśmy się z odzyskanej niepodległości, a już trzeba było stawiać czoło nawałnicy bolszewickiej. Jaki był udział korpusów kadeckich? Wszak były to szkoły dla młodych (niepełnoletnich) chłopców?
Tablica pamiątkowa na ŁobzowieZM: To był rzeczywiście bardzo niestabilny i niepewny czas. A dla ponad dwustu uczniów stał się chrztem bojowym, w którym wielu z nich poległo. Dowódcy szkół starali się uchronić swych uczniów przed wysłaniem ich na front w 1920 r. Wszak to oni w przyszłości mieli stać się dowódcami Wojska Polskiego. A poza tym korpusy kadetów miały jeszcze niskie stany osobowe. W związku jednak z prośbami kadetów władze wojskowe dały pozwolenie na wysłanie na front kadetów, którzy ukończyli 17 lat i byli ochotnikami. Pokazali prawdziwą waleczność, jednak pięciu zginęło na polu chwały.
SK: Kiedy jednak odczuwali potrzebę stawania do walki o Polskę, a dowódcy nie dawali na to zgody, wtedy nie bacząc na ryzyko i konsekwencje, sami dawali sobie wezwanie do walki. Tak się stało, kiedy 3 maja 1921 r. wybuchło III Powstanie Śląskie. Wbrew zakazom dowództwa i groźbom usunięcia ze szkoły 120 kadetów uciekło ze szkół, by stanąć do walki o polski Śląsk. Walczyli tam, gdzie było najciężej – pod Górą św. Anny, Gogolinem, Zębowicami oraz Kędzierzynem. Swym męstwem i daniną krwi – siedmiu z nich zginęło – wywalczyli też anulowanie kar, dzięki czemu w chwale mogli powrócić w mury szkół kadeckich. Ich koledzy pośmiertnie odznaczeni zostali Orderami Virtuti Militari, a inni Śląską Wstęgą Waleczności i Zasługi. Dodatkowo marszałek Józef Piłsudski w 1930 r. ustanowił dzień 21 maja Świętem Kadetów, na pamiątkę bitwy pod Górą św. Anny, w której życie oddało trzech kadetów. Do dzisiaj obchodzimy uroczyście to święto.
JMP: Jak wyglądało to święto?
ZM: Rano uroczysta msza polowa z defiladą oddziałów, potem wspólny obiad z rodzicami. Po południu wspólne spacery po Lwowie, a wieczorem wspólne zabawy. Każda kompania miała za zadanie przygotować jakiś program artystyczny.
JMP: Ślązacy pamiętają o swych zrywach narodowych, chlubią się swoimi bohaterami. Czy w ich tradycji pozostał ślad po bohaterskich czynach kadetów ze Lwowa i Modlina?
ZM: Oczywiście kontakty Lwowa ze Śląskiem były stałe. KK 1 utrzymywał ścisłe więzi ze Związkiem Powstańców Śląskich, którzy uczestniczyli w prawie wszystkich świętach patriotycznych szkoły, a kadeci lwowscy ze sztandarem brali udział w corocznych obchodach 3 maja, dniu wybuchu III Powstania Śląskiego. Przed szkołą kadetów stanął pomnik upamiętniający udział kadetów w Powstaniu Śląskim, ufundowany przez mieszkańców Lwowa i Katowic. Pomnik został doszczętnie zniszczony przez sowietów w 1939 r. Te kontakty musiały zaniknąć, bo po 1945 r. Lwów zajęli Rosjanie, przestały istnieć korpusy kadetów. Do tych tradycji mogliśmy powrócić dopiero po roku 1990! W 1995 r. 10. Śląski Pułk Artylerii Mieszanej stacjonujący w Kędzierzynie-Koźlu otrzymał imię kadeta Zygmunta Kuczyńskiego, który poniósł śmierć w powstaniu. Pułk ustanowił też swe święto 21 maja – w dniu, kiedy świętują kadeci, przyjął też za swój Hymn Kadetów, a na sztandarze umieścił słońce kadeckie. Na dziedzińcu koszar postawiono pomnik – podobny do tego lwowskiego – upamiętniający kadetów walczących w III Powstaniu Śląskim. Radość nie trwała jednak długo, bo w 1998 r. pułk rozwiązano. Na szczęście pomnik stanął przed Szkołą Podstawową nr 12 w Kędzierzynie-Koźlu, która w 2000 r. przyjęła imię kadeta Zygmunta Kuczyńskiego.
JMP: Kiedy mówimy o tradycjach, to trzeba wspomnieć sztandar kadetów lwowskich, którzy wraz z nim przejęli kultywowanie tradycji niepodległościowych powstań narodowych.
Dowódca 1 kompanii w KK 1 kpt. Hajduga-Hendyński z grupą kadetów (maturzyści z 1933 r.)ZM: Ten sztandar jest dzisiaj przechowywany w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. 3 maja 1923 r., z okazji 60. rocznicy Powstania Styczniowego, żyjący jeszcze weterani powstania przekazali swój bojowy sztandar lwowskim kadetom. Wraz z nim szkoła przejęła też powstańcze tradycje. Sztandar został ufundowany w Ziemi Witebskiej i stamtąd, z Suraża, przewędrował z powstańcami przez Podlasie, Lubelszczyznę aż do Brześcia nad Bugiem, a po upadku powstania znalazł się we Lwowie. W 1939 r. wyniesiony został z kancelarii komendanta przez starszego sierżanta Antoniego Haasa, który przechował go przez całą okupację. W czasie ekspatriacji wywiózł go na Śląsk. Sztandar obleczony był w poszwę poduszki, by na granicy nikt nie zwrócił na niego uwagi. Kiedy już nie było to niebezpieczne, w czasach PRL, sztandar kadetów trafił do Muzeum Narodowego w Krakowie. Obecnie jest sztandarem wszystkich kadetów. Istnieją jego trzy kopie, które znajdują się: w Muzeum Powstania Śląskiego w Leśnicy, w Związku Inwalidów Wojennych w Izbie Pamiątek Powstania 1863 r. w Krakowie oraz w siedzibie Zarządu Głównego Związku Kadetów II RP w Warszawie. Choć ostatnio podobno koledzy przekazali go w depozyt do Muzeum Wojska Polskiego. Skoro mówimy o tradycjach, to muszę wspomnieć, że kadeci zawsze uczestniczyli we wszystkich najważniejszych lwowskich uroczystościach patriotycznych. To oni tworzyli szpaler, kiedy po żałobnej mszy świętej w katedrze lwowskiej odprowadzano trumnę ze szczątkami Nieznanego Żołnierza, która wyruszała w podróż do Warszawy. Zawsze też maszerowali jako pierwsi, bo mieli najstarszy sztandar. Niestety przed nami zawsze jechała na koniach kawaleria, która zostawiała po sobie końskie „ślady”. A my maszerowaliśmy krokiem defiladowym – reszty proszę się domyślić... Oczywiście potem żartowaliśmy sobie!
AC: Co śpiewano?
ZM: Kadeci mieli swój hymn, który śpiewano do melodii pieśni „Hej strzelcy, wraz nad nami Orzeł Biały”, który przyjęty został z tradycji Powstania Styczniowego. Ale wcześniej, w czasie powstań XIX wieku, hymnem była pieśń oparta na słowach Ignacego Krasickiego z muzyką Józefa Elsnera z 1807 r. Były też weselsze, np. „Marsz kadetów lwowskich” z muzyką Mieczysława Krzyńskiego, albo żurawiejka:
Tęga mina, pusta głowa,
To kadeci są ze Lwowa!
AC: Kogo przyjmowano do korpusu kadetów?
Sztandar lwowskiego Korpusu KadetówZM: Mógł się tam dostać każdy chłopiec, który ukończył 11 lat. Oczywiście warunkiem było zdanie egzaminu teoretycznego oraz wykazanie się dobrym zdrowiem. Inaczej mówiąc trzeba było się wykazać sprawnością i tężyzną fizyczną. Szkoła szczyciła się dobrą drużyną piłki ręcznej oraz doskonałymi szermierzami. Jeden z kolegów, po wojnie, występował w reprezentacji olimpijskiej Kanady. Kiedy zostało się przyjętym, trzeba było płacić czesne, które wynosiło kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Oczywiście najzdolniejsi mieli ulgi, a pochodzący z ubogich rodzin mogli ubiegać się o zniesienie czesnego. Nauka trwała sześć lat.
AC: Jak wyglądała struktura szkoły?
ZM: Byliśmy podzieleni nie na klasy, lecz na kompanie i plutony. Nie było u nas wychowawców, a dowódcy kompanii i plutonów. Czyli jak w regularnym wojsku. Ci, którzy decydowali się na naukę w korpusach kadetów, swoją przyszłość widzieli jako służbę zawodową w Wojsku Polskim. I tak kompania I–IV odpowiadała klasom gimnazjalnym, a kompania V–VI nauce w liceum. Na jeden rocznik przyjmowano do 120 uczniów. Była klasa z językiem francuskim i niemieckim. Niemieckiego uczył Schweitzer, który po wkroczeniu Niemców do Lwowa okazał się Reichdeutschem, a niektórzy widzieli go jakoby w mundurze ss-mana. Kiedy klasa nie była posłuszna, nie uważała, zwykł krzyczeć gardłowo: Ruhe Bande! Warto wspomnieć też naszego komendanta – był nim b. legionista płk Wielgut, który wywodził się z pułku z Lidy. A naszym kapelanem był ksiądz rotmistrz hrabia Leon Broel-Plater.
AC: Jak wyglądał dzień u kadetów?
ZM: Chyba jak w każdej szkole, tyle że może dyscyplina była nieco wzmożona, co nikomu krzywdy nie wyrządziło. Rano pobudka, poranna zaprawa, śniadanie. Potem lekcje, chwila wolnego i obiad, po którym przychodziła pora silentium, czyli nauki własnej. Wreszcie capstrzyk i spanie. Czasem w nocy organizowali nam jakiś alarm. I oczywiście odbywały się też ćwiczenia w terenie, na strzelnicy czy w polu. Warto zaznaczyć, że w pierwszym roku nauki, 11 listopada, odbywało się uroczyste ślubowanie młodych kadetów. To był dla nas bardzo uroczysty dzień. Młodzi kadeci zdejmowali tego dnia furażerki i nakładali czapki kadeckie ze słońcem. Drugi ważny moment czekał ich na trzecim roku, kiedy odbywała się uroczystość wręczenia broni. Kadeci otrzymywali karabiny i od tego momentu wszystkie ćwiczenia odbywali z prawdziwą bronią.
JP: Czy historia korpusów kadeckich kończy się w 1939 r.?
ZM: Oczywiście nie. Przed samym wybuchem wojny wydany został rozkaz, by kadeci z Rawicza po wakacjach, czyli 1 września, zameldowali się też we Lwowie. Cały KK 2, wraz z wyposażeniem, miał być przeniesiony do Lwowa. Tak więc część kadetów w momencie wybuchu wojny rozpoczynała swą podróż do Lwowa. Część z nich brała udział w obronie Lwowa w 1939 r. Potem losy kadetów potoczyły się różnie. Jedni poszli w kierunku granicy węgierskiej, inni trafili do Rumunii, wielu znalazło się w sowieckiej niewoli i wywiezieni zostali w głąb Rosji. Części z nich udało się wyrwać z Rosji z Armią Andersa i trafić do szkoły, którą uznajemy za swoistą kontynuację tradycji kadeckiej. Była to Junacka Szkoła Kadetów w Barbara w Palestynie. Istniała w latach 1942–1948. Jej słuchacze trafiali potem do różnych oddziałów, jak słynny Dywizjon 303, czy oddawali życie w ważnych bataliach, np. w bitwie pod Monte Cassino.
JMP: W rzeczywistości powojennej, w PRL, też powołano szkołę kadetów.
SK: Rzeczywiście funkcjonował w latach 1945–1956 Korpus Kadetów im. gen. Waltera-Świerczewskiego, który przygotowywał kadrę dla Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zadaniem KBW było zwalczanie wszelkich przejawów niepodległościowych i umacnianie komunizmu. To tradycje zupełnie obce kadetom polskim.
JMP: Co dalej z kadetami?
ZM: W latach pięćdziesiątych w Londynie powołano do życia Związek Kadetów Lwowskich. W późniejszym okresie związek ten przekształcił się w Związek Kadetów II Rzeczypospolitej, który skupiał wszystkich kadetów żyjących w różnych krajach świata. Przed rokiem związek przestał istnieć. Trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że mówimy o ludziach, z których najmłodsi to osiemdziesięcioparolatki. Ja mam 89 lat i zaliczam się do grona „młodych” w naszym związku. W Polsce mogliśmy zacząć przyznawać się do swych tradycji kadeckich dopiero w latach siedemdziesiątych. W roku 1980 wypisaliśmy się ze ­Związku Bojowników o Wolność i Demokrację i przystąpiliśmy do utworzonego Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej. Wtedy też powstał Związek Kadetów II RP z siedzibą Zarządu Głównego w Warszawie. Powołano też Kluby Regionalne w Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku. I w takiej strukturze trwamy i działamy do dzisiaj. Pytacie panowie, co dalej z kadetami... No cóż, my pomału odchodzimy. Pisaliśmy apele do Prezydenta RP o przywrócenie korpusów kadeckich, podobne pisma trafiły na biurko ministra obrony narodowej. I przez długi czas nie było żadnej odpowiedzi. Ostatnio nadeszła z MON – negatywna. Poza tym bywamy ignorowani, niedopuszczani do oficjalnego składania kwiatów podczas świąt narodowych. Ostatnio taki afront spotkał nas podczas wizyty Prezydenta RP w październiku ubiegłego roku. Nie zostaliśmy ujęci w protokole oficjalnym. Wiązanki kwiatów pod odwachem z okazji 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości i powstania Korpusu Kadetów w II RP mogliśmy złożyć po oficjalnych uroczystościach. Łezka w oku się kręci, gdy przypomina się, w jaki sposób honorowani byli w Polsce uczestnicy Powstań Narodowych, jakie uprawnienia i honory im się należały.
AC: Ilu kadetów jeszcze pozostało?
ZM: Po wojnie w Małopolsce było ponad 70 kadetów. Jeszcze w latach 80. było nas 36, dziś nasz związek liczy zaledwie 10 osób.
AC: Co z pamiątkami kadeckimi? Była taka ciekawa ekspozycja przy kościele garnizonowym św. Agnieszki w Krakowie, ale została przeniesiona.
ZM: Słusznie zadecydowano, że te cenne pamiątki kadeckie, a także wojskowe, powinny się znaleźć w muzeum. Wybraliśmy do tego celu krakowskie Muzeum Armii Krajowej. W ubiegłym roku przekazaliśmy tam ponad 3000 różnych eksponatów, gromadzonych od lat 80. Istnieje jednak szansa dalszego wzbogacenie tej kolekcji o inne jeszcze prywatne zbiory.
JMP: Jakiego typu są to eksponaty?
ZM: Bardzo różnorodne. Są tam dokumenty, liczne fotografie, druki okolicznościowe, dokumenty osobiste. Cenne są szczęśliwie zachowane mundury i broń, medale, odznaczenia. Są też obrazy i rzeźby, księgo­zbiór. I nie tylko kadeckie.
AC: Podobne zbiory i pamiątki istnieją zapewne też w innych miastach. Czy zostanie to wszystko jakoś scalone?
ZM: Nie, gdyż inne miejscowości – nie tylko te, gdzie były korpusy kadetów – również pragną mieć pamiątki kadeckie i je gromadzą. Przykładem Katowice, Leśnica i jeszcze inne.
AC: Trzeba na koniec wspomnieć o dwutomowej księdze pamiątkowej, wydanej w ostatnich latach.
ZM: Tak, w 2001 roku nasz Związek wydał Księgę Pamięci Kadetów II Rzeczypospolitej. W tomie tym mieści się rys historyczny szkól kadeckich w Polsce oraz biogramy ponad 2800 przedwojennych kadetów. W 2006 r. ukazał się Aneks, z kolejnymi notami, co razem dało biografię nieco ponad 70% wszystkich kadetów II RP. Ponadto w Aneksie znalazł się wykaz kadetów i historia Junackiej Szkoły Kadetów w Palestynie. Osobny rozdział omawia udział kadetów w obronie Lwowa w czasie kampanii wrześniowej 1939 r., wraz z ich listą – z KK1 i KK2.
Gmach Korpusu Kadetów nr 1 we Lwowie